Ludzie honoru
Oficerowie, którzy najczęściej sami zgłaszali się do naszej redakcji, nie
mieli cienia wątpliwości, że oskarżenia rzucane jak kamienie po katastrofie
smoleńskiej na dowódcę Sił Powietrznych miały być spoiwem służącym do
wykreowania fałszywego obrazu zdarzeń. Jednym z filarów tej opowieści miała być
teza naciskowa i domniemanie obecności generała Błasika w kokpicie.
Rozmówcy "Naszego Dziennika" podkreślali, że obraz ich dowódcy, kolegi i
przyjaciela, konsekwentnie deformowany przez dziennikarzy przy milczącej
aprobacie generalicji i przyzwoleniu polityków obozu rządowego, nie miał nic
wspólnego z prawdą.
Przez studia telewizyjnych stacji przewijały się tabuny samozwańczych ekspertów
lotniczych zachłystujących się własnymi hipotezami, które – jak czas pokazał –
zostały negatywnie zweryfikowane. Tomasz Białoszewski, Jan Osiecki, Robert
Latkowski czy Stefan Gruszczyk snuli – według oficerów, z którymi rozmawiał
"Nasz Dziennik", a którzy dobrze znali generała Błasika – najbardziej
nieprawdopodobne i fantastyczne wizje z udziałem jego osoby na pokładzie
Tu-154M. Ich słowa podchwytywali szybko dziennikarze m.in. "Gazety Wyborczej",
"Rzeczpospolitej" czy "Wprost", indukując karykaturalny obraz dowódcy Sił
Powietrznych: furiata, despoty i karierowicza, działającego na szkodę Sił
Powietrznych.
– Rosjanie przyjęli zasadę, że człowiek, który nie żyje, nie ma prawa głosu. To,
co starano się przypisać generałowi Błasikowi, każdemu można było przypisać.
Jednak dowódca rodzaju Sił Zbrojnych to jest poważna persona w naszym państwie i
tutaj powinna być szczególna ostrożność w ferowaniu zarzutów. Przykład Andrzeja
pokazuje, że każdego w naszym państwie, bez względu na zasługi, szarżę, jeżeli
tylko się chce, można zgnębić i zniszczyć mu reputację. Ja jednak znałem dobrze
Andrzeja i od początku mówiłem, że dla mnie jest to nieprawdopodobne, co mu
zarzucano. Polskie władze powinny się inaczej zachować po ogłoszeniu raportu
MAK, bez względu na wszystko, swojego obywatela państwo powinno chronić i dbać o
jego dobre imię – podkreśla mjr rez. pil. Mieczysław Widyński.
Przyjaciela poznaje się w potrzebie
Przekaz o pijanym dowódcy Sił Powietrznych, który doprowadził do tragedii,
wygenerowany po opublikowaniu raportu MAK, mimo oburzenia w polskim
społeczeństwie, rzucił jednak cień na generała Błasika. Wielu, którzy go znali,
jak chociażby Bogdan Klich, były minister obrony narodowej, po pogrzebie
generała Błasika zapewniający wdowę, że będzie bronił jego honoru, nie stanęło w
obronie dowódcy Sił Powietrznych. Szarganiu dobrego imienia generała przyglądali
się biernie przez prawie dwa lata zarówno prezydent Bronisław Komorowski, jak i
premier Donald Tusk, którzy nie zrobili nic, by przerwać spiralę oskarżeń.
"Czuję się zdradzona, opuszczona. Mąż oddał całe życie dla Ojczyzny i co go
spotyka po śmierci? Rosjanie obrażają honor żołnierza polskiego i nikt nie
reaguje! To skandal! Gdzie my żyjemy? Zostaliśmy skrzywdzeni, cała nasza
rodzina. Zhańbiono polskiego generała" – mówiła w jednym z wywiadów Ewa Błasik.
– Jako rodzina generała Błasika jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy zabrali
głos w jego obronie, gdy trwała nagonka na niego. Odważyli się publicznie
powiedzieć prawdę o nim, a przecież nie każdy wtedy się na to decydował.
