Kolonizatorzy

Dzienniki należą do jednego z najbardziej opiniotwórczych
segmentów mediów. To one przekazują w formie pisemnej – a więc pozostawiającej
materialny ślad
– najświeższe informacje z dziedziny polityki, ekonomii czy kultury. Ważną
grupą odbiorców dzienników są politycy, przedsiębiorcy, dziennikarze i wszyscy,
którzy z racji wykonywanych obowiązków służbowych muszą znać aktualne wydarzenia.

Sytuacja na rynku dzienników w Polsce jest zatrważająca. Monopolistami są
wydawcy zagraniczni. Zagraniczny kapitał objął tak duży udział w polskiej prasie
codziennej, że trzeba było stworzyć kategorię prasy polskojęzycznej. Sytuacja
ta stawia pod znakiem zapytania wiarygodność polskich dzienników, bo przecież
nie brakuje dowodów na to, że właściciel gazety decyduje o tym, co jest drukowane
na jej łamach. Za ten stan rzeczy odpowiedzialni są likwidatorzy Robotniczej
Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch", którzy sprzedali gazety bezmyślnie,
bez sporządzenia rzetelnego planu. Ceny proponowane na poszczególne tytuły
były czasem śmiesznie niskie jak na możliwości zagranicznych wydawnictw, a
prawnie nie wyznaczono limitu dla napływającego obcego kapitału. Winna jest
tu zwłaszcza pierwsza Komisja Likwidacyjna działająca w latach 1990-1992 w
składzie: przewodniczący Jerzy Drygalski, zastąpiony w listopadzie 1990 r.
przez Kazimierza Strzyczkowskiego, członkowie Jan Bijak, Andrzej Grajewski,
Alfred Klain, Krzysztof Koziełł-Poklewski, Maciej Szumowski oraz Donald Tusk
(dzisiaj lider PO).
Jerzy Drygalski był w latach 1990-1994 wiceministrem przekształceń własnościowych
– opowiadał się za szybką prywatyzacją przedsiębiorstw, negując w tym względzie
protesty związków zawodowych. Następnie został prezesem zarządu NFI Victoria
S.A. Pełnił też funkcję przewodniczącego rady nadzorczej PZU S.A., a w latach
2004-2005 był członkiem rady nadzorczej Polskich Kolei Państwowych. Jan Bijak
był redaktorem naczelnym tygodnika "Polityka"- przejął tę funkcję po Mieczysławie
Rakowskim, później został prezesem spółdzielni wydającej to pismo. Andrzej
Grajewski jest od wielu lat związany z tygodnikiem "Gość Niedzielny"- dzisiaj
pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego tego pisma. Alfred Klain to profesor
prawa z Wrocławia. Krzysztof Poklewski-Koziełł od wielu lat piastuje funkcję
sekretarza redakcji miesięcznika "Państwo i Prawo". Maciej Szumowski był krakowskim
dziennikarzem prasowym ("Gazeta Krakowska", "Czas Krakowski"). Od 1992 r. produkował
w swojej firmie Shot Szumowski reklamy i filmy dokumentalne na zamówienie telewizji.
Donald Tusk, dzisiejszy lider Platformy Obywatelskiej, wcześniej był członkiem
założycielem Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a potem przewodniczącym tej
partii. Po połączeniu KLD z Unią Demokratyczną został wiceprzewodniczącym Unii
Wolności.
Winę za wykup polskiej prasy oprócz Komisji Likwidacyjnej ponoszą też politycy
mający wówczas wpływ na sprawy państwa, którzy przecież powinni zadbać o odpowiedni
stan prawny uniemożliwiający tak wielki wykup mediów przez podmioty zagraniczne.
Gołym okiem widać również ideologizację prasy. Działające na rynku prasowym
koncerny zagraniczne promują obce nam wzory kulturowe, a bieżące informacje
naświetlają przez pryzmat własnych interesów. Jak zauważa o. prof. Mieczysław
Albert Krąpiec, "(…) kąpiemy się przymusowo w mocno zanieczyszczonej wodzie
informacji, która ma zmienić myślenie Polaków, bo przecież nikt nie wydaje
pieniędzy bezcelowo" (Krąpiec M., Spełniać dobro, IEN, Lublin 2000, s. 44).
W Europie jedynie Polska i Czechy mają tak fatalną strukturę mediów, inne państwa
bronią swych narodowych interesów, bo dobrze wiedzą, że ten, kto posiada media,
ma wpływ na świadomość ludzi. W marcu tego roku we Francji po długiej dyskusji
na temat "patriotyzmu ekonomicznego" przyjęto ustawę chroniącą przed wrogimi
przejęciami. "W Portugalii granicą jest 10-procentowy udział obcego kapitału,
we Francji – 20-procentowy, na Węgrzech – 40-procentowy". (Załubski J., Wojciech
Fibak nie będzie magnatem prasowym, Zeszyty Prasoznawcze 1998, nr 1-2, s. 72).
W Bułgarii funkcjonuje ustawa o dostępie do danych dotyczących sposobu finansowania
mediów. Jawne są informacje o źródłach finansowania, osobach kontrolujących
dany środek przekazu, osobach w nim zatrudnianych i mających wpływ na politykę
redakcyjną. Wiedza ta pozwala poznać charakter i rzetelność danego środka masowego
komunikowania (zob. Suchowiejko M., Media bardziej przejrzyste, Rzeczpospolita,
10-11.06.2000, s. C1). Chlubnym wyjątkiem na polu ogólnopolskiej codziennej
prasy informacyjnej jest "Nasz Dziennik", będący w 100 proc. polską własnością.

Likwidacja Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch"
Sondowanie polskiego rynku prasowego przez zagraniczne koncerny zaczęło się
już z końcem lat 80., ale faktyczne możliwości inwestowania pojawiły się
dopiero po 1989 r. Wyraźne wejście kapitału zagranicznego na nasz rynek medialny
nastąpiło w 1990 r.; podstawy prawne ku temu dały ustawa o likwidacji Robotniczej
Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch" z 22 marca 1990 r. i nowelizacja
prawa prasowego w czerwcu 1989 r., przyznająca wydawcom zagranicznym prawo
do zakładania gazet i czasopism.
Do RSW należało wówczas 178 tytułów, wśród których było 45 dzienników. O pozycji
RSW świadczy również fakt, że należało do niej w tym czasie 90 proc. nakładów
prasy codziennej i 70 procent nakładów tygodników i czasopism. Majątek spółdzielni
stanowiły również fabryki papieru, drukarnie, kolportaż, tysiące kiosków, księgarnie
i salony sprzedaży, a także nieruchomości, działki budowlane czy ośrodki wczasowe.
Od początku swojej działalności w 1973 r. RSW "Prasa-Książka-Ruch" nie tylko
wydawała prasę partyjną, ale też hojnie finansowała Polską Zjednoczoną Partię
Robotniczą. Spółdzielnia ta odegrała istotną rolę pod koniec lat 80. w transferze
pieniędzy z upadającej PZPR do kieszeni komunistów. W tym celu w 1988 r. Komitet
Centralny PZPR zdecydował o powołaniu przez RSW i Akademię Nauk Społecznych
spółki Transakcja. Rząd Mazowieckiego w 1989 r. nie zablokował finansowania
PZPR z pieniędzy RSW. Partia, czując wówczas swój bliski koniec, starała się
wyciągnąć z Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch" wszelkie
możliwe środki. Bonusem finansowym dla PZPR było utrzymanie ulg podatkowych
dla RSW czy chociażby umożliwienie zwiększenia zasobów dewizowych partii z
pieniędzy RSW (zob. szerzej Stola D., Finanse PZPR w jej ostatnich latach,
Więź 2000, nr 3, s. 132-149).
Komisja Likwidacyjna Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch"
ostatecznie zakończyła pracę w 2002 r., kiedy to uchylono ustawę o likwidacji
RSW. Komisji wielokrotnie wytykano nieprawidłowe decyzje; zrobiła to chociażby
Najwyższa Izba Kontroli, zwracając m.in. uwagę na wtórne rozdysponowanie tytułów
po decyzjach Komisji (zob. Myśliński J., Kalendarium polskiej prasy, radia
i telewizji, Warszawa 2004, s. 138).

Hersant
Pierwszym koncernem, któremu udało się zdobyć znaczną część polskiego rynku
prasy codziennej, był francuski Hersant. Skoncentrował się on na przejęciu
ogólnopolskiej "Rzeczpospolitej" oraz kilku gazet regionalnych i lokalnych
w atrakcyjnych regionach. Stosował taktykę podstawiania w przetargach figurantów,
którzy w rzeczywistości reprezentowali swego mocodawcę, a nie siebie. W ten
sposób wchodząc w spółki z wcześniej wytypowanymi podmiotami, nie posiadając
nigdzie udziałów większościowych, po pewnym czasie odkupywał lub przejmował
za długi udziały, stając się głównym, a często dominującym udziałowcem.
W Gdańsku Hersant przejął udziały w "Dzienniku Bałtyckim" i "Wieczorze Wybrzeża",
w Łodzi – w "Expressie Ilustrowanym" i "Dzienniku Łódzkim", w Krakowie – w
"Gazecie Krakowskiej" i sportowym "Tempie", w Katowicach zdobył "Trybunę Śląską"
i "Dziennik Zachodni".
Tak znaczny sukces Hersanta próbowano tłumaczyć niechęcią wśród polskich polityków
do kapitału niemieckiego w mediach i traktowaniem na tym polu Francuzów jako
strategicznego partnera, stanowiącego przeciwwagę dla wpływów niemieckich.
Niektórzy wskazywali także na rzekome prawicowe poglądy właściciela "Socpresse"
Roberta Hersanta. Oba powyższe twierdzenia okazały się pozbawione podstaw.
Robert Hersant był przecież działaczem socjalistycznym, w czasie II wojny światowej
współpracował z rządem Vichy podległym hitlerowcom, za co od 1945 r. aż do
1952 r. pozbawiony został praw publicznych (zob. Mielczarek T., Między monopolem
a pluralizmem, Wyd. WSP, Kielce 1998, s. 202). Poglądy polityczne Hersanta
dały o sobie znać także w Polsce – w postaci interwencji, której dopuścił się
Daniel Jubert, przedstawiciel koncernu, w publikacje "Dziennika Bałtyckiego".
Ponoć przechylił się on zbytnio "w prawo" po wygranych przez SLD i PSL wyborach
parlamentarnych we wrześniu 1993 r. Trzeba jasno stwierdzić, że takie działanie
mogło być tylko wynikiem chęci przypodobania się nowej władzy (por.: Kraszewska
imię?, Gazetowa zdrapka. Był Francuz, jest Niemiec, Polityka, nr 40, 1.10.1994,
s. 6).
W 1994 r. Hersant wycofał się z rynku polskiego. Jako oficjalny powód podano
kłopoty finansowe koncernu we Francji. Osiem gazet lokalnych sprzedał niemieckiej
grupie z Pasawy – Passauer Neue Presse. Stało się więc to, przed czym francuski
inwestor miał nas uchronić. Tej decyzji nikt z Polakami nie konsultował, a
sprzedaży dokonano po cichu, za naszymi plecami. Udziały w ogólnopolskiej "Rzeczpospolitej"
dostały się w ręce Norwegów z Orkli Media.

Jorg Marquard
Na polskim rynku prasowym zaznaczył swoją obecność przy pomocy spółek Fibak
Investment Group i Fibak-Norma Press S.A. szwajcarski Jorg Marquard. W grupie
prasowej Fibak-Marquard Presse polski tenisista pełnił tylko rolę marionetki
i na pewno nie był, jak chcieli niektórzy, "polskim magnatem prasowym". Firmy
te były właścicielami "Sztandaru Młodych", "Expressu Wieczornego" i udziałowcami
m.in. "Gazety Poznańskiej", "Expressu Poznańskiego", "Dziennika Śląskiego",
"Sportu" i "Dziennika Beskidzkiego".
W 1994 r. Wojciech Fibak stał się już niepotrzebny swemu mocodawcy, który "rozliczył
się" i rozstał z nim (por.: Bajka Z., Kapitał zagraniczny w polskich mediach,
Zeszyty Prasoznawcze 1994, nr 3-4, s. 7). Fibak, zostawiony sam sobie, szybko
pozbył się swych udziałów m.in. w "Gazecie Poznańskiej" na rzecz Passauer Neue
Presse.

