Na tropie bolszewickiej progenitury

"KGB gra w szachy", znakomity zbiór esejów Anny Zechenter, to przede
wszystkim książka o "mienszewikach", czyli duchowej i ideologicznej progeniturze
bolszewików, która we współczesnym świecie – mimo szerokiej wiedzy o koszmarnych
zbrodniach komunistycznych – ma wielu wyznawców, czego najbardziej
spektakularnym pop-przejawem jest kult argentyńskiego zbrodniarza Ernesta "Che"
Guevary.

Ta niebezpieczna fascynacja ludzi Zachodu najbardziej zbrodniczą ideologią w
dziejach nowożytnego świata miała zawsze swoje oparcie w sowieckiej policji
politycznej. Dziś wspiera ją rosyjskie KGB, które nie pozwala Rosjanom uwolnić
się od dziedzictwa bolszewickiego systemu traktującego zbrodnię jako metodę
sprawowania władzy. Z najwyższym dowiaduje się zdumieniem czytelnik, że w
rosyjskim mieście Mirnyj władze odsłoniły nowy pomnik zbrodniarza Stalina, a
miejscowy kacyk przemówił w te słowa: "Postawiliśmy pomnik wielkiemu synowi
Rosji, który oddał swojemu narodowi wszystko, co miał: talent, zdolności
organizatorskie, twardy wymagający charakter, nie biorąc niczego w zamian"! Nie
biorąc niczego w zamian… A to wszystko działo się w Roku Pańskim 2005!
Kim są współcześni "mienszewicy"? Autorka sama ich nie definiuje, przytacza
opinię Władimira Bukowskiego: "Krach komunizmu na Wschodzie uaktywnił zachodnich
mienszewików, podczas gdy za zwycięzców niesłusznie uważają się antykomuniści".
Bukowski powiedział kiedyś półżartem: "Zwyciężyliśmy bolszewików, a teraz nastał
czas, by wykończyć mienszewików". Może już pora, by potraktować te słowa na
serio? Czas miał zrobić swoje, ale nie zrobił. Niebezpieczna popłuczyna po
niemieckim socjalizmie utopijnym, po zbrodniczej ideologii Marksa, po jej
praktycznym zastosowaniu wobec milionów ludzi, zatruwa teraz młode pokolenie
przekonane, że to były tylko "wypaczenia"! Szukają szczęśliwej przyszłości
świata w wizjach licznych guru zachodniej socjaldemokracji. "Dziś słowo
'mienszewik’ poszło w zapomnienie" – zauważa Anna Zechenter. "Razem z nim pamięć
o tradycji, z której wywodzą się współcześni socjaldemokraci. Żadna z
istniejących partii lewicowych nie ma w nazwie słowa 'mienszewicka’, ale może
warto zauważyć, że byłoby ono jak najbardziej na miejscu. Cóż z tego, że
przepędzeni przez towarzysza Uljanowa mienszewicy wyginęli, skoro przetrwał
mienszewizm – pod szyldem socjalizmu". I jeszcze raz Bukowski: "Można homara od
razu wrzucić do wrzątku, a można też go wrzucić do zimnej wody i powoli
podgrzewać". Tak rosyjski dysydent wyłożył różnicę między bolszewikami a
mienszewikami. Cele te same: budowa "socjalistycznego społeczeństwa" według
recepty Karola Marksa. Bukowski dostrzega we współczesnej zachodniej
socjaldemokracji kontynuację niemieckiego socjalizmu utopijnego. Utopijna i
niebezpieczna wizja budowy "socjalistycznego społeczeństwa" ucieleśnia się na
naszych oczach w postaci "związku socjalistycznych republik europejskich" ze
wszystkimi cechami poprzedniego "związku": ograniczeniem wolności jednostki,
werbalnym kultem "postępu", werbalną demokracją i wolnością, za którymi czai się
pogarda wobec inaczej myślących, nietolerancja, brak szacunku dla tradycji i
religii. Bukowski "obawia się dalszej integracji, podobnie jak postępującego
ograniczania wolności jednostki, którego przejawem jest poprawność polityczna,
rozumiana przez niego jako element większego zagrożenia – inżynierii
społecznej".
Anna Zechenter posługuje się głównie egzemplifikacją historyczną (ostatecznie
historia magistra vitae est), ale jej książka jest znakomitym przykładem mądrej
publicystyki politycznej, wychodzącej poza bieżące "problemy" PR-owskie,
otwierającej czytelnikowi pole szerokiej refleksji nad przyszłością Polski i
Europy. Takiego pola nie otwierają nam prymitywne, zglajszachtowane opinie
telewizyjnych "politologów" ze względu na kurczowe trzymanie się przez nich
poprawności politycznej i nieudolnie maskowanego partyjniactwa.
Anna Zechenter dostrzega ten problem medialnych guru i ich pracodawców –
gazetowych, radiowych czy telewizyjnych. Chory kult zbrodniarza "Che", trwający
już od kilku dekad, ciągle się odradzający, to produkt stadnego myślenia
napędzanego przez "wolne media": "Fałszywy obraz Ernesto Guevary 'Che’,
ubliżający jego ofiarom – zawdzięcza swoją egzystencję nie tylko propagandzie
Hawany czy Moskwy. Lwią część odpowiedzialności za wystawienie oprawcy pomnika,
za zbeszczeszczenie pamięci umarłych, za upokorzenie ich rodzin ponoszą pisarze,
wydawcy i dziennikarze wolnego świata, aktorzy, reżyserzy i bezkrytyczni
czytelnicy". Inaczej mówiąc, pożyteczni idioci (według Lenina: "poleznyje
