Nie mogę przestać głosić prawdy
Z Katarzyną Soborak, notariuszem w procesie beatyfikacyjnym ks.
Jerzego Popiełuszki na szczeblu diecezjalnym, szefową Archiwum Księdza Jerzego
Popiełuszki w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, rozmawia Małgorzata
Rutkowska
Komunizm był systemem opartym na kłamstwie, na jego straży stało
państwo i cała armia sług fałszu. Tej ogromnej machinie zniewalania sumień ks.
Jerzy Popiełuszko rzucił wyzwanie, upominając się o prymat prawdy w życiu
społecznym i indywidualnym.
– Ksiądz Jerzy Popiełuszko mówił, że
kapłan to uczeń Chrystusa, a Chrystus głosił prawdę i oddał za nią życie. Tak
samo Jego uczniowie ginęli za prawdę. Ksiądz Jerzy nauczał, że prawda to
zgodność słów z czynami, że słów prawdy nie trzeba wiele, bo jest ona niezmienna
i trwała, kłamstwo zaś wciąż trzeba zmieniać, wymyślać nowe jego wersje, żeby
mogło trwać. Mówił, że prawda zawsze łączy się z miłością, a miłość kosztuje,
stąd i prawda musi kosztować.
Przekonanie, że prawda jest najważniejsza, wyniósł z domu
rodzinnego?
– Mama księdza Jerzego zawsze podkreśla w rozmowie: „U
nas w domu kłamstwa nie było”. I rzeczywiście, ks. Jerzy został tak wychowany,
dlatego każde kłamstwo bardzo go raziło. Często powtarzał, że do głoszenia
prawdy trzeba posiadać cnotę męstwa, bo człowiek tchórzliwy się lęka, stwarza
jakieś pozory prawdy.
Szczególnie monstrualne rozm iary kłamstwo przybrało w stanie
wojennym.
– Po wprowadzeniu stanu wojennego Naród był wyjątkowo
udręczony. Nie było wtedy prawdy, nie można było jej oczekiwać od rządzących. W
środkach przekazu słychać było tylko słowa kłamstw i manipulacji albo półprawd.
Ksiądz Jerzy powtarzał, że jeżeli władza mówi, że jest dobrze, a jest przecież
źle, to jest oczywiste kłamstwo. Jeżeli władza więzi niewinnych, najlepszych
obywateli, a mówi, że to dla dobra Ojczyzny, to też było kłamstwo. Ludzie jednak
garnęli się do prawdy, szukali jej. Ksiądz Jerzy z nadzieją więc mówił, że
znajdą prawdę. Przyjeżdżali przecież z całego kraju na Żoliborz do kościoła św.
Stanisława Kostki, bo chcieli słuchać słów prawdy o tym, czym Naród żyje i jakie
cierpienia znosi.
Na jakie słowa słuchacze czekali?
– Ludzie opowiadali ks.
Jerzemu o doznanych krzywdach, cierpieniach, a potem on o tych problemach mówił
na Mszach Świętych za Ojczyznę. W ten sposób ta prawda się przebijała, Naród
pokazywał, czym chce żyć, a odrzucał to, czym go karmiono na co dzień przede
wszystkim w prasie i w telewizji. W czasie gdy cenzura wykreślała wszystkie
słowa prawdy, ks. Jerzy odważnie wskazywał, że „nie służy rozwojowi prawdy
cenzura, która swoje ostrze kieruje nie przeciwko złu, ale przeciwko
szlachetnemu dobru”.
Ksiądz Jerzy nie milczał, widząc zakłamanie w polityce. Jak traktował
ten wymiar życia publicznego?
– Głosząc prawdę, ks. Jerzy odnosił
się do słów Chrystusa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Tymczasem rządzący
mówili to, co w danej chwili było dla nich wygodne, później zmieniali tylko
wersje, ale kłamstwo było zawsze kłamstwem ustawicznie powtarzanym.
Nie bał się też wymawiać słowa „Solidarność”, odważnie przypominał
wielkie znaczenie tego ruchu społecznego, który połączył miliony
Polaków.
