Koniec obserwacji

Zakończyła się obserwacja sądowo-psychiatryczna dyżurnego ruchu ze
Starzyn, podejrzanego o spowodowanie katastrofy kolejowej pod Szczekocinami.
Andrzej N. pozostanie jednak w szpitalu.


Po dwóch miesiącach obserwacji psychiatrycznej Andrzeja N., dyżurnego
ruchu ze Starzyn, podejrzanego o spowodowanie marcowej katastrofy kolejowej pod
Szczekocinami, zespół biegłych wyda opinię, która przesądzi, czy mężczyzna w
chwili zdarzenia był poczytalny i czy jego obecny stan pozwala na udział w
czynnościach śledczych. Obserwacja zwykle trwa miesiąc, ale w tym przypadku
została przedłużona.

– Zakończyła się obserwacja sądowo-psychiatryczna podejrzanego i obecnie
prokuratura oczekuje na wydanie opinii przez zespół biegłych psychiatrów i
psychologa. Ta opinia powinna być wydana w terminie około dwóch tygodni. Biegli
określą w niej, czy sprawca, podejrzany, był poczytalny w chwili zarzucanego mu
czynu i czy może brać udział w czynnościach procesowych – powiedział "Naszemu
Dziennikowi" prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w
Częstochowie. Jak podkreślił, Andrzej N. wprawdzie został wypisany z oddziału
psychiatrii sądowej i tym samym zakończyła się jego obserwacja, ale nie został
wypisany ze szpitala. – Zgodnie z decyzją lekarzy został on przeniesiony na inny
oddział celem dalszego leczenia, nie będzie już przebywał na oddziale
psychiatrii sądowej – zaznaczył prokurator Ozimek.

Rzecznik nie chciał jednak przesądzać, jak będzie przebiegać dalsze leczenie
pacjenta i czy decyzja lekarzy o pozostawieniu go w szpitalu oznacza, że będzie
on tam przebywać do czasu wydania opinii biegłych. – Od chwili przeniesienia na
oddział inny niż psychiatrii sądowej, poza tym że Andrzej N. jest podejrzanym,
jest też zwykłym pacjentem szpitala w Lublińcu, a zatem decyzje odnośnie do
przebiegu jego leczenia są podejmowane na podstawie ustawy o ochronie zdrowia
psychicznego i leżą w zakresie kompetencji lekarzy – dodał prokurator Ozimek.

Dyżurnemu ruchu ze Starzyn prokuratura zarzuca nieumyślne spowodowanie
katastrofy, w której zginęło 16 osób. Jednak Andrzej N. z uwagi na stan zdrowia
do tej pory nie został przesłuchany. To sprawiło również, że choć prokuratura
sformułowała wobec niego zarzut, nie miała jeszcze sposobności, by formalnie mu
go przedstawić. Obecnie nie ma też pewności, czy w ogóle do tego dojdzie.
Kluczowa będzie tu opinia zespołu biegłych psychiatrów. W ocenie śledczych, to
Andrzej N. doprowadził do skierowania jednego z pociągów na niewłaściwy tor, co
spowodowało czołowe zderzenie z drugim składem. Więcej okoliczności katastrofy
może wyjaśnić opinia ekspercka, przygotowywana po eksperymencie przeprowadzonym
na miejscu zdarzenia. Prokuratura spodziewa się, że opinia biegłych w tym
zakresie wpłynie z początkiem czerwca.

Do czołowego zderzenia pociągów doszło 3 marca br. wieczorem w pobliżu
Szczekocin koło Zawiercia, na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w
kierunku Krakowa. Pociąg "Jan Matejko" relacji Warszawa – Kraków wjechał na tor,
po którym z naprzeciwka jechał pociąg TLK "Brzechwa" z Przemyśla do Warszawy.
Zginęło 11 podróżnych i 5 pracowników kolei, a ponad 50 osób zostało rannych.

Marcin Austyn

drukuj