Koalicyjny spór o energetykę
Koncepcja sprzedaży spółek branży energetycznej zaprezentowana na
posiedzeniu sejmowej Komisji Skarbu Państwa przez wiceministra skarbu Jana
Burego wywołała zdenerwowanie w szeregach posłów Platformy Obywatelskiej.
Przedstawiciele Skarbu Państwa nie widzą nic złego w tym, że Polska Grupa
Energetyczna nabyłaby akcje Energi. Politycy PO uważają zaś, że doprowadzi to do
znacznego wzmocnienia pozycji PGE na rynku i w konsekwencji jego
monopolizacji.
– W ramach programu dla elektroenergetyki do 2030 r. przyjętego przez
ministra gospodarki PGE jest i będzie firmą, w której Skarb Państwa zachowa
większościowy pakiet 51 procent – mówił wiceminister Bury. Z kolei w Tauronie
skarb ma zachować kontrolę korporacyjną, co oznacza, że udział państwa będzie
mniejszy niż 51 procent. Tauron w tym roku nie będzie podwyższał kapitału, gdyż
– jak podkreślił Bury – zarząd uznał, iż spółka jest w na tyle dobrej kondycji
finansowej, że inwestycje może realizować np. z kredytów. Na przełomie II i III
kwartału br. Skarb Państwa chce sprzedać 25 proc. akcji spółki.
Kolejna grupa
energetyczna – Energa, jest również przygotowywana do prywatyzacji, a głównym
kryterium jej sprzedaży ma być cena. Według Burego, ofertę może złożyć PGE, nad
którą kontrolę sprawuje państwo.
Plany te zdenerwowały posłów PO i wywołały
ich zdecydowany protest. W ich opinii, PGE nie może nabyć akcji Energi, bo jeśli
to nastąpi, to dojdzie do wzmocnienia udziału PGE w rynku energii i zachwieje to
konkurencją. Ich stanowisko z kolei skrytykował poseł Marek Suski (PiS).
Zauważył, że politykom PO trudno jest zaakceptować sytuację, w której w
przetargu na polską spółkę ma wziąć udział inna polska firma energetyczna, a nie
zagraniczna w dużym stopniu kontrolowana przez obce państwo. Suskiemu nie
spodobał się też pomysł sprzedaży Energi na zasadzie: kto da więcej, ten kupi. –
To jest droga prywatyzacji przez internet – tak jak w przypadku stoczni, a ten,
kto dał najwięcej, później rozpłynął się we mgle – przypomniał Suski. Dodał, że
energia jest na tyle istotna, że przy sprzedaży firm z tego sektora należy brać
pod uwagę kryterium bezpieczeństwa energetycznego państwa i nie można zastępować
jednego monopolu państwowego monopolem innego państwa lub jakiejś korporacji, bo
będzie to większym zagrożeniem dla polskiej gospodarki niż budowanie monopolu
państwa polskiego, który nie niesie ze sobą „zagrożenia sztucznego windowania
cen”.
Pomysły na prywatyzację firm z sektora energetyki krytykują również
posłowie Lewicy. Ryszard Zbrzyzny zauważył, że gdyby prywatna energetyka
zapewniała rozwój tej branży, to we wszystkich krajach mielibyśmy do czynienia z
prywatnym sektorem energetycznym, a tak nie jest. – W wiodących krajach UE
sektor elektroenergetyki w większości jest kontrolowany przez państwo –
przypomniał.
Zdaniem posłów opozycji, argumentacja, którą przedstawił resort,
ma uzasadnić potrzebę wyprzedaży polskiego sektora elektroenergetycznego, by do
budżetu w krótkim czasie wpłynęło dwadzieścia kilka miliardów złotych.
Paweł Tunia
