Kościół jest twarzą Chrystusa!
Mamy do czynienia z modą na krytykę Kościoła, natomiast zdecydowanie za mało
pytamy o Kościół w perspektywie miłości do niego i osobistego dążenia do
świętości.
Polskie Radio w programie "W samo południe" prowadzonym przez Wojciecha
Mazowieckiego 26 grudnia gościło ks. Wacława Oszajcę i Tadeusza Bartosia.
Rozmawiano o drugim dniu świąt – święcie św. Szczepana, przy okazji o Bożym
Narodzeniu, ale ostatecznie program zdominowała kwestia Kościoła. Mimo że tematy
wyjściowe również zasługiwałyby na komentarz krytyczny, w tym miejscu chcę się
zasadniczo odnieść do podjętych w programie kwestii eklezjologicznych, czyli
dotyczących Kościoła, które muszą spotkać się ze zdecydowaną reakcją. Taka
reakcja jest tym bardziej potrzebna, że głos ks. Wacława Oszajcy raził swoją
niekompetencją i brakiem zdecydowania. Owszem, ks. Oszajca starał się nieco
przeciwstawiać tezom Tadeusza Bartosia, ale jego postawę można nazwać
"niebroniącą obroną".
Ciernie i lilia
Zacznijmy od końca. Tadeusza Bartosia wzburzyły przywołane przez redaktora słowa
ks. abp. Józefa Michalika, który w udzielonym przed świętami wywiadzie, zresztą
bardzo trafnym, podejmującym różne aktualne tematy, powiedział między innymi, że
Kościół w Polsce jest "twarzą Chrystusa". Tadeusz Bartoś zawyrokował bez cienia
wahania, iż takie stwierdzenie jest "bezczelnością". A nieco strofowany, nawet
przez redaktora prowadzącego, w uzasadnieniu retorycznie zapytał, czy Kościół
"jest wcieleniem Boga". Spieszę z odpowiedzią Tadeuszowi Bartosiowi, który
wykazuje, że nie powinien wypowiadać się o Kościele, ponieważ zupełnie nie zna
eklezjologii II Soboru Watykańskiego. Jako "były dominikanin" (taką
samodefinicję podnosi w swoich wystąpieniach do rangi sztuki) powinien wiedzieć
więcej, niż prezentuje w swoich licznych wypowiedziach o Kościele, od którego
uczynił się nagle specjalistą hołubionym przez świat dziennikarski.
Otóż w punkcie pierwszym konstytucji dogmatycznej o Kościele "Lumen gentium"
jest jasno powiedziane, że sobór "pragnie gorąco oświecić wszystkich ludzi
blaskiem [Chrystusa] jaśniejącym na obliczu Kościoła" (super faciem Ecclesiae
resplendente). A w numerze ósmym tejże konstytucji czytamy, że Kościół "na
zasadzie bliskiej analogii upodabnia się do tajemnicy Słowa wcielonego".
Zbliżonych treściowo wypowiedzi na temat Kościoła w dokumentach soborowych można
znaleźć więcej. Ksiądz arcybiskup Józef Michalik nie popełnia teologicznie
żadnego błędu; głosi zdecydowanie eklezjologię II Soboru Watykańskiego, gdy mówi
o "twarzy Chrystusa", którą posiada Kościół, także Kościół w Polsce. Poglądy
Tadeusza Bartosia świadczą o jego niedokształceniu teologicznym; oburzając się
na wypowiedź o Kościele jako "twarzy Chrystusa", głosi on tylko swoje prywatne,
niczym nieuzasadnione opinie.
Kościół jest dogłębnie związany z tajemnicą Jezusa Chrystusa – Zbawiciela
rodzaju ludzkiego. Ojcowie Kościoła obrazowo, ale w najwyższym stopniu słusznie
zwykli mówić o Kościele, że "narodził się z przebitego boku Chrystusa". Oznacza
to, że ma początek w samym Jezusie Chrystusie. I to jest najwznioślejsza prawda
dotycząca Kościoła, stanowiąca kryterium autentycznego spojrzenia na Kościół, i
perspektywa, w której należałoby usytuować wszystkie wypowiedzi na jego temat.
Takie spojrzenie pozwala właściwie oceniać to, czym jest Kościół i co się w nim
dzieje, także jeśli chodzi o grzech, słabość czy zwykłe potykanie się. Wszyscy
zdajemy sobie sprawę, że jest ono faktem i że trzeba ten fakt traktować
poważnie, w imię wierności Chrystusowi.
Ponieważ Kościół jest Chrystusowy, dlatego jesteśmy za niego odpowiedzialni. Nie
sposób tutaj odpowiedzieć od razu, w jaki sposób należy to czynić. Jest jednak
pewne, że początkiem tej odpowiedzialności jest uznanie, iż nie jest on nasz. To
jest gwarancją autentycznej dbałości o jego oblicze i jego misję. W każdym razie
zauważane "ciernie" nie pozwalają na wyrokowanie, że Kościół przestał być
"lilią", jak mówił św. Augustyn.
Kościół męczenników
Innym wątkiem eklezjologicznym podjętym w audycji była kwestia męczeństwa.
