Najważniejsze jest tempo wzrostu!

Zrodzona nie bez bólów
koalicja rządowa Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną i – szczęść Boże!
– z całą LPR, to szansa dla Polski i Polaków, iż znacznie
prędzej dojdzie do realizacji obiecywanej w programie PiS tzw. solidarnej
gospodarki.
A nie da się ukryć coraz powszechniejszego uczucia zawodu odnośnie do dotychczasowych
dokonań ekipy pana premiera Marcinkiewicza w tym zakresie.

Obecne kierownictwo polskiej polityki gospodarczej, o raczej "liberalnym
kształcie", nie gwarantuje sukcesu niezbędnych reform. Potrzebne są nie
tylko nowe koncepcje, znacznie bliższe pierwotnemu kształtowi programu Cezarego
Mecha, ale i nowi ludzie, zdolni zarysować dalekosiężną wizję rozwoju i tchnąć
nowego ducha w zaśniedziałe tryby mechanizmu naszej gospodarki narodowej. Działania
te winny przynieść rzeczywiste, a nie tylko statystyczne ożywienie zwłaszcza
w rodzimym sektorze małych i średnich przedsiębiorstw (którego sytuacja jest
nadal bardzo trudna), ale i zaowocować namacalnymi korzyściami w poprawie warunków
bytowania szarego obywatela, nękanego nadal niemożnością znalezienia pracy,
pogarszającą się, niestety, od wejścia do UE stopą życiową i nieodmiennym poczuciem
bezsilności we własnym kraju.
Najpilniejsze zadanie stojące obecnie przed polską polityką gospodarczą na
jej wyboistej drodze do budowy lepszej IV RP, to – moim zdaniem – podwojenie
w najbliższych 2-3 latach tempa wzrostu dochodu narodowego brutto Polski z
obecnych 4-5 proc. do 8-10 procent!
Jest to klucz do rozwiązania większości naszych problemów, takich jak: katastrofalne,
oficjalnie blisko 19-procentowe bezrobocie, wysoki deficyt budżetowy, nierealnie
niskie płace minimalne i zasiłki, nie mówiąc już o takich anomaliach, jak konserwowane
od dziesięcioleci śmieszne zarobki lekarzy i pielęgniarek (masowo opuszczających
nasze szpitale i przychodnie dla godnej płacy na Zachodzie!). Proponowane bowiem
przez koła liberalnych ekspertów ekonomicznych (zwłaszcza związanych z PO,
ale również tych tzw. niezależnych) jedynie ostre cięcia wydatków budżetowych
i szukanie oszczędności oraz "samoleczące" reformy systemu podatkowego,
to nie tyle złudny półśrodek, co raczej błędna diagnoza prowadząca donikąd!

Jak ożywić gospodarkę?
Aby to osiągnąć, trzeba:
* przyśpieszyć radykalnie w pierwszym rzędzie realizację programu budowy autostrad
oraz w drugiej kolejności – taniego budownictwa mieszkaniowego (wykorzystując
w tym ostatnim przypadku między innymi ambitne projekty firmy POLGIPS);
* aktywnie wspierać rozwój polskiego rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego,
produkcji ekologicznej, zdrowej żywności, a także skądinąd biopaliw z rzepaku;
* wprowadzić ułatwienia inwestycyjne i ulgi podatkowe przy rozwijaniu polskich
specjalności o wysokim nasyceniu techniką, jak informatyka, przemysł lotniczy
i zbrojeniowy, przemysł stoczniowy i jachting itd.;
* uruchomić zakrojony na szeroką skalę rządowy program popierania eksportu
poprzez ofensywę reklamowo-promocyjną na wybranych rynkach zagranicznych (włączając
w to wyczekiwany przełom w stosunkach handlowych z Rosją!) oraz odpowiednią,
korzystną dla eksporterów politykę walutową (opartą na niższym, słabnącym nieznacznie
kursie złotego).
Program budowy autostrad oraz taniego budownictwa mieszkaniowego będzie mieć
zasadnicze znaczenie dla rozruszania gospodarki, jak też dla rozwiązania problemu
bezrobocia. Jego urzeczywistnienie wymagać może – celem znalezienia niezbędnych,
nadzwyczajnych środków finansowych na częściowe dofinansowanie – uruchomienia
rządowego nadzwyczajnego programu masowych robót publicznych. Wbrew głosom
pochopnych krytyków jest to sprawa realistyczna i niezbędne środki są w zasięgu
ręki władz centralnych oraz Narodowego Banku Polskiego. Potrzebna jest tylko
wola polityczna!
Punktem wyjściowym dla tych wszystkich niezbędnych przedsięwzięć musi być –
spowodowane drogą właściwej perswazji premiera, rządu i jego doradców ekonomicznych
– obniżenie podstawowej stopy redyskontowej NBP z obecnych 4 proc. do maksimum
2 proc., co dałoby sygnał do znaczącej obniżki stóp rynkowych w bankach komercyjnych.
Przy obecnej bardzo niskiej i względnie stabilnej stopie inflacji rzędu 0,4-0,6
proc. w skali rocznej jest to absolutnie możliwe!

