Nasila się zakłamywanie rzeczywistości

Z JE ks. bp. Ignacym Decem, ordynariuszem świdnickim, rozmawia Sławomir
Jagodziński

Jako Polacy w tym roku szczególnie doświadczyliśmy cierpienia, zarówno w
wymiarze ogólnonarodowym, jak i rodzinnym, osobistym. Katastrofa smoleńska,
powódź w swych kilku dramatycznych odsłonach, profanacje krzyża… Czego Wasza
Ekscelencja życzyłby naszej Ojczyźnie, która jak zatroskana matka ze swymi
dziećmi wita nowo narodzonego Jezusa?

– Rzeczywiście doświadczyliśmy w odchodzącym roku wiele. Były katastrofy i
cierpienia, ale były i radości, jak np. beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki.
Życzenia moje są tradycyjne, wyrastające ze świętowania tajemnicy Wcielenia.
Chciałbym życzyć naszej Ojczyźnie przede wszystkim pełniejszego otwarcia się na
dary, które Jezus Chrystus przyniósł dla nas na ziemię. Są to dary prawdy,
miłości i pokoju. W dzisiejszym życiu publicznym, zwłaszcza w mediach, zagrożona
jest prawda. Widać gołym okiem, jak prawda jest zakrywana, jak jest dawkowana i
manipulowana. Dzieje się tak nie tylko w przypadku wyjaśniania katastrofy
smoleńskiej czy całej sprawy krzyża na placu przed Pałacem Prezydenckim, czy też
prezentowania naszych relacji z sąsiadami, z Unią Europejską, ale także w
prezentacji działalności Kościoła, jego misji w świecie i w społeczeństwie. W
dyskusjach medialnych, w debacie publicznej wcale nie tak rzadko dobro nazywa
się złem, a prawdę uznaje się za ksenofobię, za przejaw fundamentalizmu,
antysemityzmu czy antyeuropejskości. W Polsce po wyborach samorządowych ciągle
brakuje rzeczowej, uczciwej dyskusji, wzajemnej zgody opartej na prawdzie i
miłości. Brakuje wewnętrznego pokoju w ludzkich sercach, w rodzinach, we
wspólnotach samorządowych i innych. Prorocy starotestamentalni zapowiadali:
"Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie". Nie wszyscy chcą zaakceptować, że
przyniesiony przez Chrystusa pokój jest owocem przyjęcia Jego prawdy i miłości.
W czasie narodzin Jezusa aniołowie wielbili Boga słowami: "Chwała Bogu na
wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał" (Łk 2, 14).
Bóg ma w tych upodobanie i tych obdarza pokojem, którzy oddają Mu chwałę,
najlepszą formą oddawania Bogu chwały jest zaś przestrzeganie Jego Prawa,
zachowanie Jego przykazań. Życzę zatem naszej Ojczyźnie, wszystkim jej córkom i
synom, by z nową wiarą i miłością przyjęli Słowo, które stało się ciałem i
zamieszkało wśród nas, by przyjęli przyniesioną przez Nie prawdę, miłość i
pokój. Jezus ze żłóbka i Jezus z Golgoty ma nam tyle do ofiarowania. W przyjęciu
tego daru leży ocalenie i pomyślność świata i ludzkości. Przychodzący Bóg daruje
nam samego siebie, obdarza nas prawdą, miłością i pokojem. Posyła nas z tymi
darami do innych.

Szczególnym patronem mijającego roku stał się wspomniany przez Księdza
Biskupa męczennik – bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który w czerwcu został wyniesiony
do chwały ołtarzy. Był prześladowany, został zamordowany przez władze PRL za
głoszenie prawdy z ambony i wspieranie osób represjonowanych. Czy w sytuacji,
gdy znów przez władzę państwową, ale też i wiele mediów kapłani, biskupi są
piętnowani za kazania, które "są politycznie niepoprawne", życie bł. ks. Jerzego
nie staje się wymownym wołaniem do biskupów i duszpasterzy w Polsce: nie dajcie
sie zastraszyć?

