Ktoś tu musi na nich czekać

Z Maciejem Płażyńskim, prezesem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”,
rozmawia Jacek Dytkowski

Dlaczego mamy do czynienia z tak dramatycznym zastojem w powrotach
Polaków z Kazachstanu – ofiar oraz potomków przymusowych stalinowskich
deportacji?
– Obowiązująca ustawa nie daje szans na rozwiązanie
problemu przyjazdu Polaków z Kazachstanu. Jest to martwy dokument. Obecnie
repatriacja została zatrzymana, mimo że kilka tysięcy naszych rodaków posiada
wizę repatriacyjną. Oznacza to, że dopełnili pewnych formalności, ale nie mogą
przyjechać do Polski, dlatego że nikt na nich tu nie czeka. Te rozwiązania
prawne, które są zawarte w ustawie – przerzucające jakby ciężar repatriacji na
gminy – nie funkcjonują.

Jak uporać się z tym problem?
– Uważam – zresztą na tym
samym stanowisku stoją Związek Repatriantów Rzeczypospolitej oraz inne
organizacje zajmujące się pomocą repatriantom – że jego rozwiązanie należy do
obowiązków państwa, a nie gmin. Trzeba tak znowelizować ustawę, aby wprost
wskazać ze strony rządu odpowiedzialnego organizacyjnie i finansowo za
doprowadzenie do powrotu w ciągu najbliższych kilku lat tych wszystkich Polaków,
którzy mieszkają w Kazachstanie i trafili tam nie z własnej woli, ale w wyniku
represji stalinowskich.

Ilu polskich zesłańców oraz ich potomków mieszka w
Kazachstanie?
– Stanowią oni zapewne grupę około dziesięciu, a może
nawet kilkunastu tysięcy osób. Oczywiście z roku na rok liczba ta będzie
topniała. Dlatego że ludzie sami wyjeżdżają (bardzo często do Rosji) albo po
prostu umierają. Młodsi starają się na przykład emigrować do innych państw. W
związku z tym umożliwienie naszym rodakom przyjazdu do kraju jest zasadne nie
tylko z powodów historycznych, ale także praktycznych. Obecnie mamy bowiem
sytuację, że w Polsce potrzeba ludzi – takiego „zastrzyku świeżej krwi”.
Umożliwienie rodakom powrotu do Ojczyzny stanowi jednak przede wszystkim kwestię
symboliczną. Ten problem trzeba rozwiązać, bo teraz stoimy w obliczu sytuacji,
że jako państwo oszukujemy tych ludzi. Powiedzieliśmy, że mogą przyjeżdżać,
stanowi tak Konstytucja RP, zgodnie z którą każdy Polak może powrócić do Polski,
istnieje ustawa – a oni nadal żyją na walizkach i przez kilka lat czekają. Jest
to zatem nieuczciwe. Uważam, że gdybyśmy zebrali podpisy pod projektem
obywatelskim, to udowodnimy, że Polacy są zainteresowani tą sprawą. Rozwiązanie
tego problemu przekażemy następnie posłom do rozstrzygnięcia. Pokażemy w ten
sposób, jak bardzo jest to ważne dla nas oraz tych 100 tys. ludzi, którzy – mam
nadzieję – pod tym projektem się podpiszą. Liczę na to, że w marcu będzie on już
gotowy. Utworzymy komitet i rozpoczniemy obywatelską zbiórkę podpisów.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj