Język wzięty w jasyr
Szwajcarski pisarz Peter Bichsel opisał w opowiadaniu „Stół jest
stołem” historię starszego pana, który zaczyna mieć kłopoty z pamięcią. Żeby nie
przeżywać udręk z nią związanych, wymyśla nowe nazwy dla rzeczy. Łóżko nazywa
obrazem, krzesło budzikiem, stół dywanem. Kiedy zamierza się położyć, mówi:
„Teraz wejdę w obraz”. Przez jakiś czas bawi go to, przestaje odczuwać napięcie.
Ale gra w nazywanie wszystkiego od nowa – nawet gdy świat ma rozmiary pokoju –
prowadzi do utraty rozumienia rzeczywistości. Mylą się nie tylko nazwy i
znaczenia. Cała rzeczywistość jawi się jako pozbawiona logiki, sensu, celowości.
Bo pojęcia wypłukano z treści. Wszystko, łącznie z własnymi myślami, stało się
niezrozumiałym bełkotem. Bohater opowiadania spostrzegł, że świat jest chaosem.
Chaosem, który skrywa pustkę.
Tę literacką wizję utraty pamięci, która prowadzi do utraty tożsamości, warto
zestawić z działalnością towarzyszki życia Jeana Paula Sartre’a, Simone de
Beauvoir (autorki „Pamiętnika statecznej panienki” i „Drugiej płci”). Jej główna
teza brzmiała: w świecie zdominowanym przez mężczyzn kondycja kobiety jest
kondycją niewolnicy. Cała odmienność kobiet od ich antagonistów, mężczyzn, jest
wynikiem obyczajów, zwyczajów i tradycji, którym wydać trzeba zdecydowaną wojnę,
by kobiety „obronić”. Zrywając z tradycyjnie rozumianą rolą kobiety, przede
wszystkim jako matki, pisarka próbowała oderwać człowieczeństwo od Stwórcy. Jak
pisał Jean Guitton: „Pani de Beauvoir pragnie wszystko zrozumieć bez Boga,
wszystko uzasadnić bez Boga i bez Boga pragnie czystej wolności”.
Ten, kto
mówi „nie” macierzyństwu, nie akceptuje działania Stworzyciela – dodaje pisarz –
„zniszczy nie tylko kobiecość kobiety, ale także człowieczeństwo mężczyzny i
kobiety, zgodnie z jakże okrutnym i głębokim powiedzeniem jednej z sartrowskich
postaci: „Jestem wolny do niczego”.
Gubienie kodu
Dziś, z perspektywy ponad pięćdziesięciu
lat od działalności francuskiej feministki, widać, że to, co czyniła, nie było
tylko niewinną zabawą „niegrzecznej panienki” w zamianę znaczeń. Za słowami
poszły czyny. Ich skutki ujawniają się dziś w całej okazałości. Społeczeństwo
skrojone na miarę marzeń pani de Beauvoir i podobnych jej postaci przypomina
rozsypujący się w pył strzaskany kryształowy półmisek. To, co pozostało z tego
pięknego przedmiotu, jest pozbawioną wszelkiej formy ruchomą, przesypującą się
przez palce magmą, która zasypuje powoli Stary Kontynent i inne obszary świata.
Znikają dobrze znane kształty, a ludzie gubią się wśród nowych, niepojętych
znaczeń, którym brak zakorzenienia w czymkolwiek, prócz doraźnie wyprodukowanej
ideologii.
Na tym polega tragizm dekonstrukcji podstawowych dla naszej
cywilizacji pojęć. Dekonstrukcja to jeden z głównych przejawów rewolucji – nigdy
nieproklamowanej oficjalnie, ale toczącej się z coraz większym impetem i
ogarniającej nowe obszary świata. Dekonstrukcja, czyli odrywanie nazw pojęć od
prawdziwego ich znaczenia; rozłączanie pojęć stanowiących system myślowy naszej
cywilizacji. Względność wszystkich pojęć i znaków. Zacieranie wymowy symboli.
Wreszcie eliminowanie z języka kluczowych słów i pojęć.
Rzecz była wywoływana
i zapowiadana przez myślicieli, pisarzy i artystów XIX i XX wieku, a
laboratoryjnie opracowywana przez ideologów, których nazwiska powinny kojarzyć
się z największą w dziejach, bo mającą globalny zasięg rewolucją. Pisze o tym
kompetentnie, głęboko, wyczerpująco, w sposób uporządkowany i przejrzysty w
swojej najnowszej książce „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”
Margueritte A. Peeters.