Nicola Grauso
W nadwiślańskich mediach pojawili się także Włosi. Mediolańczycy z "Il Sole
24 Ore" przejęli dziennik ogólnopolski "Nowa Europa", a powiązany z Silvio
Berlusconim Sardyńczyk Nicola Grauso kupił "Życie Warszawy".
Interesująco przedstawiają się rozgrywki w "Życiu Warszawy" za koalicji SLD
– PSL, gdy prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. "Życie Warszawy" znane
było już z krytycznych publikacji na temat rządów Waldemara Pawlaka i Józefa
Oleksego. W czasie kampanii prezydenckiej w 1995 r. dziennik stanął po stronie
Lecha Wałęsy, a Kwaśniewskiemu przypomniał jego przeszłość i niejasne powiązania.
Istotny w całej sprawie jest artykuł redaktora naczelnego Tomasza Wołka z 17
listopada 1995 r., w którym czytamy: "Na pierwszy ogień pójdą media, potem
firmy państwowe i prywatne – czerwona pajęczyna rozsnuje swoją sieć. Skończyły
się żarty. (…) To jest gra o wszystko. O pełną stawkę. Zwycięzca zgarnia
całą pulę. Polskę (…) O <Życiu Warszawy> nawet szkoda pisać. Ta
zniewaga (czyli <Polisa>) krwi wymaga! Tego się nie daruje i nie zapomina.
Toteż przy użyciu pełnej gamy metod rozpocznie się polowanie z nagonką: wyniszczające
procesy, kontrole skarbowe, podatki, aż po presję na dotychczasowego wydawcę.
Ponieważ to Włoch, można mu złożyć <propozycję nie do odrzucenia>" (Wołek
T., Dzień po, czyli przebudzenie, Życie Warszawy, 17 listopada 1995, s. 6).
Tuż po wyborach wydawcy włoscy za opozycyjność "Życia Warszawy" ukarali Tomasza
Wołka, który stracił posadę redaktora naczelnego, a sama gazeta została szybko
sprzedana. Nabywcą okazał się Zbigniew Jakubas, właściciel spółki Multico.
Po tej transakcji gazeta nabrała cech lewicowych. W 2000 r. właścicielem "Życia
Warszawy" został Michał Sołowow.

