Media publiczne: stare rozdanie

Polskie Radio i TVP wracają w ręce tych, którzy podzielili się Polską przy
Okrągłym Stole. Zakres wpływu na media publiczne Platformy Obywatelskiej,
lewicy, ludowców i środowiska "twórców" właśnie dookreśla się w politycznym
boju. Ekipa Donalda Tuska chce wziąć wszystko i dąży także do decydowania o
kształcie cyfryzacji telewizji. Fakt, że jedną z pierwszych decyzji nowej
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest zarządzenie monitoringu Radia Maryja,
pokazuje, iż eliminacja postulatów katolickiej opinii publicznej będzie jednym z
głównych kierunków działań tego organu.

Platforma, uzyskawszy kontrolę nad urzędem prezydenta, najpierw w nadzwyczajnym,
a następnie zwyczajnym trybie, ma narzędzia do przejęcia pełnej kontroli nad
mediami publicznymi. Doprowadziła już do zmiany Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji, obecnie zaś chce jak najkrótszą drogą doprowadzić do zmian w radach
nadzorczych i zarządach publicznego radia i telewizji.
Ta najkrótsza droga już dwukrotnie się wydłużyła. Najpierw pojawiły się sygnały,
że mała nowela ustawy medialnej może być przegłosowana jeszcze przed
rozstrzygnięciem wyborów prezydenckich. Spowodowało to opór Polskiego
Stronnictwa Ludowego, ale przede wszystkim środowiska tzw. twórców. Doprowadziło
ono do wysłuchania publicznego w sprawie projektu Platformy, wyhamowując impet
działań prowadzących do przejęcia mediów publicznych przez obóz rządowy.
Obecnie stan tymczasowy w mediach publicznych może się przedłużyć za sprawą
Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Lewica doprowadziła do zawieszenia
przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości w zarządzie telewizji. Teraz może
blokować wybór nowych zarządów medialnych spółek dzięki swoim dwóm
przedstawicielom w krajowej radzie. SLD, którego ludzie kierują obecnie
telewizją publiczną, z pewnością skorzysta z tuby medialnej w zbliżających się
wyborach samorządowych.
Wiele wskazuje jednak na to, że przywódcy Platformy zaakceptowali rozegrany
niedawno scenariusz w TVP i jego konsekwencje. Przecież szefem rady nadzorczej,
która przeprowadziła zmiany w zarządzie, został przedstawiciel ministra skarbu.
Chociaż posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska, zajmująca się w Sejmie
projektami ustaw medialnych, wyraża oburzenie i zapowiada interwencje u władz
swojej partii, dla tych ostatnich "wyczyszczenie TVP z pisowców" rękami lewicy
jest dobrym rozwiązaniem. Uwalnia bowiem Platformę od udziału w gorszącym
spektaklu towarzyszącym karuzeli personalnej, która wkrótce ruszy na Woronicza.
Bez względu jednak na szczegóły przepychanek nad mediami publicznymi można
stwierdzić, że w tej materii zatoczyliśmy swoisty krąg. Doszliśmy do miejsca, z
którego wyszliśmy – czyli do momentu, w którym o kształcie mediów decydują PO,
PSL, SLD. Ten szczególny stan w życiu społecznym, gdy dokonuje się swoisty ruch
po okręgu, nieprowadzący do właściwego celu, można za prof. Feliksem Konecznym
nazwać "kołobłędem". Taki chorobliwy bieg spraw publicznych przypomina bowiem
zachowanie osoby obłąkanej krążącej bez celu i refleksji w jednym miejscu.
Jeśli SLD nie uda się utrzymać pełnej kontroli nad telewizją, podział między
partiami ma prawdopodobnie być określony wpływem na poszczególne anteny. Jest to
rozwiązanie zastosowane po raz pierwszy przez SLD i PiS. Wówczas było
przedmiotem powszechnego oburzenia, także polityków PO i PSL.
W medialnych przepychankach uczestniczy także istotny człon starej układanki,
mający obecnie problem z brakiem bezpośredniej reprezentacji politycznej:
środowisko, którego partyjnym ramieniem była niegdyś Unia Wolności. Wydaje się,
że chęć podmiotowego uczestniczenia w targu o podział wpływów na radio i
telewizję jest istotnym motywem, dla którego powstał tzw. projekt twórców. Jest
on narzędziem, które może być przez to środowisko różnie użyte. Może być też
odsunięte na bok, gdy targi dobiegną końca.
Ważnym sygnałem tej wielostronnej gry, w której Platforma stara się uzyskać
suwerenność w sferze władania mediami, jest to, co dzieje się w kwestii
cyfryzacji telewizji. Rządowe Centrum Legislacji, wykorzystując kruczek prawny,
zablokowało publikację ogłoszeń KRRiT rozpoczynających konkursy na multipleksy
cyfrowe (pakiety kanałów). Mimo porozumienia TVP, stacji komercyjnych oraz KRRiT
z Urzędem Komunikacji Elektronicznej organ rządowy opóźnił przedsięwzięcie.
Kwestię tę natomiast punktuje na swoich stronach "Gazeta Wyborcza" (Agora),
która nie jest w tej materii bezstronnym obserwatorem, a jej ambicja obecności
na rynku telewizyjnym jest znana od lat. Najwyraźniej Platforma, wzmocniona
nowym rozdaniem w KRRiT oraz bliska przejęcia Polskiego Radia i TVP, chce w
ważnej dla przyszłości telewizji w Polsce kwestii cyfryzacji odegrać istotną
rolę. Potwierdzają to najnowsze doniesienia medialne. Chociaż KRRiT w nowym
składzie zapowiedziała doprowadzenie do publikacji tych ogłoszeń, może dojść do
tego w terminie, w którym stracą moc koncesje i rezerwacje częstotliwości
posiadane przez nadawców. Wówczas decyzja o kształcie cyfryzacji ponownie
znajdzie się w rękach polityków Platformy i ich koalicjantów.

"Twórcy" w interesie prywatnych nadawców

Ukryta za tzw. projektem twórców "partia" na razie spotyka się z przyjaznymi
gestami wszystkich stronnictw parlamentarnych, które liczą, że posłużą się nią
do swoich celów. Platforma – do uwiarygodnienia głębokich zmian w mediach, PiS –
do osłabienia bezwzględnego władztwa Platformy. Jednak na najszerszą otwartość
"twórcy" mogą liczyć ze strony Pałacu Prezydenckiego. Wielu komentatorów
wskazuje, że związki Komorowskeigo ze środowiskiem UW będą miały wpływ na
relacje wewnątrz obozu Platformy. Jeśli tak będzie, to jednym z pierwszych pól
gry stać się może spór o kształt mediów publicznych.
Jacek Żakowski, główny rzecznik środowiska "twórców", piszący wiele o
odpartyjnieniu mediów, większą wartość przypisuje jednak ich "depisyzacji".
Dlatego małą nowelę ustawy medialnej jego zdaniem można zaakceptować jako zło
konieczne ("Rżnięcie tępym nożem", "Rzeczpospolita", 10-11.07.2010). Poprzez
taką opinię dawna Unia Wolności już dziś, zapewne warunkowo, włączyła się do
nowej koalicji medialnej.
Poza funkcją polityczną tzw. projekt twórców ma treść merytoryczną, która wymaga
odrębnych analiz. Na potrzeby rozważań nad aktualnym układem sił wokół mediów
przytoczę tylko jedną z zawartych w nim propozycji. "Twórcy" zapowiadają
transparentność finansów mediów publicznych. Wydawać by się mogło, że to cenna
inicjatywa. Także na łamach "Naszego Dziennika" podnoszony był problem
niejasnych umów wiążących Polsat i TVP okrytych mrokiem tajemnicy handlowej (R.
Brzózka, M. Widelski, "Tajemnice TVP", "Nasz Dziennik", 8-9.12.2007). Czy jednak
przy kompletnym braku wglądu w finanse jednego z gigantów medialnych w Polsce
(Polsat jest spółką nienotowaną na giełdzie) nie postawi go to w
uprzywilejowanej sytuacji? W tym punkcie dochodzimy do wielokrotnie podnoszonej
na łamach "Naszego Dziennika" kwestii. Ustawiczne dyskusje o naprawie mediów
publicznych nie obejmują wszystkich problemów tej sfery w Polsce. Pozostaje
pytanie o źródła ładu medialnego w jego pozostałej, komercyjnej części. Nikt nie
zapowiada działań rekompensujących nienaturalną przewagę w mediach prywatnych,
jaką dysponują ludzie wykorzenieni z fundamentów polskiej kultury. Nikt nie
dyskutuje o prawomocności takiego układu rzeczy, m.in. dlatego, że media będące
przedmiotem krytyki posługują się skutecznie kneblem sądowym. Dopóki mamy do
czynienia z nienaruszalnością układu sił w komercyjnym sektorze rynku
medialnego, dopóty osłabianie TVP z jej potężną, niespotykanie liczną widownią,
może jedynie powiększyć niereprezentatywność mediów w odniesieniu do
rzeczywistych przekonań Polaków, a także w odniesieniu do dziedzictwa kultury
polskiej.
Erozja TVP jest tym bardziej groźna, że niespełnioną, ale wciąż otwartą
alternatywą dla obecnego status quo jest wejście na polski rynek telewizyjny
podmiotów zagranicznych. Nieudana inwestycja Ruperta Murdocha w Telewizję Puls
nie oznacza, że nie pojawią się kolejne próby tego typu, co już sugerują
publicyści, wskazując na obecność człowieka News Corporation (giganta medialnego
kierowanego przez Murdocha) we władzach TVN (M.M. Kolonko, "Telewizja bez
maski", "Rzeczpospolita", 23.07.2010). Potencjalny dramat rozrywania polskiej
przestrzeni medialnej – z jednej strony przez obcy kapitał (cóż z tego, że
zapowiadany w mamiącej szacie umiarkowanego konserwatyzmu), z drugiej przez
dotychczasowych potentatów i występujący na ich komercyjnych antenach "salon" –
powinien mobilizować do odpowiedzialnego myślenia o TVP.

