Jesteśmy w fazie ostrego kryzysu Europy

Z Giorgio Saliną, ekspertem Nuncjatury Apostolskiej przy Unii Europejskiej, rozmawia Mariusz Bober

Unia Europejska zaczyna wkrótce konsultacje poświęcone głównie projektowi konstytucji. Ten dokument zmierza do przekształcenia UE w superpaństwo. Dlatego wielu komentatorów uważa, że obywatele państw członkowskich powinni powstrzymać polityków przed realizacją tych planów, ponieważ niszczą oni w ten sposób państwa narodowe i chrześcijaństwo, budując europejskie państwo totalitarne? Co Pan o tym myśli?

– Znajdujemy się w przededniu szczytu europejskiego najważniejszych państw, który odbędzie się 21 i 22 czerwca w Brukseli. W centrum uwagi jest proces tworzenia Unii Europejskiej, który przyniósł bez wątpienia pozytywny skutek w postaci najdłuższego, 60-letniego okresu pokoju w historii naszego kontynentu. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że tenże proces może zostać opóźniony z powodu nacjonalistycznych egoizmów lub żądania stworzenia superpaństwa, które zniwelowałoby cenne specyficzne cechy antropologiczne każdego narodu, także to cenne dziedzictwo ludzkości nie tylko związane z europejskimi realiami. Wierzę, że artykuł 12 ostatniej rezolucji, poprzez którą Parlament chciał wyrazić swoje stanowisko przed szczytem, może sugerować pewne rozwiązanie. Istotnie, artykuł 12 „uznaje w tym kontekście konieczność uwzględnienia ważnych kwestii zaistniałych w okresie refleksji i uświadomienia sobie, że poruszone sprawy mogą być podjęte odpowiednio dopiero przez silniejszą, a nie przez słabszą Europę oraz wyjaśnienia innych problemów, które zostały już omówione w traktacie konstytucyjnym. Dla przykładu:

– racjonalny rozwój, w szczególności zapobieganie zmianom klimatycznym,

– solidarność w sektorze

energetycznym,

– spójność polityki migracyjnej,

– europejski model społeczeństwa w kontekście zmian demograficznych i globalizacji,

– terroryzm,

– dialog międzykulturowy,

– skuteczne wspólne mechanizmy w sprawie koordynacji polityki gospodarczej w strefie euro z równoczesnym zachowaniem roli Centralnego Banku Europejskiego w sprawie polityki walutowej na mocy traktatów;

– kryteria i procedury Unii dotyczące jej rozszerzenia”.

Być może właśnie tu znajduje się klucz odpowiedniego rozwiązania: stawić czoła i powierzyć unii państw ich problemy, które mogą niewątpliwie bardzo skorzystać na wspólnej dyskusji, włączając również poszukiwanie wspólnej polityki zagranicznej i obrony, pozostawiając jednak każdemu państwu podejmowanie decyzji zgodnych z jego szczególną historią, tradycją, antropologią.

UE nie chce odwołania do Boga ani wzmianki o Nim oraz przywołania wartości chrześcijańskich w eurokonstytucji. Czy uważa Pan, że chrześcijanie powinni walczyć o umieszczenie ich w tym dokumencie, czy najpierw o zmianę planów tworzenia europejskiego superpaństwa?

– Nie ulega żadnej wątpliwości, że takie określenia jak „wartości chrześcijańskie” oddałyby hołd prawdzie. Ktokolwiek podróżuje po Europie nie może ignorować wołania miłości i nadziei wznoszonego na przestrzeni stuleci, wyrażanego przez wielkie i wspaniałe katedry, jak również przez małe kościoły wiejskie w górach, nie mówiąc o malarstwie, rzeźbie czy literaturze, tzn. wyrażanego przez historię i kulturę europejską! Ci, którzy tego nie chcą, nie potrafią przyjąć rzeczywistości przez niezrozumiały kaprys ideologiczny. Ponadto jest także prawdą, że to rzeczywistość, która sama się narzuca. Żartując ze znajomym deputowanym, który przekonywał: „Zobaczysz, że wcześniej czy później ktoś zaproponuje usunięcie wszystkich symboli religijnych z miejsc publicznych, szczególnie symboli chrześcijańskich”, odpowiedziałem: „Można by powiedzieć, że wniosek nie może zostać przyjęty, ponieważ w budżecie nie ma pieniędzy niezbędnych do zniszczenia wszystkich katedr i wszystkich kościołów powstałych w miejscach publicznych, a poza tym przemysł turystyczny straciłby wiele, ponieważ w Europie nie pozostałoby nic godnego uwagi do zobaczenia”. Jeżeli nie będzie możliwe wymienienie „wartości chrześcijańskich”, trzeba będzie, aby te wartości tworzące naszą kulturę i naszą historię zostały przyjęte w traktacie, który zostanie zaproponowany, zaczynając od świeckości właściwie rozumianej, wprowadzonej do historii przez Pana Naszego Jezusa Chrystusa, a nie mętnej, wybiórczej i aroganckiej laickości wyrażonej w jakiejś decyzji Parlamentu Europejskiego czy w stanowisku byłego prezydenta Francji Jacques”a Chiraca.

Bruksela coraz częściej forsuje antychrześcijańskie prawa, np. legalizację aborcji czy związków homoseksualnych. Jaka – w tej sytuacji – jest rola chrześcijan w UE?