Autorka nazywa książkę podręcznikiem. W istocie można
ją traktować jako metodyczny przewodnik po kulturze dotkniętej syndromem
rozpadu. Margueritte Peeters wyjaśnia, że jej celem jest dostarczenie wiedzy i
umożliwienie rozeznania, w jaki sposób „działa” i do czego prowadzi rewolucja
kulturowa. Przedstawia to „w świetle odwiecznego prawa zapisanego w ludzkich
sercach przez samego Boga”. Nie pozostawia czytelników z samą tylko wiedzą,
która mogłaby porazić, lecz wyposaża w narzędzia obrony. Prawda wyzwala, gdy się
ją przyjmie, a także uzbraja, gdy wystarczająco głęboko odczyta się zamysły jej
przeciwników. Mówiąc o globalnym charakterze rewolucji feministycznej i
seksualnej, autorka wyraża przekonanie – poparte wieloletnimi badaniami – że
źródłem zaburzeń społecznych i politycznych, które z niej wynikają, jest
„wyprodukowanie” – w umysłach i w oparciu o praktykę społeczną – tworu
człekopodobnego – jakiego nigdy nie było i jaki nie zaistniał w zamyśle Bożym. A
zatem jest to dekonstrukcja naszej chrześcijańskiej antropologii. Dekonstrukcja,
która nabrała już „wymiaru systemowego”.
Polacy, pozostańcie sobą!
Podstawą analiz są rozmowy,
jakie autorka przeprowadziła z osobami, których bezpośredni wpływ na zarządzanie
społeczną polityką w skali światowej jest bardzo znaczący, oraz jej osobisty
udział w cyklu międzynarodowych konferencji ONZ dotyczących problemów
ogólnoświatowych (szczyty: demograficzny, zdrowotny etc.), począwszy od roku
1994. Autorka jest świadoma istnienia pewnego paradoksu w naszej kulturze. Oto
mimo że informacja o tym, co się dzieje w tych kwestiach na najwyższych
szczeblach gremiów zarządzających sprawami świata, jest praktycznie dla
wszystkich dostępna, to umiejętności skorzystania z niej: przyswojenie,
zanalizowanie i wyciągnięcie ważnych dla każdego wniosków – nawet u ludzi dobrej
woli, otwartych intelektualnie, pragnących lepiej zrozumieć świat – jest bliska
zeru. Jednym z powodów jest właśnie język ukradzionych i przeinaczonych pojęć,
którymi posługują się decydujące o naszych losach gremia, powodując
dezorientację i osłabienie naturalnych reakcji obronnych całych społeczeństw.
„Niewiedza ta prowadzi do masowej apatii albo wręcz obojętności, co pociąga za
sobą poważne konsekwencje” – stwierdza autorka.
Książka mimo „mocnej”
zawartości nie budzi przerażenia. Wnikliwość i porządek intelektualny tej
nowatorskiej pracy wzbudza wiarę w możliwości człowieka, gdy nie daje się on
zastraszyć i używa wszystkich narzędzi intelektualnych, w które został
wyposażony, zgodnie z ich przeznaczeniem. Jeśli dogłębnie rozumie się wyzwania,
jakie przynosi czas, nie zadowala się frazesami i nie pozwala się sobą
manipulować, zwycięstwo jest w zasięgu ręki. Margueritte Peeters opiera się tu
m.in. na tym, że człowiek potrafi prawidłowo rozróżniać (łacińskie intelligere –
właśnie znaczy: czynić rozróżnienie). „Gdy człowiek raz dostrzeże różnicę,
otwiera się przed nim droga do (…) nowego przywództwa”. A ono któregoś dnia
będzie w stanie odpowiedzieć „na prawdziwe aspiracje ludzkości”.
Praktyka
jest często taka, że przyjmuje się podejrzane prawdy bez refleksji, lecz
niepokój, który zawsze towarzyszy fałszowi, doprowadzi wcześniej czy później do
strząśnięcia z siebie skorupy kłamstw. Niewątpliwie zdecydowane odrzucenie
kłamstwa i manipulacji, zwłaszcza przez wychowawców, nauczycieli, ludzi nauki,
dziennikarzy, a szczególnie polityków, wymaga nie tylko kompetencji, ale nieraz
i prawdziwego heroizmu. Dlatego mimo że autorka trzeźwo zauważa, że rewolucja w
kulturze w krajach Zachodu „osiągnęła już swoje cele, a nawet można odnieść
wrażenie, że straciła swój pierwotny rozmach, dotarłszy niejako do punktu
samounicestwienia”, to otuchę budzi fakt, że walka toczy się jeszcze w krajach
rozwijających się. Z uwagi na naszą polityczną, nie historyczną, izolację od
Zachodu i siłę naszej chrześcijańskiej tożsamości Polska należy do tej grupy
państw. Margueritte Peeters określa je jako kraje, które pomimo nacisków mogą
pozostać sobą. Francuska analityk jest przekonana, że na świadectwo narodów,
które okażą się duchowo niepodległe, „na całym świecie czekają już ludzie
łaknący powrotu do rzeczywistości, prawdy i miłości”.