Czy koalicja przysłuży się gospodarce?
Wydaje się, iż utworzenie większościowej koalicji rządowej z Samoobroną i Ligą
Polskich Rodzin, to – wbrew wielu potocznym sądom (skądinąd zwłaszcza "namaszczonych
autorytetów" liberalnych) – niezwykle korzystne wydarzenie z punktu
widzenia perspektyw przyśpieszenia i pogłębienia zmian w naszej gospodarce.
Program wyborczy PiS był w tej sferze znacznie bliższy programom LPR i Samoobrony
niż liberalnemu programowi niedoszłego koalicjanta – PO. Tak więc powstanie
dysponującej dostateczną większością parlamentarną koalicji rządowej winno
wlać ożywczego ducha w posunięcia gospodarcze rządu i zdynamizować je. Pewne
pomysły i projekty ustaw współkoalicjantów w tej dziedzinie winny wyjść na
dobre tak sferze przedsiębiorczości, zwłaszcza rodzimej, jak i szaremu obywatelowi,
który z utęsknieniem czeka na choćby niewielką poprawę swoich warunków bytowania.
Dokonane bowiem ostatnio w marcu br. podwyżki waloryzacyjne emerytur i rent
zostały w ogromnej większości przypadków z nadwyżką pochłonięte natychmiast
przez… podwyżki czynszów, opłat za gaz, nie mówiąc już o podwyżkach cen benzyny.
Najwyższy czas, aby zwykły obywatel i konsument odczuł jakiekolwiek pozytywne
drgnięcie stopy życiowej ku górze!
Tylko ożywienie gospodarki, przyśpieszenie tempa wzrostu może stać się skutecznym
panaceum na nasze problemy gospodarcze, tak rządu, jak i zwykłych obywateli.
Jak wskazuje przykład wielu innych krajów, w tym wschodnioazjatyckich "tygrysów",
a ostatnio Słowacji i zwłaszcza Chin, jest to najpewniejsze źródło dodatkowych
dochodów podatkowych państwa i zmniejszenia deficytu budżetowego. Ale również
najskuteczniejszy, "życiodajny" – bo zwiększający ogólny popyt i
nakręcający koniunkturę – motor postępu dla małych i średnich przedsiębiorców,
indywidualnych konsumentów handlu i usług, a więc praktycznie wszystkich obywateli.
Nie mówiąc już o fakcie, iż przyśpieszony wzrost jest gwarancją – bardziej
masową w skutkach niż inwestycje zagraniczne – szybkiego ograniczenia bezrobocia,
tej największej plagi ekonomicznej i społecznej współczesnej Polski. Myślę,
iż dla świeżo utworzonej koalicji zapewnienie pracy i minimum bytowania polskim
rodzinom – w sytuacji gdy blisko połowa społeczeństwa żyje na granicy ubóstwa
– to warunek sine qua non dobrych notowań sondażowych i tak wyczekiwanego sukcesu
w nadchodzących wyborach samorządowych.

Czy obecna ekipa gospodarcza spełni oczekiwania?
Można mieć co do tego poważne obawy. Moim zdaniem, aktualna ekipa gospodarcza
– tak wykonawcza, jak i doradcza – rządu premiera Kazimierza Marcinkiewicza
nie będzie w stanie rozwiązać najpilniejszych, a zwłaszcza przyszłościowych
polskich problemów.
Opiera się ona bowiem w swoich filarach kadrowych na filozofii "liberalnej",
a nie "solidarnościowej" państwa. Zaś jej opoką, jak i symbolem jest
aktualny prezes Narodowego Banku Polskiego, Leszek Balcerowicz, niesławny autor
wstrząsowej reformy systemowej z przełomu lat 80. i 90., który swoimi radykalnymi
posunięciami liberalizacyjnymi doprowadził między innymi do bezsensownego natychmiastowego
zniszczenia PGR-ów i pauperyzacji znacznej części polskiej wsi, wyprzedaży
za bezcen polskiego przemysłu w obce ręce i który od szeregu lat – jako prezes
NBP i Komisji Nadzoru Bankowego – czynnie popiera wyprzedaż polskich banków.
Naszej gospodarce potrzeba dzisiaj innych niż liberalne metod naprawy i sposobów
ożywienia, rozruszania gospodarki, ale i przede wszystkim… innych ludzi do
realizacji tego ambitnego programu. Można tylko wyrazić nadzieję, iż rozszerzona
koalicja parlamentarno-rządowa Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony i LPR będzie
w stanie sprostać tym niemałym oczekiwaniom.

Michał Łytko

Autor jest ekonomistą i prywatnym przedsiębiorcą.

drukuj