Niektórzy, mimo że znali Andrzeja, ze strachu o własne stanowisko woleli jednak
milczeć, gdy lansowano fałszywe tezy na jego temat. Tym bardziej doceniamy tych,
dla których prawda o Andrzeju była ważniejsza niż obawa przed utratą pracy czy
nadwątleniem pozycji zawodowej, wiadomo bowiem, jak wrogo nastawiony do generała
Błasika był gen. Lech Majewski, obecny dowódca Sił Powietrznych – mówi Jarosław
Buczyło, brat Ewy Błasik.
– Nie miałam już zaufania do nikogo. Przełomem po katastrofie i raporcie MAK był
dla mnie telefon "Naszego Dziennika" z prośbą o wywiad. Nie mogłam uwierzyć, że
ktoś w czasie tej potężnej, wściekłej fali bezpodstawnych ataków na męża, w
sytuacji braku nawet strzępu dowodu przeciwko niemu, jest gotów podjąć się
obrony jego honoru. I konfrontować się z tezami lwiej części dziennikarzy oraz
koniunkturalizmem lotniczych pseudoekspertów, zarabiających na tezie "Andrzej
Błasik w kokpicie" – mówi Ewa Błasik.
– Cykl "Honor 2010/2011. Solidarni z generałem Andrzejem Błasikiem, Dowódcą Sił
Powietrznych", który pan tworzył, miał dla mnie ogromne znaczenie, przynosił
otuchę w najtrudniejszych chwilach. Dziękuję za to panu i całej redakcji
"Naszego Dziennika" – podkreśla wdowa. – Wszyscy oficerowie, którzy bronili na
łamach "Naszego Dziennika" honoru mojego męża, zarówno w rezerwie, jak i w
służbie czynnej, nie tylko w kraju, ale i za granicą – nie zapomnę tu
oświadczenia Zarządu Skrzydła Warszawa Stowarzyszenia Lotników
Polsko-Kanadyjskich w obronie mojego męża – to są prawdziwi żołnierze i ludzie
honoru. Ogromnie im wszystkim dziękuję za słowa prawdy o moim mężu, za to, że
wykazali się prawdziwą odwagą – dodaje generałowa.
Zrehabilitować generała
Lista osób, które wystąpiły z otwartą przyłbicą w obronie generała Andrzeja
Błasika, jest długa i nie były to osoby przypadkowe. Wypowiadali się ludzie,
którzy byli najbliżej dowódcy Sił Powietrznych, najlepiej go znali i mieli
najwięcej do powiedzenia na jego temat. Cykl "Naszego Dziennika" był wyszydzany
w przeglądach prasy i komentarzach innych redakcji posiłkujących się wciąż tymi
samymi nazwiskami ekspertów od bicia piany.
Jak bardzo się skompromitowali bywalcy telewizyjnych studiów, obarczając winą
generała Błasika, udowodniła ostatnia konferencja prokuratorów prezentujących
ekspertyzę IES.
– Z satysfakcją odebrałem to, co powiedziano na tej konferencji. Sprawdziły się
tylko moje słowa, które wcześniej powiedziałem na łamach państwa gazety, że nie
wierzę w żadne naciski ze strony Andrzeja. Nawet gdyby był w kabinie, to nie
wierzyłbym w to, że takowe naciski by były. W tej chwili okazało się, że nie ma
w ogóle dowodów na to, że tam był, ponieważ żadne rejestratory dźwięku nie
zarejestrowały jego głosu – mówi mjr rez. inż. Andrzej Kotwica. – Znam wielu z
tych tzw. ekspertów lotniczych i wiem, jakimi są, a raczej nie są fachowcami.
Mają jednak przebicie medialne i dlatego opowiadali bzdury o generale Błasiku.
