Mgła rosyjskich tajemnic
W trakcie pogrzebu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie wydarzył
się incydent pozornie błahy i pozostałby pewnie niezauważony, gdyby nie
bezpośrednie transmisje telewizyjne. Oto prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew
opuścił ceremonię żałobną mniej więcej w połowie pogrzebu, a dokładnie w
momencie, kiedy zdejmowane były z katafalku przed ołtarzem w Kościele Mariackim
trumny Lecha i Marii Kaczyńskich. W dalszej części pogrzebu Miedwiediew już nie
uczestniczył, tylko błyskawicznie przemieścił się na krakowskie lotnisko, skąd
powrócił do Moskwy. Tuż przed odlotem już przy trapie samolotu złożył
oświadczenie m.in. w sprawie Katynia. „Pozycja państwa rosyjskiego została już
dawno określona i jest niezmienna” – oświadczył. Działo się to dokładnie wtedy,
kiedy prezydencki kondukt żałobny wyruszał z Rynku na Wawel.
Dlaczego obecny władca Kremla tak postąpił? Opuszczenie pogrzebu w trakcie
uroczystości na całym świecie uchodzi za przejaw arogancji. Może Miedwiediew
jako prezydent Rosji poczuł się czymś obrażony, może mu nie odpowiadały treści
homilii i przemówień, które zawierały odniesienia do zbrodni sowieckiego
ludobójstwa dokonanego na polskich oficerach w Katyniu? Odpowiedź na to pytanie
wcale do łatwych nie należy, a cóż dopiero mówić o wyjaśnieniu przyczyn i
okoliczności związanych z katastrofą pod Smoleńskiem i Katyniem polskiego
samolotu prezydenckiego. Im dalej od tragicznej daty 10 kwietnia 2010 r., tym
bardziej mgła tajemnicy wokół tej katastrofy gęstnieje. Wydaje się wręcz, że od
siedemdziesięciu lat, od kwietnia 1940 r., mgła rosyjskich tajemnic spowija
Smoleńsk i jego okolice.
Mgła – taką przyczynę katastrofy podawała strona
rosyjska przez pierwszych kilka dni. Tymczasem nad lotniskiem miała być mgła,
ale nieco ponad godzinę wcześniej inna maszyna z dziennikarzami z Polski
wylądowała tam bez przeszkód. Część świadków twierdzi nawet, że owszem, nad
Smoleńskiem nie było idealnej pogody, ale też nie była ona aż tak niekorzystna,
by uniemożliwiała lądowanie doświadczonym pilotom, którzy sadzali Tu-154 na
ziemi w trudniejszych warunkach. Przez kilka godzin po tragedii media
informowały za rosyjskim generałem, że polski pilot nie mógł wylądować, bo nad
Smoleńskiem była gęsta mgła. Tymczasem te same media powoływały się na kilku
Rosjan, którzy widzieli z ziemi polski samolot i nawet jego próby podchodzenia
do lądowania. Czyżby to oznaczało, że rosyjska mgła… Tak właśnie, rosyjska
mgła nad Katyniem zalega od 70 lat. Jeszcze 7 kwietnia w obecności polskiego
premiera Tuska, na trzy dni przed katastrofą samolotu, premier Putin w Katyniu
fałszował prawdę i fakty historyczne o zbrodni ludobójstwa sowieckiego. Zresztą
samo sformułowanie „ludobójstwo” nawet nie padło, natomiast Putin dokonywał
manipulacji politycznej, mijając się z prawdą nad grobami tysięcy pomordowanych
polskich oficerów. Nie wymienił nawet sprawców zbrodni! Twardo natomiast
zapowiadał, że rosyjska wersja historii II wojny… „nie podlega żadnej
rewizji”. Dlatego też wiarygodność Putina jest dla Polaków żadna. Tymczasem to
on osobiście jest przewodniczącym specjalnej rosyjskiej komisji do zbadania
przyczyn katastrofy, natomiast premier rządu polskiego pozostaje na boku.
Zastanawiające jest też to, dlaczego polskie władze nie podejmują bardziej
aktywnych działań w sprawie śledztwa. Co miał na myśli rzecznik rządu Paweł
Graś, mówiąc, że: „każda ingerencja rządu w proces badania przyczyn katastrofy
byłaby bardzo źle odebrana”? Ta wypowiedź ministra powinna zostać poddana
wnikliwej analizie, ponieważ może się okazać, że Polak i polski minister
bardziej dba o to, co powiedzą na Kremlu, niż o to, co pomyśli polskie
społeczeństwo!
