Medialna nagonka na Sawicką
Wyrok skazujący byłą posłankę Platformy Obywatelskiej Beatę Sawicką na
trzy lata więzienia oraz pozbawienie praw publicznych na cztery lata, przepadek
uzyskanej korzyści majątkowej oraz grzywnę powinien ostudzić atakujących CBA za
tę akcję. Przez blisko pięć lat funkcjonariusze tej służby byli publicznie
krytykowani, odsądzani od czci i wiary, pomawiani. W zasadzie tylko za to, że
odważyli się przeprowadzić działania obnażające hipokryzję środowiska
znajdującego się pod medialną ochroną.
Biznes na służbie zdrowia
Posłanka PO została zatrzymana przez CBA 1 października 2007 roku. Była
podejrzana o przyjęcie łapówki za próbę tzw. ustawienia przetargu wspólnie z
burmistrzem Helu.
Dwa tygodnie później, 16 października 2007 r., na konferencji zorganizowanej
przez szefa CBA Mariusza Kamińskiego przedstawiono część nagranych rozmów z
Sawicką. Na filmie widać było, jak przyjęła ona torbę z ustaloną wcześniej
pierwszą ratą łapówki. Poseł PO mówiła m.in.: "K… mać, tyle mam układów teraz
wypracowanych i to wszystko w łeb weźmie, bo nie problem byłby, gdybyśmy my
wzięli władzę. (…) Ja robię w polityce już trochę czasu i mam głowę na karku.
(…) Zgadza się tylko, wiesz, mieć biznes, otwierajcie, jak coś tutaj w
Warszawie, zgram wam taką pakę ludzi, którą bym kierowała jak tra la la la, i
biznes w Warszawie. I rezyduję tutaj, na stałe przeprowadzam się i koniec i
kręcimy lód, co półtora tygodnia jestem w Sejmie. Codziennie w robocie, Warszawa
nasza". Sawicka w czasie rozmów z agentem CBA mówiła, że "biznes na służbie
zdrowia będzie robiony". Twierdziła, że "będziemy [tzn. PO] przekształcać
szpitale w spółki prawa handlowego". Natomiast przy wejściu nowego prawa
umożliwiającego taką prywatyzację "ci będą mieli fart, którzy pierwsi będą
wiedzieć". Według niej, "(…) jest nas troje, którzy tworzą prawo". Po
ujawnieniu tych nagrań Sawicka została usunięta z PO.
Wyborczy płacz
Sama Sawicka na starannie wyreżyserowanej konferencji prasowej mówiła, że stała
się ofiarą zaplanowanej akcji: "Chcę powiedzieć, że jestem tylko człowiekiem,
którego zgubiła otwartość, ufność w drugiego człowieka. (…) Zwracam się do
pana ministra Kamińskiego z błaganiem o to, żeby mnie nie linczował publicznie".
Łkającym głosem apelowała o sprawiedliwy proces: "Nie linczujcie mnie, pozwólcie
na sprawiedliwy proces, pozwólcie się bronić. Udostępnijcie mnie prokuraturze i
sądom". Przeprosiła również rodzinę i Donalda Tuska, po wygłoszeniu oświadczenia
prawie zemdlała na sejmowych schodach.
Niewątpliwie konferencja Sawickiej wywołała duże wrażenie. Media wielokrotnie
powtarzały jej wystąpienie. Były to ostatnie dni kampanii wyborczej. Wydaje się
nawet, że to właśnie płaczliwy głos zdesperowanej kobiety, która przedstawiała
się jako ofiara bezprawnych działań służb specjalnych, zdecydował o tak dużym
zwycięstwie wyborczym PO w 2007 roku. Sawickiej wtórowali prominentni
przedstawiciele Platformy, którzy bardzo ostro zaatakowali rząd premiera
Jarosława Kaczyńskiego, szefa CBA i służby specjalne. Z jednej strony mówili o
usunięciu Sawickiej z PO, ale z drugiej oskarżali prawicowy rząd o "kalectwo
moralne", podłość, bezprawne działania, walkę polityczną itp.
Kaczyński i Kamiński jak… Kiszczak
Jak bardzo "sprawa Sawickiej" musiała dotknąć Platformę, świadczą ówczesne
wypowiedzi Donalda Tuska, który wtedy powiedział, że stracił do Jarosława
Kaczyńskiego resztki szacunku: "Premier Kaczyński udający oburzenie, że ktoś tę
sprawę wykorzystuje, jest rzadkim przykładem takiego skrajnego hipokryty.
