Kiszczak bierze sędziów na litość
Adwokat Czesława Kiszczaka domaga się szeregu badań lekarskich
swojego klienta, aby można było stwierdzić, czy były szef MSW może w ogóle być
sądzony. Wczoraj rozpoczął się już po raz czwarty proces Kiszczaka oskarżonego o
przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni „Wujek” w 1981 roku.
Grozi mu od 2 do 10 lat więzienia.
Już na wstępie rozprawy Kiszczak powiedział, że w ostatnim roku jego zdrowie
pogorszyło się i „czuje się słabo”. Po czym obrońca mecenas Grzegorz Majewski
złożył wniosek o przeprowadzenie nowych badań lekarskich przez internistę,
kardiologa, neurochirurga, urologa, okulistę i otolaryngologa. Mają oni
stwierdzić, czy w ogóle były szef MSW może być sądzony. Zgodnie z wcześniejszymi
zaleceniami lekarzy Kiszczak może brać udział w rozprawie nie dłużej niż dwie
godziny dziennie i powinien zeznawać na siedząco. Majewski zastrzega, że złożone
przez niego pismo nie oznacza wniosku o odroczenie rozprawy. Sąd ma rozpatrzyć
wniosek obrońcy po zaplanowanym na koniec lutego zabiegu operacyjnym
Kiszczaka.
Stan zdrowia Kiszczaka może stanąć na przeszkodzie do szybkiego
zakończenia kolejnego procesu, co jest jak najbardziej realne, jak przekonują
prokurator i pełnomocnik pokrzywdzonych. – W świetle wytycznych sądu
apelacyjnego, ten proces powinien przebiec szybko i sprawnie. Mamy wyznaczone
cztery terminy, końcowy jest pod koniec marca i jest szansa, żeby ten proces w
tych czterech terminach przeprowadzić – ocenia Janusz Margasiński, pełnomocnik
pokrzywdzonych rodzin górników. – Będziemy maksymalnie ograniczać liczbę
świadków, których będziemy zgłaszać, żeby to praktycznie sprowadzało się do
oceny dokumentu, który został przez oskarżonego podpisany, nie będziemy po raz
któryś słuchać świadków którzy się źle czują, a poza tym dwóch zmarło – mówi
prokurator Zbigniew Zięba.
Czy tym razem zapadnie wyrok skazujący, który
satysfakcjonowałby rodziny ofiar? – Moim zdaniem, są wszelkie przesłanki ku
temu, żeby taki wyrok zapadł – mówi Margasiński. Zięba podkreśla, że akt
oskarżenia jest dobrze przygotowany, a wina leżała dotychczas po stronie
sądów.
– Wyroki były takie, a nie inne, miały różne uchybienia i wady –
wskazuje Zięba. Dodaje, że nie realizowały one wytycznych sądów apelacyjnych. –
Pewne takie wskazania dał pierwszy wyrok sądu apelacyjnego. Otworzył nowe
okoliczności. Może nie były one tak jasne, w związku z czym sąd błędnie to
odczytał, ale sąd apelacyjny teraz wskazał dokładnie, o co chodzi – zaznacza
prokurator.
Gwarancję pełnej realizacji zaleceń sądu apelacyjnego, a co za
tym idzie – sprawiedliwego wyroku, daje skład sędziowski składający się z trzech
sędziów zawodowych. Przewodniczy mu sędzia Marek Walczak, znany w warszawskim
środowisku sędziowskim z doświadczenia i skuteczności. Posłał on m.in. za kratki
gangsterów z „Pruszkowa”. Orzekał też w wielu drobnych sprawach, jak zabójstwo
matki Michała Listkiewicza czy malarza Zdzisława Beksińskiego.
Zgodnie z
aktem oskarżenia Kiszczak umyślnie sprowadził „niebezpieczeństwo dla życia i
zdrowia ludzi” przez skierowanie 13 grudnia 1981 r. szyfrogramu do jednostek
milicji, które miały pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu
wojennego m.in. kopalnie „Wujek” i „Manifest Lipcowy”. Prokuratura stoi na
stanowisku, że Kiszczak przekazał w nim – bez podstawy prawnej – dowódcom
oddziałów MO swoje uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni
palnej.
Kiszczak reprezentuje cały czas niezmienną linię obrony. – Oskarżenia
nadal nie rozumiem; prawa nie naruszyłem – mówił wczoraj w sądzie. Poprosił
prokuraturę o „wycofanie aktu oskarżenia”, a sąd o umorzenie sprawy. Według
Margasińskiego, Kiszczak stoi na stanowisku, że nie ma żadnego dokumentu, który
wskazywałby na jego winę. Ale sam przyznawał, że miał wiele miesięcy, aby wydać
akt wykonawczy do dekretów o stanie wojennym. Zamiast tego wydał
szyfrogram.
– Linia obrony się nie zmienia; jest to powielanie tych samych
wyjaśnień, tylko w pierwszym wyroku Kiszczak został uniewinniony, w drugim
został skazany, więc ta linia obrony była nieskuteczna – ocenia prokurator
Zięba.
Zenon Baranowski