– Z pewnością tak. Próby zastraszania pasterzy Kościoła i podporządkowania
sobie ich działalności, zwłaszcza ich przepowiadania, pojawiają się od początku
istnienia Kościoła. Już apostołom zakazano nauczać o Jezusie Chrystusie. Wtedy
Piotr i Jan przed Sanhedrynem stanowczo powiedzieli: "Rozsądźcie, czy słuszne
jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić
tego, cośmy widzieli i słyszeli" (Dz 4, 19-20). Za to nieposłuszeństwo władzy
cywilnej zostali wtrąceni do więzienia. Po cudownym uwolnieniu z aresztu znowu
podjęli nauczanie o Chrystusie i wezwani ponownie przed Sanhedryn, na nowo
oświadczyli: "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5, 29). Ich śladami
idą przez wieki ich następcy. W historii Kościoła najczęściej atakowano
odważnych i pokornych głosicieli Ewangelii, obrońców praw Boga i ludzi. W
najnowszych czasach usiłowano ograniczać działalność Kościoła w państwach
totalitarnych, a ostatnio widoczne są kolejne próby podporządkowania Kościoła w
niektórych krajach, gdzie władzę sprawują libertyńscy przywódcy. Ksiądz Jerzy
Popiełuszko był wielokrotnie upominany za treść głoszonych kazań. Jego
działalność ewangelizacyjną chciano podporządkować dyktatowi partii
socjalistycznej. Nie przestraszył się. Wiedział, że trzeba bardziej słuchać Boga
niż ludzi. Nie przestraszyli się także, po jego męczeńskiej śmierci, pasterze
Kościoła, którzy nie tylko u nas, ale i w innych krajach bronili i bronią
autonomii w głoszeniu Ewangelii. Na linii tych józefińskich tendencji trzeba
widzieć także tak liczne ataki na Radio Maryja, Telewizję Trwam czy "Nasz
Dziennik", a także krytykę niektórych duchownych za nieprzestrzeganie
"poprawności politycznej". Nie możemy sprzeniewierzać się naszemu powołaniu.
Winniśmy bardziej słuchać Pana Boga aniżeli ludzi. Bóg sam dodaje swoim sługom
odwagi i uwalnia ich od lęku. Tak było w dziejach zbawienia. Tak się działo, gdy
Jezus przychodził na świat. Maryja w czasie zwiastowania usłyszała: "Nie bój
się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga" (Łk 1, 30); św. Józef otrzymał
wezwanie: "Józefie, Synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej
Małżonki" (Mt 1, 20). W noc Bożego Narodzenia anioł mówił pasterzom: "Nie bójcie
się! Oto zwiastuję wam radość wielką… dziś bowiem w mieście Dawida narodził
się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan" (Łk 2, 10-11). Nie wolno zatem
ulegać zastraszeniu ze strony władz czy liberalnych mediów. Za nami stoi Ten,
który tak często swoich wybranych zapewniał: "Nie lękaj się, Ja będę z tobą"
(por. np. Jr 46, 28).

"Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd,
poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem
chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań –
ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli…" (2 Tm 4, 2 nn).
Czy ta chwila, o której pisze św. Paweł Apostoł, nastała właśnie w Polsce?

– Na pewno przytoczone słowa apostoła są bardzo aktualne w dzisiejszej
sytuacji, w jakiej znalazła się nasza Ojczyzna. W mediach publicznych, zwłaszcza
liberalnych, lansuje się hasła antyewangeliczne. Manipuluje się autorytetem Ojca
Świętego Jana Pawła II. Robi się pozorne gesty wobec Kościoła, składa się nawet
wyraźne deklaracje o przynależności do niego, a w rzeczywistości daje się
posłuch nie Kościołowi, nie sumieniu, ale wymogom swoich mocodawców,
beneficjentów, niekiedy współczesnym dyktatorom relatywizmu i zwolennikom
swoistej, subiektywnej wizji chrześcijaństwa. Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć
fakt aprobaty metody zapłodnienia in vitro przy równoczesnym przyznawaniu się,
że jest się katolikiem? Jeśli jesteśmy i chcemy być we wspólnocie Kościoła,
winniśmy liczyć się z nauczaniem jego pasterzy, zwłaszcza Biskupa Rzymu, Piotra
Naszych Czasów. Kto tego nie rozumie, czy też nie chce się do tego zastosować z
jakichkolwiek względów, sam w jakimś sensie zdradza wspólnotę, do której
formalnie należy, chociażby z tytułu przyjętego kiedyś chrztu. Jest rzeczą
niepokojącą, że w ustach naszych polityków, że w mediach coraz rzadziej
pojawiają się słowa: "ojczyzna", "naród", "patriotyzm", a przecież tak często
padały one z ust Prymasa Tysiąclecia i Ojca Świętego Jana Pawła II.

Tuż przed świętami próbowano ukazać Polakom wypaczony obraz rzekomo
podzielonego Kościoła. Katolickie media oskarżono o fundamentalizm, ksenofobię,
szerzenie nienawiści… Ekscelencjo, mówi się od jakiegoś czasu o "wojnie
polsko-polskiej", czy ktoś nie próbuje teraz wmówić Narodowi, że trwa jakaś
wojna katolicko-katolicka?

– Nie ma żadnej wojny katolicko-katolickiej, kościelno-kościelnej. Jest to
wmawianie ludziom czegoś, czego nie ma. Episkopat w sprawach prawd wiary,
moralności, katolickiej nauki społecznej mówi jednym głosem. Zdarzające się
różnice w ocenie niektórych spraw codziennego życia są czymś normalnym. Zmarły
przed dwoma laty o. prof. Mieczysław Albert Krąpiec, jeden z najwybitniejszych
autorytetów polskiej filozofii ostatniego czasu, przypominał studentom, ludziom
nauki i kultury, jak ważną rzeczą jest odczytywanie rzeczywistości, odczytywanie
jej taką, jaka jest, czyli odczytywanie jej w prawdzie. Niestety dzisiaj wzmaga
się tendencja zakłamywania rzeczywistości. Ujawnia się tu błąd, który popełnił
Immanuel Kant (1724–1804), który uważał, że rzeczywistość jest uczniem, a
nauczycielem jest poznający ją człowiek. Było to stanowisko idealizmu, które
daje pierwszeństwo myśli przed bytem, a przecież byt jest pierwszy. Myśl zawsze
zakorzeniona jest w bycie, i to w bycie osobowym. W realistycznej filozofii
ciągle się przypomina, że człowiek jest uczniem, a nauczycielką jest
rzeczywistość. Stąd też mamy obowiązek odczytywania rzeczywistości taką, jaka
ona jest. Wielu dziennikarzy popełnia dziś kantowski błąd. Szczycą się, że są
realistami, a w rzeczywistości nimi nie są, czyli nie są wierni istniejącej
rzeczywistości, ale jakimś ideom, utopiom, którym służą, często z powodów
pragmatycznych, komercyjnych, a nie z chęci służenia prawdzie. Jest dzisiaj
wielką potrzebą chwili, aby te procesy demaskować. Niestety, do tego są
potrzebne media niezależne, które nie funkcjonują pod dyktando mocodawców, ale
które kierują się wymogiem prawdy, czyli mówienia i pisania zgodnego z
rzeczywistością, którą odczytujemy naszym zdrowym doświadczeniem, rozumem i
wiarą.

Wobec ataków na Kościół, pasterzy, kapłanów tym bardziej nie możemy być
głusi na wezwanie Ojca Świętego do nowej ewangelizacji Europy i świata.
Wydarzenia choćby z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, gdzie doszło do
profanacji krzyża, czy wspomniany już problem z politykami, którzy nie są
zdolni, aby być katolikami w życiu publicznym, ukazują chyba dobitnie, że Polska
też tej nowej ewangelizacji potrzebuje?

– Jak najbardziej. Cały świat, cały Kościół, w tym także Polska, potrzebuje
nowej ewangelizacji. Nie może to być jednak jakaś ewangelizacja "dzika", "na
własną rękę", ale ewangelizacja kierowana przez Magisterium Kościoła. Tak zwana
lewica katolicka nie chce słyszeć o urzędzie nauczycielskim Kościoła
(Magisterium Ecclesiae). Chciałaby jego naukę dopasować do swoich osobistych czy
partyjnych potrzeb, do przyjmowanej ideologii, a nie do wymogów prawa
naturalnego, prawa Bożego, do poprawnie uformowanego sumienia. Potrzebą chwili
jest dziś poprawna formacja polityków, dziennikarzy i innych działaczy
społecznych, którzy kształtują życie publiczne. Gdyby naprawdę czuli się
konsekwentnymi katolikami, przestrzegając zasad etycznych, mogliby owocnie
pomnażać dobro wspólne Narodu i lokalnych społeczności. Rzeczywiście jest nam
bardzo potrzebna nowa ewangelizacja dla religijnego i moralnego odradzania się
Narodu. Po ostatnich wypowiedziach niektórych osób duchownych czy też byłych
duchownych w niedawnej dyskusji telewizyjnej można ubolewać nad zadziwiającą
agresją wobec pasterzy Kościoła. Owym napastliwym dyskutantom trzeba by
przypomnieć, że reformę Kościoła należy zawsze rozpoczynać od siebie.

Z woli Ojca Świętego tegoroczny Adwent stał się czasem szczególnej
modlitwy w intencji poczętego życia. Ta sprawa jest tak ważna, że mobilizacja
duchowa Kościoła w obronie dzieci zabijanych w łonach matek powinna nadal
trwać…

– Ponowne wezwanie Ojca Świętego do modlitwy w obronie życia poczętego jest
bardzo wymowne. Ojciec Święty Benedykt XVI dobrze zdaje sobie sprawę z rozmiaru
problemu, z rozmiaru zła, jakie szerzy się w dzisiejszym świecie. Stosunek do
życia jest miarą moralnej wartości człowieka, jest wyznacznikiem jakości
cywilizacji. Musimy bronić ludzkiego życia, zwłaszcza na etapie początkowym i
końcowym, gdyż wtedy jest ono bezbronne i stąd też najbardziej zagrożone.
Propagowanie aborcji i eutanazji jest największym skandalem naszych czasów. To
nie jest jedynie sprawa Objawienia, w którym Bóg powiedział "Nie zabijaj", ale
jest to wymóg natury ludzkiej, prawego rozumu, zdrowego rozsądku. Okazuje się,
że dziś nie tylko trzeba bronić wiary, ale także i rozumu. Nie wolno zaniechać
batalii o życie ludzkie. W sytuacji, gdy ludzi nie można przekonać racjonalnymi
argumentami, pozostaje nam jeszcze modlitwa i dar cierpienia – na wzór
Chrystusa. Gdy Jezus nie przekonał swoich adwersarzy słowem, przyjął cierpienie
i podjął modlitwę: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34).

Dziękuję za rozmowę.

drukuj