Konstrukcja z żarówkami

Z Siarhiejem Sierabrą, białoruskim dziennikarzem i fotoreporterem gazety
"Kurier Witebski", twórcą portalu "Narodowe Wiadomości Witebska", rozmawia Piotr
Falkowski

Mieszka Pan i pracuje w Witebsku, niedaleko granicy z obwodem smoleńskim w
Rosji. Był Pan 10 kwietnia ub.r. w Smoleńsku?

– Tak, to jest blisko, ale dotarłem dopiero około czwartej po południu. Chciałem
zrobić zdjęcia.

Widział Pan rosyjskich funkcjonariuszy przy światłach podejścia do
lądowania…

– Tak, chodziłem po tym terenie, tam gdzie pozwalali, chciałem sfotografować
wrak. I tam przy pasie startowym jest taka konstrukcja z żarówkami. Stali przy
niej milicjant, wojskowy i ktoś z obsługi lotniska i wkręcali żarówki.

Kiedy to dokładnie było?
– Już wieczorem. Około godz. 18.00.

Mógłby Pan opisać, co Pan tam widział.
– Starałem się podejść do wraku tak blisko, jak się dało. W końcu udało mi się
zrobić dobre zdjęcie. Tam były rozrzucone części samolotu, a nieco dalej jedno
skrzydło. Oglądałem brzozę ściętą przez samolot.

Jak przyjęto wiadomość o katastrofie na Białorusi?
– Oczywiście od razu to był wielki szok. Sąsiedni kraj, na który patrzy się u
nas z życzliwością, został tak dotknięty. Wszyscy rządzący, wybitni ludzie tego
kraju zginęli, współczucie było tym większe, że stało się to niedaleko
Białorusi. Ludzie byli tym poruszeni. W Mińsku pod polską ambasadę przynosili
kwiaty, zapalali świeczki.

A co mówi się o przyczynach katastrofy, o śledztwie?
– Ludzie u nas nic o tym nie wiedzą. Nie ma stosownej informacji. Jak to u nas.
Oficjalne media na ten temat nie mówią. Chciałbym natomiast podzielić się moim
spostrzeżeniem. Widziałem to lotnisko w Smoleńsku. I wiele razy byłem na naszym
lotnisku w Witebsku. I nie mam wątpliwości, że ono jest o wiele lepsze. Jest tu
normalny ruch, kontrola, a nie rozgardiasz i ruina jak w Smoleńsku. Wiem, że ten
samolot miał w planie lądować awaryjnie w Witebsku [chodzi o lotnisko zapasowe –
przyp. red.] i gdyby do nas przyleciał, to na pewno nie byłoby katastrofy. Od
nas jest niedaleko, najwyżej dwie godziny, tylko nie wiem, czy nie byłoby
jakichś problemów z wizami, przekroczeniem granicy itp.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj