Najlepsza szkoła polskiego

Grupę 400 polskich dzieci z Ukrainy, które przyjechały do Warszawy na
wakacje, pożegnali wczoraj wolontariusze Stowarzyszenia "Wspólnota Polska".
Młodzi Polacy bardzo chcą uczyć się języka polskiego, niektórzy z myślą o
przyszłych studiach – ale napotykają liczne przeszkody.

Organizatorem przyjazdu 400 dzieci do Polski jest Zarząd Krajowy SWP. –
Zorganizowanie tego przedsięwzięcia było możliwe dzięki warszawskim samorządom,
które włączyły się w akcję i gościły na swoim terenie naszych małych rodaków –
informuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Michał Dworczyk z Zarządu Krajowego
Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Jak zaznacza, istotne jest, aby dzieci
poznawały stolicę i historię Polski w towarzystwie swoich rówieśników z
Warszawy. – Dzięki temu musiały mówić po polsku, co też jest bardzo ważne, bo na
co dzień w wielu polskich rodzinach na Ukrainie język ojczysty już zanika –
podkreśla Dworczyk. Jest to związane m.in. z tym, że Polacy w tym państwie – w
przeciwieństwie do sytuacji na Litwie – są rozproszeni w małych skupiskach na
bardzo dużym obszarze.
Dzieciom bardzo podobała się Warszawa i chciałyby tu jeszcze wrócić, bo 10 dni
to za krótko. – W naszym mieście jest szkoła polska, gdzie można się uczyć
języka polskiego – mówi szesnastoletnia Julia z Szepietówki na Ukrainie.
Wskazuje, że jednak generalnie na Ukrainie mało polskich dzieci ma tę szansę. –
Chcielibyśmy, żeby było więcej możliwości nauki. Ja akurat uczę się języka
polskiego od dwóch lat fakultatywnie i chcę studiować w Polsce. W domu po polsku
się nie rozmawia, tylko na lekcjach – dodaje Julia. – Też uczę się języka
polskiego od dwóch lat. Jestem Polką, mam Kartę Polaka, również chciałabym
studiować w Polsce – zaznacza Alina z Szepietówki.
Walentyna Pasiecznik, prezes szepietowskiego oddziału Związku Polaków na
Ukrainie, potwierdza, że istnieje problem z zachowaniem polskości w tym
państwie. – Języka polskiego nie ma nawet w kościele, dlatego tak słabo dzieci
mówią po polsku. Ale chcemy je uczyć. Teraz powstał pion polskiej szkoły w
Szepietówce, dlatego już małe dzieci są w stanie mówić po polsku – wskazuje
Pasiecznik.
– Jedziecie teraz do domu, ale dobrze, że mogliście zobaczyć stolicę, a te
osoby, które są tutaj po raz pierwszy – ujrzeć Ojczyznę swoich rodziców i
dziadków – tymi słowami żegnał dzieci Longin Komołowski, prezes Stowarzyszenia
"Wspólnota Polska". Jak dodał, po powrocie będą mogły z dumą opowiedzieć swoim
kolegom i koleżankom o tym, co widziały.
Komołowski zapewnił, że w przyszłości młodzi Polacy z Ukrainy, którzy zdecydują
się na studiowanie w Polsce, będą mogli liczyć na pomoc ze strony SWP poprzez
stypendia. Na koniec zaprosił uczestników wycieczki na pożegnalny tort. Reakcją
były gromkie brawa i okrzyki: "Dziękujemy!".
Jak tłumaczy Cezary Jurkiewicz, radny dzielnicy Warszawa-Wawer, rolą samorządów
było przyjęcie tych dzieci w ramach organizowanej corocznie akcji "Lato w
mieście". – Dzieci włączały się w jej cały program. Pracowałem z grupą z dawnego
Stanisławowa, obecnie Iwano-Frankowska. W tamtejszej szkole, do której
uczęszczają m.in. Ormianie, Pakistańczycy, wszystkie poziomy 11 klas są polskie.
Ale miałem też grupę z miejscowości Obertyn, gdzie z racji braku polskiego
nauczyciela jest im bardzo trudno. Mieszka tam małe środowisko Polaków. Niektóre
dzieciaki prawie się popłakały, kiedy były w Muzeum Wojska Polskiego i zobaczyły
fragment wystawy o bitwie pod Obertynem w 1531 roku. Powiedziały, że u nich na
ten temat w ogóle się nie mówi – konkluduje Jurkiewicz.

 

Jacek Dytkowski

drukuj