Passauer Neue Presse
Passauer Neue Presse jest dzisiaj poważnym graczem na polskim rynku dzienników
regionalnych. Do niego należą następujące tytuły prasy codziennej: "Dziennik
Bałtycki", "Dziennik Łódzki – Wiadomości Dnia", "Dziennik Zachodni", "Express
Ilustrowany", "Gazeta Krakowska", "Gazeta Poznańska", "Głos Wielkopolski",
"Słowo Polskie – Gazeta Wrocławska" oraz "Dziennik Polski". PNP posiada również
gazetę bezpłatną "Echo Miasta", tygodniki ogłoszeniowe: "Moto Express", "Autogiełda
Wielkopolska", "Jarmark", "Motojarmark". Istotny majątek stanowią też drukarnie
– siódma z nich ma powstać w tym roku w Sosnowcu.
Wydawnictwo PNP powstało w 1946 r. i przez ponad 40 lat było małym, wręcz rodzinnym
przedsiębiorstwem. Niespodziewanie na przełomie lat 80. i 90. znalazło środki
na zakup kilkunastu tytułów w Austrii i Czechach (zob. Bajka Z., Kapitał zagraniczny
w polskiej prasie, w: Media i dziennikarstwo w Polsce 1989-1995, red. G.G.
Kopper i inni, Kraków 1996, s. 145).
Gdy w 1994 r. Hersant opuścił nasz rynek prasowy, PNP zajęło jego miejsce w
prasie regionalnej i lokalnej. Niemcy weszli też w posiadanie wrocławskiej
"Gazety Robotniczej" – wykorzystując szwajcarskie wydawnictwo Schweizer Interpublication
AG – a także 25 proc. udziałów w krakowskim "Dzienniku Polskim".
Wszyscy się zastanawiali, skąd takie małe wydawnictwo jak Passauer znalazło
olbrzymie pieniądze na zakup tylu gazet. "Bardzo wiele śladów prowadzi do Bertelsmanna,
współwłaściciela drugiego – pod względem wielkości obrotów – imperium medialnego
na świecie. (…) Powiązań tych absolutnie nie wypiera się także przedstawiciel
PNP na Polskę, Franz Hirtreiter, czemu dał wyraz w wywiadach prasowych" (Bajka
Z., Kapitał zagraniczny w polskich mediach, Zeszyty Prasoznawcze 1994, nr 3-4,
s. 6).
"<Frankfurter Allgemeine Zeitung> podał bez osłonek, że to właśnie Bertelsmann
jest prawdziwym autorem tej handlowej operacji. Tylko Polacy nadal są informowani,
że najsilniejszą grupę dzienników regionalnych w nadwiślańskim kraju kupili
skromni wydawcy z Passau" (Howzan A., Uderzenie w głowę. Ring prasowy: Niemcy
w wadze ciężkiej, Polacy w papierowej, Polityka, nr 50, 10.12.1994, s. 23).
Poważne zastrzeżenia budzi wybór terenów do niemieckich inwestycji. PNP wykupił
gazety na Śląsku, Pomorzu, w Wielkopolsce i Małopolsce. Można zapytać, dlaczego
właśnie on, skoro dużymi funduszami na podobny zakup dysponują koncerny z innych
państw. W 1998 r. Kazimierz Marcinkiewicz, wówczas poseł AWS (ZChN), wskazywał
na zależność pomiędzy treściami gazet PNP a niemieckim interesem. Wtórował
mu kolega partyjny Michał Kamiński, mówiąc: "Czy powinniśmy jedynie wzruszać
ramionami, że na całym Śląsku, gdzie kapitał niemiecki wykupił prawie 100 procent
dzienników, 1 września br. [1998 – dop. P.P.] tylko w jednym z nich, i to w
poślednim miejscu, ukazała się informacja o rocznicy wybuchu II wojny światowej?
Nie możemy się zgodzić na to, aby nasza świadomość narodowa, pamięć o przeszłości
były kształtowane poza granicami kraju, przez zagranicznych finansistów. Można
też zapytać, dlaczego niemiecki kapitał – który deklaruje, że nie ma niemieckiego
oblicza narodowego – inwestuje głównie na ziemiach zachodnich. Dla mnie nie
jest to rzeczą przypadku" (Monopol na informację, Knap W. rozmawia z Michałem
Kamińskim, Dziennik Polski, 8.01.1999, s. 29; zob. też. Zalewska L., Czy ograniczać
zachodni kapitał, Rzeczpospolita, 9.12.1998). Pytanie, czy dzisiaj premier
Marcinkiewicz będzie się starał, korzystając ze wsparcia członków Prawa i Sprawiedliwości,
zrealizować postulat ograniczenia obcego kapitału w mediach, którego kiedyś
był gorącym zwolennikiem?
Obecnie sytuacja własnościowa w prasie na Śląsku jest jeszcze gorsza niż pod
koniec lat 90. W 2003 r. Passauer Neue Presse kupił od norweskiego koncernu
Orkla dwa wrocławskie dzienniki: "Słowo Polskie" i "Wieczór Wrocławia", posiadając
już na tym rynku trzeci dziennik "Gazetę Wrocławską". Ostatecznie trzy tytuły
połączono w jeden "Słowo Polskie – Gazeta Wrocławska". "Wieczór Wrocławia"
został piątkowym dodatkiem do wymienionego tytułu. Na tym przykładzie widać
wyraźnie, że Orkla i PNP starają się dzielić rynek i dobrze ze sobą współpracować
– wcześniej przez wiele lat zgodnie współdziałały na wrocławskim rynku prasowym.
Firmy te są również właścicielami spółki Media Tak, zajmującej się pozyskiwaniem
i rozdziałem reklam w gazetach regionalnych tych koncernów.
Należy również przybliżyć, w jaki sposób Passauer Neue Presse wypracował dla
wydawanego w Katowicach "Dziennika Zachodniego", w którym ma 100 proc. udziałów,
pozycję monopolisty. Passauer Neue Presse oprócz "Dziennika Zachodniego" posiadał
na tym terenie jeszcze "Trybunę Śląską – Dzień", która w grudniu 2004 r. została
wchłonięta przez "Dziennik Zachodni". PNP, początkowo mając 66,5 proc. udziałów
w "Trybunie Śląskiej – Dzień", aby zmusić polską stronę do sprzedaży swoich
udziałów, znacznie więcej reklam przekazywał "Dziennikowi Zachodniemu" oraz
lepiej płacił pracującym tam dziennikarzom – dowodzi były redaktor naczelny
"Trybuny Śląskiej – Dzień" Tadeusz Biedzki (zob. szerz. Pysiewicz W., Śląscy
rywale, Press, nr 6/2000, s. 57). W 2000 r. Niemcy dopięli swego, stając się
prawie wyłącznym posiadaczem "Trybuny Śląskiej – Dzień" z 93,5 proc. udziałów.
Pozostałe 6,5 proc. należało do Związku Gmin Górnego Śląska i Północnych Moraw
(zob. szerz. Press, nr 10/2000, s. 9). Dzisiaj widać, że zakup "Trybuny Śląskiej
– Dzień" miał tylko oczyścić rynek, a nie zapewnić większą różnorodność w dostarczanych
czytelnikom informacjach.
Podobnie Passauer postępował w innych częściach Polski. W Łodzi Bawarczycy
posiadali do 2000 r. trzy dzienniki, lecz aby nie wejść w kolizję z ustawą
antymonopolową, aż do stycznia 2000 r. w dokumentach widniało, że PNP kontroluje
tylko "Dziennik Łódzki" i "Express Ilustrowany", a "Wiadomości Dnia" należą
do Przedsiębiorstwa Wydawniczo-Prasowego WYDAWCA Sp. z o.o., którego głównym
udziałowcem był nie kto inny jak Franz Hirtreiter. Od początku 2000 r. "Wiadomości
Dnia" oficjalnie należały do PNP. Lecz żeby znów wszystko wyglądało ładnie,
we wrześniu 2000 r. Niemcy dołączyli do "Dziennika Łódzkiego" najsłabsze pod
względem czytelnictwa "Wiadomości Dnia", tworząc jeden tytuł: "Dziennik Łódzki
– Wiadomości Dnia".
Na Pomorzu w grudniu 2001 r. również doszło do konsolidacji tytułów – "Dziennik
Bałtycki" wchłonął wówczas "Wieczór Wybrzeża". W Poznaniu po dokonanym na początku
2003 r. zakupie "Głosu Wielkopolskiego" Niemcy mają dwie gazety ("Gazetę Poznańską"
i wspomniany "Głos Wielkopolski"), dzieląc rynek tylko z "Gazetą Wyborczą".
Należy też dodać, że w Olsztynie Franz Hirtreiter, były szef PNP, ma 100 proc.
udziałów w "Gazecie Olsztyńskiej".
Gazety PNP w Polsce wydawane są przez spółkę Polskapresse, która stara się
za wszelką cenę minimalizować koszty. Kumuluje się więc stanowiska prezesów
oddziałów, łączy tytuły, poszczególne redakcje wymieniają się materiałami informacyjnymi,
centralnie rozdziela się też reklamy. Posiadanie takiej siły ekonomicznej pozwala
na wywieranie wpływu na rynek mediów w Polsce. Jak czytamy w "Zeszytach Prasoznawczych":
"(…) przewodzenie niemieckich inwestorów w grupie pism kobiecych, młodzieżowych,
telewizyjnych czy dzienników regionalnych rodzi możliwość zmonopolizowania
istotnych segmentów (…) rynku prasowego, co może pociągnąć za sobą ograniczenie
pluralizmu poglądów, opinii czy wartości, wywierając negatywny wpływ na kształt
świadomości społecznej czytelników tej prasy" (Oniszczuk Z., Ekspansja kapitału
niemieckiego na rynku prasowym Węgier, Polski i Czech, Zeszyty Prasoznawcze
1998, nr 1-2, s. 102).
Trzeba też zwrócić uwagę, że również PNP nie powstrzymał się od wywierania
wpływu na publikacje w kontrolowanych przez siebie dziennikach. Podstawą do
nich były powiązania wydawcy i chęć zachowania dobrych stosunków z ludźmi władzy.
Warto tutaj zacytować słowa Franza Hirtreitera, szefa koncernu PNP: "Znam się
też dobrze – dzięki Bogu z Aleksandrem Kwaśniewskim. Kiedy Kwaśniewski nie
był prezydentem, odwiedził nas w Passau. Dyskutowaliśmy godzinami" (Znów będziecie
zaskoczeni, R. Gluza rozmawia z Franzem Xaverem Hirtreiterem – szefem koncernu
PNP i przewodniczącym Rady Nadzorczej Polskapresse Sp. z o.o., Press, nr 3/1997,
w: Zeszyty Prasoznawcze 1998, nr 1-2, s. 65). Pierwsza interwencja nastąpiła
w sierpniu 1996 r. Mathieu Cosson, prezes Polskapresse, przedstawił "Dziennikowi
Bałtyckiemu" wręcz śmieszne zarzuty w związku z krytycznymi publikacjami dotyczącymi
działań rządu, twierdząc: "Niechęć do rządzącej koalicji przejawia się najczęściej
w złośliwych tytułach, ironicznych komentarzach i drwiących wtrętach do informacji
o aktualnych wydarzeniach" (Pepliński W., Kapitał zagraniczny w prasie wybrzeża
po 1989 roku, Zeszyty Prasoznawcze 1998, nr 1-2, s. 65). Opinia ta, mająca
swe źródło w kręgach SLD, doprowadziła do utraty posady przez redaktora naczelnego
Jana Jakubowskiego. Odwołany dziennikarz twierdzi, że wydawcy nie spodobały
się m.in. krytyczne artykuły na temat Aleksandra Kwaśniewskiego, np. kwestionujące
wiarygodność danych, jakie Kwaśniewski przekazał o swoim wykształceniu. Hirtreiter
i Cosson mieli być osobiście wzywani przez Kwaśniewskiego, który chciał przyblokować
niekorzystne dla siebie publikacje. Jakubowski mówi też, że wkrótce po tej
decyzji Niemcy uzyskali długo wstrzymywaną zgodę urzędu antymonopolowego na
posiadanie drugiej drukarni na Pomorzu (zob. szerz. Pepliński W., Kapitał zagraniczny
w prasie wybrzeża po 1989 roku, Zeszyty Prasoznawcze 1998, nr 1-2, s. 65-66;
por. Jakubowski J., Gazeta dla woźnicy, Wprost, nr 46, 16.11.2003, s. 34).
Nie była to jedyna ingerencja Bawarczyków. Dużo głośniejszym echem odbiła się
w Polsce sprawa opisania w lecie 1997 r. przez "Dziennik Bałtycki" i "Życie"
domniemanych kontaktów Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim pułkownikiem KGB
Władimirem Ałganowem. Po wszczęciu w sierpniu 1997 r. przez Prokuraturę Wojewódzką
w Warszawie śledztwa z urzędu, a także po wniesieniu we wrześniu przez A. Kwaśniewskiego
pozwu cywilnego przeciw obu dziennikom "Dziennik Bałtycki" wycofał się ze swych
zarzutów, publikując 9 września wymuszone przez Niemców oświadczenie redaktora
naczelnego Andrzeja Liberadzkiego. Czytamy w nim: "Byłoby godne ubolewania,
jeśliby w wyniku naszych publikacji narażony został na szwank autorytet urzędu
prezydenta Rzeczpospolitej" (cyt. za: Pepliński W., Kapitał zagraniczny w prasie
Wybrzeża po 1989 roku, Zeszyty Prasoznawcze 1997, nr 1-2, s. 66). Mimo tego
wiernopoddańczego gestu 22 września Liberadzkiego odwołano ze stanowiska redaktora
naczelnego. Franz Hirtreiter w liście do Aleksandra Kwaśniewskiego napisał
m.in.: "(…) zamiarem naszym jest zapewnienie możliwości redagowania polskich
gazet przez polskich dziennikarzy oraz to, aby zagraniczni właściciele nie
wywierali wpływu na polską prasę. Sprawa <Dziennika Bałtyckiego> zmusza
nas do przemyślenia tej zasady" (Press, nr 10/1997, s. 20, w: Mielczarek T.,
Między monopolem a pluralizmem, Wyd. WSP, Kielce 1998, s. 206). Hirtreiter
przyznał się tu wprost, że nie były to tylko incydenty, a kneblowanie ust dziennikarzom
w wydawnictwie może stać się regułą.

