Jeszcze nie jest za późno

Umiędzynarodowienie sprawy badania okoliczności i przyczyn katastrofy
prezydenckiego tupolewa na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj wciąż jest
możliwe. Mało tego, w związku ze skąpymi informacjami ze strony
rosyjskiego MAK staje się to nawet koniecznością. Oznaczałoby to
powołanie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn wypadku
składającej się z ekspertów innych krajów.

Jak to zrobić? –
Polska mogłaby zwrócić się do europejskich instytucji lotniczych i
zaprosić do komisji ekspertów z różnych krajów – uważa mecenas Bogdan
Borkowski. Do tworzenia takiej komisji – zdaniem mecenasa – ma prawo
każde państwo. – Rosjanie swoją komisję nazwali międzypaństwową tylko
dlatego, że nadali status jej uczestnika panu Edmundowi Klichowi; stąd
wyszło, że jest międzynarodowa, a tu chodziłoby o powołanie ekspertów z
różnych krajów i odcięcie się od spekulacji, że tej czy tej stronie może
zależeć na nieujawnianiu czegokolwiek – podkreśla mecenas. Jego
zdaniem, na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw, by podejrzewać
jakieś manipulacje. Natomiast może dochodzić do nieujawniania wszystkich
szczegółów, bo przecież to komisja decyduje, co jest istotne dla
ustalenia przyczyn katastrofy. O ujawnianiu informacji z ustaleń
śledczych decyduje komisja rosyjska, a wypadek zdarzył się na terenie
Rosji, więc w sposób naturalny – przypuszcza mecenas – zachodzi obawa,
iż pewne szczegóły, z których wynikałoby, że winę w jakimś stopniu
ponoszą Rosjanie np. z kontroli lotów, mogą nie przedostawać się do
opinii publicznej. – Może zachodzić okoliczność, że nie do końca tej
rosyjskiej komisji zwanej międzynarodową będzie zależało na opisaniu
wszystkich przyczyn katastrofy, chociażby takich aspektów, jak
nienależyte przygotowanie lotniska albo podawanie złych komend przez
kontrolerów – ocenia mecenas. Jak podkreśla Borkowski,
umiędzynarodowienie sprawy wykluczyłoby te wątpliwości, a opinia
publiczna mogłaby otrzymać całościowy dostęp do informacji.
Wątpliwości
co do dotychczasowej polityki informacyjnej komisji rosyjskiej nie
brakuje. – Stenogramy budzą wątpliwości co do ich wiarygodności, biorąc
pod uwagę na przykład to, że strona polska otrzymała wersję nr 1,
cokolwiek miałoby to znaczyć; poza tym brakuje podpisu pułkownika
Bartosza Stroińskiego. Patrząc na te materiały w połączeniu ze
zgromadzonym i dostępnym materiałem dowodowym, można dojść do wniosku,
że mamy do czynienia z pewnymi sprzecznościami – mówi z kolei mecenas
Rafał Rogalski, pełnomocnik rodzin ofiar, który miał okazję czytać
materiały znajdujące się w polskiej prokuraturze, jednak „ze względu na
dobro śledztwa” nie może podawać szczegółów, o jakie sprzeczności
chodzi. – Patrząc na stenogramy i dostępny materiał dowodowy, należy
dojść do wniosku, że powstają poważne wątpliwości np. co do rodzaju
komend i ich częstotliwości wydawania przez kontrolerów lotu. Tych
wątpliwości jest więcej, ale ze względu na toczące się śledztwo nie mogę
o nich mówić – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mecenas
Rogalski.
Z wypowiedzi polityków koalicji widać jednak, że nie
dostrzegają oni konieczności umiędzynarodowienia sprawy. Zdaniem
Mieczysława Łuczaka (PSL), wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Obrony
Narodowej, należy „zaufać” obecnym rozwiązaniom i ekspertom
wyjaśniającym okoliczności i przyczyny katastrofy. A według posła
Sławomira Rybickiego (PO) z Komisji do spraw Służb Specjalnych, ciągle
trwają prace prokuratur oraz komisji wyjaśniających przyczyny tragedii,
dlatego trzeba poczekać na końcowy efekt ich pracy. – Trudno z góry
zgłaszać wotum nieufności wobec instytucji, które do tej pory się tym
zajmują. Nie ma poważnych przesłanek, żeby oceniać prace instytucji
rosyjskich i polskich jako niewiarygodne czy mające przynieść efekt
końcowy, który byłby nie do zaakceptowania – uważa poseł.

Paweł
Tunia

drukuj