idioty"). Kiedyś w jednym z listów do Stalina Beria stwierdził, że "fizyczna
walka z Zachodem nie jest celowa, Zachód sam się unicestwi, wystarczy mu
podsuwać odpowiednie środki". Jesteśmy właśnie świadkami takiego samozatruwania
się. Choć Związku Sowieckiego już nie ma, to Lenin "wiecznie żywy"! Współczesne
KGB, reprezentujące interesy posowieckich elit, wspiera żywotność komunistycznej
ideologii poprzez agenturę wpływu. Politycy, zatroskani bardziej o elektorat i
wskaźniki poparcia niż o dobro publiczne, tańczą w rytm tych melodii,
niezależnie od tego, z jakiej wywodzą się opcji: "Były kanclerz Gerhard
Schroeder nazwał Putina 'demokratą bez skazy’, jeździł razem z nim saniami i na
traktorze, Putin był honorowym gościem na 60. urodzinach byłego kanclerza –
razem z całym kozackim chórem (…) Chadecka kanlclerz Angela Merkel postawiła
na swoim biurku portret carycy Katarzyny, a Steinmeier, do listopada 2009 roku
socjaldemokratyczny wicekanclerz, zachwycał się grą na gitarze Siergieja Ławrowa,
ministra spraw zagranicznych. Tymczasem liczba agentów Moskwy w Niemczech jest
coraz wyższa, dużo wyższa niż w czasach ZSRS".
Na tle tych praktyk śp. prezydent Lech Kaczyński, zafascynowany ideą wolności
"waszej i naszej", musiał być uznany przez "postępowych" mienszewików za
niebezpieczny dla ich sposobu myślenia anachronizm.
Książkę "KGB gra w szachy" czyta się jednym tchem. Jest napisana pięknym,
literackim językiem, bez tych wszystkich nieporadności, tak charakterystycznych
dla wielu zawodowych historyków, próbujących przemycić wszystko, co wyczytali w
archiwum, nawet jeśli nie ma to związku z głównym nurtem rozważań. Anna
Zechenter nie nuży czytelnika. Daje mu czas na przerwę w lekturze – między
kolejnymi szkicami-rozdziałami. Książka idealna dla współczesnego, nerwowego
czytelnika, co wszystko zaczyna, a nic nie kończy. Można ją bowiem zaczynać od
początku, od środka, od końca. Każdy szkic ma bowiem swoją własną kompozycję i
puentę. Polecałbym jednak rozpoczęcie lektury od pierwszych trzech szkiców
("Rewolucja, której nie było", "Agenci ich Kremlowskich Mości", "Bez
przebaczenia"), bo to "genezis", porządkujące autorskie spojrzenie na cały
problem. Potem można czytać w dowolnej kolejności, zaczynając na przykład od
tytułowego "KGB gra w szachy", czyli relacji z szachowego meczu o mistrzostwo
świata Karpow – Korcznoj. Nie mogę sobie odmówić cytatu z pierwszego rozdziału
książki, bo to świetna próbka stylu, charakterystycznego dla Anny Zechenter:
"Wywiad niemiecki, który od 1915 roku wydał na wspieranie bolszewików około 10
milionów dolarów w nadziei, że doprowadzą oni do osłabienia caratu i
wyeliminowania Rosji z wojny, przekonał Lenina za pośrednictwem niemieckich
polityków. W kwietniu wyruszył do Piotrogrodu pełen najgorszych obaw.
Bezpiecznie przejechał w zamkniętym wagonie przez Niemcy, na dworcu w
Piotrogrodzie nikt go nie aresztował, więc następnego dnia, 17 kwietnia, ogłosił
tzw. tezy kwietniowe z hasłem 'przejścia od rewolucji burżuazyjno-demokratycznej
do socjalistycznej’ – i uciekł natychmiast do Finlandii (…). Podobno zdziwiony
był niezmiernie upadkiem cara, a potem bał się powrotu do Rosji, przekonany, że
znów trafi do więzienia. Nic jednak nie zdumiało go tak bardzo, jak zdobycie
władzy bez walki, w jednym dniu. Rozumiał wszakże, że nawet władzy podarowanej
oddawać nie należy"…
Na koniec słów kilka o samej autorce, bo to nietypowy profil pracownika Biura
Edukacji Publicznej IPN (oddział Kraków). Anna z wykształcenia jest germanistką,
historia i polityka to jej pasja. A może po prostu wybór życia świadomego,
uczestniczącego w tym, co ważne w Polsce i na świecie. "Zazwyczaj ma problem z
wypełnieniem rubryki 'zawód’ – pisze wydawca". "Przed wpisaniem słowa
'antykomunistka’ powstrzymuje ją obawa przed posądzeniem o przypisywanie sobie
zasług, których nie posiada". Posiada. Anna Zechenter w latach 70. była
członkinią Studenckiego Komitetu "Solidarności" w Krakowie, w roku 1980
współzałożycielką Niezależnego Zrzeszenia Studentów tamże. Jest autorką licznych
artykułów prasowych o tematyce historycznej i politycznej, m.in. w "Czasie
Krakowskim", "Dzienniku Polskim", "Arcanach", w wydawnictwach IPN. W roku 1994
opublikowała pierwsze w Polsce raporty agentów Stasi, m.in. raport Zbigniewa
Sobotki (byłego ministra spraw wewnętrznych w "wolnej" Polsce!) oraz raporty
Stasi z inwigilacji w latach 80. ks. prałata Henryka Jankowskiego. Wystarczy
zasług na miano antykomunistki. A to brzmi dumnie. Dziękujemy za tę książkę,
Anno.
Anna Zechenter, KGB gra w szachy, wyd. I, Arcana Kraków 2010, stron 415, seria
Arkana historii, www.arcana.pl.

Piotr Szubarczyk
 

drukuj