Od katastrofy pod Katyniem minęło już ponad pół miesiąca, a
Rosjanie nadal nie chcą oddać Polsce szczątków rozbitego samolotu ani dwóch
czarnych skrzynek. W ich rękach nadal znajduje się nieokreślona bliżej liczba
najważniejszych telefonów komórkowych i laptopów, które mieli przy sobie
prezydent i lecący z nim najważniejsi dowódcy Wojska Polskiego oraz inni wysocy
urzędnicy Rzeczypospolitej. Można domniemywać, że FSB – następca NKWD i KGB,
właśnie rozszyfrowuje elektroniczną pamięć polskich tajemnic. Lawinowo pojawią
się kolejne pytania. Co stanie się z wrakiem prezydenckiego Tu-154? Czy strona
rosyjska go Polsce wyda i czy zostanie on przetransportowany do kraju? Czy
polskim śledczym pozwolono dokładnie zbadać miejsce katastrofy? Dlaczego ciągle
nie jest ono odpowiednio zabezpieczone? Nadal można tam znaleźć przedmioty
należące do pasażerów samolotu. Czy polscy śledczy zwrócili się do Rosjan, aby
umożliwili im podjęcie działań mających na celu odnalezienie i przesłuchanie
rosyjskich świadków, m.in. autora głośnego filmu internetowego nakręconego zaraz
po katastrofie? Czy sprawdzono, czy istnieje możliwość, aby ciała ofiar
katastrofy zostały przebadane i zidentyfikowane w Warszawie, a nie w Moskwie?
Dlaczego żeby zbadać największą katastrofę w najnowszej historii Polski, do
Rosji pojechało zaledwie kilku polskich prokuratorów? Rosyjskich pracuje nad
sprawą kilkudziesięciu.
W jednym z wywiadów prokurator generalny RP Andrzej
Seremet powiedział, że śledczy mieli pięć hipotez: „akt terrorystyczny, awaria
techniczna, pogoda, błąd pilota i kompilacja tych dwu ostatnich”. A co z
możliwościami, zgodnie z którymi winę za katastrofę ponosiłaby strona rosyjska,
a błąd popełniliby na przykład kontrolerzy lotu? Czy ten kierunek dochodzenia
został z góry wykluczony? Czy polscy prokuratorzy oficjalnie zwrócili się do
strony rosyjskiej, żeby przekazała Polsce czarne skrzynki, które są własnością
państwa polskiego? Czy skrzynki te nie powinny zostać zbadane również w Polsce,
a nie tylko w Rosji? Czy polskim specjalistom pozwolono dokładnie zbadać wrak
samolotu? I wreszcie pytanie zasadnicze: dlaczego polskie władze w tak
wyjątkowej sytuacji jak śmierć prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie zwróciły
się do strony rosyjskiej z wnioskiem o przejęcie postępowania wyjaśniającego
okoliczności katastrofy? Przecież taka możliwość prawna istnieje.
Przed
kilkoma miesiącami rząd premiera Donalda Tuska gładko zgodził się na rozpisany w
Moskwie scenariusz 70. rocznicy zbrodni w Katyniu. Wykluczył on udział
prezydenta Rzeczypospolitej w tych obchodach. Spolegliwość premiera Tuska wobec
Rosji jest zdumiewająca, poczynając od jego pierwszej wizyty na Kremlu w 2008
r., kiedy to dał się ustawić Putinowi do wspólnej fotografii pod rzeźbą cara
Piotra I, nieubłaganego wroga Polski.
Natomiast obecnie, kiedy w tle
narodowej katastrofy pojawia się sformułowanie,, pojednanie z Rosją”, należy
baczyć, jak rozumieją to pojęcie ci, którzy się nim posługują. Niewątpliwie
pojednania z Rosją chcieli hetman Branicki, margrabia Wielopolski, Władysław
Gomułka, generał Jaruzelski i niestety wielu innych. Było to pojednanie budowane
zawsze na kłamstwie, także na tym katyńskim, a to niedopuszczalne, ponieważ jak
pisze poeta:
„Burzyć będzie się pamięć i wlec do Smoleńska
Pamięć –
krzywda i pamięć – moc pozagrobowa”.
prof. Józef
Szaniawski
