Minister od zagranicznych spraw Platformy Obywatelskiej

Polską opinię publiczną zbulwersowała wypowiedź Radosława Sikorskiego,
który na spotkaniu z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Williamem Hague´em
wyraził swoją opinię o polskich "Breivikach".

Niedawno minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski publicznie oburzał się
na ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, że ośmielił się skrytykować
rząd w Parlamencie Europejskim. Stwierdził, że za granicą nie można o Polsce
mówić źle. Buńczucznie utożsamił Polskę z polskimi władzami i w imię tępienia
"odszczepieńców" wystosował notę do Watykanu. W ten sposób potwierdził, że
wykorzystuje swój urząd do partyjnej walki politycznej, do atakowania na arenie
międzynarodowej własnych obywateli. Są to rzeczy bezprecedensowe, gdyż bez
precedensu jest pisanie noty dyplomatycznej do Watykanu przeciwko kapłanowi,
który broni praw obywatelskich.
Obecne porównanie Polaków przez Sikorskiego do norweskiego zbrodniarza Andersa
Behringa Breivika przekracza wszelkie kanony dyplomatyczne. Pokazuje też wprost
jego przewrotność. Opozycja nie może za granicą krytykować rządu, ale minister
spraw zagranicznych ma pełne prawo do atakowania własnych obywateli.
Wypowiedź Sikorskiego może budzić przerażenie, gdyż nie powiedział on, że w
naszym kraju też zdarzają się psychopaci (np. bombiarz z Krakowa). On wskazuje
na szerokie środowiska opozycyjne, które ośmielają się krytykować prezydenta i
rząd, podsycając "niezdrowe emocje", co może – jego zdaniem – doprowadzić do
tragedii na wzór norweski. Minister wskazał, że w tragedii z Oslo są wątki
polskie, wszak Breivik z aprobatą wyrażał się o niektórych partiach. Już tylko
krok, aby zakomunikować, że należy tych "podżegaczy" zamknąć, w ten sposób
uniknie się norweskiej tragedii.
Każdy normalny kraj dba o swój wizerunek na zewnątrz. Służy temu między innymi
Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Szefowie tego resortu starają się respektować
cały kanon zachowań dyplomatycznych, tak aby nie zaszkodzić obrazowi swego
kraju. Nie do pomyślenia jest na przykład, żeby minister spraw zagranicznych
Norwegii, wykorzystując tragedię z Oslo, porównał działania tamtejszej opozycji
do czynu Breivika i w ten sposób na arenie międzynarodowej dyskredytował swoich
przeciwników politycznych. Taki minister byłby po prostu zdymisjonowany, gdyż
szkodzi własnej ojczyźnie. Polski minister spraw zagranicznych wysyła donosy
dyplomatyczne na swoich obywateli, na spotkaniach z dyplomatami ościennych
krajów oskarża rodaków, wypisuje różne "rewelacje" na Twitterze i ma się dobrze.
Ten sposób politykowania stawia Polskę w szeregu krajów źle rządzonych, gdzie
rządzący wykorzystują swoje urzędy do bezwzględnej walki politycznej. Ten sposób
politykowania mówi również o tym, że obecny układ rządowy potwornie boi się
utraty władzy i rozliczenia za ostatnie lata i zrobi wszystko, by zachować
stołki. Rząd nasz jest bardzo miękki w relacjach z europejskimi partnerami
(rezygnując najczęściej z polskich interesów); swoją siłę stara się zaś
eksponować w bezwzględnej walce z oponentami w kraju.

 

Prof. Mieczysław Ryba
 


Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX
wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, wykładowcą w WSKSiM.

drukuj