Nagłowice Mikołaja Reja

Nagłowiczanin. Pan Nagłowicki. Mikołaj Rej z Nagłowic. Osiadł w tej
siedzibie – krzepki trzydziestoparolatek – po roku Pańskim 1559. "Ten to Mikołaj
Rey wyszedł był z staradawnego a poćciwego domu, które zawżdy Reymi zwano,
którzy się zawżdy pisali z Nagłowic" – czytamy w sławnym życiorysie, do którego
odwoływać się będziemy… Powiedział: "Naszy przodkowie, chociaj prości byli,/
Niewiele mędrowali, a wiele czynili".

Tenże ród "cichy, skromny, poćciwy", świetnie skoligacony z kasztelanami
krakowskimi i królewskimi kapelanami, celował w ożenkach fortunnych, a płodnych.
Dziad – imiennik Mikołaja Reja z małżonką swą Barbarą – posażną jedynaczką –
mieli dziatwy dwanaścioro, w tym ośmiu synów. Jeden z nich – Stanisław "udał się
był na rycerski chleb do ziem ruskich"… Ożenił się świetnie z bogatą dwukrotną
wdową – Barbarą de domo Herburtówną, pochodzącą ze sławnego rodu, o którym
legenda mówiła, że w orły się przemieniać umiał.

5 lutego roku 1505 w Żórawnie (vel Żurawnie) nad Dniestrem przyszedł na świat
syn Barbary z Herburtów i Stanisława Reja, któremu dali imię dziada – Mikołaj.

Jak pisze z emfazą Stanisław Wasylewski w księdze "Rej z Nagłowic" (wydanej
we Lwowie w sławnym przedwojennym cyklu "Wielcy ludzie"): "Tym razem Herburtówna
urodziła orła, pod którego skrzydłem rozwinąć się miała literatura narodowa
polska i który ważył się na loty wysokie, jakich nikt przed nim podjąć się nie
ośmielił".

"Jako w lesie zając"

Na razie wszakże nic tych lotów nie zapowiadało. O latach pacholęcych
przyszłego "ojca literatury polskiej" mówi wiarygodne świadectwo zawarte w
niezwykle cennym dokumencie, do którego odwoływałam się powyżej. A jest to ów
Rejowy życiorys, czyli "Żywot i sprawy poćciwego ślachcica polskiego, Mikołaja
Reya z Nagłowic, który był za sławnych królów polskich, Zygmunta Wielkiego,
pirwszego tym imieniem króla polskiego, a potym za Zygmunta Augusta, syna jego,
także wielkiego a sławnego króla polskiego; który napisał Andrzej Trzecieski,
jego dobry towarzysz, który wiedział wszytki sprawy jego". Życiorys ów,
wydrukowany w roku 1568 jako dodatek do ostatniego wielkiego utworu Mikołaja
Reja, czyli "Źwierciadła", jest przedmiotem pasjonującego i nierozstrzygniętego
sporu naszych znamienitych historyków literatury – jest-li to oryginalny utwór
pióra dość przeciętnego i w banalnych panegirykach celującego poety – czy też
sam Mikołaj Rej skreślił ten świetny, pełen wigoru szkic, stylizując
perfekcyjnie autobiografię na idealny żywot "poćciwego ślachcica". Zwolennicy
tej tezy wskazują, że biografia pisana jest typowym językiem Reja – soczystym,
jędrnym, pełnym werwy, czyli – "po nagłowicku".

Dodajmy z żalem i wstydem, że nie mamy dotąd pełnej, udokumentowanej
biografii Reja i utwór być może tylko sygnowany nazwiskiem Trzecieskiego
pozostaje do dziś nie tylko jednym z najcenniejszych zabytków prozy
staropolskiej, lecz także fundamentem wiedzy o życiu "ojca literatury polskiej".

Dowiadujemy się tedy, iż "ociec" Stanisław – "człowiek pobożny, poczciwy a
spokojny" do szkół we Lwowie i Krakowie posłał jedynaka późno i na krótko,
liczący lat 13 Mikołajek powrócił do Żórawna, "nic się nie nauczywszy". Tamże –
jak powiada życiorys – biegał z rusznicą i wędką do lat osiemnastu, "bąki
strzelając", rybki łowiąc… Synem był chyba dobrym, w "Żywocie człowieka
poczciwego" będzie przykazywał: "Miejże to na pilnej pieczy, abyś ni w czym nie
był przykry rodzicom twoim". Ale kłopotów mieli z nim niemało, nim się
ustatkował… Wysłany do stryja na ziemię świętokrzyską i sposobiony do służby
na jakimś godnym dworze, z pięknego materiału na stroje kupionego pokroił
proporczyki i przywiązywał je wronom, by inne ptactwo straszyły… Strapiony
"ociec" przyjechał z Rusi, "a pan młody się ćwiczy z wronami". Rada w radę –
udało się niesfornego młokosa umieścić na dworze wojewody sandomierskiego –
Andrzeja Tęczyńskiego – z familii Rejowej prababki, "a był to człowiek zacny i
mądry". I tu wreszcie przez lat pięć Mikołaj Rej "jął się już był przegryzować
po trosze" przez arkana edukacji, poznawał łacinę, uczył się pisać listy,
czytał…

Do rzetelnych studiów zachował awersję, co wyraził po latach w "Żywocie
człowieka poczciwego" w rozdziałku "Czego się dziecię uczyć ma": "Niechże go z
młodu nie bawią owemi gramatykami, logikami, arytmetykami". Moja
antymatematyczna dusza całkowicie się z panem Mikołajem zgadza i popieram jego
przykazanie, by w ramach edukacji młódź czytała życiorysy "zacnych ludzi",
którzy celowali "w sławie, cnocie i poczciwości". Do czytania zachęcał będzie w
wielu swych dziełach. "Czytanie – wielka rozkosz" – powie.

W roku 1530 dwudziestopięcioletni Mikołaj Rej poślubia kuzynkę prymasa
arcybiskupa, której nazwisko w życiorysie Trzecieskiego brzmi "Kosnówna", i tak
je powtarza biogram Reja w Polskim Słowniku Biograficznym. Naprawdę zwała się –
Zofia Kościeniówna i wniosła potężny posag w ziemi chełmskiej.

Co wiemy o tym mariażu? "(…) szukajże sobie żonki staniczku sobie równego,
wychowania a ćwiczenia roztropnego, obyczajów nadobnych a wstydliwych" – będzie
zalecał Rej młodzi… W "Żywocie człowieka poczciwego" nakreśli sielankowy
obrazek szczęśliwego pożycia, "przechadzek po sadkach i ogródkach", gdy oboje
"ziółeczka sadzą" "z wielką ochotą", po czym "przyszedłszy do domeczku (…)
obrusek biały, łyżeczka, miseczka (…) chleb nadobny, jarzynki pięknie
przyprawione, krupeczki bieluchne (…) kureczki tłuściuchne. Owa w każdy kącik,
gdziekolwiek weźrzysz, wszystko miło…". Dobra żona jest prawdziwie "okrasą
domu, jasną pochodnią"… Prawda, że czasem irytuje ślubnego wymaganiami:
"Kupisz jej dziś koszulkę, jutro chce rańtuszka,/ A na święta pstrej sukni, ze
smalcem łańcuszka".

Ale gdy się "upodoba poczciwa dzieweczka, miejże ty Pana Boga dziewosłębem, a
anioły jego swaty".