Straciłem resztki szacunku dla premiera Kaczyńskiego i chyba ich nigdy nie
odzyska, nie tylko w moich oczach".
Lider PO mówił o tym wielokrotnie w czasie kampanii wyborczej: "Kiedyś
szanowałem ze względu na wspólną drogę Jarosława Kaczyńskiego. Ten szacunek w
momencie, kiedy objął władzę, topniał z dnia na dzień. Nie mam już dzisiaj
szacunku dla polityka, który z kłamstwa i insynuacji zrobił główną metodę
działania politycznego". Według Tuska, "prawdziwą podłością i niebezpieczną z
punktu widzenia państwa" jest wykorzystywanie w kampanii wyborczej takich spraw,
jak zatrzymanie za korupcję poseł. Równocześnie zapowiedział, że premier i szef
CBA "odpowiedzą" za to, że wykorzystują materiały operacyjne i CBA do kampanii
wyborczej. Z drugiej strony Tusk wyraził zrozumienie dla Sawickiej: "Dobrze się
stało, że pani Sawicka przynajmniej usiłuje wytłumaczyć, na czym polegała
pułapka zastawiona przez CBA. I jeśli relacje na portalach internetowych są
wierne, to zdaje się, że się nie usprawiedliwia i nie wybiela i ma wyrzuty
sumienia, i świadomość tego, że zrobiła coś złego". Podczas konwencji Platformy
w Białymstoku Tusk powiedział, że gen. Czesław Kiszczak "mógłby się uczyć od
pana Kaczyńskiego i Kamińskiego".
Żal dla przestępców i potępienie dla rządzących
Krytycznie o działaniach CBA wypowiadał się również Władysław Bartoszewski,
który wtedy był prezesem Komitetu Honorowego Platformy Obywatelskiej. Czyn
Sawickiej nazywał "błędem człowieka", ale z drugiej strony wskazywał na
"mentalność karła moralnego".
Równocześnie Bartoszewski mówił o nieszczęściu przestępców, starał się
spojrzeć na tę sprawę ze zrozumieniem dla osób naruszających prawo: "Błąd
człowieka, wina człowieka najpewniej, na razie nieosądzona, ale hipotetycznie
prawie pewna, ubolewania godna sprawa i małość karłów grających rolę
pseudo-Dostojewskiego. Dostojewskiego dla ubogich, w inscenizacji nieszczęścia
ludzkiego, bo popełnienie przestępstwa jest również nieszczęściem dla tego,
który je popełnia". Jednak Bartoszewski nie miał już takiej wyrozumiałości dla
ekipy PiS. Bez żadnych zahamowań mówił o tzw. dewiacji i kalectwie moralnym
rządzących: "Pewne przejawy i zachowania, nie w tej jednej sprawie, wskazują na
kalectwo moralne, na dewiację moralną, tym boleśniejszą, że ja należałem do
ludzi, którzy uważali, że zarówno PiS, jak i PO w roku 2005 to są partie, które
niosą gwarancje moralności chrześcijańskiej w katolickim państwie". Twierdził
również, że w sprawie Sawickiej naruszono standardy moralne, standardy dobrych
obyczajów, "posłużono się błędem, winą czy grzechem kobiety dla robienia show na
poziomie, jaki reprezentował ten rząd w okresie koalicji – to pewna spuścizna po
moralnej nizinie Samoobrony".
Chór PO i "Wyborczej"
Również inni politycy PO zaangażowali się w kampanię dyskredytacji,
kompromitowania i atakowania funkcjonariuszy, którzy przyłapali poseł PO na
korupcji.
Ówczesny wiceszef PO Bronisław Komorowski ocenił, że Mariusz Kamiński stanął po
stronie PiS: "Wydaje się, że minister Kamiński robi wszystko, aby wraz ze swoją
instytucją zafunkcjonować w ramach kampanii wyborczej po stronie Prawa i
Sprawiedliwości, ale niestety pisanych z dużych liter, czyli po stronie partii,
a nie prawa i sprawiedliwości, bo sprawiedliwość wymierzy w przyszłości sąd, a
nie pan minister Kamiński". Zaznaczył, że w przekonaniu polityków PO "nie jest
zgodne z prawem angażowanie się tego rodzaju instytucji w bieżącą kampanię
polityczną". Obecny prezydent starał się również wytłumaczyć sformułowanie
Sawickiej "I Warszawa jest nasza". Otóż, Komorowski przyrównał jej styl do
wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego:"Pragnę przypomnieć, że tego języka używał
wcześniej premier Kaczyński, mówiąc np. "odzyskaliśmy" czy "zdobyliśmy" MSZ.
