MSZ ustosunkuje się do niemieckich wyliczeń

Nie komentujemy prasowych omówień, poczekamy, aż do naszych rąk trafi tekst źródłowy – w ten sposób Ministerstwo Spraw Zagranicznych ustosunkowało się do dokumentu federalnego resortu finansów, w którym zamieszczono wykaz świadczeń finansowych Niemiec na rzecz Polski od 1945 roku. Pomysł wrzucenia do jednego worka wszelkich przepływów finansowych na linii Niemcy – Polska od 1945 r. jest co najmniej niefortunny – twierdzi MSZ. Zdaniem prof. Mariusza Muszyńskiego, prezesa Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”, cel tworzenia takich zestawień może być tylko jeden: propagandowy. Fundacja sugeruje, że być może polski Sejm powinien rozważyć policzenie strat polskich w czasie II wojny światowej. To z kolei otworzyłoby kwestie reparacji wojennych.

Przedstawiciele MSZ nie chcą na razie oficjalnie komentować doniesień tygodnika „Stern”, który podał, że federalne ministerstwo finansów sporządziło wykaz świadczeń Niemiec na rzecz Polski, dokonanych od 1945 r. Dokument został przygotowany na żądanie posła do Bundestagu Johannesa Singhammera z partii CSU.

– Podchodzimy z ostrożnością do wszelkich prasowych omówień dokumentów rządowych – zastrzegł wysoki urzędnik MSZ, prosząc o anonimowość. Zapewnił, że służby prawne MSZ ustosunkują się do wyliczenia przedstawionego przez federalne ministerstwo finansów dopiero, gdy dotrze do nich kopia dokumentu. Zdaniem naszego rozmówcy, pomysł wrzucenia do jednego worka wszelkich przepływów finansowych na linii Niemcy – Polska od 1945 r., takich jak reparacje wojenne, świadczenia dla ofiar wojny, umorzenia kredytów, dotacje z UE, jest co najmniej niefortunny. Poza tym nie można zaliczać umorzonych przez stronę niemiecką kredytów i funduszy z Unii Europejskiej przyznanych Polsce do „świadczeń” Niemiec na rzecz Polski.

– Nie ulega też wątpliwości, że zaliczenie do „świadczeń ze strony Niemiec” środków Unii Europejskiej z tego tylko tytułu, że Niemcy są w Unii płatnikiem netto, jest całkowicie bezpodstawne. Polska jest członkiem UE i również wpłaca pełną składkę – powiedział przedstawiciel MSZ. Przypomniał także, że umorzenie kredytu Jumbo w 1975 r., do którego doszło po spotkaniu Szmidt – Gierek, nie było jednostronną darowizną ze strony Niemiec, lecz ceną za umożliwienie wyjazdów obywateli polskich do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin. Po 1990 r. i zmianie sytuacji politycznej pieniądze przekazane zostały na fundusz założycielski Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Rządy nie umarzają kredytów bezinteresownie, zawsze kierują się przy tym interesem własnych państw – podkreślił urzędnik MSZ.

Zdaniem prof. Mariusza Muszyńskiego z UKSW, prezesa Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”, tworzenie takich zestawień jak przedstawione przez federalne ministerstwo finansów jest całkowicie pozbawione sensu i może mieć tylko cel propagandowy.

– Kreowanie Niemiec na darczyńcę Polski jest spojrzeniem jednostronnym i nieuprawnionym – uważa prof. Muszyński. Przypomina, że Niemcy jako agresorzy w II wojnie światowej do dzisiaj nie zapłacili odszkodowań indywidualnych polskim ofiarom wojny, nie zwrócili też wszystkich zagrabionych dóbr kultury.

– Do 1956 r. nie dostaliśmy ani grosza. Dopiero w latach 60., poprzez PCK, oraz po 1973 r. Niemcy wypłacili pewne skromne środki na rzecz ofiar eksperymentów pseudomedycznych. Po zjednoczeniu Niemiec na konto Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie” w 1991 r. wpłynęło 0,5 mld euro i – kilka lat później – miliard euro z niemieckiej Fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość”. Z tych pieniędzy zostały wypłacone skromne świadczenia dla poszkodowanych. Co zaś do reparacji wojennych, Niemcy wypłacali je na rzecz ZSRS, a nie Polski. Polska miała otrzymać 15 proc. z tej puli. Bywało, że w ramach reparacji przyszedł wagon z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Innym razem w środku zimy dostaliśmy wagon drzewek wiśniowych.

– Niemcy zapominają też o tym, ile pieniędzy sami otrzymali od wspólnoty międzynarodowej w ramach planu Marshalla, o tym, że im także umorzono pożyczki Dawesa i Younga, zaciągnięte przed wojną – przypomina nasz rozmówca.

– Jeśli w Bundestagu znalazł się poseł, który wystąpił o takie wyliczenia, to w polskim Sejmie również może się znaleźć poseł, który zażąda policzenia strat polskich. To może otworzyć kwestie reparacji wojennych. Nie sądzę, aby to było w interesie Niemiec – uważa Krzysztof Rak, członek zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Małgorzata Goss
drukuj