Między Artemidą a prezerwatywą
Ten krzyk, jaki się podniósł ostatnio przeciw Papieżowi Benedyktowi XVI w niektórych mediach i ośrodkach politycznych, świadczy nie tylko o tym, że był to hałas dokładnie dyrygowany i metodyczny z punktu widzenia oddziaływania na opinię środowisk, które nie wiedzą, co myśleć, o ile nie dowiedzą się o tym od popularnej prasy, ale także mało oryginalny jako wydarzenie.
Ten osobliwy protest przypomina w wielu szczegółach krzyk, jaki podniósł się w Efezie za czasów św. Pawła Apostoła, który w tamtejszej krainie (zwanej wówczas prowincją Azja) nawrócił na chrześcijaństwo wielu tamtejszych pogan. Pech chciał, że ci poganie przed swoim nawróceniem oddawali gorliwą cześć bogini Artemidzie, a wyrazem tej czci było posiadanie miniaturki jej świątyni, najlepiej sporządzonej ze srebra. Okazało się, że na tej pobożności dobrze zarabiał złotnik imieniem Demetriusz, który zatrudniał w tym celu spory zastęp rzemieślników wykonujących konkretne zamówienia. Kiedy wyszło na jaw, że wskutek działalności św. Pawła maleje popyt na owe miniaturki, postanowił zadziałać „ideologicznie”. Zebrał wszystkich ludzi zainteresowanych rozwojem tego rzemiosła i przemówił: „Mężowie, wiecie, że nasz dobrobyt płynie z tego rzemiosła. Widzicie też i słyszycie, że nie tylko w Efezie, ale prawie w całej Azji [czyli prowincji tak nazwanej] ten Paweł przekonał i uwiódł wielką liczbę ludzi gadaniem, że ci, którzy są ręką uczynieni, nie są bogami. Grozi niebezpieczeństwo, że nie tylko rzemiosło nasze upadnie, ale i świątynia wielkiej bogini Artemidy będzie za nic miana, a ona sama, której cześć oddaje cała Azja i świat cały, zostanie odarta z majestatu”. Dzieje Apostolskie zaraz potem stwierdzają: „Gdy to usłyszeli, ogarnął ich gniew i zaczęli krzyczeć: 'Wielka Artemida Efeska!'”. Zrobiła się z tego duża demonstracja i przed teatrem „podniósł się jeden krzyk i prawie przez dwie godziny krzyczeli: 'Wielka Artemida Efeska'” (Dz 19, 24-34).
Dzisiejszy teatr globalny
Ta komedia „nie-boska” powtarza się w dzisiejszym teatrze świata dokładnie, jeśli chodzi o treść; należy tylko zmienić dekoracje i wymienić niektórych aktorów. Ale centralny temat jest ten sam: świecki interes ubrany w szaty pobożnej ideologii, wszystko jedno czy religijnej, czy humanistycznej: jest to świętość, którą czci „cała Azja i świat cały” (boć to już globalizm!), zmienia się tylko formuła liturgiczna. Już nie „Wielka Artemida Efeska”, lecz „Święta Prezerwatywa Medyczna!”.
Wśród pokrzykującej gawiedzi znalazły się osoby skądinąd poważne, jacyś premierzy, ministrowie niektórych państewek (po co ich wymieniać), także pisma znane ze swego profilu ideologicznego, jak „New York Times”, „Financial Times”, „African Science News Service”, „Montreal Gazette”, „Scripps Howard News Service”, „U.S.News and World Report” i pewnie jakieś polskojęzyczne gazetki, których nie warto czytać („Catholic World News”, 20 marca). Protestowały także grupy gejowskie, które z akcentem udawanego politowania współczuły Papieżowi, że nie rozumie problemu tej epidemii. Ktoś złośliwie zarzucał Benedyktowi XVI, że dla niego dogmat jest ważniejszy niż życie Afrykanów (Rebecca Hodes „The Guardian”) itd. Po co mnożyć te głosy bez sensu.