(…) Język jest oczywiście obrzydliwy, nie do zaakceptowania".
Jarosław Gowin stwierdził, że szef CBA, wykorzystując tę sprawę w bieżącej
kampanii wyborczej, "zamiast bronić honoru swych oficerów, naraził na szwank
autorytet kierowanej przez siebie instytucji". Natomiast Grzegorz Schetyna,
przyszły szef MSWiA, ocenił, że była to próba uderzenia w PO przy użyciu CBA i
mediów publicznych. Jego zdaniem, CBA prowadzi walkę polityczną zamiast wojny z
korupcją. Julia Pitera żądała od Prawa i Sprawiedliwości "działań symetrycznych"
i "przedstawienia taśm" z afery PiS. Twierdziła, że Sawicka w ujawnionych
nagraniach "mówi kompletne bzdury". Tymczasem kilka lat później pod rządami PO –
PSL wprowadzono przepisy umożliwiające przekształcenia szpitali w spółki.
Miller: To są kanalie
W sukurs Platformie pospieszyli również postkomuniści. Aleksander Kwaśniewski
opowiedział się nawet za likwidacją CBA, bo z korupcją powinno walczyć CBŚ i
inne instytucje. Ocenił, że sprawa Sawickiej jest niepokojąca z punktu widzenia
zbliżających się wyborów, gdyż PiS "niewątpliwie nadużywa instytucji, służb
specjalnych dla działań politycznych". Stwierdził także, że swoją konferencją
prasową "CBA wchodzi na estradę w momencie ważnej politycznej decyzji".
Z kolei Leszek Miller określił metody działania CBA jako "nazistowskie i
bolszewickie". Sprawę Sawickiej porównał do samobójstwa Barbary Blidy: "Każdy,
kto dzisiaj oglądał konferencję prasową byłej posłanki PO, nie mógł się oprzeć
wrażeniu, że jest tu pewna zbieżność. Nie zamierzam usprawiedliwiać faktu
korupcji, który prawdopodobnie miał miejsce, ale metoda, którą zastosowano,
metoda wielomiesięcznej prowokacji, w tym również odwołującej się do uczuć pani
poseł, jest po prostu karygodna i skandaliczna". Miller użył nawet słów
obraźliwych i grubiańskich: "To są metody nazistowskie i bolszewickie, i to są
kanalie, którzy wykorzystują uczucia ludzi, którzy nie wahają się użyć
autentycznego ludzkiego nieszczęścia w kampanii wyborczej, aby osiągnąć
dodatkowy efekt polityczny". Lider koalicji Lewica i Demokraci Marek Borowski
mówił o zagrożeniu demokracji i wykorzystywaniu "służb specjalnych dla zmiany
wyników wyborów". Ocenił on: "Mieliśmy do czynienia z brutalnym atakiem PiS,
używającego służb specjalnych na konkurencyjną partię. Była to niedopuszczalna
ingerencja w przebieg kampanii wyborczej".
Nagonki ciąg dalszy
Wydawało się, że po wyroku sądu, skazującym Sawicką na trzy lata więzienia,
środowiska, które kilka lat temu atakowały CBA za tę akcję, przeproszą za swoją
postawę, a przynajmniej nie będą publicznie komentować tej sprawy. Stało się
inaczej, "GW" ponownie pisała o pogwałceniu cywilizowanych standardów, zaś
Grzegorz Schetyna mówił, że prawdziwym dopełnieniem sprawy Sawickiej będzie
Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, gdyż byłby
"wskazaniem na tych, którzy przygotowali prowokację polityczną i używali służb
specjalnych przeciwko opozycji politycznej". Czyli nawet skazujący wyrok nie
wpłynął na zmianę oceny tej sprawy, stał się pretekstem do kolejnej medialnej
nagonki. Tak jakby nie było "biznesu na służbie zdrowia".
Piotr Bączek
publicysta
Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb
Informacyjnych. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz
Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława
Komorowskiego został usunięty z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
