Komunista patronuje ulicy
Nie ustają komentarze po kontrowersyjnej decyzji radnych Rzeszowa, którzy nadali jednej z ulic stolicy Podkarpacia – regionu od lat uznawanego za „bastion prawicy” – imię Władysława Kruczka, dawnego I sekretarza KW PZPR, a co za tym idzie – współtwórcy systemu komunistycznego. PiS rozpoczęło już nawet akcję zbierania podpisów wśród przeciwników gloryfikowania dawnych notabli komunistycznych i chce uchylenia uchwały rady miasta. O braku jakichkolwiek podstaw do gloryfikacji tej postaci świadczy ocena historyków IPN.
W związku z przyłączeniem do Rzeszowa 1 stycznia br. ościennych gmin powstała potrzeba nadania nazw ulicom nowych dzielnic stolicy Podkarpacia, co wiąże się m.in. z wymianą dokumentów. Kontrowersje wzbudziła propozycja radnych lewicowego klubu „Rozwój Rzeszowa”, którzy podczas sesji zgłosili wniosek o nadanie jednej z ulic przyłączonej do miasta Zwięczycy imienia PZPR-owskiego aktywisty Władysława Kruczka.
Wnioskodawcy, których poparł wywodzący się z lewicy prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, mimo sprzeciwu radnych PiS uzyskali większość i bez problemu przegłosowali kontrowersyjny pomysł. Oburzenia nie kryje radny PiS Antoni Kopaczewski, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Rzeszowie w latach 1980-1981. Jego zdaniem, hołubienie osób, które współtworzyły straszną rzeczywistość PRL, jest dzisiaj nie do przyjęcia. Opinie wśród mieszkańców Rzeszowa w tej sprawie są jednak podzielone. Pojawiają się głosy poparcia dla działalności Władysława Kruczka, któremu przypisuje się m.in. uprzemysłowienie regionu. Jednak zdaniem większości mieszkańców stolicy Podkarpacia, decyzja rajców to skandal na skalę ogólnopolską i wstyd dla bądź co bądź prawicowego regionu. Krytycznie o postawie Władysława Kruczka wypowiadają się także historycy. Jak powiedział nam Mariusz Krzysztofiński, historyk Oddziału IPN w Rzeszowie, przed II wojną światową Kruczek był członkiem Komunistycznej Partii Polski, która w żaden sposób nie działała w polskim interesie, lecz w sowieckim, mało tego – była przeciwna niepodległości Polski. Podobnie w polskim interesie nie działały PPR i Gwardia Ludowa, które Kruczek zakładał w Rzeszowie. Zdaniem historyka IPN, nie należy też zapominać, że jako prominentny działacz partyjny odgrywał pierwszoplanową rolę na Podkarpaciu i jako taki jest odpowiedzialny m.in. za działalność aparatu bezpieczeństwa, który w tych czasach gnębił prawdziwych Polaków patriotów. – Po II wojnie światowej Władysław Kruczek miał ogromny udział w instalowaniu władzy komunistycznej na Rzeszowszczyźnie. Tym samym jako działacz partyjny ponosi osobistą i historyczną odpowiedzialność za prześladowania działaczy podziemia niepodległościowego. Warto sobie uświadomić, że był to polityk o znacznie większych wpływach, niż wynikałoby to z pełnionych przez niego funkcji. Z badań wynika, że różni funkcjonariusze w rozgrywkach wewnątrzpartyjnych odwoływali się do jego osoby lub zabiegali o jego poparcie. Proszę pamiętać o tym, iż inwestycje z lat 1956-1970 miały także na celu budowę „nowego” społeczeństwa i tym samym „nowego” człowieka, działającego w myśl tzw. moralności socjalistycznej. Inwestycji tych nie można rozpatrywać jedynie w oparciu o kryteria ekonomiczne – uważa Mariusz Krzysztofiński. O tym, że nie była to postać kryształowa, świadczy dobitnie stosunek do Kościoła. – W toczonej przez Władysława Gomułkę wojnie z Kościołem Kruczek oczywiście zajmował podobne stanowisko jak szef partii. To z jego inspiracji i za jego wiedzą w 1963 roku zlikwidowano Salezjańską Szkołę Organistowską w Przemyślu – dodaje historyk IPN. Z kart historii wynika, że Kruczek – jeden z symboli mrocznych czasów PRL – szybko piął się po szczeblach kariery. Po wojnie pełnił funkcję I sekretarza KM PPR i PZPR w Rzeszowie, był sekretarzem KW PZPR w Poznaniu i Bydgoszczy, a w latach 1956-1971 sekretarzem KW PZPR w Rzeszowie, skąd awansował na członka Biura Politycznego KC PZPR i członka Rady Państwa. Szereg lat był także posłem PRL-owskiego parlamentu. Radni PiS są zgodni, że nazwanie ulicy imieniem Kruczka, który w okresie sowieckiej dominacji był jedną z kluczowych postaci tego systemu, żołnierzem Armii Radzieckiej, to sięganie do tradycji PRL i bezczeszczenie pamięci ofiar reżimu komunistycznego. Stąd podjęli już inicjatywę zmierzającą do zmiany kompromitującej uchwały Rady Miasta Rzeszowa. W tym celu rozpoczęli wczoraj zbieranie podpisów poparcia wśród mieszkańców Rzeszowa. W kontekście decyzji rzeszowskich radnych warto zastanowić się nad całkowitym i bezwarunkowym zrzuceniem balastu ustrojowego, jakim był system komunistyczny, i zniesieniem wszelkich przywilejów wobec osób odpowiedzialnych za przestępstwa i represje tamtego okresu. Na pewno gwarantowałaby to ustawa dezubekizacyjna, o której było głośno, a której nie udało się uchwalić podczas poprzedniej kadencji Sejmu. W przeciwnym wypadku, podobnie jak w Rzeszowie, także w innych miastach będą się pojawiać próby gloryfikacji ludzi, których miejsce jest na śmietniku historii.
Mariusz Kamieniecki