Bilans czterolecia

Kolejno sprawujący kontrolę nad mediami publicznymi oraz obecni w KRRiT
przedstawiciele prawicy nie wykorzystali szansy przekształcenia ich w narzędzia
służące życiu narodowemu. Próba uwolnienia mediów od roli oręża bezpośredniej
walki politycznej – instrumentu prowadzenia wirtualnych, wizerunkowych sporów –
nie została chyba nawet podjęta.
Opinie o braku reprezentacji katolickich postulatów w dzisiejszym życiu
społeczno-politycznym mają doskonałą ilustrację w dziedzinie ładu medialnego.
Niestety, także stan rzeczy w mediach publicznych z lat 2006-2010 nie stanowił
czynnej realizacji postulatów katolickiej opinii w Polsce. Co najwyżej poszerzał
możliwość przekazu niektórych treści i utrzymania (niesprawiedliwego!) status
quo. Jednak w wymiarze najważniejszym: instytucjonalnego, konstytutywnego
porządkowania tej sfery nie posunęliśmy się do przodu. Media publiczne pozostały
przestrzenią nieładu, zaś podział rynku komercyjnego pozostaje niezmiennie
konsekwencją "rozdania" z lat 90.
Brak roztropności i odwagi przyznających się do katolickiego światopoglądu
polityków jest jedną z przyczyn tego, iż nowe rozdanie w mediach rozpoczyna się
od ataku na Radio Maryja – narzędzie odważnych działań ewangelizacyjnych. Obnaża
to skrywane intencje lub bezwzględne zależności nowej KRRiT z przewodniczącym
Janem Dworakiem na czele. Cóż z tego, że deklaruje on w wywiadzie działania
podejmowane w "najlepszej wierze, żeby mediom nie zaszkodzić, ale pomagać"
("Dziennikarze sami ocenią swoją pracę", "Rzeczpospolita", 16.08.2010), skoro
pierwsza decyzja konstytucyjnego organu wpisuje się w nagonkę na nadawcę
społecznego. Dzieje się to w czasie, gdy obsceniczność i łamanie najbardziej
nawet fundamentalnych obyczajów (np. szacunek dla zmarłych) jest chlebem
powszednim wielu innych nadawców. Jest to czytelny sygnał ostrzegawczy
skierowany nie tylko do toruńskiej rozgłośni, ale również do szeroko pojętej
katolickiej opinii publicznej oraz wszystkich, którzy chcieliby naruszyć opisany
powyżej układ sił w polskiej przestrzeni medialnej.
Zmiany mają iść raczej w przeciwnym kierunku. Stefan Pastuszka, działacz PSL,
który zajął właśnie fotel w KRRiT, ma ambicje tworzenia w mediach publicznych
alternatywy dla Radia Maryja i Telewizji Trwam. Miałoby to być przedsięwzięcie
tak "ekumeniczne", że bez problemu zyskałoby wsparcie eseldowskich członków
krajowej rady ("Apolityczne media? To niemożliwe", "Rzeczpospolita", 2.08.2010).
Choć są to bezprzytomne rojenia, dobrze ilustrują nadciągające
"odpolitycznienie" mediów publicznych. Ponoć austriacki cesarz Józef II
decydował kiedyś o ilości świeczek na ołtarzu. Czy do takich wzorców zamierza
sięgać historyk prof. Stefan Pastuszka i jego koledzy z KRRiT?

Radosław Brzózka

 

Autor w latach 2004-2008 był członkiem Rady Programowej TVP
Lublin i Rady Programowej Radia Lublin.

drukuj