Jest interes do zrobienia

Jakie motywy stoją za rządowymi planami prywatyzacji Lasów? Być może fakt, że
mają one ogromne możliwości pochłaniania CO2, a to oznacza dla ich właścicieli
potencjalne zyski. Jeśli nie teraz, to w przyszłości. Podobnie miąższe warstwy
łupków, w których wykonano szczelinowanie i z których pozyskiwany jest gaz,
stają się potężnym zbiornikiem na CO2.

Torowanie przez rząd Platformy Obywatelskiej drogi do prywatyzacji Lasów rodzi
wiele pytań, na czele z głównym: w jakim celu? Boleć oczywiście będzie
ewentualnie to, że zwykłe wchodzenie do lasu, zbieranie grzybów czy jagód będzie
praktycznie niemożliwe. No, ale nie o to chyba chodzi w prywatyzacji Lasów. Jaki
jest więc prawdziwy cel prywatyzacji – trudno też uwierzyć, że chodzi jedynie o
wpływy z prywatyzacji, choć o to zapewne także. O co więc chodzi?
Skrajnie odległą sprawą w kontekście planów prywatyzacji Lasów wydają się
koncesje na gaz łupkowy. Po objęciu stanowiska wiceministra środowiska i
głównego geologa kraju w rządzie PiS stałem się inicjatorem poszukiwań złóż
niekonwencjonalnych gazu, w tym szczególnie gazu łupkowego. Inwestorom z USA
wydałem pierwsze koncesje na poszukiwanie. Żadna polska firma nie chciała podjąć
się tego zadania, gdyż wtedy sprawa wydawała się mało wiarygodna. Nie winiłbym
nikogo w PGNiG, jako że wówczas wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem i
kosztami. Do połowy listopada 2007 r. wydałem 11 koncesji kilku podmiotom.
Planowałem, że po wydaniu około 15-20 koncesji (maksymalnie 20 proc.
perspektywicznych obszarów koncesyjnych) ich wydawanie będzie wstrzymane w
oczekiwaniu na raporty dokumentacji geologicznych od inwestorów. Prosta zasada:
dajemy aportem potencjalne złoża komuś, kto ma technologie, ponosi ryzyko i
nakłady, a otrzymujemy wiedzę, której dziś nie możemy zdobyć sami. Jeśli gaz by
był, to w oparciu o zyski z jego eksploatacji i ewentualne pożyczki na poczet
przyszłego wydobycia miały być prowadzone poszukiwania przy pomocy polskich
firm, które współpracując z rodzimymi naukowcami, byłyby w stanie opracować
technologie wydobycia gazu z łupków. Tu właśnie zaczynają pojawiać się
zbieżności pomiędzy lasami a łupkami. Zarówno lasy, jak i przestrzenie powstałe
po rozszczelnieniu łupków i wydobyciu gazu mają zdolność pochłaniania CO2.
Wszystkie instalacje wybudowane na potrzeby związane z poszukiwaniami,
rozpoznawaniem, dokumentowaniem, eksploatacją już są (bardzo wiele otworów,
szczelność górotworu jest pewna, rurociągi itd.). Nic, tylko zatłaczać i
zarabiać, tym bardziej że CO2 do wypychania gazu z łupków może się przydać.
Implikowane koszty beztroskiego udzielenia koncesji mogą być fatalne (oddanie
praktycznie za darmo informacji geologicznej o wartości księgowej miliardów
złotych, potencjalna blokada geotermii) itd. Tego interesu narodowego powinna
pilnować służba geologiczna, ale tej w Polsce nie ma.
Zważywszy na powyższe, przestaje dziwić zainteresowanie koncesjami na
poszukiwanie i rozpoznawanie złóż gazu łupkowego – nawet jeśli gazu nie będzie
zbyt dużo. Ale skąd łatwość ich wydawania? Koncesja na zatłaczanie to sprawa
prosta – takie mamy Prawo geologiczne i górnicze (a przygotowywane jest znacznie
gorsze). Groźny jest fakt, że w szybkim tempie przyznano koncesje na niemal
wszystkie potencjalnie perspektywiczne obszary koncesyjne – praktycznie za darmo
(sic!).
Widać więc jasno, że scenariusz łączenia lasów i łupków może mieć wspólny
mianownik – właśnie CO2. Może to tylko zbieżność? Ale może nie chodzi o małe
łupki z lasów, tylko o prawdziwe wielkie łupy i z lasów, i z łupków razem? Może
nie mam podstaw do rozważania tak spiskowych teorii? W takim razie proszę o
konkrety i prawdę. Każdy ma prawo kojarzyć fakty, bazując na wiedzy, jaką
posiada, i ma prawo dzielić się wnioskami, co niniejszym czynię.
Niewątpliwie handel emisjami i sekwestracja CO2 to potencjalne źródło ogromnych
zysków, które mogą mieć albo państwo polskie, albo faktyczni właściciele Lasów i
dysponenci struktur geologicznych, nad którymi rzeczywiste władztwo tak łatwo
państwo oddaje.
Niepokoi fakt przyspieszenia prac w Sejmie nad tworzeniem potencjalnej ścieżki
prywatyzacji Lasów. Czy to po to, aby nie zdążono z trwającym właśnie zbieraniem
podpisów wnioskujących o referendum w tej sprawie (patrz: www.ekorozwoj.pl)?
Blisko pół roku temu wysłałem do pana premiera Donalda Tuska list otwarty m.in.
w sprawie gazu łupkowego, projektu Prawa geologicznego i górniczego i
sekwestracji CO2 (patrz: www.morion.ing.uni.wroc.pl) – dostałem odpowiedź
informującą, że list przesłano zgodnie z kompetencjami. Czy list ciągle krąży i
szuka kompetencji w ekipie rządzącej? Wysłałem to pismo także do wszystkich
ogólnopolskich wielkonakładowych dzienników i tygodników. Część listu
opublikował tylko "Nasz Dziennik". Cóż zrobić – tylko gorzko żartować, pytając:
kto zarobi na boku, żonglując sprawami CO2 – bo, że lasy i łupki razem mogą
pozwolić nieznanym dziś inwestorom, a nie państwu polskiemu, zarobić na handlu
emisjami, wydaje się całkiem prawdopodobne.

Prof.
Mariusz-Orion Jędrysek
 

Autor jest kierownikiem Zakładu Geologii Stosowanej i Geochemii, dyrektorem
Międzywydziałowego Studium Ochrony Środowiska Uniwersytetu Wrocławskiego oraz
dyrektorem Wrocławskiego Ośrodka Regionalnej Wspólnoty Implementacji Innowacji w
Klimatycznym KIC EIT (Wspólnota Wiedzy i Innowacji w Europejskim Instytucie
Innowacji i Technologii), członkiem stowarzyszenia Ekorozwój.

drukuj