Ład Boży kontra świat
Ile było kpin i drwin, zanoszenia się od śmiechu i znaczącego pukania się w
czoło, gdy kilkanaście lat temu ojciec Tadeusz Rydzyk przestrzegał, że przez
Polskę przejedzie walec laicyzacji. Przecież wszystko toczy się, jak należy!
Reformatorzy reformują, modernizatorzy modernizują. Czeka nas dobrobyt,
nowoczesność, otwarcie na świat. Dobre państwo – neutralne światopoglądowo, bo
mamy wolność – da wszystkim to, czego zapragną. Niech tylko katolicy zrezygnują
z upierania się przy starych prawdach.
Niech przestaną być bardziej święci od świętych, bardziej papiescy od papieża.
To irytujące, takie prowincjonalne i stęchłe. Niech zobaczą, jak łatwo daje się
wszystko załatwić drogą kompromisu. (Tak, "zgoda buduje!" – skoro wyznaje się
relatywizm, ona jest zawsze osiągalna). A ten cień, rzucany przez Radio Maryja,
w którym ujawniają się "zamysły serc wielu", to nic innego jak zazdrość,
czarnowidztwo i polskie upiory, czyli tradycjonalizm, zaściankowość i lęk. Tak
zawsze widziano polski katolicyzm – na świecie i wśród sąsiadów. Byliśmy zań
piętnowani przez "oświecone" lub despotyczne mocarstwa. Kraje protestanckie
wytykały nas palcami. Przypisywano nam tępy upór. Nie inaczej jest i teraz, gdy
nowoczesnej demokracji przeciwstawia się "wsteczną siłę", maryjność. Tylko że
dziś, po 10 kwietnia i po czterech latach rządów Platformy, ten obiecywany
liberalny raj nie wygląda tak różowo.
Każde publicznie wypowiedziane słowo niestety kosztuje. Dlatego krytycy Radia
Maryja starają się przede wszystkim ugodzić w ojca Tadeusza Rydzyka. Podważyć
autorytet, jaki ma wśród słuchaczy i w Kościele. Pokazać go od jak najgorszej
strony. Ośmieszyć. To paskudne, ale zarazem dobrze znane (od czasów "zaplutych
karłów reakcji" i "agentów Watykanu na usługach CIA") i jakoś typowe. Typowe dla
wszystkich, którzy chcieliby widzieć Radio Maryja takim, jakimi są inne wielkie
rozgłośnie. Przeciętne. Nikogo niekłujące w oczy i nieniepokojące. Takie, które
może być, ale równie dobrze może go nie być – różnica niewielka. Wtedy dano by
ojcu Rydzykowi spokój. Byłby szanowanym kapłanem i zakonnikiem. Chwalono by go
za "mądrość" i podkreślano by jego tytuł naukowy. Nie musiałby mieć autorytetu
wśród ludzi. "Autorytet" by mu zrobiono. I tkwiłby w najlepsze w matriksie tak
jak wszyscy: szanowani, celebrowani, czczeni…
Ale Radia Maryja by nie było.
Hierarchie są niebiańskie…
Tym, co naprawdę niepokoi współczesny świat, jest hierarchia. Czytelny, jasny
porządek, który odzwierciedla porządek niebiański. Ktoś jest na górze i bierze
na siebie odpowiedzialność. Ktoś inny słucha i podporządkowuje się. Taki jest
Kościół. Taki musi pozostać, by był sobą. Niedemokratyczny. Ojcom Redemptorystom
udała się rzecz niesłychana. Ocalili swoje medium od rozpłynięcia się w magmie
szalejącej demokracji, "równości" ("wszyscy mamy takie same prawa", "każdy głos
znaczy tyle samo"). Hierarchia to porządek naturalny, to źródło spokoju i
ufności. Tak, zaufać można jedynie instytucji hierarchicznej. Widzialny porządek
hierarchiczny oparty na racjonalnym rozeznaniu rzeczywistości stanowi siłę
Radia. A skoro jest ono silne poprzez swoje oparcie się na porządku
nadprzyrodzonym, to i jego słuchacze muszą stawać się silni. I wzmacniają się.
Wzmacnia się ich wiara w Boga – mimo różnych koniunktur, mimo doświadczania
braku akceptacji, a nawet wrogości ze strony innych Polaków, nierzadko też
duchownych – i w to, że nie wszystko ma się spełnić już tu, na ziemi. Że nie
jesteśmy dla siebie celem samym w sobie. Żyjemy dla Boga. Jak zupełnie inaczej
wygląda wtedy świat, jak inaczej przeżywa się każdą radość i każde cierpienie.
