Komu i czemu przeszkadza Iran?
Coraz więcej Amerykanów obawia
się, że grozi im nowa inicjatywa wojenna gabinetu George’a Busha, tym razem
przeciwko Iranowi. Amerykanie są dziś zmęczeni pacyfikacją
Iraku i nie mają zaufania do rządu, który rozpoczął wojnę z Irakiem na podstawie
fałszywych oskarżeń, że Bagdad przygotowuje arsenał broni masowego rażenia
przeciwko USA. Atak na Irak był bezprawiem na arenie światowej – jawnym złamaniem
prawa
międzynarodowego – i obecnie zachodzi obawa, że takim samym bezprawiem byłby
atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, który, według amerykańskiej
National Security Strategy, jest oficjalnie opisywany jako państwo najbardziej
ze wszystkich
krajów na świecie zagrażające USA.
Stwierdzenie to samo w sobie jest dowodem, jak bardzo bezpiecznie czują się
Stany Zjednoczone, jeżeli naprawdę największe zagrożenie stanowi dla nich
Iran. W rzeczywistości
w razie konfliktu międzynarodowego USA, Rosja i Chiny z ich arsenałami nuklearnymi
i rakietowymi stanowią śmiertelne zagrożenie dla całego globu.
Tymczasem Iran może mieć strategicznie liczącą się broń nuklearną dopiero
za dziesięć lat. Teheran nie ma pocisków zdolnych przelecieć 16 tys. km do
celów
na terenie USA.
Trzeba pamiętać, że w podobny sposób wyrażali się w 2003 roku neokonserwatyści
w administracji G. Busha o bogatym w pola ropy naftowej Iraku. Dziś John
Bolton, amerykański ambasador w ONZ, grozi Iranowi konsekwencjami, jeżeli
kraj ten nie
podda się wymogom USA.
Zdaniem amerykańskich komentatorów, Bush uważa się za człowieka opatrznościowego,
który musi załatwić sprawę Iranu jeszcze przed upływem swojej kadencji, ponieważ
podejrzewa on, że jego następcy tego nie zrobią. Tymczasem kandydaci na wybory
prezydenckie w USA, posłuszni lobby izraelskiemu, zapewniają, że są gotowi
atakować Iran i zmienić reżim w Teheranie, tak jak do tego nawołuje Izrael.
Głównym celem
neokonserwatystów jest zmiana rządu w Iranie i kontrola zasobów paliwa tego
kraju.
Zagrożony monopol nuklearny Izraela
Fiasko pacyfikacji Iraku przez USA przemawia przeciwko użyciu wojsk lądowych
w walce z Irańczykami, których jest trzy razy więcej i którzy mają bardziej
górzyste i trzykrotnie większe terytorium. Profesor Stephen Zunes z University
of San Francisco, autor książek: "Wybuchowa polityka USA na Bliskim
Wschodzie" i "Korzenie terroryzmu", uważa, że rakietowe uderzenie
odwetowe ze strony Iranu byłoby groźne dla marynarki wojennej USA, zwłaszcza
w Zatoce Perskiej. Amerykańskie wojska okupacyjne zostałyby wtedy wzięte
w dwa ognie między Irańczykami i milicjami szyitów w Iraku, nie mówiąc już
o podobnych kłopotach w Afganistanie.
Z drugiej strony Zunes twierdzi, że Izrael posiada ponad 300 głowic nuklearnych
i nowoczesne rakiety, tak że jest rzeczą zupełnie nieprawdopodobną, by Iran
kiedykolwiek zdecydował się atakować ten kraj, który posiada również pięć łodzi
podwodnych z wyrzutniami rakiet i eskadry samolotów typu F-15 gotowe do ataku
bombowego na Iran. Odkąd Bush powiedział Arielowi Szaronowi, że "Izrael
ma prawo bronić się swoimi własnymi siłami", izraelski szpieg-satelita
Ofek-6 został skierowany na orbitę, z której może obserwować Iran.
Amerykańskie i izraelskie ataki lotnicze na Iran byłyby pogwałceniem prawa
międzynarodowego i spotkałyby się z potępieniem opinii światowej w czasie,
kiedy Stany Zjednoczone zabiegają o poprawę stosunków z aliantami w Europie
i wśród państw arabskich. Jednocześnie atak na Iran dałby ekstremistom amerykańskim
i izraelskim upragnioną przez nich okazję, by stanąć w obronie monopolu nuklearnego
USA i Izraela na Bliskim Wschodzie.
Wiadomo powszechnie, że Izrael łamie prawo międzynarodowe od początku swego
istnienia, a Waszyngton blokuje za pomocą weta sankcje karne przeciwko Tel
Awiwowi w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Szacuje się, że do tej pory USA przekazały
ponad sto miliardów dolarów ze swego skarbu na rzecz Izraela.
Izrael może sam zaatakować Iran, ale w każdym wypadku musi przeprowadzić rachunek
ryzyka takiego przedsięwzięcia. Większość Żydów w Izraelu obawia się skutków
ataku na ten kraj. Jak dotąd Żydzi w Izraelu mniej się przejmowali wypowiedziami
prezydenta Iranu negującymi holokaust sześciu milionów Żydów niż neokonserwatyści
w rządzie Busha w Waszyngtonie.
Wojna propagandowa
Iran i państwa arabskie chcą stworzyć strefę bezatomową z Bliskiego Wschodu,
podobną do już istniejących stref w Ameryce Łacińskiej, na południowym Pacyfiku,
Antarktydzie, w Afryce i Azji Południowej. Natomiast obecna administracja
amerykańska twierdzi, że jest na tyle silna, żeby decydować, które państwo
może mieć broń nuklearną, a które nie może. Posiadanie broni nuklearnej przez
Iran utrudniałoby dominację USA i Izraela – posiadających monopol na potencjał
atomowy – nad Bliskim Wschodem i jego bogactwami naturalnymi.
Profesor Zunes uważa, że w obecnym konflikcie z Teheranem rządowi Busha chodzi
raczej o obronę hegemonii USA i Izraela niż o zapobieganie zbrojeniom nuklearnym.
Wykazał to niedawny układ USA z Indiami. Przyszłość pokaże, czy Amerykanie
jeszcze raz pozwolą neokonserwatystom w rządzie Busha i w Kongresie w Waszyngtonie
użyć propagandowej "broni masowego oszustwa" na temat "broni
masowego zniszczenia", tym razem przeciwko Iranowi, żeby zaatakować następne
państwo bogate w płynne paliwo i spowodować kolejną katastrofę wojenną na Bliskim
Wschodzie.
prof. Iwo Cyprian Pogonowski, Sarasota, USA
www.pogonowski.com