Orkla
Drugą siłą na rynku dzienników regionalnych jest norweski koncern Orkla Media.
Orkla ma udziały w 13 gazetach codziennych: "Dzienniku Wschodnim", "Echu
Dnia", "Gazecie Lubuskiej", "Gazecie Pomorskiej", "Gazecie Współczesnej",
"Głosie Koszalińskim/Głosie Słupskim", "Głosie Pomorza", "Głosie Szczecińskim",
"Kurierze Porannym", "Nowej Trybunie Opolskiej", "Nowinach", "Słowie Ludu",
a także w ogólnopolskiej "Rzeczpospolitej", w której posiada 51 proc. udziałów.
Orkla ma też 7 drukarni i buduje kolejną w Tarnobrzegu. Należy również wspomnieć,
że poprzez spółkę wydającą "Gazetę Pomorską" Orkla jest posiadaczem nadającego
w województwie kujawsko-pomorskim Radia Gra.
Orkla Media jest firmą inwestującą w media w wielu krajach (Norwegii, Szwecji,
Danii, Finlandii, Litwie, Ukrainie oraz Polsce). Posiada gazety codzienne,
czasopisma, stacje radiowe i telewizyjne oraz firmy reklamowe.
Na początek warto bliżej przyjrzeć się flagowemu dziennikowi Orkli – ogólnopolskiej
"Rzeczpospolitej". Pierwszy numer tej gazety ukazał się 14 stycznia 1982 r.,
a więc w okresie stanu wojennego. Gazetę wydawało Państwowe Przedsiębiorstwo
Wydawnicze "Rzeczpospolita", podległe rządowi. Na jej łamach drukowano rządowe
i sejmowe akty prawne, czyniąc z niej oficjalną gazetę rządową, przeznaczoną
głównie dla urzędników. Ten status utrzymała na początku III RP. 15 października
1989 r. premier Tadeusz Mazowiecki na redaktora naczelnego pisma wysunął Dariusza
Fikusa, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej jako wolontariusz współorganizował
"Gazetę Wyborczą" (zob. Mielczarek Tomasz, Między monopolem a pluralizmem,
Wyd. WSP, Kielce 1998, s. 188). Za premierostwa Mazowieckiego Fikus przesiadywał
jako obserwator na posiedzeniach Rady Ministrów, a "Rzeczpospolita" dostała
dotację od rządu (zob. Mielczarek T., Między monopolem a pluralizmem, Wyd.
WSP, Kielce 1998, s. 188). W lutym 1991 r. zawiązano spółkę Presspublica z
francuskim wydawcą Robertem Hersantem. W 1992 r. grupa posłów złożyła interpelację,
w której czytamy: "W ostatnich tygodniach dziennik <Rzeczpospolita> opublikował
szereg artykułów krytykujących rząd. Można odnieść wrażenie, że <Rzeczpospolita> chętniej
mówi głosem opozycji niż rządu. W sytuacji, gdy większość dzienników i czasopism
jest nieżyczliwa wobec gabinetu premiera Jana Olszewskiego, taka postawa dziennika <Rzeczpospolita> budzi
niezrozumienie. Jest to przecież dziennik, w którym państwo posiada 51 proc.
praw własności. Pytamy: 1. Jaki jest aktualny status prawny dziennika <Rzeczpospolita>?
2. Kto personalnie podjął decyzję o wyprzedaniu części <Rzeczpospolitej> w
ręce kapitału zagranicznego? 3. Kto podpisał umowę spółki wydającej dziennik <Rzeczpospolita>?
4. Co rząd zamierza uczynić w celu uzyskania wpływu na pismo, którego jest
w 51 proc. właścicielem? 5. Kto personalnie reprezentuje udziały państwowe
w spółce wydającej dziennik <Rzeczpospolita>? 6. Czy w sytuacji, gdy
umowa spółki uniemożliwia rządowi efektywny wpływ na kształt pisma, zasadne
jest partycypowanie państwa w tytule własności?" (Informacja dla posłów z Sejmowej
Komisji Kultury i Środków Przekazu, w: Mielczarek T., Wyd. WSP, Kielce 1998,
s. 207). Po niedawnej prowokacyjnej publikacji karykatur obraźliwych dla wyznawców
islamu wydaje się też zasadne pytanie o wpływ na "Rzeczpospolitą" Skarbu Państwa,
który ma obecnie 49 proc. udziałów w gazecie (do zwiększenia ilości posiadanych
przez Hersanta udziałów z 49 do 51 proc. doszło w 1995 roku. 22 maja 1996 r.
norweska Orkla Media kupiła od Francuzów 51 proc. udziałów w wydającej "Rzeczpospolitą"
Presspublice). Koszt odzyskania wszystkich udziałów od Orkli oszacowano w ubiegłym
miesiącu na 50 mln USD. Należy tu zaznaczyć, że odzyskanie utraconego majątku
w mediach jest możliwe – udaną operację wykupu przeprowadzono chociażby na
Węgrzech. Kiedy zorientowano się, że zagraniczne koncerny reprezentują lewicowy
oraz liberalny pogląd na świat, szkodliwy dla państwa, za pośrednictwem państwowego
wydawnictwa Hirlapkiado odkupiono trzy dzienniki ogólnokrajowe i wiele tygodników,
zdobywając tym samym znaczny udział w rynku prasowym (zob. szerz. Gulyas A.,
Kolonizacja czy wyzwolenie rynku?, Zeszyty Prasoznawcze 1998, nr 1-2, s. 113-114;
zob. też Wiszniowski R., Wybory parlamentarne w krajach Europy Środkowo-Wschodniej,
w: Antoszewski A., Herbut R. (red.), Demokracje Europy Środkowo-Wschodniej
w perspektywie porównawczej, wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1998,
s. 88-90).
W przypadku "Rzeczpospolitej" umowa daje dużą przewagę większościowemu udziałowcowi,
tak że Skarb Państwa praktycznie nie ma wpływu na treści zamieszczane w tym
dzienniku. Zgodnie z umową zarząd podejmuje uchwały większością głosów (tylko
niektóre z nich wymagają większości 80 proc. głosów), lecz w razie równowagi
głos decydujący ma prezes. Prezesa zarządu mianuje rada nadzorcza, lecz kandydata
wskazuje zagraniczny udziałowiec. Radę wybiera większością głosów (80 proc.)
zgromadzenie wspólników, w którym większość ma zagraniczny kontrahent (4:3)
(zob. szerz. Gluza R., "Rzeczpospolita" obojga narodów, Press, nr 7/2000, s.
20-21).
W segmencie gazet regionalnych Orkla również działa coraz śmielej, starając
się maksymalizować zyski. Kupione przez nią w 2004 r. kieleckie dzienniki "Słowo
Ludu" i "Echo Dnia" ściśle ze sobą współpracują, a załogę w tych tytułach zredukowano
o 38 procent. W 2004 r. Orkla przejęła także całkowitą kontrolę nad prasą regionalną
w Białymstoku, kupując tamtejszą "Gazetę Współczesną". Wcześniej miała już
inną podlaską gazetę – "Kurier Poranny". Widać też od kilku lat chęć zakupu
przez Orklę "Kuriera Szczecińskiego", którego obecnie bronią tamtejsze władze,
śląc do ministra sprawiedliwości listy wskazujące na zagrożenia związane z
wykupieniem tej gazety (w Szczecinie Orkla wydaje już "Głos Szczeciński".)
Warto tutaj wspomnieć, że swego czasu Zbigniew Ziobro stwierdził: "Monopolizacja
rynku prasowego jest swego rodzaju blokowaniem ważnej dla społeczeństwa arterii.
Ta blokada może się skończyć zawałem pacjenta" (Sieradzki S., Niemiecka prasa,
Wprost, nr 43, 26.10.2003, s. 28). Należy zaznaczyć, że Orkla posiada oprócz
prasy codziennej także "Tygodnik Ostrołęcki". Inwestuje w internet, niedawno
została właścicielem wyszukiwarki NetSprint, do niej należy też internetowy
serwis pracy JOBS.PL. A razem z Passauer Neue Presse Orkla kontroluje firmę
reklamową Media Tak. Oprócz mediów Orkla jest obecna w Polsce chociażby w branży
spożywczej – kupiła udziały w firmie Kotlin produkującej m.in. keczup, dżemy,
konserwy warzywne i mrożoną pizzę. Do 2004 r. miała także udziały w browarze
Carlsberg, który był udziałowcem wielu polskich firm piwowarskich.
Jeśli idzie o zawartość gazet Orkli, to tak się dziwnie składa, że również
w jej przypadku wybuchł skandal, którego bohaterem był Aleksander Kwaśniewski.
We wrocławskim "Słowie Polskim" 20 marca 1997 r. – dziennik ten należał wówczas
do Orkli – ukazał się zmontowany przez Kancelarię Prezydenta wywiad z Kwaśniewskim.
Prezydent w tym pseudowywiadzie mówił okrągłymi zdaniami o "racjonalnym rozwiązaniu"
i "tworzeniu korzystnych warunków dla taniego budownictwa", a z dołączonej
do tego materiału fotografii pochodzącej z reklamowego folderu "(…) Kwaśniewski
spoglądał na czytelników wzrokiem łagodnego pasterza" (Urbanek M., Lewy wywiad,
Polityka, nr 16, 19.04.1997, s. 30). Ta publikacja spowodowała, że redaktor
naczelny Jan Wawrzyniak musiał złożyć rezygnację ze swej funkcji. Ten i wyżej
podane przykłady potwierdzają regułę, że ten, kto zarządza pieniędzmi gazety,
decyduje o składzie personalnym redakcji, jak również o tym, co, jak i kiedy
jest publikowane.

