Kawałkowanie Ojczyzny

Coraz częściej słyszy się dziś o tzw. małych ojczyznach. Ostatnio
prezydent Bronisław Komorowski w swoim przemówieniu przed wyborami samorządowymi
podkreślał znaczenie "małych ojczyzn", na rzecz których warto pracować i im się
poświęcać. Wcześniej jako marszałek Sejmu patronował ogólnopolskiemu konkursowi
pod hasłem "Wypromuj swoją małą ojczyznę". Do swych "małych ojczyzn" odwołują
się serwisy prasowe, portale internetowe, stowarzyszenia. Do małych ojczyzn
odwołują się ruchy społeczne i polityczne. Na przykład Ruch Autonomii Śląska
utożsamia się ze Śląskiem jako ich "małą ojczyzną". Wielu Polaków zupełnie
bezwiednie opowiada o swojej "małej ojczyźnie", tak jakby chciało powiedzieć,
tylko innymi słowami, że "małe jest piękne", a przecież tu chodzi o zupełnie
inne, zasadnicze kwestie.

O co chodzi zatem z tymi "małymi ojczyznami" w dobie kryzysu takich wartości jak
patriotyzm? Dlaczego częściej mówi się dziś o "małych ojczyznach" niż o
Ojczyźnie? Skąd ta moda na redukowanie znaczenia pojęcia "ojczyzna" do modelu
wielu "małych ojczyzn"?
Zdaniem prof. Franciszka Antoniego Marka, chodzi o "rozbijanie jedności
narodowej hajmatową regionalizacją", na wzór Niemiec. Dla Niemców "Heimat"
oznacza dosłownie "kraj rodzinny", ale także ideę obejmującą wyobrażenia i
tęsknoty na temat stron rodzinnych. "Vaterland" zaś odwołuje się do
przynależności narodowej i oznacza mniej więcej to samo, co nasze słowo
"ojczyzna", mniej więcej, gdyż słowo "ojczyzna" funkcjonowało u nas setki lat
wcześniej niż niemieckie słowo "Vaterland", na dobre zadomowione u naszych
sąsiadów dopiero po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku.
Odpowiednika niemieckiego słowa "Heimat" nie ma w języku polskim, a nawet w
śląskiej gwarze, natomiast "ojcowizna", "ziemia rodzinna", "strona" mają inne
znaczenie niż niemieckie słowo "Heimat" funkcjonujące autonomicznie obok słowa "Vaterland".
Kiedy my mówimy, że ktoś jest "z naszych stron" albo że wyjechał "w obce
strony", lub że jego "ziemia rodzinna" to na przykład Wileńszczyzna, to nie
oznacza, że mamy na myśli to samo, co Niemcy, gdy wypowiadają słowo "Heimat". W
naszym języku określenie "mała ojczyzna" pasuje najbardziej do znaczenia
niemieckiego słowa "Heimat". Bo my, Polacy, mamy Ojczyznę, jedną, jedyną,
niepodzielną, niepokawałkowaną na kilka "małych ojczyzn", jak to się nam od
pewnego czasu wmawia.
"Kto uważa, że przeceniam groźbę regionalizacji – stwierdza prof. Franciszek A.
Marek – niech się zastanowi nad tym, dlaczego Niemcy, eksportujący ją na
zewnątrz, u siebie jej nie umacniają, a wręcz przeciwnie, od czasów wojny
prusko-francuskiej (1870-1871) systematycznie i nieustannie się jednoczą.
Przecież jeszcze wcale nie tak dawno wśród dzisiejszych landów były aż cztery
królestwa, było także kilkanaście księstw i kilka wolnych miast hanzeatyckich, a
dziś owe landy, w tym także dawne królestwa, upodabniają się do naszych
województw". Dodajmy, naszych województw, które, na skutek "nowomowy" (?), mają
się teraz dzielić na jakieś "małe ojczyzny".
Polska od początku swojej historii tworzyła Ojczyznę, a słowo to, jak pisał Jan
Paweł II w książce "Pamięć i tożsamość", "łączy się z pojęciem i rzeczywistością
ojca". "Ojczyzna to jest poniekąd to samo, co ojcowizna, czyli zasób dóbr, które
otrzymaliśmy w dziedzictwie po ojcach". Jan Paweł II definiuje Ojczyznę jako
"dziedzictwo, a równocześnie wynikający z tego dziedzictwa stan posiadania, w
tym również ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych,
jakie składają się na kulturę danego narodu". W nauczaniu Jana Pawła II nie ma
sformułowań odnoszących się do pojęcia tzw. małej ojczyzny, czyli do "hajmatowej",
niemieckiej wersji "kraju rodzinnego".
Jak słusznie zauważa prof. Franciszek A. Marek, ci, którzy upichcili polski
odpowiednik tego dziwoląga [Heimat], a więc historycy, pedagodzy i politycy,
"mają widocznie zbyt małe mózgi, niezdolne do ogarnięcia całej Ojczyzny, skoro
muszą ją drobić na kawałki".
Profesor Anna Pawełczyńska w swojej najnowszej książce "O istocie narodowej
tożsamości" pisze, że "Ojczyzna stanowi subiektywną rzeczywistość ludzi
wyposażonych we wspólne elementy kultury. One nadają tej zbiorowości spoistość i
czynią z niej wspólnotę kulturową powiązaną społeczną więzią. Jest to wspólnota
zanurzona w tej samej przeszłości i zjednoczona powinnością zabezpieczenia
przyszłości następnym pokoleniom". Profesor Anna Pawełczyńska jako socjolog
dostrzega, że członkowie tego samego narodu "czują na ogół swą przynależność do
dwóch ojczyzn: prywatnej i ideologicznej". Ojczyzna prywatna bliska jest pojęciu
"ojcowizna". Ojczyzna ideologiczna "wiąże człowieka z całą zbiorowością
terytorialną, a tym samym również z zamieszkiwanym przez nią obszarem".
W polskiej tradycji Ojczyzna jest tożsama z jej narodowym terytorium, przez co
słowo to można interpretować na równi z państwem. Kiedy mówimy "mój kraj", mamy
najczęściej na myśli zarówno państwo, jak i Ojczyznę.
Warto się zastanowić, czy nie wyrządzamy krzywdy Ojczyźnie, stawiając ją na
drugim miejscu, po wymyślonym przez obcych i przyjmowanym u nas bezkrytycznie
terminie "mała ojczyzna".

 

Wojciech Reszczyński
 

Autor jest komentatorem
w Programie 3 Polskiego Radia.

drukuj