Nadzieja (Bóg) zawieść nie może

Laboratorium wiary

Pierwsze przykazanie Boże zobowiązuje nas do życia nadzieją chrześcijańską. Pan Bóg jest najważniejszy w naszym życiu doczesnym. Ono stanowi Jego dar. Trzeba pamiętać, że Bóg jest również naszą niekończącą się przyszłością. Od Niego pochodzi nasza nieśmiertelność, a życie wieczne to Jego dar. Chcąc wypełnić wiernie pierwsze przykazanie, musimy patrzeć na doczesność i jej sprawy przez pryzmat wieczności.

Z przeprowadzanych od czasu do czasu badań nad religijnością wynika smutna prawda, że wielu ludzi, także tych, którzy należą do Kościoła, nie ma żywej świadomości celu ostatecznego życia ludzkiego. Bywa, że ludzie wierzący sprowadzają swą wiarę do doczesności. Jest dla nich ważna, potrzebna, gdyż pomaga lepiej żyć, daje radość z bliskości Kogoś, którego miłość jest bezwarunkowa i niekwestionowana. Wierze brakuje odniesień do wieczności. Takie prawdy wiary, jak zmartwychwstanie i życie wieczne, wydają się do tego stopnia dalekie i abstrakcyjne, że nie jawią się w polu zainteresowań i troski. Tymczasem pierwsze przykazanie Boże, mówiące o tym, że Bóg jest największą i jedyną miłością serca człowieka, uczy nas, że Bóg pragnie być z nami nie tylko w doczesności, ale zawsze. Pozytywnym zobowiązaniem moralnym, wynikającym z tego przykazania, jest nakaz pielęgnowania w sobie nadziei nadprzyrodzonej. Chodzi o to, że chrześcijanin nie może stracić sprzed oczu perspektywy całego swego życia – wieczności. Każda chwila przybliża nas do niej. Każda też chwila jest ważna, ponieważ w niej dokonuje się nasze zbawienie lub odrzucenie. Trzeba zatem szanować ulotne chwile w życiu, które jak krople zbierają się w jeden potok, aby wpłynąć do oceanu wieczności. Mamy żyć nadzieją nadprzyrodzoną. Oznacza to umacnianie w sobie przekonania, że Bóg po to powołał nas do życia, aby nas uszczęśliwić wiecznością. On sam chce być naszym szczęściem. W Nim znajduje się pełnia tego wszystkiego, za czym nieraz bezwiednie tęskni nasze serce. Nadzieja, do której zobowiązuje nas pierwsze przykazanie, mówi o tym, że sami o własnych siłach nie będziemy się mogli zbawić. Jak przypomina o tym Katechizm Kościoła Katolickiego: „Gdy Bóg objawia się i wzywa człowieka, nie może on własnymi siłami odpowiedzieć w sposób pełny na miłość Bożą. Powinien mieć nadzieję, że Bóg uzdolni go do odwzajemnienia Mu miłości i do działania zgodnie z przykazaniami miłości. Nadzieja jest ufnym oczekiwaniem błogosławieństwa Bożego i uszczęśliwiającego oglądania Boga; jest także lękiem przed obrażaniem miłości Bożej i spowodowaniem kary” (KKK nr 2090). Tak więc żyć nadzieją, oznacza zdać się bardziej na Boga niż na siebie, wiedząc, że my możemy uczynić dużo, ale Bóg uczyni jeszcze więcej dla nas. Będziemy zbawieni nie dlatego, że nasze zasługi przed Panem Bogiem otworzą nam bramy szczęśliwej wieczności, ale dlatego, że Bóg sam dopełni tego, czego mogłoby nam zabraknąć. Zbawienie jest darem Bożym.

Istnieją dwa przeciwstawne sobie wykroczenia przeciwko nadziei chrześcijańskiej. Pierwszym z nich jest rozpacz, polegająca na tym, że człowiek „przestaje oczekiwać od Boga osobistego zbawienia, pomocy do jego osiągnięcia lub przebaczenia grzechów” (KKK nr 2091). Człowiek mówi sobie: „Nie mogę być zbawiony”, i trwa w grzechu. Zaprzeczając możliwości swego zbawienia, grzesznik odrzuca obietnice Boże oraz prawdę o tym, że Bóg jest miłosierny. Uwłacza w ten sposób swemu Stwórcy i Zbawicielowi. Drugi grzech przeciwko nadziei to zuchwała ufność we własne zbawienie, polegająca na tym, że człowiek mówi sobie: „Bóg musi mnie zbawić, gdyż jest miłosierny”, i trwa z uporem w grzechach. Wtedy miłosierdzie Boże staje się zachętą do uporu i zatwardziałości serca. Grzesznik chce doświadczyć przebaczenia grzechów bez nawrócenia i pokuty oraz chwały zbawionych bez żadnej swej zasługi. Obie postawy są niegodziwe. Pierwsze przykazanie Boże zobowiązuje nas do czujności, abyśmy żyli tak, by zbawienie stało się naszym udziałem.

ks. Zbigniew Sobolewski
drukuj