– To bardzo trafna i istotna uwaga. Często zwłaszcza Parlament Europejski, powołując się na „dorobek wspólnotowy”, przypisuje sobie prawo do formułowania rezolucji niewiążących, dotyczących różnych i delikatnych tematów, najczęściej odnoszących się do kwestii etycznych, które kolejno Trybunał Sprawiedliwości wymienia jako źródła prawa, do których należy dostosować orzeczenia. To nadaje takim rezolucjom znaczenia, którego nie mają, ale nade wszystko kumuluje „orzecznictwo”, do którego coraz częściej się odwołuje. Dlatego jest bardzo interesująca i ważna „inicjatywa” zmierzająca do maksymalnego ograniczenia działań legislacyjnych w sprawach wykraczających poza kompetencje UE. Z problemem tym związane jest ściśle to, co zostało przytoczone w pierwszej odpowiedzi w odniesieniu do ostatniej rezolucji Parlamentu Europejskiego.

Ojciec święty Benedykt XVI (a wcześniej również Jan Paweł II) wskazuje, że Europa, odcinając się od korzeni chrześcijańskich, niszczy samą siebie. Czy Unia mimo obecnego kryzysu na wielu płaszczyznach nie rozumie tego?

– Zjawisko to ma głębokie korzenie, a instytucje europejskie stanowią odzwierciedlenie społeczeństwa europejskiego. To, co dziś się ugruntowuje, to pogląd, że nauka stoi ponad etyką – wszystko jest dozwolone – celem człowieka jest natychmiastowe zaspokojenie pragnień, unikając osobistej i wspólnotowej odpowiedzi na ważne problemy, które życie niesie nieubłaganie, tzn. unikając odpowiedzialności za siebie samego, za innych i za dobro wspólne. Dzisiaj ugruntowuje się „relatywizm”, stąd epokowe przeciwieństwo kultury czynienia tego, co wydaje się i podoba oraz kultury odwiecznych wartości ludzkich. Jan Paweł II mówił o „kulturze śmierci i kulturze życia”. W tym sensie sądzę, że rozumiem, gdy Benedykt XVI mówi: „Czy nie jest powodem zaskoczenia, że dzisiejsza Europa, gdy stara się stać wspólnotą wartości, wydaje się nadal częściej kwestionować, że istnieją wartości uniwersalne i absolutne? Czy ta szczególna forma wyrzeczenia się siebie samej, jeszcze przed wyrzeczeniem się Boga, nie prowadzi do zwątpienia w jej tożsamość?”. W tym znaczeniu okazuje się oczywisty powód wrogości szczególnie wobec Kościoła katolickiego; chodzi o rzeczywistość, która wiarygodnie proponuje na nowo wartości bardziej ugruntowane i związane z niezniszczalną prawdą o człowieku, dlatego też chodzi o rzeczywistość, która wiarygodnie demaskuje granice relatywizmu, a w szczególności relatywizmu etycznego. Benedykt XVI kontynuuje: „Wspólnota, która się tworzy, nie szanując autentycznej godności istoty ludzkiej, zapominając, że każda osoba jest stworzona na obraz Boży, ostatecznie nie czyni dobra dla nikogo. Oto dlaczego jawi się nadal jako bardziej konieczne, aby Europa wystrzegała się tej pragmatycznej postawy, dziś tak powszechnej, która usprawiedliwia systematycznie kompromis dotyczący istotnych wartości ludzkich, jakby była nieunikniona akceptacja domniemanego mniejszego zła”. Kościół powinien walczyć, ponieważ „obliguje” Europę do oceny tej pragmatycznej postawy. Nie można przeczytać słów Papieża, nie poczuwając się do wzięcia odpowiedzialności osobistej, gdy mówi: „Drodzy przyjaciele, wiem, jak trudną dla chrześcijan jest wytrwała obrona tej prawdy o człowieku. Nie ulegajcie jednak zmęczeniu i zniechęceniu! Potraficie wnosić wkład w budowanie nowej Europy z Bożą pomocą, Europy realistycznej, ale nie cynicznej, bogatej w ideały i wolnej od naiwnych złudzeń, inspirowanej niewyczerpaną i ożywczą prawdą Ewangelii”. Chociaż są to słowa bardzo zobowiązujące, dziękuję za nie Jego świątobliwości. Przypominają mi to, co mówi często jeden z naszych ważnych przyjaciół kapłanów: „Czy chcesz nawrócić Europę? Ty się nawróć”. Jeśli chodzi o kryzys, który dotknął Europę, sądzę, że jesteśmy w fazie ostrej, którą należałoby „usiłować zrozumieć”, a może jakiś nieśmiały znak zaczyna nam się ukazywać. Do nas należy pokorna wytrwałość w celu wypełnienia wielkiego profetycznego zamysłu Jana Pawła II, który Jego Następca streszcza w tych słowach: „Od marca [1957 r. – wyj. red.] pięćdziesiąt lat temu ten kontynent przebył długą drogę, która doprowadziła do pojednania obydwu płuc – Wschodu i Zachodu – związanych wspólną historią, ale arbitralnie oddzielonych kurtyną niesprawiedliwości”.


Dziękuję za rozmowę.

Tłum. WL


drukuj