Dziś wielu ludzi, którzy w sposób niewłaściwy odnosili się do pani Ewy Błasik,
powinno ją przeprosić. Głos powinno zabrać również Dowództwo Sił Powietrznych i
oczyścić dobre imię Andrzeja – dodaje major. Podobne zdanie ma ks. Błażej
Woszczek, honorowy kapelan lotników. – Według mnie, przede wszystkim powinni
zabrać głos ci, którzy stawiali tezę stuprocentowo pewną, że generał Błasik był
w kokpicie i naciskał na załogę, jak również strona rosyjska, która ewidentnie
kłamała, jeżeli chodzi o obecność jego ciała w danym miejscu. Wszyscy ci ludzie,
którzy rzucali te oszczerstwa, powinni zebrać się na odwagę i stanąć przed panią
Ewą Błasik i jej dziećmi i prosto w oczy powiedzieć im: "Przepraszamy, nie
mieliśmy racji". A Siły Powietrzne powinny wreszcie skończyć z utrzymywaniem
stanu sztucznej amnezji w sprawie generała Błasika, bo jego nazwisko, mimo że
był człowiekiem wielkiego honoru, nie pojawia się na uroczystościach czy
wystąpieniach wojskowych. Dziś mamy już ewidentny dowód na to, że zachowywał się
tak, jak się zachowywać powinien na pokładzie tupolewa – kwituje kapelan
pilotów.
Piotr Czartoryski-Sziler
Dobrego imienia gen. Andrzeja Błasika
broniło na łamach "Naszego Dziennika" ponad trzydzieści osób, w tym ponad
dwudziestu wysokich rangą oficerów Sił Powietrznych, rodzina generała Błasika i
jego przyjaciele
Listę otwiera dwóch generałów: gen. dyw. rez. Krzysztof Załęski, zastępca
generała Błasika, który czasowo pełnił po katastrofie smoleńskiej obowiązki
dowódcy Sił Powietrznych, oraz były dowódca Sił Powietrznych gen. broni w st.
spocz. pilot Stanisław Targosz, którego wychowankiem był Andrzej Błasik.
O tym, jaką naprawdę osobą był generał, opowiadali: płk rez. pilot Wojciech
Stępień, były szef Oddziału Szkolenia Lotniczego – Szefostwa Wojsk Lotniczych
Dowództwa Sił Powietrznych, płk Andrzej Kołodziej, były szef Oddziału Transportu
Lotniczego Szefostwa Wojsk Lotniczych Dowództwa Sił Powietrznych, płk rez. inż.
Lech Kownacki, były szef logistyki 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu,
płk rez. dr Stanisław Ligęza, szef Wydziału Nawigacji – Służby Nawigatorskiej w
Dowództwie Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej w latach 1995-2001, płk rez.
Jerzy Głowala, były szef Sztabu 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu i
Oddziału Operacyjnego Dowództwa Sił Powietrznych, płk rez. pil. Tomasz Pietrzak,
dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, płk rez. dr Bogdan
Chraplak, były szef Służby Zdrowia Dowództwa Sił Powietrznych, kpt. rez. pil.
Grzegorz Kieda, uczeń gen. Andrzeja Błasika, kpt. rez. pil. Krzysztof Zgorzałek,
kpt. w st. spocz. Stanisław Hałaczkiewicz, prezes Lotniczego Koła Kombatantów
Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych w Warszawie.
Wśród naszych rozmówców znaleźli się też przyjaciele gen. Błasika: mjr rez. inż.
Andrzej Kotwica, mjr rez. pil. Marek Gąsior, mjr rez. pil. Marian Wojciechowicz,
mjr rez. pil. Mieczysław Widyński, mjr rez. Sławomir Kusewicz, były zastępca
dowódcy ds. szkolenia 40. Pułku Lotnictwa Myśliwsko-Bombowego w Świdwinie, płk
rez. pil. Jan Smolarek, prezes Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego
Rzeczypospolitej Polskiej w Białej Podlaskiej, płk dypl. pil. rez. Lesław Dubaj,
dowódca 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu w latach 2007-2010, zastępca
dowódcy 4. Skrzydła Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie w latach 2010-2011, płk rez.
Mirosław Tomaszewski, były dowódca 40. Eskadry Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie
i były szef Oddziału Użytkowania i Prób w Locie Statków Powietrznych w
Dowództwie Sił Powietrznych, płk rez. pil. Wojciech Krupa, były dowódca 31. Bazy
Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach, prowadzący w Grupie Akrobacyjnej
"Żelazny", kpt. Stanisław Błasiak, pilot PLL LOT (loty na Tu-154M oraz Boeingu
767), ks. płk Józef Srogosz, były dziekan Wojsk Lotniczych, ks. mgr Błażej
Woszczek, honorowy kapelan pilotów.
