Merkel przyjęła zaproszenie

Jak poinformowało biuro prasowe niemieckiego rządu, kanclerz Angela
Merkel dwa razy spotka się z przewodniczącą Związku Wypędzonych (BdV) Eriką
Steinbach. Już dziś weźmie udział w corocznym przyjęciu (Jahresempfang) BdV w
Berlinie, gdzie wygłosi także krótkie przemówienie. Następnego dnia zabierze
głos na kongresie organizowanym przez BdV razem z frakcją CDU/CSU w Bundestagu w
związku z wysiedleniami.

Obecność kanclerz na imprezach organizowanych przez niemieckich
przesiedlonych stała się rutynowa. W zeszłym roku także była honorowym gościem
na tej uroczystości. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna jak również sama Angela
Merkel jest zdania, że należy powalczyć o głosy Związku Wypędzonych, i dlatego
jej udział w corocznym uroczystym przyjęciu członków BdV – tak zwanym
Jahresempfang nie jest niczym niezwykłym. Merkel podczas swojego wystąpienia
najprawdopodobniej jak zwykle weźmie w obronę Erikę Steinbach, podkreślając jej
wielką rolę w budowaniu niemieckiej pamięci historycznej i lepszych stosunków z
sąsiadami. Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości: zarówno CSU, jak i CDU wraz z
Merkel pomimo różnych pojedynczych sygnałów zdecydowanie wspierają „wypędzonych”
i Steinbach. Obecność na uroczystościach takich jak dzisiejszy Jahresempfang
najważniejszych niemieckich polityków, jak choćby kanclerz Merkel, pokazuje
wyraźnie, że pozycja zarówno samej szefowej BdV, jak i jej związku nie jest w
żaden sposób marginalna, co próbowało się jeszcze jakiś czas temu w Polsce
bagatelizować.
Jednym z głównych tematów dzisiejszych rozmów będzie dalszy
los Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, z uczestnictwa w której
zrezygnowali historycy z Polski i Czech, a środowiska żydowskie zagroziły jej
bojkotem. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” członek Związku Wypędzonych i
przewodniczący ziomkostwa Ślązaków Rudi Pawelka stwierdził, że w obecnej
sytuacji politycznej nie da się pobudować uczciwego pomnika niemieckich
wypędzonych. Jego zdaniem, obecna większość w parlamencie, a także niemiecki
rząd koalicyjny nie pozwolą na rzetelną realizację tego projektu. Nie widzi on
także najmniejszego problemu w tym, że z fundacji odeszli zagraniczni historycy.
– Każdy kraj niech buduje wystawy i pomniki, jakie uważa za słuszne – powiedział
Pawelka, dodając, że Polska ma prawo budować swoje muzeum II wojny światowej w
Gdańsku, do czego nie potrzebuje niemieckich historyków.
Według Pawelki,
błędne jest założenie, że projekt centrum wypędzonych w takiej formie, jaką
zaproponuje fundacja, będzie służyło jakiemuś pojednaniu. – Moim zdaniem, ten
projekt będzie jedynie dzielił nasze kraje, gdyż na pewno będzie zafałszowany –
zawyrokował szef ziomków śląskich, ponownie stwierdzając, że jest przekonany, iż
zabraknie w nim prawdziwych sformułowań, jak na przykład, że wypędzenia były
niespotykaną zbrodnią. – Nie możemy wiecznie przepraszać za wojnę Hitlera –
dodał członek Związku Wypędzonych. Ponadto jest on przekonany, że głównym celem
tego typu centrum nie może być pojednanie między narodami.

Waldemar Maszewski, Berlin

drukuj