Pani Zofia Rejowa, "córka Jana Kościenia z Sędziszowa, dzierżawczyni dóbr i
wsi królewskich", pojawia się w dokumencie Zygmunta Starego z 1540 r.
przyznającego jej na prośbę Mikołaja Reja przywileje finansowe "i przez to król
daje uczuć Zofii Rejowej, jak powinna być przejęta miłością względem swego
małżonka". Czyli, jak rzecze ów małżonek:

Bo co jest piękniejszego,
gdy żona poczciwa
Cnotliwemu mężowi
zawżdy wierna bywa,
Ano za nimi chodzą
nadobne dziateczki,
Nie inaczej, by piękne
pod drzewkiem kwiateczki.

Kwiateczków, zgodnie z tradycją Rejową zakwitł ogródek potężny – synów
trzech, córek pięć. "(…) gdy dziateczki wdzięczne (…) jako ptaszątka około
stołu biegając, świerkocą (…), jaka to jest rozkosz a jaka pociecha!" –
czytamy w "Żywocie", wierząc, że owe szczęście rodzinne znane było Mikołajowi z
autopsji…

W swym poetyckim autoportrecie mówi: "Jam już tak doma siedząc, obrał
sobie pokój"… Wizerunek osiadłego domatora potwierdza sławny wiersz:
Bom ja prosty Polak,/ nigdzie nie jeżdżając/
Tum się pasł na dziedzinie,/ jako w lesie zając…

"Daj nam Panie myśl i serca"

Wbrew "poćciwemu" portretowi (a może autoportretowi?) skreślonemu w "Żywocie
i sprawach" jawi się Mikołaj z Nagłowic jako wielka, różnobarwna, a nierzadko
sprzeczności pełna osobowość renesansu. Tego zająca rzekomo na miedzy
nagłowickiej przycupniętego charakteryzowała ogromna ciekawość świata i ludzi,
odwaga w podejmowaniu wyzwań, pasja odkrywania nowości, naprawy rodaków i
obyczajów…

Dworzanin królewski, poseł na sejm, moralista i reformator, pieniacz i
miłośnik muzyki, obrońca języka ojczystego, żarliwy patriota i skrzętny
gospodarz, frywolny i rozmodlony, uwielbiany i atakowany. Oto Rej.
Niechętni przezywali go "moczygębą", a na pewno sobie na ten epitet nie
zasłużył, bo wśród nałogów, które piętnował, pijaństwo zajmuje miejsce poczesne:
 

szak jawnie w każdym widasz, kiedy łeb zaleje,
Jeśli lepiej niż dzikie źwirzę
nie szaleje.

Powtórzy ten obrazek prozą w "Żywocie człowieka poćciwego", gdzie odrażający
pijus "chrapi, sapi" i tak mu "w opilstwie czas marnie ginie".
Lubił "biesiady wdzięczne" z przyjacioły, był człowiekiem radosnym. Uważano go
za jednego z najdowcipniejszych ludzi zygmuntowskich czasów, o czym świadczą
jego błyskotliwe "Figliki". I z "Figlików" pochodzi najsłynniejszy cytat:

A niechaj narodowie
wżdy postronni znają,
Iż Polacy nie gęsi, iż swój
język mają!

Wielki obrońca praw ojczyzny-polszczyzny martwi się, że wkradła się wobec
niej "nikczemna niedbałość" i sam pisze "nie dlaczego inszego", lecz "dla języka
swojego polskiego". Bo literatura ma służyć i królować zarazem – aby ci, którym
talent Pan Bóg dał – "naród swój i język zdobili". Zdobi go Rej giętkością,
wyrazistością, potoczystością… Otwiera przed nami w swych dziełach skarbnicę
żywej polskiej mowy codziennej.
W "Żywocie i sprawach" Trzecieski (a może sam Rej?) opowiada, że pisanie mu "tak
snadnie przychodziło", że "tego przez jednę noc napisał, co chciał, bo we dnie
nie mógł, bo był barzo ludźmi zabawiony; panięta a ludzie młodzi zawżdy się
około niego bawili". Komentując tę nocną twórczość, współcześni nam historycy
literatury złośliwie zauważają, że musiałby Rej cierpieć na chroniczną
bezsenność, zważywszy na ogrom jego dzieła i oszałamiającą wszechstronność
gatunków literackich, których był prekursorem.

Moralitety, misteria, poematy, dramaty i traktaty, kazania, dialogi
polityczne, liryki, psalmy, pieśni, gawędy, epigramy… Obok dzieł olbrzymów –
po siedemset stronic liczących – miniaturowe hasła, które miały zdobić drzwi
domostw, jak tytuł tego rozdziałku… Rej zwraca się do czytelnika nie tylko
jako narrator, lecz i orator – "słuchajże, mój miły bracie…".
Posłuchajmy… "Dajże nam, wszechmocny nasz Panie, taką myśl i takie serce – k
Tobie – abychmy mogli znaleźć w sercach swoich taką wiarę, stałość i pokorę…".
To "Modlitwa" Mikołaja Reja. Wprowadził nowy gatunek religijnej pieśni –
hejnały. "Hejnał świta" – pobudka i pochwała Stwórcy, pieśń poranna –
przypominająca wołanie wartowników. Do dziś siostry karmelitanki w Krakowie
budzone są na jutrznię Bożego Narodzenia pieśnią "Hejnał świta, siostry moje".

W moralitecie "Kupiec" – Chrystus rozgniewany na grzeszników zarządza Sąd
Ostateczny. Staje na nim wśród oskarżonych Kupiec, który wygnał od siebie
sumienie, ożenił się z Fortuną i ma synka zwanego Zyskiem… Nadzieją na
ułaskawienie może być tylko głęboka wiara. "Wszak to wie/ Człowiek każdy żywy,/
iż zawżdy jest przy prawdzie/ Pan Bóg sprawiedliwy".

Stróż Rzeczypospolitej

"Rad służył Rzeczypospolitej" – czytamy w "Żywocie i sprawach" – "żadnego
sejmu, zjazdu, ani żadnej sprawy koronnej" nie opuścił. Sam pan Mikołaj powiada:
"Będąc Polakiem życzliwym narodowi swemu i Ojczyźnie – tej, która mnie jako
własna matka wydawała – musiałem się tym kamieniem uczynić, który by mówić
umiał"…

A mówić umiał o Rzeczypospolitej – zawsze dostojnie i z miłością, Matką ją
tytułując. W "Upominaniu" do "miłych braci" – rodaków przykazywał: "niechaj wżdy
tę oną matkę na baczności mają", w "Przemowie krótkiej do poćciwego Polaka stanu
rycerskiego" marzył, "aby ta święta a sławna ojczyzna nasza, a prawie jako
własna matka nasza była na lepszej pieczy u tych polskich synów swoich". Uważał
służbę poselską za misję, posłów i senatorów nazwał pięknie "stróżami
Rzeczypospolitej". Jego wystąpienia na sejmach historycy oceniają bardzo wysoko.
Dostrzega wady naszego społeczeństwa i przepowiada ponuro:

W łasce a w zgodzie małe urastały
Państwa, w niezgodzie
wielkie upadały.
Rzeczpospolita ta jest
prawa matka,
A przez złe syny zginie do ostatka.

Był Mikołaj Rej faworytem obu królów Zygmuntów – ojca i syna, zdobył sobie
nawet swym urokiem nader kapryśną i wymagającą królową Bonę… Obdarowywał swego
dworzanina szczodrze król Zygmunt August "za wierność i doświadczone
przywiązanie". Za królewskie dary Rej odpłacił po królewsku, dedykując monarchom
swe dzieła.