Redaktor prowadzący, w kontekście święta św. Szczepana, w sposób zasadny starał
się dowiedzieć czegoś o związkach Kościoła z męczeństwem. Niewiele usłyszał w
odpowiedzi. Od ks. Wacława Oszajcy dowiedział się tylko, że męczeństwo
"przydarzyło się" niektórym chrześcijanom. Tadeusz Bartoś, z właściwą sobie
jednoznacznością, stwierdził, że próba naśladowania Jezusa w męczeństwie jest
"patologią". Jakikolwiek pozytywny sens męczeństwa nie został przez niego
dostrzeżony; stwierdził tylko, że w Polsce nie ma problemu męczeństwa.
Tradycja Kościoła od samego początku utrzymuje, że męczeństwo jest najwyższą
formą świadectwa chrześcijańskiego, które nie "przydarzało się" chrześcijanom,
ale było autentyczną odpowiedzią wiary daną Bogu wobec ekstremalnego wymagania
postawionego w konkretnych okolicznościach historycznych naznaczonych
"nienawiścią do wiary chrześcijańskiej". Nie jest to więc także wymaganie
stawiane przez Boga, który domagałby się krwi od swoich wyznawców. Jest to więc
najwyższa konsekwencja pójścia za Chrystusem.
Nieprawda, jak zostało w programie powiedziane przez któregoś z rozmówców, że
męczeństwo było kiedykolwiek "szukane" przez chrześcijan. Wręcz przeciwnie, już
w starożytności pojawiające się niekiedy tendencje "szukania męczeństwa", biorąc
pod uwagę słabość ludzką wobec cierpienia, spotykały się ze stanowczym
potępieniem. Pisane przez różnych autorów "zachęty do męczeństwa" w żadnym
wypadku nie są wyrazem takiego szukania; są one zasadniczo zachętą do
wytrwałości, nieugięcia się w męczeństwie, gdyby już zaszła sytuacja, w której
trzeba by je było ponieść.
Także Kościół w Polsce i w Europie jest wciąż "Kościołem męczenników".
Beatyfikacja męczennika ks. Jerzego Popiełuszki jest tego dowodem. Można by
wymienić wielu chrześcijan europejskich, którzy w ostatnich dziesięcioleciach
ponieśli męczeństwo w Europie. Rzeczywiście, jak powiedział redaktor programu, w
Kościele za mało się o tym mówi. Co więcej, także Kościół w Europie i w Polsce
jest nadal prześladowany. Za Rene Girardem, słynnym francuskim antropologiem,
trzeba zdecydowanie powórzyć, że w dzisiejszym świecie mamy do czynienia ze
"zmową" antychrześcijańską, czego dowodzą jednoznacznie wypowiedzi na temat
Kościoła i chrześcijan w wielu mediach, a w większości z nich przejawia się to w
sposób wręcz systemowy. Chyba nikt nie posądzi francuskiego intelektualisty, że
kierują nim jakieś fobie i reprezentuje "przerażoną część Kościoła", jak
powiedziano w programie radiowym o tych, którzy słuchają Radia Maryja. Niestety,
nie padła odpowiedź, jaka byłaby ta druga część Kościoła, bo wydaje się, że
rozmówcy mieli na myśli jakiś dwupodział w Kościele. Zauważenie prześladowań
chrześcijan w dzisiejszym świecie nie jest kwestią lubowania się w opowieściach
o drastycznych wydarzeniach i przerażających zjawiskach. To są fakty, a z
faktami się nie dyskutuje! Fakty jednak należy interpretować, gdyż tylko w ten
sposób można wydobyć prawdę, która w nich się ukrywa. Prawda istnieje tylko jako
interpretacja. Nikt nie ma monopolu na prawdę, ale fałsz wielu interpretacji
można wykazać bardzo łatwo. W programie pojawiło się zdanie, że dzisiejszy
katolik, świecki i kapłan, powinien "słuchać porządnego medium". Zaciekawiony
wskazówką nie usłyszałem potem, które medium odznacza się taką cechą. Potrafię
jednak pokazać wiele środków społecznego przekazu, zarówno publicznych, jak i
prywatnych, w których deficyt porządności jest wprost krzyczący.
Słuchając "W samo południe", dochodzę właściwie do jednego wniosku. Żyjemy w
okresie deficytu rozumienia Kościoła. Owszem, w Kościele są problemy i rozmaite
wyzwania, na wiele przejawów życia kościelnego też potrafię spojrzeć krytycznie
i widzę potrzebę debaty nad wieloma problemami, ale perspektywa, w świetle
której podejmuje się obecnie te problemy i wyzwania, nie doprowadzi do ich
autentycznego rozwiązania, ponieważ nie są stawiane w sposób autentyczny. Mamy
do czynienia z modą na krytykę Kościoła, gdy przecież tym Kościołem to my
jesteśmy. Natomiast zdecydowanie za mało pytamy o Kościół w perspektywie miłości
do niego i osobistego dążenia do świętości. Hans Urs von Balthasar, słynny
szwajcarski teolog, powiedział kiedyś, że "Kościół potrzebuje krytyków, którymi
są święci". To zdanie dedykuję najpierw sobie, a potem Tadeuszowi Bartosiowi i
ks. Wacławowi Oszajcy.
Ks. prof. Janusz Królikowski
