Laboratorium wiary – Uczynki miłosierdzia

Przez kilka tygodni zajmowaliśmy się uczynkami miłosierdzia
względem duszy i ciała. Są one konkretną propozycją służby bliźniemu,
który potrzebuje naszej
wrażliwości i serca. Kościół ukazuje je nam jako sposób podążania za Chrystusem,
który niczym Dobry Samarytanin (zob. Łk 10, 33) przychodzi z pomocą zbolałemu
człowiekowi
.

Pora teraz na kilka uwag podsumowujących dotychczasowe rozważania. Przede
wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na jedno: uczynki miłosierdzia są skierowane
ku bliźniemu. To on czerpie korzyści duchowe i materialne z naszej pomocy.
On też jest w centrum naszego zainteresowania. Rozpoznajemy jego potrzeby i
odpowiadamy na nie tak, jak umiemy. To prawda. Trzeba jednak dostrzec i to,
że adresatów uczynków miłosierdzia jest więcej aniżeli tylko konkretny biedny,
głodny, zasmucony, więzień własnej słabości, błądzący…
Pierwszym adresatem uczynków miłosierdzia jest Chrystus utożsamiający się z
tymi, "którzy się źle mają" (Mk 2, 17). Służąc bliźnim, służymy właśnie
Jemu. I to jest wspaniały dar Chrystusa, który pozwala nam coś dla siebie zrobić.
Nie jesteśmy tylko biorcami Jego łaski, Jego miłości i miłosierdzia. Również
i my możemy ofiarować Mu coś konkretnego; coś, co nieraz będzie nas kosztowało.
Drugim adresatem uczynków miłosierdzia jesteśmy my sami. One nie tylko mają
wpływ na innych – beneficjentów, ale także na nas. Już to nieraz podkreślałem:
dobro, które człowiek czyni, zmienia go. Czyni go dobrym. To jest wielka korzyść
z naśladowania Chrystusa miłosiernego. Czyniąc miłosierdzie obecnym w naszym
życiu, sami stajemy się lepsi, a nasze życie zostaje ubogacone przez to dobro,
które ofiarowujemy innym. Miłosierdzie jest pewną drogą do świętości.
Dobrze rozumieli to wielcy święci, którzy całkowicie oddali się posłudze najuboższym.
Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, św. Brat Albert Chmielowski, o. Damian,
opiekun trędowatych, spotkali Chrystusa w bliźnich. W ich zasmuconych i zszarzałych
twarzach dostrzegli rysy Chrystusa. Nie pozostali obojętni. Miłosierdzie jest
czytelnym świadectwem wiary oraz skutecznym sposobem apostołowania w świecie.
Miłość przekonuje łatwiej niż słowa. Ma moc uwiarygodniania Ewangelii. Nagrodą
za miłosierdzie jest głęboka radość w sercu, poczucie tego, że sprostaliśmy
naszemu powołaniu, jesteśmy Bogu i ludziom potrzebni. Zaangażowanie na rzecz
bliźnich wyzwala z egoizmu i poczucia samotności, które egoizm rodzi. Człowiek
żyjący dla innych, nigdy nie będzie samotny. I ostatnie spostrzeżenie: czyniąc
dobro bliźniemu, możemy liczyć na to, że doświadczymy błogosławieństwa Bożego
i otrzymamy wiele łask. Ludzie nie zawsze umieją powiedzieć "dziękuję".
Bóg to potrafi. Dlatego też nie zniechęcajmy się, gdy spotkamy się z niewdzięcznością
bliźnich, którym przychodziliśmy z pomocą. Nie smućmy się tym, że nie odebraliśmy
naszej nagrody na ziemi. Ona będzie tym większa w niebie.

ks. Zbigniew Sobolewski

drukuj