Katyń i Smoleńsk
Od momentu ujawnienia grobów katyńskich zbrodni tej nieodmiennie
towarzyszyło kłamstwo. 16 kwietnia 1943 roku sowieckie Biuro Informacyjne wydało
komunikat, w którym oświadczono: „Faszyści niemieccy kłamstwem i oszczerstwem
próbują zamazać swoje własne zbrodnie, jakich dokonali na polskich jeńcach
wojennych, którzy w 1941 roku znajdowali się na zachód od
Smoleńska”.
Na straży tej kłamliwej wersji, zdejmującej odium zbrodni z jej faktycznych,
sowieckich sprawców, stała formacja polityczna, którą Stalin po II wojnie
światowej zainstalował u władzy w Polsce. Jeden z jej czołowych przedstawicieli
Władysław Gomułka przyznawał, że w maju 1943 roku napisał artykuł o zbrodni
katyńskiej, w którym powielał sowiecką wersję wydarzeń. Jedyne, co zrobił
później, to nie włączył tego tekstu do zbioru swoich pism wydanych w 1947 roku,
czego – jak sam przyznaje – nikt nie zauważył ani w Moskwie, ani też pośród jego
krajowych, komunistycznych konkurentów do władzy. Szczerze jednak przyznaje, że
nawet później, kiedy dotarły do niego inne informacje o zbrodni katyńskiej,
nigdy nie wystąpiłby przeciwko moskiewskiej wersji wydarzeń. „Bywają sytuacje –
pisał w swoich wspomnieniach – kiedy w imię najżywotniejszych interesów narodu
nawet brudne kłamstwo należy przybierać w szaty prawdy. Tak miała się sprawa z
Katyniem”.
Przyszło mu jednak dożyć czasów, kiedy Naród po wydarzeniach
sierpniowych zażądał prawdy, a nie „brudnego kłamstwa obleczonego w szaty
prawdy”. Żądanie to oznaczało także kres systemu, systemu zniewolenia, który
Gomułka współtworzył i którego sam omalże nie stał się śmiertelną
ofiarą.
Prezydent Lech Kaczyński ostatnią swoją publiczną wypowiedź poświęcił
ofiarom zbrodni katyńskiej. O przyczynie ich śmierci wyraził się następująco:
„Niebezpieczna była ich wiara w wolną i suwerenną Polskę, w państwo
demokratyczne, nowoczesne i silne, które zbudują po stuleciu zaborów. Nie o taką
Polskę chodziło tow. Stalinowi. Dlatego zginęli. Bez sądu, wyroku, obrońców, bez
winy”.
Ale niewykluczone, że prawda, którą nadal skrywają moskiewskie
archiwa, okaże się jeszcze straszniejsza. Być może potwierdzą one domysł –
diagnozę Gomułki, który pisał, że w 1939 roku i później w polityce Związku
Sowieckiego, w polityce Stalina „nie mieściła się żadna Polska”, nawet w postaci
republiki sowieckiej, obojętnie: wchodzącej lub niewchodzącej w skład ZSRS.
Dlatego polscy oficerowie zostali rozstrzelani, bo Polski miało już nie
być.
W trakcie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski Papież Jan Paweł II
przypomniał nam, w ślad za poetą Zygmuntem Krasińskim, że przeszliśmy próbę
grobu. Rozmiary eksterminacji Polaków w XX wieku, tej dokonanej, a co jeszcze
ważniejsze, tej planowanej, ciągle znamy tylko fragmentarycznie. Na ok. 22 tys.
obliczane są straty wśród oficerów polskich, jeńców wojennych, którzy znaleźli
się w zasięgu władzy sowieckiej. Szczątkowe dane z początku lat 20. pochodzące
od sowieckich wojsk pogranicznych (które terrorem zajmowały się niejako
„ubocznie”) mówią o kilkunastu tysiącach Polaków (określanych jako Białopolacy)
i ich poplecznikach rozstrzelanych bez sądu. W latach 1937-1938 miała miejsce
tzw. polska operacja NKWD. W jej wyniku rozstrzelano 111 tys. osób.
Najcięższa próba
Często spotykamy stwierdzenie o skoordynowanym ludobójstwie. Podstawą tej
tezy jest zbieżność czasowa między eksterminacją Polaków po wschodniej
(sowieckiej) i zachodniej (niemieckiej) linii Ribbentrop – Mołotow. Być może
badania archiwalne, których niezbędnym warunkiem jest otwarcie moskiewskich
archiwów, pozwolą uściślić tę tezę.
Kilka lat temu została opublikowana w
Moskwie książka Władimira Karpowa zatytułowana „Generalissimus”. Autor pracował
nad nią w latach 80., uzyskawszy dostęp do kremlowskiego archiwum Stalina.
Stamtąd zaczerpnął sensacyjne informacje mówiące o ofercie „wodza narodów” z
lutego 1942 roku skierowanej do Niemców i zawierającej propozycję zawarcia
pokoju, a następnie włączenia się ZSRS, u boku III Rzeszy, do wojny przeciwko
USA i Wielkiej Brytanii. Stalin obiecywał także stronie niemieckiej przystąpić
do eksterminacji ludności żydowskiej. W wywiadzie prasowym Karpow powiedział, że
w archiwum tym widział jeszcze inne porażające materiały, ale ze względu na ich
wstrząsającą wymowę nie był w stanie ich wykorzystać. Na pytanie dziennikarza o
treść tych dokumentów odpowiedział tylko, że była w nich mowa o współdziałaniu i
wzajemnej pomocy między NKWD i gestapo w walce ze „wspólnymi wrogami”.
Retoryczne wydaje się pytanie, kto wtedy był owym „wspólnym
wrogiem”.
Polskość została więc wystawiona na najcięższą w swojej historii
próbę. „Boże, jaki to straszny los być Polakiem” – skarga taka wyrwała się z ust
jednej z ofiar masowych deportacji ludności kresowej na Syberię. Ale pisarz
Zygmunt Nowakowski w 1945 roku, który przyjmował jako rok narodowej klęski i
początek nowej niewoli dla kraju, a dla niego wygnania, żarliwie wyznawał:
„Gdybym potrafił się modlić i gdybym miał po śmierci odrodzić się, modliłbym się
o to, by – żyjąc raz drugi – żyć tylko tam, w Polsce. I tylko jako Polak. A za
to, że jestem Polakiem – po swojemu, nawet dzisiaj – dziękuję Panu
Bogu”.
Niedawno Wojciech Jaruzelski podpowiadał władzom rosyjskim prostą
odpowiedź na pytanie, kto dokonał zbrodni: „W Katyniu strzelał Stalin. Nie
Pietrow czy Iwanow, strzelał Stalin”. Nie sposób powstrzymać się w tym miejscu
od refleksji, że od czasów Chruszczowa i XX zjazdu KPZR Stalin służył jako
wygodne alibi, którym można było przykryć wszelkie nieprawości systemu, nie
sięgając do sedna sprawy i nie podejmując analizy genezy zła. Wskazując na
Stalina jako źródło zła, osłaniano nie tylko system tzw. socjalizmu, ale być
może także pewne niepokojące cechy państwowości rosyjskiej jako takiej. Czym
bowiem był system wprowadzony po rewolucji bolszewickiej 1917 roku: kontynuacją
dawnego imperium rosyjskiego czy wręcz przeciwnie – zerwaniem z nim i jego
tradycjami?
Po rewolucji bolszewickiej, wbrew oficjalnie głoszonym
pacyfistycznym i internacjonalistycznym hasłom, nastąpiło zwielokrotnienie
tendencji ekspansjonistycznych w Rosji. Współczesny autor Borys Szaptałow
stwierdza: „Nowa ideologia, marksizm, siłą swojego mesjanizmu była doktryną
ekspansjonistyczną. Ta nacierająca ideologia pozwoliła nowemu państwu i nowej
klasie rządzącej znaleźć ideową podstawę w dziele odrodzenia ekspansjonizmu na
zasadach bardziej odpowiadających duchowi XX wieku. Najazd na Polskę w 1920 roku
był pierwszą próbą tego typu… Później Stalinowi udało się odrodzić państwową
ekspansję w pełnym wymiarze prawie na wszystkich geograficznych
kierunkach”.
W latach 30. Jan Gamarnik, szef zarządu politycznego Armii
Czerwonej, głosił tezę, że sowiecki żołnierz nie może teraz spocząć, jako że
„włada on tylko jedną szóstą ziemskiego globu ziemskiego, a swoją bolszewicką
misję będziemy uważać za wypełnioną wówczas, kiedy będziemy panować nad całą
kulą ziemską”. Także przywódca współczesnych komunistów rosyjskich Giennadij
Ziuganow widzi w Związku Sowieckim przede wszystkim „kontynuatora rosyjskiej
tradycji geopolitycznej”.
Ale nie brak także opinii traktującej bolszewizm
jako brutalne przerwanie rosyjskiej państwowości i linii rozwojowej narodu
rosyjskiego. Podkreślają one, że porewolucyjny terror miał przede wszystkim
charakter antyrosyjski, antynarodowy. Ofiary rewolucji, wojny domowej i
porewolucyjnego terroru obliczane są na 18 milionów osób. Taką liczbę podawał
jak najdalszy od współczucia dla Rosjan i Słowian Adolf Hitler. Przypominane są
porażające swoją bezwzględnością wypowiedzi Lwa Trockiego, że Słowianie to nawóz
historii, lub Włodzimierza Lenina: niech zginie nawet 90 proc. Rosjan, byleby 10
proc. dożyło komunizmu. Zwraca się jednak uwagę, że obok procentowej
nadreprezentacji Słowian wśród ofiar bolszewickiego terroru dostrzegalna jest
wśród nich także nadreprezentacja Polaków.
Polska gwarantem równowagi
Tragedia katyńska splotła się na naszych oczach z tragedią smoleńską, która
pochłonęła życie prezydenta Rzeczypospolitej i czołowych przedstawicieli
polskiego życia politycznego. Spośród wielu komentarzy rosyjskich (niestety,
niektóre są prostackie w treści, typu: zginęli wrogowie Rosji) zwraca uwagę
komentarz znanego politologa Gleba Pawłowskiego. Pisze on, że tragedię smoleńską
można rozpatrywać na trzech płaszczyznach, jakby niezwiązanych ze sobą. Pierwsza
jest czysto racjonalna; druga to płaszczyzna polskiego szoku: „Śmierć jakby
krąży nad Polską. Drugi Katyń na powrót prowadzi ich, Polaków, do przeżywania
tego pierwszego”.
Pawłowski dostrzega jednak, że jest także trzecia
płaszczyzna, „dziwna, mistyczna, ale ona może się okazać główną dla przyszłości.
Bywają na świecie katastrofy – stwierdza Pawłowski – pozbawione bezpośredniej
politycznej przyczyny, ale nie wiadomo dlaczego stające się zapowiedzią czegoś o
wiele gorszego. I tak 'Titanic’ zatonął w przeddzień I wojny światowej. A Polska
często była 'Titanikiem’ świata. Polskie katastrofy w jakiś dziwny sposób
zwiastowały światowe katastrofy. Dlaczego – nie wiadomo. Ale wydarzenia
zaczynające się z powodu Polski albo w związku z nią zawsze kosztowały świat
drogo. Szczególnie Rosję. Najbardziej pamiętna II wojna światowa, rozpoczęta z
powodu Polski, a przecież nie jest to wydarzenie jedyne ani nie ostatnie.
Dzisiaj – wyznaje Pawłowski – odczuwam dreszcz na myśl, że oto światu znowu
zostały ukazane 'polskie stygmaty’. Jak odczytywać ten znak, na razie nie
wiadomo, ale przecież wiemy, że nasz świat znajduje się na progu przemian,
których kierunek jest nam nieznany. Bardzo chciałbym mieć nadzieję, że smoleńska
katastrofa nie jest zwiastunem czegoś o wiele gorszego, do czego nie jesteśmy
przygotowani”.
Wstrząsające przeczucia, ale trudno jest je zbagatelizować
nam, Polakom, zwłaszcza kiedy popatrzymy na własne dzieje przez pryzmat
najbardziej traumatycznych doznań, jakimi były dla nas rozbiory. „Wszyscy
zapłacimy za rozbiory Polski” – powiedział wybitny brytyjski filozof i mąż stanu
Edmund Burke. Przyznawał mu rację arcybiskup Dominiques Pradt, ambasador Francji
w Wielkim Księstwie Warszawskim. „Za rozbiory – pisał on – Rosja zapłaciła
spaleniem Moskwy, Napoleon utratą korony, a cała Europa zachwianiem równowagi”.
Historycy na ogół nie eksponują tego faktu, ale wszystko wskazuje na to, że
paroksyzm wojenny, który na przełomie XVIII i XIX wieku na ponad 20 lat ogarnął
Europę i spowodował wielomilionowe straty ludzkie, był konsekwencją właśnie
zachwiania europejskiej równowagi, co było spowodowane rozbiorami
Polski.
Napoleon nie zdecydował się na odbudowę Polski, co równałoby się
przywróceniu równowagi. W liście do cara Aleksandra I pisał: „Zgadzam się na to,
aby imię Polski i Polaków wykreślone zostało nie tylko ze wszelkich politycznych
układów, ale nawet z historii”.
Jeszcze bardziej tragiczne skutki przyniósł
kolejny słynny układ rozbiorowy, który przeszedł do historii pod nazwą paktu
Ribbentrop – Mołotow. Tym razem Moskwa nie została spalona, ale ówczesny ZSRS
poniósł dotkliwe straty materialne i ludzkie (30 mln), co być może złamało
dynamikę rozwojową narodu rosyjskiego. Spalony został Berlin, a Niemcy na ponad
40 lat same zostały poddane rozbiorowi. Oblicza się, że wskutek tego kataklizmu
poniosło śmierć 15 mln ludzi po stronie państw Osi i 55 mln po stronie
Sprzymierzonych (w sumie 70 mln).
Spośród innych konsekwencji rozbiorowego
paktu Ribbentrop – Mołotow wymienić należy zagładę wielomilionowej rzeszy Żydów
europejskich. Jak pisał Aleksander Sołżenicyn: „Ten pakt stał się śmiertelnym
ciosem wymierzonym we wschodnio-europejskich Żydów”. W tym miejscu chciałoby się
pominąć milczeniem entuzjastyczną reakcję mniejszości żydowskiej na bezpośrednią
konsekwencję tego paktu, czyli wkroczenie wojsk sowieckich na wschodnie kresy
Rzeczypospolitej, o czym pisał swego czasu prof. Jerzy Robert Nowak, a ostatnio
prof. Krzysztof Jasiewicz.
Odnotujmy także ważne przesunięcia na
międzynarodowej szachownicy, a więc przede wszystkim upadek Imperium
Brytyjskiego.
„Quantilla sapientia regitur mundus” – oświadczył swego czasu
szwedzki mąż stanu Axel Oxenstierna („Jakżeż małą mądrością rządzony jest ten
świat”). Miejmy nadzieję, że współcześni politycy świata wzniosą się ponad
przeciętność i odczytają właściwie ten podwójny katyńsko-smoleński znak.
Prof. Tadeusz Marczak
Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów
Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.
