Narody nie giną

Ksiądz kardynał Angelo Sodano, zwracając się do Polaków w imieniu
Ojca Świętego Benedykta XVI, przypomniał nam zagadnienie praw narodów. To nie
przypadek. W czasie, w którym współczesna Europa i świat nie tylko kontestują
prawa narodów i nie liczą się z ich dobrem, ale często pragną przerwać samo ich
istnienie, Polacy dotknięci w nowy sposób katyńską tragedią okazali się żywym,
współczującym, solidarnym Narodem. Polacy okazali się Narodem, który w obliczu
nieszczęścia powszechnie zwraca się do Boga i modli się, aby w ten sposób
wspomóc zarówno swoich zmarłych, jak i swoje zagrożone państwo.

Warto zatem pochylić się nad rzeczywistością narodu, by uświadomić sobie jego
doniosłe znaczenie w ludzkich dziejach oraz racje jego praw. Fundamentalne
nauczanie o sensie istnienia narodów zawiera Katechizm Kościoła Katolickiego (nr
56-58). „Gdy przez grzech została rozbita jedność rodzaju ludzkiego, Bóg dąży
najpierw do ocalenia ludzkości, ratując jej poszczególne części. Przymierze z
Noem po potopie wyraża zasadę ekonomii Bożej wobec 'narodów’, czyli ludzi
zgromadzonych 'według swych krajów i swego języka, według szczepów i według
narodów’ (Rdz 10, 5)”.
Ten zarazem kosmiczny, społeczny i religijny porządek
wielości narodów, powierzony przez Bożą Opatrzność trosce aniołów, ma na celu
ograniczenie pychy upadłej ludzkości, która – jednomyślna w swej przewrotności –
o własnych siłach chciała zjednoczyć się, budując wieżę Babel.

Współczesne manipulacje skierowane przeciwko
narodom

Kiedy zatem padają różne propozycje zjednoczenia narodów,
także współcześnie, ludzie wiary pytają, czy to dokonuje się w imię Chrystusa?
Czy oznacza próbę przezwyciężenia grzechów w imię Jego nauki? Może w imię
miłości społecznej, która przecież od Niego pochodzi? Może przynajmniej w imię
prawdy o człowieku i w imię poszanowania prawa naturalnego? Każda bowiem inna
próba jednoczenia narodów nie tylko jest skazana na porażkę, ale będąc wyrazem
ludzkiej przewrotności, okaże się źródłem kolejnych ludzkich nieszczęść. Takimi
przewrotnymi próbami mogą być wysiłki budowania różnych imperiów o skali
kontynentalnej czy nawet globalnej, w których ruguje się pamięć o Bogu i Jego
prawach, aby nie przeszkadzały w spełnieniu ludzkich zamysłów.
W konsekwencji
odrzucenia praw Bożych neguje się też prawa ludzkich osób. Neguje się też prawa
ludzkich wspólnot, takich jak rodziny czy całe narody. Ten wspólnotowy sposób
bytowania sam Bóg powierzył człowiekowi w jego rozumnej i społecznej naturze.
Tymczasem w ciągu dziejów prawa te niejednokrotnie były i są negowane, aby nie
stanowiły źródła oporu wobec utopijnych i szkodliwych pomysłów przedstawianych
przez niektórych jako jedynie słuszne i często wprowadzanych siłą.
Dokonuje
się zatem manipulacji skierowanych przeciwko państwom i ich instytucjom
politycznym, aby nie chroniły narodów, dla dobra których zostały powołane.
Dokonuje się manipulacji przeciwko kulturom narodów, aby nie wyznaczały
własnych, narodowych sposobów życia i rozwiązywania problemów, ale aby ustąpiły
regułom narzucanym narodom z zewnątrz. Przy okazji często ograbia się narody z
ich terytorium i posiadanych bogactw materialnych, przekreślając tym samym
perspektywy ich rozwoju.
Przez niszczenie kultury dokonuje się manipulacji
przeciwko tożsamości wspólnot narodowych i przeciwko poczuciu przynależności
osób ludzkich do wspólnoty. Często niszczy się też tych członków wspólnoty,
których świadomość i wola są zbyt mocne, by można było je zmanipulować. W ten
sposób odcina się narodom głowy. Taki właśnie sens miało ludobójstwo dokonane 70
lat temu w Katyniu i w innych miejscach kaźni czerwonego czy brunatnego
imperium.
Kiedy owe manipulacje doprowadzają do pozbawienia narodu narzędzi
obrony, gdy degradują jego kulturę, gdy chwieją poczuciem jego tożsamości i
rozpraszają jego członków, wtedy też nie może być mowy o skutecznej ochronie
praw poszczególnych osób, pozbawionych oparcia we własnej wspólnocie. Więcej –
nie może też być wtedy mowy o przestrzeni pełnego i bezpiecznego człowieczego
rozwoju. Jak miałby się dokonywać pełny rozwój ludzi pozbawionych oparcia w
rodzimej wspólnocie (w rodzinie oraz w narodzie wytwarzającym i przekazującym
kulturę), skoro rozwój ten wymaga właśnie przekazania i przyjęcia dziedzictwa
kulturowego, zwłaszcza w jego warstwie moralnej i duchowej? Jak miałby się
dokonać poza wspólnotą pełny rozwój człowieka – z natury swej powołanego do
życia we wspólnocie, powołanego do miłości społecznej, czyli do wzajemnego
otrzymywania i udzielania darów?
Oto skala zagrożeń, na które jest narażony
każdy naród oraz jego członkowie, wówczas gdy stają się przedmiotem przewrotnych
i wrogich manipulacji.

