Nie tylko widzialność mierzona na oko

Pracownik służb meteorologicznych na Siewiernym 10 kwietnia ub.r. oceniał
widzialność poziomą na podstawie punktów orientacyjnych. Szkopuł w tym, że
położenie niektórych z nich określone zostało z dużym błędem.

W lotnictwie używa się dwóch różnych określeń widzialności: poziomej i skośnej.
Na lepiej wyposażonych obiektach do oceny widzialności poziomej służą
widzialnościomierze. W przypadku lotniska w Smoleńsku parametr ten określany
jest na podstawie widoczności określonych punktów orientacyjnych w terenie. Są
to tzw. repery. – To może być wieżyczka pobliskiego kościoła, jakieś
zabudowanie, hangar, wzgórze, komin itp. Te odległości powinny być dokładnie
wymierzone i na podstawie ich widoczności służby meteo lotniska mogą, oczywiście
z pewnym błędem wynikającym z indywidualnej oceny sytuacji przez pracownika
meteo, ocenić widzialność poziomą – mówi doświadczony pilot wojskowy w stopniu
majora.
W tym przypadku bardzo ważne jest dokładne określenie odległości poszczególnych
reperów od punktu obserwacyjnego oraz precyzja meteorologa. Tymczasem, jak
wynika z raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), na Siewiernym był
kłopot już z samym opisem reperów. Otóż, przy sprawdzaniu odległości do obiektów
naziemnych do określania widzialności według "Schematu obiektów naziemnych do
wizualnego wyznaczania widzialności poziomej z AMS" (lotniczego systemu
meteorologicznego) była stwierdzona niezgodność odległości do obiektu nr 9
(garaże) 700 m (lewy kraniec) i 1000 m (prawy kraniec). W rzeczywistości
zmierzona odległość do obiektu nr 9 wynosiła 570 m (lewy kraniec) i 600 m (prawy
kraniec). Do obiektu nr 6 RSP (budynek radiolokacyjnego systemu lądowania)
według "Schematu…" odległość wynosiła 1500 m, a w rzeczywistości pomiary
wykazały wartość 1200 metrów.
Jednak nawet dokładne określenie przez służby meteo wartości widzialności
poziomej nie jest tożsame z tym, co widzi pilot z kokpitu samolotu znajdującego
się w powietrzu. W praktyce meteorolog nie jest bowiem w stanie ocenić
widzialności skośnej, ponieważ nie ma w powietrzu żadnego punktu odniesienia.
Dla pilotów w kokpicie takim punktem jest np. próg pasa czy światła lotniska.
– Podchodząc do lądowania we mgle, wiele razy słyszeliśmy, że widzialność
pozioma wynosi np. 650- -700 metrów, a z kabiny widzieliśmy obiekty oddalone o
900-1000 metrów. Co więcej, przy dobrym systemie świetlnym na lotnisku ta
widzialność podnosiła się do 1200-1500 metrów. W Smoleńsku widzialność pozioma
mierzona jest na oko. Jeżeli pilot przy tak określanych parametrach podejmuje
decyzję o lądowaniu, musi to znaczyć, że widzi światła lotniska czy bramki z
reflektorów. W przeciwnym przypadku nie zaryzykuje – tłumaczy pilot.

 

Marcin Austyn

drukuj