Katolicy nie mogą siedzieć cicho

Z przewodniczącym francuskiego stowarzyszenia Renaissance Catholique
(Odrodzenie Katolickie) Jean-Pierre’em Maugendre’em rozmawia Franciszek L. Ćwik

Fala laicyzacji i chrystianofobii przybiera na sile w całej Europie. Jak to
się dzieje, że chrześcijanie, którzy są wciąż większością, nie reagują na tę
sytuację?

– Jesteśmy uczestnikami wojny intelektualnej wymierzonej w tradycję narodową i
chrześcijańską. Od dziesięcioleci wmawia się, przynajmniej we Francji, że
chrześcijanin musi być grzeczny w stosunku do wszystkich, zapominając, że bycie
wyznawcą Chrystusa oznacza walkę o wartości i zasady wypływające z Ewangelii.
Dlatego chrześcijanie w Europie nie byli przygotowani do tego starcia. Najlepszy
przykład: sposób, w jaki odmówiono we Francji walki z legalizacją aborcji.

Nasz kontynent, kolebka chrześcijaństwa, staje się coraz bardziej pogański?
– Niestety tak. Świadczy o tym choćby fakt niewpisania do traktatu lizbońskiego
stwierdzenia o chrześcijańskich korzeniach Europy. Ludzie, którzy to
zaakceptowali, wbrew ewidentnym faktom, są wrogami chrześcijaństwa, to oni
obecnie forsują ideologiczny, ateistyczny charakter Unii Europejskiej.

Widać jakieś oznaki ruchu na rzecz odnowy wiary? Przecież aktywne jest
pokolenie Jana Pawła II.

– Na pewno tak, ale wymaga to czasu, zwłaszcza jeżeli chodzi o powstanie nowej
inteligencji katolickiej. Będzie to tym bardziej trudne, że mamy obecnie do
czynienia z laikatem, który w większości nie był ochrzczony. Musimy odpowiedzieć
sobie na pytania dotyczące katolicyzmu, islamu i społeczeństwa konsumpcyjnego
opanowanego przez hedonizm i liberalizm.

Papież Benedykt XVI zwraca się z nowym przesłaniem do narodów Europy. Czy
Pana zdaniem może to pomóc naszemu kontynentowi powrócić do chrześcijańskich
korzeni?

– Myślę, że misja Papieża może mieć kapitalne znaczenie, bo wszyscy są pod
wrażeniem jego skromności i jakości intelektualnej tego, co mówi. Było to
szczególnie widoczne w czasie wizyty w Wielkiej Brytanii. Wszystko, co
dotychczas powiedział Papież w kwestii stosunku wiary do rozumu, sprawia, że
kierujący Unią zaczynają sobie stawiać pytania o przyszłość projektu
europejskiego.

200 tys. aborcji rocznie we Francji, nie licząc poronień w wyniku stosowania
pigułki "dzień po" czy wkładek antykoncepcyjnych. W odpowiedzi na te
przerażające statystyki Renaissance Catholique organizuje 16 października już
20. marsz w obronie życia. Dlaczego wybraliście tę formę protestu przeciwko
cywilizacji śmierci?

– Od samego początku byliśmy przekonani, że walka o obronę życia nie może się
odbywać tylko na płaszczyźnie prawnej, ale ma ona wymiar duchowy i boski.
Jeszcze bardziej przekonały nas o tym agresywne kontrmanifestacje przeciw
organizowanym przez stowarzyszenie SOS Petite dr. Xaviera Dora modlitwom
różańcowym przed ośrodkami dokonującymi aborcji. Były one żywym dowodem na
satanistyczny rodowód cywilizacji śmierci. Ma ona też swoich apologetów, którzy
przedstawiają ją w niewinny sposób; robili to byli prezydenci Republiki: Valéry
Giscard d’Estaing, Jacques Chirac, czy też autorka ustawy legalizującej aborcję
Simone Veil, która chyba tylko za te "zasługi" jest obecnie członkiem Akademii
Francuskiej. Do zwolenników cywilizacji śmierci należą też wszyscy
anarcho-trockiści, którzy przedstawiają obrońców życia jako wrogów demokracji. W
obliczu tak obficie przelanej krwi i tylu łez jesteśmy przekonani, że nie
wystarczy jedynie zwykła manifestacja. Oprócz pokuty potrzebne jest publiczne
zadośćuczynienie i modlitwa o przebłaganie za popełnione grzechy.

Kto uczestniczy w marszu?
– Większość stanowi młodzież. Zdajemy sobie sprawę, że tylko modlitwa i pokuta
mogą pokonać "ojca kłamstwa". Słuszność naszego marszu uzasadnia stwierdzenie
ks. kard. Jorge’a Bergoglio, arcybiskupa Buenos Aires, który w lipcu br., z
okazji uchwalenia przez argentyński parlament ustawy legalizującej związki
homoseksualne, powiedział: "Nie bądźmy naiwni, nie chodzi tu tylko o zwykłą
walkę polityczną, to jest plan zniszczenia Boga. Nie chodzi o zwykły projekt
legislacyjny, ale o manewr ojca kłamstwa, który uważa, że oszukał dzieci Boga".
Zarówno w tym przypadku, jak i w innych laickość jest zasadzką.

Jakie widzi Pan perspektywy w walce o życie?
– Niestety, sytuacja się pogarsza. Rządząca we Francji formacja polityczna,
która uchodzi za prawicę, odgrywa taką samą szkodliwą rolę jak libertyńska
lewica. Świadczą o tym chociażby pochwały na cześć Simone Veil. Jednocześnie
minister zdrowia Roselyne Bachelot zapowiedziała zwiększenie z 382 do 625 euro
refundacji za dokonywanie chirurgicznej aborcji. Zadeklarowała w Senacie:
"Aborcja jest złem koniecznym, ale nie przyłączę się do jej negatywnej wizji.
Niechciana ciąża jest cierpieniem, a aborcja jest środkiem do jego
zmniejszenia". Okazuje się, że aborcja, która miała być czymś wyjątkowym, z
czasem stała się "prawem kobiety". Teraz jest "dobrem, środkiem uśmierzającym
ból"! Jednocześnie MichÝle André, przewodnicząca senackiej komisji ds. równości
kobiet, stwierdziła, że "obserwuje się psychologiczną presję ze strony rodzin,
jak i pewnej części służby zdrowia, co sprawia, że kobiety mają coraz większe
trudności w wyegzekwowaniu swoich praw. Ponadto niektórzy lekarze
przeciwstawiają się dokonywaniu aborcji". Prawda jest taka, że wszyscy
uczestnicy tego dramatu są w pewnym sensie świadomi, iż aborcja nie jest
operacją wyrostka. Coraz bardziej widoczna w mediach problematyka syndromu
poaborcyjnego będzie bez wątpienia jednym z głównych filarów walki na rzecz
życia w najbliższych latach. Żyjemy w epoce, w której Kościół jest wezwany do
bycia wspólnotą oporu. Nie łudźmy się, że akceptując drogę laickości i
dechrystianizacji, będziemy mogli w jakiś sposób załagodzić cokolwiek.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj