Minister nie pierwsza klasa

Z poseł Marzeną Machałek (PiS), członkiem sejmowej Komisji Edukacji, Nauki
i Młodzieży, wiceprezesem Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich, rozmawia Marek
Zygmunt

Minister Katarzyna Hall zgodziła się na debatę z prof. Waśką, ale postawiła
warunki.

– Podejrzewam, że zarówno ona, jak i sztab wyborczy Platformy Obywatelskiej po
prostu boją się tej dyskusji. Donald Tusk w wielogodzinnym exposé podkreślał, że
szczególną uwagę będzie poświęcał edukacji. Minister Hall realizuje tę obietnicę
w "szczególny sposób". W czasie czteroletnich rządów PO w całym kraju
zlikwidowano ponad 800 szkół, a samorządy zostały zmuszone do radykalnych
oszczędności w dziedzinie edukacji. Mamy do czynienia z pogorszeniem sytuacji
materialnej nauczycieli i zapaścią szkolnictwa zawodowego. Minister zapowiadała
i przeprowadziła dokończenie reform Handkego, które, jak już wiadomo, negatywnie
odbiły się na polskiej szkole. Zmianom, które na siłę przez Sejm "przepychała"
minister Hall, mocno sprzeciwił się prezydent prof. Lech Kaczyński, wnosząc weto
tej ustawy. Niestety, zostało ono odrzucone. Chcę podkreślić, że ta ustawa
wprowadziła bardzo niekorzystne zmiany w polskiej szkole.

Swego czasu z sejmowej mównicy ostrzegała Pani, że zmiany w szkolnictwie
proponowane przez Platformę rozstroją system edukacji i negatywnie odbiją się na
wielu pokoleniach. Wtedy posłów rządzącej partii stać było tylko na drwiny!

– Nie tylko drwili z tych problemów, ale co było konsekwencją takiego podejścia,
oczywiście odrzucili prezydenckie weto. Lech Kaczyński wskazywał w nim m.in. na
niezapewnienie odpowiednich warunków do obniżenia wieku szkolnego i objęcia
pięciolatków obowiązkowym wychowaniem przedszkolnym. Najważniejsza zmiana
dotyczyła wprowadzenia do szkół sześciolatków. Było to przeprowadzone wbrew
powszechnej negatywnej opinii środowisk związanych z edukacją. 1 września 2012
r. ponad pół miliona pierwszoklasistów będzie tłoczyło się w nieprzygotowanych
klasach. Rząd nie zapewnił bowiem w budżecie środków finansowych na
przystosowanie szkół do przyjęcia takiej liczby uczniów. Potraktowano
najmłodszych po prostu jak towar, który można przerzucać z miejsca na miejsce.
To dopiero jest prawdziwy skandal!

Zmiany w systemie edukacji dotyczą też ograniczenia treści nauczania,
szczególnie w takich przedmiotach, jak historia i język polski.

– Jeśli sześcioletnie dziecko pójdzie do szkoły, to będzie kształciło się w
sposób ogólny do pierwszej klasy licealnej. Potem musi wybrać profil kształcenia
przygotowujący je do studiów wyższych. Czyli po pierwszej klasie licealnej młody
człowiek będzie na swego rodzaju "kursie przygotowawczym na wyższe uczelnie".
Jest to, w mojej opinii, skandal, który będzie miał bardzo negatywny wpływ na
jakość kształcenia młodzieży kosztem takich przedmiotów, jak np. historia.

Wspomniała Pani wcześniej o zapaści szkolnictwa zawodowego. Ale przecież
minister Hall zapowiadała prace nad reformą tego typu kształcenia ?

– Niestety, po szumnych zapowiedziach reformy kształcenia zawodowego nic nie
pozostało. Niedawno została przyjęta ustawa, która jest atrapą, kosmetyką zmian
dotyczących kształcenia zawodowego. Ale kompletnie nie odpowiada ona potrzebom w
tym zakresie. Kształcenie zawodowe po 1989 roku w zasadzie upadło. Bardzo dużo
tego typu szkół zostało zlikwidowanych. A dzisiaj, aby przygotować dobre
kształcenie zawodowe, potrzebne są środki finansowe. Ministerstwo dysponuje
pieniędzmi, pochodzą one przede wszystkim z dotacji unijnych. Z tego, co mi
wiadomo, środki te nie trafiają tam, gdzie trzeba. Nie do szkół i uczniów, lecz
na przygotowanie projektów i wynagrodzenie ekspertów.

Czym to skutkuje ?
– Efektem takiego postępowania jest podejmowanie przez młodych ludzi kształcenia
zawodowego poza granicami kraju, i to głównie w zawodach usługowych. Mają oni
tam również możliwość zamieszkania i podjęcia pracy po zakończeniu kształcenia.
Zawsze staram się szukać pozytywów. W sferze edukacji, niestety, nie widzę ich.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj