Krótka pamięć prokuratora
Paweł Korbal nie pamiętał szczegółów postępowania w sprawie uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, choć to śledztwo nadzorował jako prokurator Prokuratury Krajowej. Był on wczoraj przesłuchiwany przez sejmową komisję śledczą badającą zaniedbania organów śledczych prowadzących sprawę uprowadzenia i zamordowania Olewnika.
Korbal pełnił funkcję zastępcy dyrektora Biura do spraw Przestępczości Zorganizowanej przy Prokuraturze Krajowej od stycznia 2003 r. do listopada 2005 roku. Biuro nadzorowało śledztwo w sprawie uprowadzenia Olewnika, a z akt sprawy wynika – jak przypomniał poseł Andrzej Dera (PiS) – że sprawa powinna mu być znana, ponieważ na dokumentach śledztwa widnieją adnotacje sporządzone przez prokuratora Korbala.
Paweł Korbal zeznał w czasie przesłuchania, że wielu szczegółów śledztwa nie pamięta, a sprawą nie zajmował się bezpośrednio, ponieważ robili to inni prokuratorzy. Pytany, czy wiedział, że w grupie operacyjnej zajmującej się śledztwem byli policjanci uczestniczący dzień przed porwaniem w imprezie u Krzysztofa Olewnika, mówił, iż nie jest pewien. – Trudno mi to komentować – twierdził Korbal.
Niewiele wiedział również o kradzieży policyjnego samochodu, w którym znajdowały się akta śledztwa. – Moja wiedza miała luźny charakter – mówił na posiedzeniu komisji. A sprawa kradzieży samochodu z aktami (16 tomów) w czerwcu 2004 r. miała daleko idące skutki i wpłynęła na zachowania świadków, ponieważ byli oni zastraszani przez przestępców dysponujących ich danymi zawartymi w aktach. Doświadczył tego choćby kluczowy świadek Piotr Skwarski, dzięki któremu doszło do aresztowań porywaczy.
Dokładnie 7 czerwca 2004 r. dwóch funkcjonariuszy z mazowieckiej policji: Maciej L. i Grzegorz J., przewoziło z Płocka do Warszawy w bagażniku służbowej nubiry 16 tomów akt sprawy o uprowadzenie Krzysztofa Olewnika. Dostali wówczas także zlecenie przesłuchania jednego ze świadków w sprawie. Wykonując polecenie, pozostawili samochód bez opieki, a po wyjściu od przesłuchiwanego stwierdzili, że auta już nie ma. Według prawa, policjanci nie powinni pozostawiać samochodu bez opieki, stąd warszawska prokuratura postawiła im zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych. Tymczasem dwa dni później Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa, otrzymał od nieznanego mężczyzny anonim, z którego wynikało, że akta miały zginąć, a gdyby policjanci byli przy samochodzie w chwili kradzieży, to zostaliby zabici. Anonim potwierdzał, że kradzież dokonana została na zlecenie. Jednak o tak ważnych zdarzeniach prokurator też nie pamiętał.
Paweł Korbal niewiele wiedział również o sprawie przekazania okupu bandytom, którzy za uwolnienie uprowadzonego otrzymali w lipcu 2003 r. 300 tys. euro okupu, ale jak się okazało, policja nic nie zrobiła, aby zatrzymać sprawców w momencie przekazywania pieniędzy. – Była jakaś próba zabezpieczenia akcji, ale bez powodzenia – mówił wczoraj Korbal.
Poseł Paweł Olszewski (PO) podkreślił, że działania policjantów nie były należycie prowadzone, i pytał prokuratora, czy wiedział o tym. – Nie sygnalizowano tego – zeznał Korbal. – Nie mam wiedzy – odpowiedział z kolei na pytanie posła Zbigniewa Wassermanna (PiS), czy poczyniono jakieś ustalenie w Prokuraturze Krajowej w związku z tak długim prowadzeniem śledztwa po uprowadzeniu.
Kiedy Korbal objął ważną funkcję zastępcy dyrektora Biura, uprowadzony Olewnik jeszcze żył. Być może skuteczniejsze i bardziej zdecydowane kroki ze strony śledczych uratowałyby mu życie.
– Policja ukrywała dowody w sprawie Krzysztofa Olewnika – zeznał wczoraj przed sejmową komisją śledczą detektyw Marcin Popowski. Gdy jednak przewodniczący komisji Marek Biernacki (PO) zapytał, czy ma na to dowody, przesłuchiwany odparł, że „fizycznie nie”. W jego wyjaśnieniach pojawiły się też wątki rosyjskiego agenta, radcy rosyjskiej ambasady, oraz padliny wprowadzanej na polski rynek mięsny, co groziłoby sankcjami Rosji na polskie mięso. O tym wszystkim Popowski miał się dowiedzieć od oficera WSI (jego dane Popowski chce podać na tajnym posiedzeniu komisji). Według tych informacji, agent za pośrednictwem polityka SLD Andrzeja Piłata (byłego wiceministra infrastruktury) szukał dojścia do polskich służb sanitarnych, a jednocześnie – za pośrednictwem firmy masarskiej Włodzimierza Olewnika – na rynek miała zostać wprowadzona padlina (do czego nie doszło). Na pytanie wiceszefa komisji Zbigniewa Wassermanna, czy weryfikował te informacje, Popowski odpowiedział, że nie, „bo sprawa była poważna”. Jego zdaniem, sprawa porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika to przykład zamiatania błędów pod dywan, a nadzór pracy policji to fikcja.
Paweł Tunia, Amb, PAP