SuperExpress
"Super Express" powstał na bazie "Expressu" – porannej mutacji "Expressu Wieczornego".
"Express Wieczorny" należał do likwidowanej RSW, a jego poranną mutację wydawał
ten sam zespół stowarzyszony w Spółdzielni Pracy Dziennikarzy. Gdy Komisja
Likwidacyjna RSW wystawiła na sprzedaż "Express Wieczorny", w szranki stanęły
Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, PPS Jana Józefa Lipskiego (powołując
się na to, że w latach 1946-1948 właśnie ona wydawała ten tytuł) oraz Fundacja
Prasowa "Solidarność", której ostatecznie sprzedano gazetę w styczniu 1991
r. (zob. Mielczarek T., Między monopolem a pluralizmem, Wyd. WSP, Kielce
1998, s. 172-173).
W lutym 1991 r. z "Expressu Wieczornego" do "Expressu" odeszło 71 osób, zrywając
wszelkie związki ze starym tytułem. Powodem okazała się niechęć do Kościoła
katolickiego i dokonujących się w Polsce przemian. Będący w tej grupie Jan
Stachurski, kierujący potem działem informacji "Super Expressu", tak tłumaczył
tę decyzję: "(…) nowi szefowie kazali nam np. wydrukować obszerny tekst na
temat encykliki papieskiej. Woleliśmy też nie czekać, aż nas zlustrują, i odeszliśmy
sami" (Pietraszczyk M., Od buntu do koncernu, w: Słomkowska A. (red.), Transformacja
mediów (1989-1995), Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 1996, s. 217).
Spółdzielnia Dziennikarska założyła ze Zjednoczonymi Przedsiębiorstwami Rozrywkowymi
spółkę "ZPR – Express". Na jesieni 1991 r. prezes ZPR Zbigniew Benbenek, wykorzystując
kłopoty finansowe dziennika, odkupił za 100 nowych złotych udziały Spółdzielni
Dziennikarskiej warte 4 miliony nowych złotych, wymieniając przy okazji całe
kierownictwo spółki. Prezesem zarządu spółki został Grzegorz Lindenberg, były
dyrektor generalny Agory i współautor sukcesu "Wyborczej". Reorganizując gazetę
przy pomocy amerykańskiej firmy konsultingowej Reyher – Reyher, Lindenberg
przemianował dziennik na "Super Express" i w lutym 1992 r. został jego redaktorem
naczelnym, utrzymując nadal posadę prezesa (zob. szerz. Pietraszczyk M, Od
buntu do koncernu, w: Słomkowska A. (red.), Transformacja mediów (1989-1995),
Dom wydawniczy Elipsa, Warszawa 1996, s. 218-219).
W grudniu 1994 r. udziałowcem "Super Expressu" został szwedzki koncern Tindings
AB Marieberg, należący do rodziny Bonnier, który z czasem objął 50 proc. udziałów
w nowo utworzonej spółce "Media – Express".

Axel Springer
Na rynku prasy codziennej jest też obecne niemieckie wydawnictwo Axel Springer.
Założył je w 1946 r. dziennikarz Axel Springer, który zaczął wówczas wydawać
w Berlinie "Nordwestdeutsche Hefte". Gdy zmarł w 1985 r., przekazał swoim
spadkobiercom potężny koncern medialny (55 proc. udziałów ma jego piąta żona
Friede Springer). Koncern Axel Springer poza Niemcami ma swoje przedstawicielstwa
w 16 państwach europejskich, przy czym należy zaznaczyć, że kluczowy kierunek
inwestycji stanowi Europa Środkowowschodnia – m.in. Węgry, Czechy i Polska.
Axel Springer dał się poznać w naszym kraju głównie jako wydawca kolorowej
prasy adresowanej do kobiet i młodzieży. W 1994 r. zaczął wydawać "Panią Domu",
potem "Na Żywo", "Cienie i Blaski", "Sekrety Serca" czy "Olivię". Do młodzieży
skierował "Dziewczynę" i "Popcorn". Zainwestował również w pisma komputerowe
i tygodnik motoryzacyjny "Auto Świat". Jest też wydawcą polskiej wersji tygodnika
"Newsweek" i miesięcznika "Forbes".
Pierwszy dziennik Springera na rynku polskim – brukowy "Fakt" – ukazuje się
od 22 października 2003 r. Nad kształtem nowej gazety codziennej bacznie czuwali
niemieccy konsultanci, do których należało decydujące zdanie o tym, co będzie
wydrukowane. Starali się, by gazeta powtórzyła rynkowy sukces niemieckiego
"Bilda". Polski rynek Niemcy postanowili zdobyć, narzucając niską cenę – 1
zł za egzemplarz. Wskazywano, że jest to cena dumpingowa, gdyż nie pokrywa
kosztów papieru, druku i kolportażu (zob. szerz. Nalewajk A., Fakty o "Fakcie",
Press, nr 11/2003, s. 31-32). Dziennikarzom "Faktu" w pogoni za sensacją zdarza
się jawnie mijać z prawdą i naruszać prawo. Artykuł z 5-6 lutego 2005 r. ukazujący
dramatyczną sytuację rodziny Głodowskich został opatrzony zdjęciem wykonanym
przez agencję fotograficzną i dostarczonym do "Faktu". Lecz ta rodzina, która
tylko zrobiła sobie zdjęcie, nigdy nie rozmawiała z dziennikarzami na temat
swojego życia rodzinnego, a jej sytuacja diametralnie różniła się od przedstawionej
w artykule (zob. szerz. Redlińska I., Fakty według "Faktu", Rzeczpospolita,
25.02.2005, s. A2). Do stałych praktyk należy też podszywanie się dziennikarzy
"Faktu" pod inne osoby, by stworzyć sensacyjne, wyssane z palca materiały.
Jak stwierdza Tomasz Skłodowski: "Rzecz w tym, że <prowokacja> mająca
na celu nie ujawnienie jakichś nieprawidłowości, afer, korupcji, a jedynie <zrobienie
z kogoś głąba>, to nie dziennikarstwo, a zwykłe <szołmeństwo>". (Wybranowski
W., Wszystkie chwyty dozwolone?, Nasz Dziennik, 10.02.2006, s. 1, 4; zob. też.
Karp H., Niemiecki prezent na sto dni rządu, Nasz Dziennik, 9.02.2006, s. 3).
Od wtorku, 18 kwietnia br., Axel Springer wydaje również "Dziennik. Polska,
Europa, Świat", który w zamierzeniach wydawcy ma być gazetą dla bardziej wymagającego
odbiorcy niż czytelnik "Faktu". Axel Springer przyznaje, że chce pozyskać młodych,
wykształconych czytelników – w tym studentów. Ma być gazetą nienarzucającą
czytelnikom swoich opinii. Wedle kierującego gazetą Roberta Krasowskiego, komentarzy
nie będą pisać dziennikarze tej gazety. "Jeżeli będziemy zamieszczać komentarze
– opinie autorów zewnętrznych, zostaną przedstawione przynajmniej 2-3 stanowiska.
Podobnie w tekstach informacyjnych – jeśli opisywane zdarzenia będą wymagały
wyjaśnienia, w ramce znajdzie się kilka hipotetycznych interpretacji". ("Dziennik":
Nie będziemy konserwatywni, Polityka, nr 16, 22.04.2006, s. 16). Lecz okazuje
się, że ta swoboda myślenia i deklarowana bezstronność ma jednak mieć granice.
Dobitnie potwierdził to Robert Krasowski, który podczas konferencji w siedzibie
Fundacji Batorego 13 kwietnia br. odmówił prawa do funkcjonowania w przestrzeni
publicznej poglądów innych niż reprezentowane przez media liberalne. W imię
jedynie słusznej ideologii zaatakował więc Radio Maryja i wielomilionową rzeszę
identyfikujących się z jego przekazem odbiorców w Polsce i poza jej granicami.
Tak więc taktyka stosowania szumu informacyjnego, w którym odbiorca nie wie,
jaka jest rzeczywistość, ma być wspomagana przez otwarte ataki na niepokornych,
myślących samodzielnie i starających się rozróżniać dobro od zła. Ataki na
Kościół są już też widoczne na łamach gazety – w wydaniu z 19 kwietnia br.
przedstawiono chociażby feministyczną interpretację Pisma Świętego.

