Kryzys europejskiego etosu
Jeszcze w 2008 r. wielu uważało, że Unia Europejska stanowi przedmiot
podziwu całego świata. Dziś jest postrzegana jako międzynarodowy problem
finansowy. Nic więc dziwnego, że wiele osób zastanawia się, czy UE, a tak
naprawdę europejski projekt zjednoczeniowy, może przetrwać obecny kryzys bez
radykalnych reform.
Chociaż obecnie wiele uwagi poświęca się kryzysowi finansowemu przetaczającemu
się przez kontynent, kłopoty takich krajów, jak: Grecja, Portugalia, Irlandia,
Hiszpania czy Włochy, są symptomami poważniejszych problemów, nie tylko
ekonomicznych, ale także kulturowych. Przyszłość UE będzie zależała od jej
podejścia do kilku newralgicznych kwestii, które leżą u podstaw obecnych
trudności gospodarczych na Starym Kontynencie.
Po pierwsze, kultura gospodarcza Unii jest zdominowana przez przemożną potrzebę
bezpieczeństwa. Z wielu badań wynika, że w porównaniu z Amerykanami i
Chińczykami większość Europejczyków jest mniej przedsiębiorcza, mniej skłonna do
podejmowania ryzyka i bardziej zdana na wsparcie ze strony państwowych służb w
obliczu życiowych wyzwań.
Takie zachowania w wymiarze ekonomicznym przekładają się na niższy wzrost
gospodarczy i niekończącą się redystrybucję dóbr w społeczeństwie przez władze
państwowe. Jeśli UE chce konkurować na globalnym rynku, musi przewartościować
swoje główne cele – z dystrybucji dóbr na kreatywność gospodarczą.
Narody UE muszą zrozumieć, że obecna formuła państwa opiekuńczego jest nie do
utrzymania. Rosnące koszty realizacji potrzeb ekonomicznych i zdrowotnych
starzejącego się społeczeństwa w połączeniu z malejącą dzietnością sprawią, że
już w ciągu najbliższych 20 lat jeden pracujący Europejczyk będzie musiał
utrzymać jednego europejskiego emeryta, co jest nierealne z ekonomicznego punktu
widzenia.
Innymi słowy, Europejczycy muszą: a) mieć więcej dzieci, b) znaleźć mniej
statyczne sposoby wspierania starszych ludzi (bardziej uniezależnić ich od
opieki państwowej). To zaś sprawia, że konieczne jest wprowadzenie zmian nie
tylko w myśleniu ekonomicznym Europejczyków, ale także w ich kulturowych
wyobrażeniach.
W niewoli socjalu
Należy także ograniczyć wysoki poziom wydatków publicznych właściwy większości
państw UE. Był on zbyt długo utrzymywany dzięki wysokim podatkom i nadziejom, że
Niemcy będą nadal chcieli finansować te wydatki w innych krajach Unii. Tymczasem
wysokie podatki zniechęcają do przedsiębiorczości, zaś Niemcy najwyraźniej tracą
już cierpliwość do krajów nieodpowiedzialnie wydających publiczne pieniądze,
takich jak: Grecja, Portugalia, Hiszpania i Włochy.
Unia musi także ponownie "przekalkulować" projekt wspólnej europejskiej waluty.
Rzeczywiście, są korzyści wynikające z jej posiadania. Ale to zakłada również
utrzymywanie jednego poziomu stopy procentowej dla krajów o tak różnym poziomie
rozwoju gospodarczego, jak: Francja, Portugalia, Niemcy i Grecja. To powoduje
ograniczenia fiskalne w jednych krajach, a jednocześnie powstawanie baniek
finansowych w innych (jak np. na rynku nieruchomości w Irlandii przed kilkoma
laty). Sytuację pogarsza to, że zabezpieczenia takie jak Pakt Stabilności i
Wzrostu, które miały gwarantować, że członkowie strefy euro będą prowadzić
odpowiedzialną politykę fiskalną, były ignorowane zarówno przed wejściem do
obiegu wspólnej waluty w 2002 roku, jak i później.
Utrzymywanie wspólnej waluty w konsekwencji zmusza Europejczyków do wyboru
między dwoma politycznie całkowicie różnymi rozwiązaniami. Pierwsze to
ograniczenie strefy euro wyłącznie do tych krajów, które utrzymują wysoki poziom
dyscypliny finansowej. To jednak prowadzi do funkcjonowania w ramach Unii
Europejskiej faktycznie dwóch stref: tej, która ma wspólną walutę, i tej, która
jej nie posiada. Istnieje też inny wybór – przekazanie polityki fiskalnej danego
państwa na poziom unijnych instytucji. To zaś prowadzi do powstania czegoś w
rodzaju europejskiego rządu gospodarczego. Oznaczałoby to zrzeczenie się
większej części suwerenności na rzecz unijnych instytucji, większą centralizację
i gotowość do przekazania jeszcze szerszych uprawnień tym samym politykom i
biurokratom, których decyzje doprowadziły do obecnego kryzysu gospodarczego i
finansowego. Jeszcze innym rozwiązaniem jest po prostu porzucenie projektu
wspólnej waluty przez wszystkie kraje eurostrefy. Jednak wyczuwa się, że unijna
klasa polityczna sięgnie po wszelkie środki, aby uniknąć takiego upokorzenia.
"Wtajemniczeni" i obcy
Należy pamiętać, że UE charakteryzuje się głębokim podziałem na
"wtajemniczonych" i "obcych". Ci pierwsi składają się z zawodowych polityków,
armii unijnych i narodowych urzędników, biznesmenów i związków zawodowych blisko
związanych z rządami poszczególnych krajów oraz instytucjami unijnymi. Te grupy
są "wtajemniczone" ze względu na ich dostęp do władzy publicznej.
"Obcy" to ci, którzy nie mają politycznych koneksji. To początkujący
przedsiębiorcy, ludzie młodzi i bezrobotni, których dostęp do rynku pracy jest
blokowany przez rządowe regulacje i związki zawodowe, zdeterminowane, by chronić
swoich członków. Do tej grupy należy zaliczyć także wszystkich tych, których
zmusza się do finansowania tej wielkiej politycznej klasy oraz tysiące zwykłych
pracowników cywilnych służb (zwłaszcza żołnierzy), innymi słowy – podatników.
Finansowy koszt związany z utrzymywaniem uprzywilejowanego statusu
"wtajemniczonych" jest jednym z powodów obecnych problemów finansowych UE.
Sytuację pogarsza to, że grupa ta nie ma interesu w przeprowadzeniu reform
ograniczających rozmiary aktywności państwa, ponieważ takie zmiany uszczupliłyby
ich władzę polityczną i dostęp do przywilejów ekonomicznych, takich jak "praca
na całe życie" i niezwykle hojne emerytury.
Jednak koszty związane z podziałem UE na "wtajemniczonych" i "obcych" wykraczają
poza realia ekonomiczne. Pokazują one również, że aspiracje Unii do bycia
obszarem wolności, równości, solidarności, włączającym w życie publiczne
wszystkich obywateli, są w rzeczywistości całkiem ograniczone. Solidarność
okazuje się zawężona do tych, którzy należą do grupy "wtajemniczonych". Niektóre
grupy okazują się też "równiejsze" od innych, co ujawnia się przy podejmowaniu
ważniejszych decyzji politycznych w państwie. Zaś wolność ekonomiczna
przedsiębiorców i zwykłych podatników jest ściśle podporządkowana wymogom
utrzymania wielkich państw opiekuńczych.
Aby przezwyciężyć podział na "wtajemniczonych" i "obcych", należałoby pokonać
potężny opór tej pierwszej grupy broniącej się przed zmianami. Za aktami
przemocy w Grecji nie stoją jedynie anarchiści, którzy wykorzystują okazję do
siania bezrozumnego chaosu. Stoją za nią również pracownicy gigantycznego
sektora państwowego w Grecji, którzy nie chcą zaakceptować żadnego ograniczenia
ich uprzywilejowanego statusu.
Co gorsza, wiele osób należących w dzisiejszej UE do grupy "obcych" nie jest
zainteresowanych nawet promowaniem większej wolności. Zamiast tego sami chcą
dołączyć do grupy "wtajemniczonych". Dziesiątki tysięcy młodych Europejczyków,
którzy wyszli w ostatnich miesiącach na ulice Lizbony, Madrytu czy Aten, aby
wyrazić swój gniew, tak naprawdę nie chce żadnych radykalnych zmian systemowych.
W swojej większości "Oburzeni" chcą dokładnie tego, co ich rodzice i dziadkowie
uważali za swoje "święte prawo": bezpłatnej opieki medycznej, niezbyt
wymagającej pracy zagwarantowanej na całe życie, 6 tygodni płatnego urlopu z
gwarantowanym przez państwo minimalnym zarobkiem oraz wczesnym przechodzeniem na
hojne, państwowe emerytury. Innymi słowy, ci młodzi chcą przedłużenia
dzisiejszej Unii. Niezadowoleni nie pojmują jednak, jak bardzo obecny układ
gospodarczy i polityczny w UE wpłynął na sytuację, w której się aktualnie
znaleźli.
Przez całe dziesięciolecia wiele europejskich rządów utrzymywało np. w imię
solidarności przepisy poważnie utrudniające pracodawcom zwalnianie pracowników.
W efekcie przedsiębiorcy w Europie bardzo niechętnie zatrudniali nowe osoby,
ponieważ wiedzieli, że będą mieli poważne trudności przy zwolnieniu ich, nawet
jeśli okażą się niekompetentne. W efekcie wielu młodych Europejczyków nie jest w
stanie znaleźć pracy albo są skazani na wegetację na krótkoterminowych umowach o
pracę, w dodatku często niewspółmierną do ich wysokich kwalifikacji. Czy mimo to
słyszymy, by ruch "Oburzonych" domagał się reformy rynku pracy? Nie! Protestują
przeciw takim zmianom w Portugalii, Francji, Hiszpanii, Grecji i innych krajach.
W stronę kultury nadziei
Jednym z najpoważniejszych problemów UE jest zatem fakt, że wiele osób
decydujących o jej przyszłości chce nadal żyć przeszłością. Ich wyobraźnia jest
spętana fantazjami o utrzymaniu w większym lub mniejszym stopniu ekonomicznego
bezpieczeństwa i wizji życia zniechęcającego do podejmowania indywidualnych
inicjatyw oraz ryzyka, a więc – innymi słowy – elementów podkreślających
prawdziwy charakter życia ludzkiego.
Wszystko to pokazuje, że zdolność Unii Europejskiej do przetrwania będzie
zależała nie tylko od podejmowania radykalnych zmian ekonomicznych, ale także od
możliwości dokonania "rewolucji" w kulturowych postawach Europejczyków. Jeśli
Unia chce uniknąć losu gigantycznego domu starców odwiedzanego przez
amerykańskich i chińskich turystów, przyciąganych do Europy chęcią obejrzenia
śladów chwały minionej wielkiej cywilizacji, reformom gospodarczym musi
towarzyszyć poszerzanie sfery wolności, odpowiedzialności osobistej, wzmocnienie
sytuacji rodzin, otwarcie gospodarki, żywotna aktywność społeczna i – przede
wszystkim – kultura nadziei, coś, co może zrodzić się jedynie z odnowionej
wiary.
Samuel Gregg analityk gospodarczy
tłum. Mariusz Bober
Autor jest dyrektorem zespołu ekspertów Instytutu Lorda Actona.