Krzyk przeciw Ojcu Świętemu został wzniecony przy pomocy perfidnej taktyki manipulacyjnej. Prasa skoncentrowała się tylko na „prezerwatywie”, pomijając istotne aspekty wypowiedzi Papieża. Po drugie, samo pytanie zadane Benedyktowi XVI w ramach wywiadu zawierało złośliwą insynuację i było na tyle obraźliwe, że Benedykt XVI miał pełne prawo nie odpowiadać na nie, ale cokolwiek by powiedział, zawsze ta odpowiedź zostałaby przyjęta nieżyczliwie ze względu na żądło zawarte w samym pytaniu. Pytającemu nie chodziło o to, żeby się czegoś dowiedzieć, tylko żeby znieważyć Ojca Świętego i Kościół. Chodziło w tym pytaniu o to, czy Papież zgadza się z tezą, że jakoby działania Kościoła w zakresie przeciwdziałania epidemii AIDS są „nierealistyczne i nieskuteczne”.
Co powiedział Benedykt XVI
Papież, dając dowód ogromnej pokory, odpowiedział rzeczowo i zwięźle, że zarówno realistyczne, jak i skuteczne jest to, co robi Kościół katolicki w ramach swoich różnych programów wychowawczych i charytatywnych. Potem, jakby mimochodem, padły słowa o tym, że sama pomoc ekonomiczna i dystrybucja prezerwatyw nie tylko nie rozwiązują problemu, lecz go zaostrzają. W następnej dopiero kolejności padła główna teza w wypowiedzi Papieża, że rozwiązanie zależy od „humanizacji płciowości, to jest od duchowej odnowy człowieka prowadzącej do nowego stylu zachowania człowieka wobec człowieka. Po drugie, potrzebna jest prawdziwa przyjaźń szczególnie wobec tych, którzy cierpią, i gotowość do ponoszenia ofiar, aby być z cierpiącymi. Te czynniki mogą pomóc i wtedy rezultat jest realny i postęp staje się widzialny”. Ojciec Święty powiedział też: „Dlatego chciałbym stwierdzić, że to jest nasza podwójna siła: odnowić człowieka od wewnątrz, dać mu duchową ludzką moc do właściwego zachowania wobec własnego ciała i wobec innych osób oraz zdolność cierpienia z cierpiącymi. Sądzę, że to jest właściwa odpowiedź (na problem) i Kościół to czyni i w ten sposób jest to jego niezwykle doniosły wkład. Wyrażam wdzięczność wszystkim, którzy tak czynią” (John-Henry Westen, LifeSiteNews, 19 marca). Oczywiście tej istotnej treści odpowiedzi papieskiej media laickie nie zauważyły – te media, które świadomie zamknęły oczy i uszy. Były jednak media uczciwe, które miały oczy i uszy.
Kontekst afrykańskiej kultury
Hilary White (LifeSiteNews, 19 marca) stwierdza, że Benedykt XVI powtórzył tylko to, czego Kościół zawsze naucza. Papież równocześnie wiedział, o czym świadczą liczne badania, że permisywizm pociągający za sobą promiskuizm, korzystający ze złudnej „ochrony” prezerwatywy, jedynie pomaga do rozpowszechniania epidemii. Franciszkanin o. Maurizio Faggioni sugeruje, że Ojciec Święty w pewnym sensie odpowiedział na ogromne zagrożenie kulturowe wobec Afryki pochodzące z filozofii „prezerwatywowej” i międzynarodowej polityki populacyjnej (raczej antypopulacyjnej) promującej różne metody antykoncepcyjne. Ojciec Faggioni, który był doradcą watykańskim w sprawach etyki seksualnej, powiedział agencji Catholic News Service, że Papież uważa, iż cała kampania propagująca prezerwatywy ma znamiona „kulturalnej przemocy” (cultural violence), szczególnie w Afryce, gdzie nigdy nie było „mentalności antykoncepcyjnej”. Tę opinię potwierdzają aktywiści walczący z epidemią, którzy twierdzą, że chorzy na AIDS są wykorzystywani przez propagandę zarówno w celu ograniczenia przyrostu ludności w Afryce, jak i zniszczenia afrykańskiego świata wartości związanych z rodziną.
Martin Ssempa z Ugandy, zasłużony w słynnej kampanii przeciwstawiania się epidemii przy pomocy wstrzemięźliwości, stwierdził w wywiadzie dla LifeSiteNews, że wrogość pewnych organizacji międzynarodowych (zwłaszcza UNAIDS) wobec Kościoła katolickiego wyrasta głównie z nienawiści do katolickiej moralności seksualnej. Ssempa powiedział w 2007 roku, kiedy również atakowano Kościół katolicki, że „prezerwatywy nigdzie na świecie nie zredukowały epidemii HIV-AIDS. Im więcej prezerwatyw, tym bardziej rozprzestrzenia się epidemia HIV”. Sam L. Ruteikara, członek Komitetu Prewencji AIDS w Ugandzie, powiedział, że walka z AIDS prowadzona przy pomocy prezerwatyw jest oszustwem. „AIDS już nie jest tylko epidemią, to stało się wielomiliardowym przemysłem; innych metod zapobiegania nie popierają, ponieważ nie są lukratywne”. Zaznaczył także: „Wiedza (mądrość) o naszej kulturze jest ignorowana. Powiedzieć mężczyźnie i kobiecie, żeby uważali płciowość za rzecz świętą (sacred); żeby zachowali seks dla małżeństwa i pozostali wierni, to znaczy tyle, co powiedzieć im, że mają się kochać miłością głęboką, całym sercem. (…) Rozwiązaniem problemu jest miłość wierna i wierząca (faithful)”.
Słuszność przyznaje Papieżowi także zespół ekspertów od spraw AIDS z Harvardu. Pisze o tym wspomniany John-Henry Westen w artykule z 19 marca (LifeSiteNews.com). Szeroko uzasadnia tezę Benedykta XVI z punktu widzenia medycyny lekarz chirurg Andrea Costanzi w biuletynie Stowarzyszenia „Medycyna i Osoba” (zob. Zenit, 20 marca 2009 r.). Okazuje się, że etyka wspiera medycynę. Cenny materiał przekazuje kierowniczka ośrodka medycznego w Kampali (Uganda) pani Rose Busingye. W tym ośrodku korzysta z pomocy lekarskiej ok. 4000 osób dziennie. Rose Busingye napisała w „Il Sussidiario” 20 marca, że „ci, którzy polemizują z Papieżem, powinni wiedzieć, że prawdziwe podejście do problemu AIDS nie polega na prezerwatywie; myśląc w ten sposób, człowiek zatrzymuje się przy skutkach, a nie rozumie genezy problemu. U źródła rozprzestrzenienia się HIV jest zachowanie (postępowanie człowieka), chodzi o to, jak być człowiekiem. A następnie nie wolno zapominać, służąc osobom, które już zachorowały, że im prezerwatywa nie jest do niczego potrzebna”.
Absurd rozdawnictwa prezerwatyw
Pani Busingye opowiedziała pewien epizod, świadczący o tym, jak bardzo ludzie z zewnątrz nie rozumieją sytuacji panującej w Afryce. Kiedyś odwiedziła ośrodek grupa dziennikarzy, którzy chcieli napisać reportaż o działalności Meeting Point (tak się nazywa ośrodek). Wzruszył ich widok kobiet dotkniętych chorobą. Postanowili zdobyć się na jakiś gest świadczący, że chcą być pożyteczni i „zostawili kilka pudełek z prezerwatywami”. Wtedy pewna kobieta, stwierdziwszy, co jest w środku, powiedziała: „Mój mąż jest umierający, mam sześciu synów, którzy wkrótce zostaną sierotami; na co mi jest potrzebne to, coście mi dali?”. To, czego ta kobieta potrzebuje i mnóstwo innych kobiet – stwierdza pani Busingye – „to znaleźć kogoś, kto spojrzy i powie: 'Kobieto, nie płacz’. Jest absurdem dawać odpowiedź na jej potrzebę, oferując pudełko z prezerwatywami; jest również czymś absurdalnym, nie widzieć, że człowiek to miłość, to serce”. Kierowniczka Meeting Point podkreśla, że problem AIDS pokazuje, jak bardzo jest potrzebne człowiekowi wychowanie, zwłaszcza do tego, aby po ludzku przeżywał swoją płciowość. W samej Afryce wypowiedź Benedykta XVI nie wywołała żadnej reakcji polemicznej. Ci, którzy atakują Papieża, mają w tym określony interes. Tylko Ojciec Święty nie ma żadnego interesu, mówiąc prawdę: „On chce dobrze, chce dobrze dla Afryki”. I tu postawiła zarzut wobec świata zachodniego i w ogóle instytucji międzynarodowych: „Kiedy toczyła się ludobójcza wojna w Ruandzie, wszyscy stali tylko i patrzyli, ale nic nie uczynili, aby pomóc. Tam byli moi rodzice, którzy zostali nieludzko zamordowani. Nikt się nie ruszył, aby pomóc; a teraz przychodzą tu z prezerwatywami. Wiele dzieci jest okaleczonych przez miny, bez uszu, bez ust, nie mogą połknąć śliny. I dlatego damy im prezerwatywy?”. I mówi dalej: „Kiedy mowa o sprawach zdrowia, budzi się inne pytanie: dlaczego nie przynoszą nam aspiryny albo leku przeciw malarii? Malaria jest chorobą, która zabiera więcej ofiar niż AIDS. Jedyna metoda przeciw AIDS to ta, którą zastosowano w Ugandzie. To widzimy w naszym Meeting Point: kiedy tu ktoś przychodzi, już nie chce stąd odchodzić” (Zenit, 20 marca).
To jest prezydent!
Prezydent Ugandy Yoveri Museveni od początku uważał, że trzeba położyć nacisk na sprawę wychowania. Na światowym kongresie we Florencji na temat AIDS (1992) powiedział: „W takich krajach jak nasz, gdzie matka musi często iść 40 kilometrów, żeby otrzymać aspirynę dla chorego dziecka, lub 10 kilometrów, aby przynieść wodę, już ze względów praktycznych stosowanie prezerwatyw jest niemożliwe. Myślę, że lepszą odpowiedzią na zagrożenie ze strony AIDS jest potwierdzić w sposób publiczny i jasno, że należy odnosić się ze czcią do każdego człowieka jako bliźniego. Powinniśmy wychowywać młodych do wstrzemięźliwości, do samoopanowania i do postawy zdolnej podjąć ofiarę, której przede wszystkim domaga się szacunek dla drugiej osoby”. Tenże prezydent całkiem niedawno zaatakował rozdawanie prezerwatyw dzieciom w szkole podstawowej, stwierdzając, że taka praktyka jest czymś tragicznym. „Nie należy uczyć dzieci, jak używać prezerwatyw. Wypowiem wojnę sprzedawcom prezerwatyw. Zamiast chronić życie ludzkie, propagują wśród młodzieży rozwiązłość. Rozwiązłość jest najważniejszą przyczyną rozpowszechniania się epidemii AIDS. W szkole należy wychowywać do tego, jak w przyszłości wybrać partnera dla trwałej więzi na całe życie” (Zenit, 20 marca).
Obronić kobiety. Odrzucić protokół z Maputo
W Luandzie (stolicy Angoli) Ojciec Święty przemawiał w obronie rodziny, protestując przeciwko sytuacji wielorako krzywdzącej rodziny: przeciwko lękowi i upokorzeniu spowodowanemu ubóstwem, przeciwko bezrobociu, chorobom, przymusowej emigracji. Szczególnie mocno napiętnował praktykę i propagandę aborcji, wyjaśniając, że „aborcja niszczy ludzką osobę i dlatego nie może być przedstawiana jako czynnik 'zdrowia reprodukcyjnego’. (…)
Co za gorzka ironia, promować aborcję wśród zabiegów mających służyć zdrowiu matki!”. Tym samym Papież odrzucił sformułowanie tak zwanego protokołu z Maputo, zwłaszcza art. 14. Warto przypomnieć, że tak zwany protokół z Maputo powstał 11 lipca 2003 r. pod naciskiem zachodnich kręgów feministycznych. Dotyczy tak zwanych „praw kobiet w Afryce”. Wciela ideologiczne treści konferencji w Kairze i Pekinie, zwłaszcza „prawo do aborcji” i „prawo do zdrowia reprodukcyjnego”. Naciska na władze państwowe, aby dokonały legalizacji tych „praw”. Marguerite Peeters stwierdza, że „formuła jurydyczna protokołu jest najbardziej sprzyjająca 'prawu do aborcji w świecie'” („The Globalization of the western cultural revolution” 2007, s. 104. Autorka podaje, że dalsze akcje zwolenników aborcji i „zdrowia reprodukcyjnego” miały charakter zmasowanego ataku na tradycyjną kulturę rodziny w Afryce). Natomiast w orędziu skierowanym do konferencji zorganizowanej pod patronatem „Iustitia et Pax” na temat kobiet i praw człowieka Papież podkreślił rolę, jaką kobieta pełni w obronie prawa do życia (Zenit, 20 marca).
Wspólny los Kościoła i rodziny
Ale i w Europie mobilizują się siły wrogie rodzinie i życiu. Georgio Salina (prezes Fundacji „Europa”) ubolewa nad faktami świadczącymi o tym, że w Parlamencie Europejskim problem „równości płci” zaczyna przeważać nad wolnością religijną i zaczyna panować atmosfera wyraźnie antykatolicka. Na przykład Hiszpan i socjalista Miguel Angel Martinez Martinez zorganizował seminarium na temat „Rozum i polityka”, we współpracy z „katolikami za wolnym wyborem” (Catholics for free choice), którzy tylko upierają się, że są katolikami, ale nimi nie są. (Nawiasem mówiąc, kiedy Rocco Buttiglione jako katolik ujawnił swoją tożsamość, został odrzucony, dlatego właśnie, że katolik). Wspomniane seminarium na temat „Rozum i polityka” ustaliło, że prawda nie istnieje, różne opinie są dopuszczalne i powinny być respektowane w społeczeństwie, oczywiście z wyjątkiem chrześcijańskich, a zwłaszcza katolickich, „ponieważ te dogmaty w ciągu historii spowodowały już wiele nieszczęść”. Druga teza seminarium brzmi: wszystkie Kościoły, zwłaszcza te bardziej zorganizowane, jak na przykład Kościół katolicki, „stanowią prawdziwą i we właściwym znaczeniu dyktaturę kulturalną”; usiłują przeszkodzić ludziom myśleć własnym mózgiem i dokonywać wolnych wyborów osobistych. „Polityka powinna temu przeszkodzić”. Także inna impreza była ciekawa. W dniach 5-7 marca w Brukseli na forum Parlamentu Europejskiego zorganizowano „Światowy Kongres na temat wolności badań naukowych”. Organizatorami byli głównie liberałowie, socjaliści i tym podobni radykałowie. Dominowało hasło „pluralizmu kulturalnego”, krytykowano zarówno „relatywizm epistemologiczny”, jak „dogmatyzm religijny”. Być może, że te posunięcia mają związek z kampanią przedwyborczą i chcą mieć wpływ na selekcję kandydatów. Interesujące jest to, iż żywa wiara nie przeszkadza Papieżowi myśleć wnikliwie i jasno, natomiast jego przeciwnikom brak wiary jakoś nie pomaga do wzrostu jakości myślenia.
Tak więc w politycznych kręgach opanowanych przez masonów, socjalistów i liberałów nie tylko nie podoba się opinia Benedykta XVI na temat prezerwatyw, ale w ogóle nie podoba się Kościół katolicki. Wolno głosić wszelkie poglądy, ale prawda głoszona przez Kościół jest zakazana. Gdzie tu jest ta „dyktatura kulturalna”? Jest godne uwagi, że wrogość do Kościoła jest nierozdzielnie związana z wrogością do rodziny i jej etycznego profilu kultury, na co zwracają uwagę dokumenty Kościoła przynajmniej od Leona XIII. W ciągu ostatnich czterdziestu lat kampania przeciw Kościołowi i rodzinie zwracała się przede wszystkim przeciw etyce małżeńskiej i rodzinnej, to jest przeciw temu rozdziałowi etyki, który bezpośrednio wiąże się z godnością osoby ludzkiej, świętością życia i sakralnym charakterem małżeństwa. Głosi się nieskrępowaną wolność wszelkich przestępstw przeciw małżeństwu (byle z prezerwatywą). Na tym tle budzi nadzieję pewien mały precedens: w pewnym procesie w stanie Maine został osądzony mężczyzna nazwiskiem Jeffrey Shields, jako „osobnik niebezpieczny seksualnie”. Sąd orzekł to na podstawie ustawy z lipca 2006 r., której autorem jest Adam Walsh. Czy wszyscy ci, którzy na podstawie samozwańczych deklaracji propagują rozwiązłość seksualną pod szyldem „edukacji seksualnej”, namawiają rządy wszystkich państw, by uchwalały „prawo do aborcji”, prawa seksualne i tak zwane „prawa zdrowia reprodukcyjnego”, ci, którzy nachalnie wprowadzają całe społeczeństwa w kult „świętej prezerwatywy” i innych zabiegów przeciwnych godności ludzkiej i świętości miłości małżeńskiej (trudno ich wymieniać wszystkich), czy ci, którzy nienawidzą VI przykazania, a zwłaszcza cnoty czystości chrześcijańskiej, promując wszelką rozwiązłość – czy ci wszyscy nie powinni być osądzeni przez jakiś supertrybunał, jako osobnicy seksualnie niebezpieczni? Oby Bóg to dał!
Ks. prof. Jerzy Bajda