Zakończenie
Jak wynika z powyższej analizy, zagranicznym koncernom wcale nie zależy na
przyszłości Polaków, lecz dążą one nieustannie do drenażu ich portfeli. Nastawienie
obcych podmiotów na zysk powoduje, że stosują one praktyki dumpingowe i uzależniają
treści od wpływów reklamowych. Takie podejście powoduje też, że wykorzystuje
się dziennikarzy oraz pracowników administracyjno-technicznych, nie liczy
się z ich interesami (chociażby praca na umowę zlecenie lub dzieło, niechęć
do zatrudniania na czas nieokreślony). Łączenie tytułów zaś, a potem scalanie
funkcji w ramach wydawnictw jest też przyczyną zwolnień. Na te niekorzystne
warunki pracy w obcych wydawnictwach zwrócił uwagę nawet Parlament Europejski,
który stwierdził: "Jest to sytuacja problematyczna z punktu widzenia wolności
dziennikarzy (…) gdyż zagraniczne koncerny medialne ustalają warunki pracy
mniej korzystne niż w ich własnych przedsiębiorstwach" (serwis PAP, 22.04.2004).
Zagraniczni wydawcy, maksymalizując zyski, częstokroć nie starają się, by
to, o czym piszą, odzwierciedlało polską rzeczywistość, odpowiadało polskiej
kulturze i ją budowało. Przenoszenie obcych wzorów kulturowych jest wręcz
normą – może to powodować, że Polacy przestaną rozumieć otaczającą ich rzeczywistość
i z tego powodu zaniechają troski o losy swojej Ojczyzny (chociażby zrezygnują
z udziału w wyborach, gdyż nie będą mieli rzetelnej informacji o kandydatach).
Wydawcy polskojęzycznej prasy unikają pisania o sprawach trudnych, a skłaniają
się w kierunku plotkarstwa, żerowania na sensacji. Jan Jakubowski, kierujący
kiedyś jednym z dzienników Passauer Neue Presse, pisze: "Model gazety opiniotwórczej
przekształcono w rodzaj pozbawionego ambicji komiksu, wypełnionego bezrefleksyjną
informacją, nie skażoną dociekaniem przyczyn i skutków opisywanych zdarzeń"
(Jakubowski J., Gazeta dla woźnicy, Wprost, nr 46, 16.11.2003, s. 34). Potwierdza
też, iż tematami tabu w gazetach PNP są wszelkie kwestie związanie z działalnością
Niemiec w czasie II wojny światowej (tamże). Koncentracja własności, dająca
wręcz monopolistyczną pozycję wydawcom zagranicznym, powoduje, że chociaż
mają oni różnorodne tytuły, których nakłady wzrastają, to ich treści są takie
same. Bo przecież trudno przewidywać, że jeden właściciel będzie miał kilka
poglądów na rzeczywistość. Tak więc monopol w sferze własności powoduje również
ograniczenie różnorodności treści i zakwestionowanie tak dzisiaj propagowanego
pluralizmu. Uleczyć tę patologiczną sytuację mogą jedynie sprawnie zastosowane
przez państwo instrumenty prawne i finansowe oraz świadomość czytelników,
którzy będą wybierać tytuły faktycznie rzetelnie wywiązujące się ze swoich
obowiązków dziennikarskich, służąc Narodowi i Ojczyźnie.

Paweł Pasionek
Niskie loty Agory

Zaufanie przekute na miliardy – przypadek Agory

Portfel Wielkiego Brata

Polsat – po pierwsze pieniądze

drukuj