Gdybyż życie Mikołaja Reja było tak udokumentowane jak jego działalność
gospodarcza. W roku 1892 Zbigniew Kniaziołucki zebrał w archiwach 800 dokumentów
dotyczących Reja – wielkiego biznesmena. Kupuje, sprzedaje, dzierżawi, pożycza,
buduje, zamienia – i oczywiście procesuje się zajadle… W skład jego dóbr
wchodzi wsi dwadzieścia – i dwa miasta, które Rej założył – to Rejowiec (1547)
na Lubelszczyźnie i Oksza (1554 – dziś Oksa) nieopodal Nagłowic, które otrzymało
imię od herbu Rejów Oksza, w którym widnieje topór.

"Sława nie zginie"

"Zając"-domator musiał podróżować nieustannie, krążąc między swymi rozległymi
dobrami od Dniestru po Nidę. Niezmordowany, pełen wigoru, nieprawdopodobnie
pracowity.
Nie żałował apanaży na szatę swych ksiąg. Dzieła Reja należą do najpiękniej
wydanych druków staropolskich, zdobne wspaniałymi rycinami, drzeworytami,
winietami. To jedyny pisarz, którego oryginalne konterfekta pojawiły się w
księgach, w całym splendorze renesansowego przepychu wzorzystej materii, futer,
klejnotów.

Obydwa wizerunki Reja (oblicze chmurne, a dostojne) – pochodzące z lat
1555-1556 – zdobiły dzieło ostatnie – "Źwierciadło albo kstałt, w którym każdy
stan snadnie się może swym sprawam, jako we źwierciedle, przypatrzyć".
Najpotężniejszą część "Źwierciadła" – "Żywot człowieka poćciwego" (teraz
konsekwentnie w wersji współczesnej – poczciwego) – uznano za pierwszy polski
poradnik wzorowego gospodarowania. "Nagłowiczanin" (jak go często zwano) daje tu
popis rolniczej eksperiencji, wytyczne, jak orać, siać, hodować… (Tu należy od
razu powiedzieć, że w konkursie "Nasze kulinarne dziedzictwo" w roku 2006
święciła triumfy szefowa Dworku Reja w Nagłowicach – Lidia Titow –
przyrządziwszy smakowicie "ćwikiełkę pana Reja"!)

Żywot rolnika poczciwego aż skrzy się od powabów – "niosą jabłuszka,
gruszeczki, wisneczki, śliweczki (…), z ogródków ogóreczki, (…) ano – młode
masełka, syreczki nastaną, jajka świeże, ano kurki gmerzą, gąski gęgają,
jagniątka wrzeszczą, prosiątka biegają, rybki skaczą".

Mickiewicz w wykładach o literaturze słowiańskiej z katedry Collřge de France
w Paryżu uznał, że "Źwierciadło" jest "skarbnicą dawnego obyczaju".

Doczekał się Rej sławy i za żywota. Sam Jan Kochanowski powiedział o drodze
literatury ojczystej, iż "szedł nią już Rej przede mną, nie bez łaski Boga. I
zdobył chwałę…".

"Żegnanie ze światem" – to finał "Źwierciadła". Czas minął. Człek-pielgrzym
dotrze do przystani. W części zatytułowanej "Rok na czterzy części rozdzielon"
Rej mówi o starości z pogodą, żywot ludzki do cyklu czterech pór roku
porównując.
Minęła "wiosna onej kwitnącej młodości twojej", przeszło lato dojrzałości i
"chłodna jesień". "Już niczego nie czekasz, jedno onej spokojnej zimy, abyś też
sobie odpoczynał…".

W "Żegnaniu się ze światem" mówi Rej "Do Boga":
Ty też, mój miły Panie
z nieba wysokości,
Przyjm więc ducha mojego;
ziemia niech ma kości. (…)
Bo jeślim źle szafował
tu żywotem swoim,
Zakryjże to, mój Panie,
miłosierdziem Twoim.

Gdzie kości złożył – nie wiemy. Daty pożegnania ze światem – nie znamy. Z
dokumentów wynika, iż stało się to między 8 września a 4 października roku 1569
– "w tej Okszy, którą sobie fundował i kościół zbudował, powiadał, iż miał wolą
swe kości położyć".
Być może tak się stało.