W obronie honoru generała Błasika wypowiadali się również: Tadeusz Zemuła,
prezes Stowarzyszenia Lotników Polski Południowej im. mjr. pil. Karola Pniaka,
dowódcy 308. Krakowskiego Dywizjonu Myśliwskiego, Leszek Klamecki, budowniczy
pierwszych hangarów dla F-16, Jacek Kotas, wiceminister obrony narodowej w
rządzie PiS, prof. por. Zbigniew Dybczak, na stałe mieszkający w Montgomery w
USA.
PCz
***
"Nikomu nie ufałam"
– Dzień dobry. Mówi Piotr Czartoryski-Sziler z "Naszego Dziennika". Rozmawiam
z panią Ewą Błasik?
– Tak, ale ja nie udzielam wywiadów żadnym dziennikom. Sam pan wie, jak media
nie dają mi przeżywać tej żałoby, szarpią nazwisko mojego męża po śmierci.
– Właśnie dlatego chcielibyśmy pozwolić Pani powiedzieć, kim naprawdę był pan
generał.
– Tylko że ja już nie mam do nikogo zaufania, naprawdę.
Tak przebiegała moja pierwsza telefoniczna rozmowa z panią Ewą Błasik 20 lipca
2010 roku. Była zmęczona i przygnębiona, nie tylko faktem utraty kochanej osoby,
ale również z powodu lawiny medialnych spekulacji i oskarżeń pod adresem męża.
Wiele osób – jak mi później powiedziała – na które liczyła, że będą bronić
honoru generała – zawiodło. Tę listę otwiera minister obrony Bogdan Klich. Co
prawda były telefony i SMS-y z wyrazami współczucia, ale publicznie nikt nie
miał odwagi wystąpić. Dwa miesiące przed moją rozmową z panią Błasik do
mieszkania ojca generała wdarł się dziennikarz "Super Expressu". Nie miał
świadomości, że jest nagrywany i ktoś robi mu zdjęcia. Efektem najścia była
czołówka w "SE": "Eugeniusz Błasik: Mój syn nie zabił Prezydenta!". Rodzina
generała bardzo to przeżyła.
Pani Ewa Błasik miała więc powody, żeby mi również nie ufać. Zapewniłem, że nie
szukam taniej sensacji. I tak powstał pierwszy prasowy wywiad z żoną generała
Andrzeja Błasika opublikowany 24 lipca 2010 r. "Czas na zegarku generała Błasika
zatrzymał się na godz. 8.38".
Później był cykl "Honor 2010/2011. Solidarni z generałem Andrzejem Błasikiem,
Dowódcą Sił Powietrznych RP" – odważna demonstracja niezgody na publiczne
poniewieranie dobrego imienia dowódcy Sił Powietrznych. Warto w tym miejscu
szczególnie podkreślić: żaden pilot, a rozmawiałem z kilkudziesięcioma, nie
powiedział o generale ani jednego złego słowa, nie potwierdził żadnej z
kolportowanych w przestrzeni medialnej tez, choć na przełom 2010 i 2011 r.
przypadło apogeum teorii spiskowych. I tak generał miał mieć wyjątkowo trudny
charakter, wyrzucać zza sterów pilotów i zajmować ich miejsce, zmuszać do
lądowania w warunkach poniżej minimów meteo, a tuż przed wylotem do Smoleńska
miał zrugać majora Protasiuka etc. O alkoholu we krwi i fantasmagorii, w której
Błasika usadowiono za sterami tupolewa w fazie podejścia na Siewiernyj, nie
warto już wspominać.
Wszyscy moi rozmówcy zgodnie podkreślali: prawdziwy generał Andrzej Błasik z
figurą wykreowaną na użytek mediów miał wspólne tylko jedno – nazwisko.
Piotr Czartoryski-Sziler