Prawa narodów są zarazem prawami człowieka
Ksiądz
kardynał Sodano przywołał przemówienie Jana Pawła II skierowane do Zgromadzenia
Ogólnego ONZ 5 października 1995 roku, w którym postulował, aby Narody
Zjednoczone na wzór Karty Praw Człowieka uchwaliły także kartę praw
narodów.
Ojciec Święty mówił wówczas: „Dzisiaj problem narodowości staje
przed nami w nowym kontekście światowym, odznaczającym się dużą 'mobilnością’,
która sprawia, że granice etniczno-kulturowe różnych ludów stają się coraz mniej
wyraźne pod wpływem oddziaływania różnorakich czynników, takich jak migracje,
środki przekazu, globalizacja gospodarki. A jednak właśnie w tym uniwersalnym
krajobrazie obserwujemy gwałtowne odradzanie się partykularyzmów
etniczno-kulturowych, jak gdyby pod wpływem przemożnej potrzeby podkreślenia
swojej tożsamości, przetrwania, stworzenia przeciwwagi dla tendencji
niwelujących wszelkie różnice. Jest to zjawisko, którego nie wolno lekceważyć
ani traktować jako zwykły relikt przeszłości; fakt ten należy raczej wyjaśnić i
uczynić przedmiotem pogłębionej refleksji antropologicznej i
etyczno-prawnej.
To napięcie między rzeczywistością partykularną i
uniwersalną można bowiem uznać za nieodłączną cechę ludzkiej istoty. Wspólna
natura każe ludziom czuć się tym, kim są – członkami jednej wielkiej rodziny.
Jednakże ze względu na konkretny wymiar historyczny tej natury ludzie są też w
nieunikniony sposób połączeni ściślejszymi więzami z określonymi
społecznościami: przede wszystkim z rodziną, następnie z różnymi grupami
środowiskowymi, na koniec z całą społecznością etniczno-kulturową, która nie
przypadkiem określana jest terminem 'naród’, przywodzącym słowo 'rodzić’, kiedy
zaś nazywana jest 'ojczyzną’, wskazuje właśnie na rzeczywistość rodziny. Ludzka
egzystencja jest zatem osadzona między tymi dwoma biegunami – uniwersalności i
partykularyzmu – pozostającymi w stanie żywotnego napięcia; napięcie to jest
nieuniknione, ale staje się szczególnie owocne, jeśli przeżywane jest spokojnie
i w sposób zrównoważony.
Na takim fundamencie antropologicznym opierają się
także 'prawa narodów’, które nie są niczym innym, jak 'prawami człowieka’
ujętymi na tej szczególnej płaszczyźnie życia wspólnotowego. Refleksja na temat
tych praw nie jest z pewnością łatwa, a to ze względu na trudności w
zidentyfikowaniu samego pojęcia 'narodu’, którego nie można utożsamiać a priori
i w każdym przypadku z państwem. Ta refleksja jest jednak nieodzowna, jeżeli
chcemy uniknąć błędów przeszłości i stworzyć sprawiedliwy ład w
świecie”.
Ogromny jest obszar zagadnień składających się na kwestię praw
narodów. Najpierw jest to zagadnienie prawa narodu do istnienia oraz do
wszechstronnego rozwoju. Tu mieści się też kwestia kultury i tożsamości,
ponieważ narody żyją właśnie dzięki swoim kulturom i dzięki nim przeżywają swoje
poczucie tożsamości. Jest to także zagadnienie wolności narodów oraz prawnych i
instytucjonalnych gwarancji ich wolności. Skoro kultura wyznacza sposób życia,
niezbędna jest przecież przestrzeń, w której naród realizuje swój sposób życia w
sposób wolny i niezagrożony. Z tym łączy się poruszona przez Jana Pawła II
kwestia relacji pomiędzy narodem a państwem. Z tym bezpośrednio związana jest
kwestia miejsca na ziemi, na którym żyje i może rozwijać się naród, oraz ochrony
jego bogactw materialnych. Tu stajemy również wobec problemu wyzysku pomiędzy
narodami. Otwiera się też ogromny obszar rozwiązywania kwestii spornych, którego
także nie można sprowadzić jedynie do wzajemnych relacji pomiędzy państwami,
skoro angażują one świadomość całych narodów i trwale zapisują się w ich
dziedzictwie kulturowym. W tle zaś powstaje pytanie o relacje pomiędzy każdą
konkretną kulturą a prawdą, w szczególności prawdą o Bogu i człowieku. Także o
relacje pomiędzy prawem Bożym a prawem ludzkim.

Współpraca jest możliwa jedynie na fundamencie prawdy
W
dobie globalizacji pojawiły się tendencje nie tylko do niwelacji narodów i ich
kultur (co musi prowadzić do dramatycznego zubożenia skarbca duchowego całej
ludzkości), ale także tendencje do tworzenia nowych wielkich grup społecznych na
gruzach dawniejszych i do nadawania tym nowym grupom nowych tożsamości. W myśl
takich idei kiedyś – przykładowo – głoszono narodowość „radziecką”, a dziś głosi
się „europejską”. Rzecz oczywiście nie w tym, by stawiać przeszkody we
współpracy narodów Europy, ale aby ich relacje i wzajemną współpracę oprzeć na
fundamencie prawdy. W przeciwnym przypadku okrągłe hasła o zbliżeniu,
zjednoczeniu, współpracy okażą się jedynie propagandowym uzasadnieniem
faktycznych podbojów. W myśl takich idei podboju – przykładowo – dywaguje się
też o społecznościach ludzi włączonych w światowy handel sieciowy, jako o
nowoczesnych „plemionach” o zasięgu globalnym, zastępujących dotychczasowe
narody, w których wieloraka kooperacja w dystrybucji towarów jest źródłem czy
wręcz namiastką nowej kultury. Jest to oczywiście namiastka kultury wyrastająca
z czci oddawanej złotemu cielcowi.
Głosi się nader często, że nowe sposoby
transportu, komunikacji oraz przetwarzania i przesyłania informacji wymuszają
nowe sposoby organizacji gospodarczej, społecznej, a nawet politycznej. Powtarza
się w ten sposób stary marksistowski schemat tzw. praw materializmu
historycznego, ubrany czasem w – także marksistowskiego rodowodu – propagandowe
sformułowanie o „konieczności dziejowej”. Przy okazji, wzorem marksistów,
zapomina się, że tradycyjne sposoby gospodarowania, a w szczególności etos
pracy, są jednymi z istotnych czynników definiujących ludzką kulturę,
rozwijających człowieka i budujących jego tożsamość. Rzecz oczywista, że w
takich warunkach manipulacje prawdą, w tym prawdą o życiu społecznym, oraz
manipulacje prawem (przez odrywanie go od prawdy o człowieku), są na porządku
dziennym.
Czy zatem narody, wobec manipulacji realizowanych na globalną
skalę, miałyby być we współczesnym świecie skazane na zagładę? Czy zatem we
współczesnym świecie jest możliwe rzeczywiste intelektualne i moralne
porozumienie pomiędzy narodami oraz ich przedstawicielami, dla powszechnego
uznania praw narodów? Czy nie stanie się tak, że jeżeli nawet takowe uznanie
nastąpi, to będzie ono jedynie pozorne? Czy zatem jest możliwe nie tylko
uchwalenie karty praw narodów, ale także jej rzeczywiste wdrożenie w życie? Tak,
jest możliwe.

Aby ten krzyż nie poszedł na marne
Musimy jednak najpierw
uznać prawdę o Bogu i o człowieku. Porozumienia organizowane zaś przeciwko Bogu,
a w konsekwencji przeciwko człowiekowi, mogą prowadzić jedynie do konfliktów,
wyzysków, wojen, do eskalacji gniewu i nienawiści, do wszelkich ludzkich
nieszczęść. Praca na rzecz upowszechnienia praw narodów wymaga wielorakiego
wysiłku na płaszczyźnie filozoficznej, prawnej, dyplomatycznej i wielu innych.
Jej początkiem może być jedynie zwrócenie się narodów do źródła ładu, którym dla
wszelkiego stworzenia jest jego Stwórca. Dopiero za tym nawróceniem może podążyć
rozwój prawdziwej miłości bliźniego, wyrażony także na płaszczyźnie relacji
pomiędzy narodami.
Doświadczenie ostatnich smutnych dni, a w szczególności
sposób reakcji Narodu na nieszczęście, które dotknęło Polskę, świadczy o tym, że
ten roztropny i sprawiedliwy odruch zwrócenia się ku Bogu jest możliwy w każdej
chwili i dla każdego. To polskie doświadczenie może zatem okazać się bogactwem
nie tylko dla Polski. Należy dziękować Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, że poprzez
swego wysłannika ukazuje nam w tym krytycznym momencie kierunek, w którym
powinny podążać nasze wysiłki, aby doznane przez Polskę cierpienie nie poszło na
marne.
Należy nade wszystko dziękować Bogu, że na różne sposoby pobudza nas
do liczenia się z tym, co naprawdę ważne. Oby nie musiał pobudzać nas po raz
wtóry – wszak obdarzył nas rozumem, z którego możemy korzystać.

Jan Łopuszański

drukuj