"Potomek zacny"

O stanie Rejowej wiedzy wśród współczesnych nam Polonusów świadczy
konstatacja pomieszczona w edycji albumowej o dworach literatów polskich (wyd.
2008-2009) – "Po śmierci poety jego włości odziedziczyli synowie, ale o ich
życiu i poczynaniach nic nie wiemy".

Ależ wiemy, wiemy. Każdy z trzech synów ma piękną kartę zasług w życiorysie.
Mikołaj – najstarszy, ojcowski imiennik – był rotmistrzem wojsk koronnych,
walczył ze swą rotą (150 żołnierzy!) w bitwach Litwinów o Inflanty; Krzysztof –
dworzanin króla Zygmunta III, poseł, dziedziczył Rejowiec i linia jego potomków
trwa do dziś; Andrzej – najmłodszy – dziedzic Nagłowic i Okszy, sędzia i poseł.

Sensacją Nagłowic stała się w roku 1994 wizyta ambasadora Stanów
Zjednoczonych Nicholasa Reya, znanego także jako Mikołaj Andrzej Rey. Był to w
prostej linii potomek wielkiego Mikołaja, urodzony w Warszawie w roku 1938,
rzucony losami wojny za ocean. Absolwent Uniwersytetu w Princeton, założyciel i
gorliwy działacz Polsko-Amerykańskiej Rady Konsultacyjnej, wybitny dyplomata
mianowany przez prezydenta Clintona ambasadorem w kraju swego wielkiego
protoplasty, sprawował tę funkcję w latach 1993-1997 niezwykle godnie i owocnie.

Mottem Związku Rodu Rejów winny być słowa wielkiego protoplasty: "Potomek
zacny ozdobi swe przodki,/ Wszeteczny zelży i rodzone ciotki!".

U finału Roku Reja – w dniu Święta Niepodległości – 11 listopada 2005 r. –
odbył się w Nagłowicach zjazd Rodu Reyów. Wręczono dar – kopię wizerunku
Andrzeja Reya pędzla samego Rembrandta (oryginał znajduje się w muzeum
waszyngtońskim).

Wrzesień 1988 r. – to kluczowa data w dziejach Rejowskich Nagłowic. Po
gruntownym remoncie powstaje Dworek Mikołaja Reja – z ekspozycją poświęconą
nagłowickiemu panu. Kolekcja ksiąg i drzeworytów, barwne freski ilustrujące "Rok
na cztery części rozdzielon", pyszne kostiumy renesansowe jak z wiersza Reja
"Złota pełno na szyi, hatłasy, aksamity"…

Dworek Reja dysponuje wygodnymi pokojami gościnnymi, pełni funkcję biblioteki
(15 tysięcy woluminów!) i co najważniejsze – jest żywym, promieniejącym
ośrodkiem pamięci i kultury, kierowanym sprężyście i mądrze przez świetną
białogłowę Lidię Titow.

Co roku 6 grudnia – w dniu imienin Mikołaja, odbywają się tu biesiady
literackie i konkursy, latem trwa Jarmark Staropolski u Imć Pana Reja: występy
świętokrzyskich zespołów artystycznych, zawody Bractwa Rycerskiego z
Sandomierza, prezentacje spektakli na podstawie twórczości Reja w interpretacji
młodzieży.

W roku 2006 odbył się w Nagłowicach wielki zjazd szkół noszących imię
Mikołaja Reja. Przybysze z całej Polski popisywali się znajomością twórczości i
żywota patrona, po czym dwornie wpisywali się gospodarzom: "Piękny dworek tutaj
macie, Reja zacnie wysławiacie", a także zapewniali: "Mikołaja Reja potęga – aż
do Częstochowy sięga!", "Mikołaj Rej – dobrze o tym wiecie, znany jest w Mszanie
Dolnej i na całym świecie".

Barbara Wachowicz

drukuj