Nie wierzę w obietnice Tuska

Rozmowa ze Stanisławem Pieszką, wiceprezesem Związku Polaków na Litwie
oraz prezesem Fundacji "Samostanowienie"

Czy przekonują Pana obietnice premiera Donalda Tuska złożone podczas jego
wizyty na Litwie?

– Mówiąc szczerze, odebrałem te niedzielne zapowiedzi negatywnie. A to dlatego,
że jest przecież traktat polsko-litewski z 26 kwietnia 1994 roku o przyjaznych
stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, w którego 14. i 15. punkcie gwarantuje
się Polakom prawo do nauczania w ich własnym języku od przedszkola do szkoły
średniej włącznie. Dlatego nie rozumiem, po co premier Tusk składa podobne
obietnice podjęcia rozmów na temat nowej ustawy o oświacie, skoro ewidentnie
łamie ona postanowienia owego traktatu podpisanego przez prezydentów Lecha
Wałęsę i Algirdasa Brazauskasa, i dlatego wymaga zmiany. Podobne obietnice
powołania komisji są więc dla mnie niczym innym, jak tylko próbą grania na
zwłokę. Swoje zdanie przedstawiłem w niedzielę premierowi podczas jego spotkania
z dziennikarzami, na co on odpowiedział, że "trzeba jakoś rozmawiać". Zgodziłem
się z premierem, dodałem jednak, że poza rozmawianiem trzeba w pierwszej
kolejności wypełniać traktat. Powiedziałem ponadto, że uważam, iż te rozmowy
niczego nie wniosą i że po raz kolejny zarówno on, jak i Polacy zostaną
oszukani. I proszę sobie wyobrazić moje zdumienie, gdy w odpowiedzi premier Tusk
powiedział do mnie, iż on "jest Kaszubem" i jego "nie oszukają"!

Pańskie obawy potwierdza niestety wypowiedź premiera Andriusa Kubiliusa, że
Litwa nie zamierza zmieniać ustawy o oświacie…

– Takie zapewnienie premier Litwy złożył w niedzielę późnym wieczorem w
litewskiej telewizji publicznej, mówiąc, że ustawa będzie funkcjonowała w
obecnym kształcie i że "nie widzi żadnych powodów do jakichkolwiek zmian". I ja
bardziej wierzę otwartym zapewnieniom premiera Kubiliusa aniżeli wymuszonym
obietnicom Tuska. Żeby zmienić tę ustawę, nie wystarczą opinie ekspertów, gdyż
musiałby przegłosować to litewski Sejm. A proszę zauważyć, iż choć Tusk pięknie
mówił do Polaków zebranych na Mszy św. w Wilnie, to jednak w żadnym momencie nie
powiedział, że ustawa – która likwiduje polskie szkoły i prowadzi do stopniowej
likwidacji polskości na Wileńszczyźnie – zostanie odwołana.

Jak zatem oceniają Państwo efekty wizyty premiera Tuska w Wilnie?
– Polski premier miał możliwości działania, kiedy ustawa była jeszcze w Sejmie.
Delegacja Polaków z Litwy wielokrotnie kierowała pisma do Donalda Tuska i
ministra edukacji o interwencję w tej sprawie, jednak nie reagowano na nie.
Wreszcie Polacy postanowili udać się do Warszawy. Delegacja pod przewodnictwem
posła AWPL Jarosława Narkiewicza, wicemera rejonu wileńskiego Jana Mincewicza i
prezesa Polskiej Macierzy Szkolnej na Litwie Józefa Kwiatkowskiego, spotkała się
z wiceministrem edukacji i poprosiła go o podjęcie działań w tej sprawie. Nic
jednak w nie uczyniono, choć możliwości ku temu jeszcze były! Teraz zaś, tuż
przed wyborami, karmi się nas jakimiś obietnicami, które z założenia nic w
naszej sprawie nie mogą zmienić. Dlatego raz jeszcze podkreślam, iż wierzę w
wygłoszone publicznie zapewnienia premiera Kubiliusa, że ta krzywdząca polskie
szkolnictwo ustawa nie zostanie zmieniona.

W jaki zatem sposób rząd może rzeczywiście pomóc Polakom na Litwie?
– Jeżeli polski rząd nie przejdzie w stosunku do Litwy z politycznych na
ekonomiczne cele, to nic w naszej sytuacji się nie zmieni.

A co to za cele?
– Nie chciałbym ich wymieniać, bo jeszcze powiedzą, że jestem zdrajcą narodu
litewskiego. Ale premier dobrze wie, o czym mowa. Jest to cały pakiet, na którym
Litwie zależy.

Czyli m.in. most energetyczny i obwodnica Via Baltica?
– Jak widać, sama pani sobie może na to odpowiedzieć. O resztę możliwych celów
proszę zapytać pana premiera Tuska.

Jak w takim razie słowa Kubiliusa wpłyną na dalsze losy strajku w polskich
szkołach na Litwie, zawieszonego na dwa tygodnie po deklaracjach premiera Tuska?

– Nie chciałbym spekulować, ale podejrzewam, że jeżeli po tym terminie nie
będzie widać żadnych rezultatów, wówczas strajk zostanie wznowiony. Nie
zdziwiłbym się też, jeśli członkowie komitetu strajkowego dołączą do tego
wysunięty wcześniej pomysł podjęcia głodówki. Polacy są bowiem zdesperowani
zagrożeniem dalszego wynaradawiania, o czym świadczyć może chociażby fakt, że
inicjatywa strajku powstała oddolnie, wśród samych rodziców i dzieci.
 

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

drukuj