Szesnaście lat temu, gdy Radio raczkowało, o. Jan Mikrut mawiał o ojcu Tadeuszu
Rydzyku – trochę tajemniczo – że to taki człowiek, którego marzenia się
spełniają. Nikt nie marzył wtedy nawet o telewizji katolickiej. Nikomu nie śniła
się codzienna gazeta i wyższa uczelnia. Wiadomo było – z założenia – że co jak
co, ale katolicy są drugą kategorią i im przysługuje co najwyżej telewizja
"katolicka". Czyli taka, która występując pod tym szyldem, będzie kładła do
głowy treści zupełnie świeckie, a nawet antykatolickie. Ale o. Tadeusz był
zdania, że zabiegać warto tylko o "rzeczy niemożliwe". I to działo się jakby
mimo woli. Bo przecież nie telewizja była celem. Mówił, że ważna jest wolność. A
wolność to większa miłość. Żebyśmy nie chcieli ludzi zmieniać. Obrażać się, że
są tacy trudni, tak bardzo inni. Żeby mieć dla nich dużo cierpliwości. Im więcej
trudności – tym więcej trzeba kochać. Resztę Duch Święty podpowie.
Belgijski profesor socjologii Adrien Loubier, znany demaskator socjotechnik,
przeciwstawia inicjatywom opierającym się na dobrych chęciach i sloganach o
"równości", "wolności", "demokracji" etc. przedsięwzięcia, które u podstaw mają
tomizm; ich założyciele myślą realistycznie. A zatem wszelkie ich inicjatywy,
według Loubiera, "nie powstają po to tylko, żeby zaistnieć, organizują się
natomiast u swoich podstaw w ramach realnie istniejącego porządku rzeczy.
Przyjęcie rzeczywistości, liczenie się z rzeczywistością jest tu fundamentem.
Struktura jest hierarchiczna. Założenia są ukierunkowane na rzeczywiste dobro
wspólne, podstawę prawdziwego braterstwa między członkami".
Radio Maryja jest takim przedsięwzięciem. Widzi ludzi takimi, jakimi są. Widzi
ich biedę, pogubienie, zranienia, tęsknotę za Bogiem, nieraz głęboko skrywaną. I
właśnie dlatego, że mocno stoi na nogach, idzie pod prąd. W czasach gdy wielu
ludzi patrzy na świat oczyma przypominającymi ekran telewizora – pojawiają się w
nich tylko fragmenty rzeczywistości – Radio Maryja składa hołd prawdzie. Nie boi
się jej słyszeć i widzieć – choć czasem jej obraz musi przerażać – i nie boi się
o nią dopominać. Bo jest pokorne. Nie może być inne, skoro nazywa się Radio
Maryja.
Gdy słucham Radia Maryja, największą satysfakcję sprawiają mi te momenty, gdy
wartko toczący się program przerywa nagle wtargnięcie na antenę o. Rydzyka.
Można wtedy usłyszeć jego komentarz, poznać jego stanowisko w konkretnej
sprawie. Czasem jest to głos odmienny od prezentowanego właśnie na antenie. Uff,
co za ulga… A więc jest tu ktoś, kto rzeczywiście kieruje, kto jest obecny,
kto nie robi uników. Wiem, że niektórych ludzi to irytuje. Dla mnie to
jednoznaczny sygnał, że w tym medium nic nie dzieje się siłą rozpędu. Tutaj jest
hierarchia. Ktoś znajduje się na jej szczycie. Ktoś czuje się odpowiedzialny za
przekaz płynący na wszystkie strony świata do milionów słuchaczy. Nie zasłania
twarzy, nie udaje, że go nie ma, nie ukrywa się w cieniu (dyskretnie pociągając
za sznurki), by nie narażać się na krytykę, a czasem i na agresję. Dzięki
takiemu podejściu słuchacz nie gubi się w domysłach, kto tu naprawdę rządzi. To
krzepiące. I bardzo dziś rzadkie. Szefowie najczęściej wolą pozostawać w cieniu,
tak jest wygodniej. Nikt nie ma pretensji, można się spokojnie publicznie
pokazywać i zbierać same komplementy. Dyrektor Radia Maryja wybrał odmienną
drogę. Nie jest to droga zaszczytów: zasiadania wśród "osobowości medialnych" w
studiach telewizyjnych, bycia ekspertem i uznanym autorytetem. Ojciec Tadeusz
nie ma też w zwyczaju mówić słuchaczom tego, czego zawsze przyjemnie się słucha,
słodkich kłamstw. Dlatego wszelkie próby wykorzystania Radia Maryja przez
polityków wcześniej czy później okazują się dość groteskowe. Jedyną polityką,
jaką ono uprawia, jest ta, by w sprawie prawdy nigdy nie iść na kompromis.
Ewa Polak-Pałkiewicz
"(…) prawda nie polega na wypośrodkowywaniu dwóch rozbieżnych opinii. Jeśli
dwie osoby przeczą sobie nawzajem, to co najmniej jedna z nich się myli. A
jednak – jakże panicznie reagują dziś środowiska, które powołane są do obrony
czystości wiary, jak zachowują się ludzie bierzmowani w sytuacjach, w których
dochodzi do starć przeciwnych sobie racji. Jak często niweluje się takie dążenia
poprzez hasło potrzeby "jedności". O jaką jednak jedność chodzi? Z kim? Z
ludźmi? Kosztem nawet tej Objawionej Prawdy? A przecież hasło: 'abyśmy byli
jedno’, dotyczy przede wszystkim poszukiwania jedności z Bogiem – i z ludźmi,
ale tylko w prawdzie".
(Adrien Loubier "Grupy redukcyjne")
