Na płycie nie było awantury

Z Andrzejem Klarkowskim, socjologiem, psychologiem społecznym, doradcą
prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwestiach społeczno-gospodarczych, rozmawia
Piotr Czartoryski-Sziler

10 kwietnia 2010 roku, tuż przed wylotem Tu-154M do Smoleńska, był Pan na
Okęciu. Żegnał Pan polską delegację udającą się do Katynia na czele z
prezydentem Lechem Kaczyńskim. Był Pan świadkiem rzekomej kłótni gen. Andrzeja
Błasika z mjr. Arkadiuszem Protasiukiem?

– Ależ skąd. Z mojej perspektywy nic takiego się nie wydarzyło. Stan ducha i
ciała generała Błasika, jak również funkcjonowanie majora Protasiuka nie
wskazywały na to, że była jakakolwiek awantura bądź zdarzyło się coś, co
zaburzałoby ten wylot. Nie było widać, żeby gen. Błasik czy mjr Protasiuk byli w
ogóle zdenerwowani. Arkadiusz Protasiuk w mojej pamięci pozostał uśmiechnięty i
pogodny. Nie zauważyłem też, jestem o tym absolutnie przekonany, by ktokolwiek z
uczestników lotu z 10 kwietnia 2010 roku był pod wpływem alkoholu czy innych
substancji.

O której godzinie znalazł się Pan na płycie Okęcia?
– Jakieś 10 minut przed przyjazdem pana prezydenta na lotnisko. Wcześniej byłem
z innymi pasażerami tego lotu w poczekalni, rozmawiałem z nimi. W momencie kiedy
ogłoszono, że ludzie mają wsiadać do samolotu, wszyscy wstali, spakowali się i
zajęli miejsca w tupolewie. Pana prezydenta jeszcze nie było, udałem się więc
przed samolot i czekałem na niego przy wejściu na trap. Był ze mną gen. Andrzej
Błasik i minister Mariusz Handzlik, który w międzyczasie dojechał na lotnisko.
Rozmawialiśmy ze sobą. Generał Błasik poruszał z ministrem Handzlikiem wspólne
wątki, czysto wojskowe. Atmosfera i przebieg rozmowy nie wskazywały na to, że
coś się stało, czy były jakieś komplikacje.

Co Pan zaobserwował w kolejnych minutach?
– Stałem przy trapie do samolotu około 10-12 minut. Nie wydarzyło się w ciągu
tego czasu nic, co by zmąciło tę spokojną atmosferę. Gdy przyjechał pan
prezydent, byłem przy składaniu mu meldunku przez gen. Błasika. Mimo iż meldunek
składał gen. Błasik, to mjr Protasiuk stał niedaleko. Nie rozumiem tych, którzy
mówią dziś o tym jako o dziwnym i niezrozumiałym zdarzeniu, bo jest to przesadą.
Tu wchodził w grę aspekt protokolarny. Jeżeli zwierzchnik Sił Zbrojnych wsiada
do samolotu, gdzie jest dowódca Sił Powietrznych, to nie jest wielki dysonans,
że dowódca Sił Powietrznych składa meldunek. To był standardowy meldunek. Nic
nie wskazywało na to, żeby informacje przekazane panu prezydentowi wzbudziły w
nim jakieś napięcie. Major Protasiuk stał z boku, niedaleko. Trudno mi
powiedzieć, czy stał bezpośrednio za nami, czy trzy metry dalej, w każdym razie
kręcił się wokół samolotu. Absolutnie nie odniosłem wrażenia, żeby był jakiś
podminowany, podekscytowany, żeby była jakakolwiek awantura.

Nie słyszał Pan domniemanej rozmowy o warunkach pogodowych nad Smoleńskiem?
– Nie, żadnej. Generał Błasik rozmawiał z ministrem Handzlikiem o inwestycjach
samolotowych, o wyższości jakiegoś samolotu nad drugim, o tym, jakie maszyny
chciałby mieć w Siłach Powietrznych, czego nie ma, poruszał kwestie
finansowania, etc. Były to zwykłe eksperckie, wojskowe rozmowy. O warunkach
pogodowych nie było ani słowa. Stąd czuję dziś dysonans. Dla mnie to jest bardzo
ciężka sprawa, jeszcze nie doszedłem do siebie po tej tragedii, bo ja tych ludzi
żegnałem, a później witałem trumny… Dokładnie wiem, jaka atmosfera była przed
wylotem Tu-154M, a słyszę wciąż w mediach, że nie wiadomo, co działo się na
płycie przed startem.

Jak odbiera Pan informacje w mediach o awanturze na lotnisku?
– Przypomina to sytuację z szukaniem kozła ofiarnego, a więc szukanie prostych
wyjaśnień w skomplikowanej sprawie. Mogę z całą mocą potwierdzić, że podczas
mojej obecności na płycie, gdy oczekiwałem na przyjazd pana prezydenta, nie
doszło do żadnego incydentu. To, co dziś się słyszy w mediach o rzekomej
awanturze, jest nawet psychologicznie mało wiarygodne. Jeżeli bowiem ludzie
rozmawiają i przy tym gestykulują – a nie wiemy, o czym rozmawiają – to każdy
potem skojarzy to z tym, co chciałby zobaczyć i usłyszeć. Dopóki nie ma
jednoznacznego zapisu, a przecież obraz z kamery przemysłowej taki nie jest,
mówienie o rzekomej awanturze między dowódcą Sił Powietrznych a dowódcą statku
powietrznego to zwykłe hipotezy ad hoc. Jeszcze raz podkreślę – obserwowałem
gen. Błasika i mjr. Protasiuka tuż przed wylotem 10 kwietnia 2010 roku i nie
widziałem, by coś między nimi zaiskrzyło, żeby ktoś domagał się jakichś
wyjaśnień, by meldunek składany prezydentowi był jakiś nadzwyczajny.

Dziękuję za rozmowę

drukuj