– Ksiądz Jerzy widział, że Naród, który zjednoczył się w
„Solidarności”, dążył do uczciwości, do sprawiedliwości, do prawdy. Dlatego tak
bolesne było to, co spotkało „Solidarność”: wprowadzenie stanu wojennego,
wyrzucanie z pracy, więzienie, prześladowanie, represje. Ksiądz Jerzy,
upominając się o prawdę, upominał się też o godność Narodu i każdego człowieka,
nie wymieniał oczywiście żadnych nazwisk, ale mówił o wyrzuconych z pracy,
uwięzionych. Ludzie bardzo czekali na prawdziwe informacje, dlatego tak mocno
utożsamiali się z nim. Ale trzeba też pamiętać, że przychodzili na Msze św. za
Ojczyznę przede wszystkim po to, by swoje cierpienia ofiarować Bogu, prosić, by
Chrystus wyprowadził z tego jakieś dobro. Bardzo gorliwie się modlili, widać
było, że ten cierpiący Naród pokłada nadzieję w Bogu. Ksiądz Jerzy nas umacniał
i dzięki temu mogliśmy przetrwać bardzo trudny czas stanu wojennego.
Był nie tylko świadkiem prawdy, ale oddał za nią życie.
–
Tak, jest męczennikiem za wiarę i za głoszenie prawdy. Był na to przygotowany…
Mimo że wiele razy go ostrzegano, że coś złego może się z nim stać, mówił:
„Niczego się nie lękam. Ja już przeszedłem barierę strachu, jestem gotowy na
wszystko”. Za głoszenie prawdy oddał życie. To, co głosił, jest aktualne i dziś.
Mam nadzieję, że beatyfikacja ks. Jerzego skłoni ludzi do przeanalizowania jego
homilii. Może Naród weźmie to nauczanie do siebie, nastąpią zmiany w Ojczyźnie,
gdy ludzie przestaną kłamać, a zaczną głosić prawdę.
Ksiądz Jerzy mówił, że korzeniem wszystkich kryzysów jest brak
prawdy, a my wciąż żyjemy w kryzysie…
– Co można zbudować na
kłamstwie? Nic. „Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą” – nauczał ks. Jerzy i
podkreślał, że prawda to zgodność słów z czynami. Mówił to 25 lat temu, ale jego
słowa zachowały aktualność. Myślę, że to jest właśnie domena świętych, że głoszą
naukę ponadczasową. Z racji zbliżającej się beatyfikacji zastanawiamy się, czyim
patronem może być ks. Jerzy. Dochodzimy do wniosku, że wszystkich, bo skupiał
wokół siebie bardzo wiele środowisk, a jego nauczanie przekracza wymiar jednego
czasu i pokolenia.
Msze Święte za Ojczyznę przemieniały ludzi, znikał strach przed
represjami, opadały złe emocje. Prawda zawsze oczyszcza…
– Mamy
listy, które ludzie pisali jeszcze za życia ks. Jerzego, w których zaznaczają,
że dzięki Mszom Świętym za Ojczyznę wyzbywali się nienawiści. Pamiętam list
pewnej młodej dziewczyny. Przed maturą znalazła się w trudnych warunkach
materialnych, musiała podjąć pracę w piekarni. Buntowała się przeciwko temu,
miała pretensje do całego świata. Zachęcona przez matkę poszła na Mszę Świętą za
Ojczyznę. To ją bardzo zmieniło. Zaczęła dziękować Bogu, że ma pracę, zaczęła ją
wykonywać z miłością. Albo historia pewnej dziennikarki, która przez pół roku
była internowana. Wiele wycierpiała, nosiła ogromną niechęć w sercu do ludzi,
którzy skrzywdzili ją i jej rodzinę. Gdy zaczęła przychodzić na Msze Święte za
Ojczyznę, wyzbyła się nienawiści. Ludzie naprawdę czerpali nadzieję z kazań ks.
Jerzego, dziękowali za wypowiadane słowa prawdy, to wszystko miało wielki sens w
tym mrocznym okresie stanu wojennego.
Zło odpowiedziało jednak kampanią nienawiści uruchomioną przez
najwyższe władze PRL.
– Ksiądz Jerzy bardzo to przeżywał. Otrzymywał
anonimy, wrzucono mu do mieszkania cegłę, później była prowokacja na Chłodnej,
przygotowanie sprawy i postawienie §. W każdej chwili spodziewał się, że może go
spotkać najgorsze, różne osoby go ostrzegały, księża biskupi. Wtedy odpowiadał:
„Przecież nie mogę przestać głosić prawdy”.
Dziękuję za rozmowę.