„Jakim językiem (…) przemawiają ci ludzie?”
Polskie
wydanie „Globalizacji…” opatrzone zostało przedmową, która jest odrębnym
traktatem ukazującym zakorzenienie autorów rewolucji kulturowej w myśli
ideologów Szkoły Frankfurckiej. Wśród nich są: Theodor W. Adorno, Herbert
Marcuse, Max Horkheimer, Jurgen Habermas. Autor traktatu mistrzowsko
syntetyzującego myśl twórców Nowej Lewicy, ks. prof. Tadeusz Guz, uczynił
inicjatywę wydawniczą Sióstr Loretanek prawdziwym wydarzeniem naukowym i
kulturalnym. Wskazał, że za eksperymentem
polityczno-socjologiczno-psychologicznym kryje się długofalowy program obłędnej
teorii przeciwstawionej człowiekowi. Program totalnej „sekularyzacji” –
oderwania kultury od teologii (T.W. Adorno), zgodnie z którym Bóg jest główną
przeszkodą rozwoju ludzkości, „człowiek i świat nie są żadnymi 'obrazami’ Boga”,
a „wszelkie próby nawiązania do 'wiecznych prawd’ „są powtórzeniami fałszywych
mitów. Ksiądz profesor rzuca nowe światło na dzisiejsze zmagania o istnienie
znaku Krzyża Zbawiciela w przestrzeni publicznej; ideologia Nowej Lewicy
przekreśla bowiem jakąkolwiek próbę teologicznej interpretacji
świata.
Kolejne etapy rewolucji zostały ujęte w postulacie całkowitego
odwrócenia się od człowieka. Zdegradowano go „do bytu zwierzęcego” i umieszczono
na końcu hierarchii, za zwierzętami i przedmiotami.
Człowiek w tej wizji jest
tylko środkiem. Po zepchnięciu go na dalszy plan „należy doprowadzić do jego
całkowitej zagłady, by umożliwić wreszcie niezakłóconą ingerencją ludzką 'własną
transcendencję’ zwierząt i roślin…”.
Kolejne elementy ideologii
neomarksistowskiej (despirytualizacja rzeczywistości, czyli postawienie na
materializm; deformalizacja – zwrot „przeciw wszelkiej formie bytu”,
panseksualizacja – traktowanie „popędu seksualnego” jako „praprzyczyny i osnowy
wszelkiej rzeczywistości”) mogłyby wydawać się jedynie sennym koszmarem,
scenariuszem serii horrorów, wymyślonym po to, by ukazać całą obrzydliwość myśli
oderwanej od Boga, lecz są w istocie programem antycywilizacyjnym wcielanym w
życie z żelazną konsekwencją. Jego skutki zaczynamy coraz dotkliwiej obserwować
w naszym kraju.
„Jaka celowość tkwi w filozoficznym programie nowej lewicy
względnie postmodernizmu?”, pyta ks. prof. Tadeusz Guz. I odpowiada, że celem
jest zagłada człowieka i świata. „Unicestwienie zamiast postępu” to jej
postulat. Dotychczasowe rewolucje miały „jakiś cel 'pozytywny’, np.
'oświecenie’, 'wyższy rozwój’ ewolucyjny, 'społeczeństwo komunistyczne’,
szczęście 'rasy nordyckiej'”. Obecna ma charakter totalnej negacji wszystkiego,
co przedstawia jakąkolwiek uznaną przez człowieka wartość i co należy do treści
Bożego objawienia. Jej dążeniem jest zniszczenie przyrody i, niestety,
człowieka.
Ewa Polak-Pałkiewicz
Marguerite A. Peeters, Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Kluczowe
pojęcia, mechanizmy działania. Przedmowa: ks. prof. Tadeusz Guz, tłumaczenie:
Grzegorz Grygiel, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2010.
