Jan Paweł II wobec wprowadzenia stanu wojennego w Polsce
Trzydzieści lat temu, 13 grudnia 1981 roku, wprowadzenie w Polsce stanu
wojennego było brutalną próbą przekreślenia rozbudzonych w sierpniu 1980 roku w
społeczeństwie polskim nadziei. Także tym razem Kościół – jak wiele razy w ciągu
dziejów – stanął po stronie Narodu. Uczynił to przede wszystkim w jego imieniu
Papież Jan Paweł II, który śledząc dokonujące się wówczas posierpniowe
przemiany, dostrzegał również to, że sytuacja niebezpiecznie się zaostrza i może
doprowadzić do dramatycznego konfliktu.
Nic więc dziwnego, że jego reakcja na wprowadzenie stanu wojennego była
bardzo wyrazista, ale i wyważona. Przemawiając z okazji modlitwy "Anioł Pański"
13 grudnia 1981 roku na placu Świętego Piotra, Ojciec Święty ograniczył się do
prośby o modlitwę w intencji Polski, przypominając swoje słowa wypowiedziane
kilka tygodni wcześniej z okazji rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej: "Nie
może być przelewana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza w czasie
ostatniej wojny. Trzeba uczynić wszystko, aby w pokoju budować przyszłość
Ojczyzny" (13.11.1981).
Następnego dnia, gdy na placu św. Piotra z inicjatywy "Communione e
Liberatione" odbyło się modlitewne czuwanie tysięcy wiernych w intencji Polski,
Jan Paweł II podkreślił wielką solidarność świata z Narodem Polskim, która
akcentuje "niezbywalne prawa człowieka i prawa narodu". Papież powiedział
również, że walka o realizację tych praw musi "stworzyć wielką solidarność o
wymiarze europejskim i światowym, ponieważ ratować te zasady znaczy bronić i
rozwijać sprawiedliwość i pokój w dzisiejszym świecie" (14.12.1981).
Słowem i czynem za "Solidarnością"
Dwa dni później, podczas pierwszej po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce
audiencji ogólnej, Ojciec Święty dokonał wstępnej próby całościowej oceny tego
faktu, stwierdzając, że Polacy mają "jako naród prawo do życia swoim własnym
życiem – i do rozwiązywania swoich problemów wewnętrznych w duchu własnych
przekonań, zgodnie ze swoją kulturą i tradycją narodową. Spraw tych,
niewątpliwie trudnych, nie można rozwiązywać przy użyciu przemocy". Papież
skierował także prośbę do wszystkich swoich rodaków: "Trzeba wrócić na drogę
odnowy, kształtowanej metodą dialogu, przy poszanowaniu praw człowieka pracy. Ta
droga nie była łatwa – ze zrozumiałych przyczyn – ale nie jest niemożliwa. Siła
i powaga władzy wyraża się także w dialogu, a nie w użyciu siły" (16.12.1981).
Jednocześnie Papież bardzo wyraźnie i zdecydowanie poparł "Solidarność".
Przemawiając na placu św. Piotra, stwierdził, iż to pojęcie "mówi o wielkim
wysiłku, którego dokonali ludzie pracy (…) aby zabezpieczyć prawdziwą godność
człowieka pracy". Zdaniem Jana Pawła II, słowo "Solidarność" "mówi o wysiłku
zmierzającym do (…) sprawiedliwości i pokoju. Stąd jest ono szeroko znane i
przyjmowane z uznaniem na całym świecie. "Solidarność" należy do współczesnego
dziedzictwa ludzi pracy" (1.01.1982).
Obok publicznych wypowiedzi na temat sytuacji w Polsce Papież podjął także
inne konkretne działania. Już 18 grudnia 1981 r. przybył do Warszawy ksiądz
arcybiskup Luigi Poggi, który w imieniu Ojca Świętego przekazał przewodniczącemu
Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego specjalny list. Pod wypływem tragicznych
wiadomości o zabitych robotnikach w Polsce Jan Paweł II zwrócił się w nim do
generała Wojciecha Jaruzelskiego "z usilną prośbą i zarazem z gorącym wezwaniem
o zaprzestanie działań, które przynoszą ze sobą rozlew krwi bratniej". Domagał
się zniesienia stanu wojennego, respektowania praw człowieka i rozwiązywania
trudnych spraw metodą dialogu. "W ciągu ostatnich zwłaszcza dwu stuleci – pisał
Papież – Naród Polski doznał wielu krzywd, rozlano też wiele polskiej krwi,
dążąc do rozciągnięcia władzy nad naszą Ojczyzną. W tej perspektywie dziejowej
nie można dalej rozlewać polskiej krwi: nie może ta krew obciążać sumień i
plamić rąk Rodaków. Zwracam się więc do Pana, Generale, z usilną prośbą i
zarazem gorącym wezwaniem, ażeby sprawy związane z odnową społeczeństwa, które
od sierpnia 1980 roku były załatwiane na drodze pokojowego dialogu, wróciły na
tę samą drogę. Nawet jeżeli jest ona trudna, nie jest to niemożliwe. Domaga się
tego dobro całego Narodu. Domaga się również opinia całego świata, wszystkich
społeczeństw, które słusznie wiążą sprawę pokoju z poszanowaniem praw człowieka
i praw Narodu. Ogólnoludzkie pragnienie pokoju przemawia za tym, ażeby nie był
kontynuowany stan wojenny w Polsce. Kościół jest rzecznikiem tego pragnienia.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, które od tylu pokoleń łączyły wszystkich
synów i córki naszego narodu przy opłatku wigilijnym. Trzeba uczynić wszystko,
ażeby tegorocznych świąt Polacy nie musieli spędzać pod groźbą śmierci i
represji. Zwracam się do pańskiego sumienia, Generale, do sumień wszystkich tych
ludzi, od których zależy w tej chwili decyzja".
Swój apel Ojciec Święty przekazał równocześnie uwięzionemu Lechowi Wałęsie,
Prymasowi Polski oraz ks. kard. Franciszkowi Macharskiemu. O swej interwencji
powiadomił także przedstawicieli państw sygnatariuszy Aktu Końcowego KBWE w
Helsinkach. Jednocześnie Papież chciał zapoznać się z faktyczną sytuacją w
Polsce, która w krajowych i zagranicznych środkach masowego przekazu społecznego
różnie była przedstawiana. Temu celowi służyły wizyty arcybiskupa Luigiego Poggi
w Warszawie (18-22.12.1981) i biskupa Bronisława Dąbrowskiego w Rzymie
(21-23.12.1981), a 3 stycznia 1982 r. Prymas Józef Glemp skierował do Ojca
Świętego list informujący o sytuacji w Polsce.
12 stycznia 1982 r. Jan Paweł II otrzymał datowaną 6 stycznia odpowiedź
generała Wojciecha Jaruzelskiego na swój list. Przewodniczący WRON zgodził się z
Ojcem Świętym, że stan wojenny jest szokiem dla społeczeństwa polskiego,
zapewniając jednocześnie o humanitaryzmie poczynań rządu. Dał również do
zrozumienia, że stan wojenny był mniejszym złem wobec groźby rzekomej
interwencji zewnętrznej. "Właśnie w imię zapobieżenia – pisał – rozległej,
ostrej konfrontacji, masowemu przelewowi krwi wprowadziliśmy stan wojenny,
oddalając w ten sposób widmo wojny domowej od tak ciężko w przeszłości
doświadczonego narodu. A przecież niekoniecznie zamknęłaby się ona w ramach
wewnątrzpolskich; mogłaby pociągnąć za sobą kataklizm w znacznie szerszej
skali".
Odpowiadając na to pismo, w swym drugim – datowanym 6 kwietnia 1982 roku –
liście do generała Jaruzelskiego Papież pisał między innymi: "Panie Generale!
Analiza Pańskiego pisma skłania mnie do usilnego ponowienia mojej prośby
zawartej już w liście grudniowym. Aby odbudować siłę państwa wynikającą "z
poparcia społecznego", trzeba usunąć "szok" wywołany stanem wojennym,
internowaniem tysięcy czołowych działaczy "Solidarności" z Lechem Wałęsą, oraz
całym szeregiem bolesnych sankcji w stosunku do świata pracy i kultury. Nie
tylko trzeba usunąć "szok". Należy ponadto odbudować zaufanie. W Pańskim piśmie
czytam: "wiemy, że państwo musi być silne poparciem społecznym. Będziemy o nie
uczciwie zabiegać". Słowa te wskazują na inny model postępowania władz niż ten,
który jest stosowany w związku ze stanem wojennym. Zmiana postępowania władz w
Polsce z pewnością zmieni także stosunek zagranicy do Polskiej Rzeczypospolitej
Ludowej. Społeczeństwa zachodnie, związane z Polską wielu więzami kultury i
historii, również i w okresie stanu wojennego, świadczą różnorodną pomoc moim
Rodakom w Ojczyźnie – a gotowe są od tymczasowych restrykcji o charakterze
politycznym przejść do planowej i rozbudowanej współpracy. (…) Naród Polski
zasługuje na to, aby mógł budować swój suwerenny byt w warunkach pokoju i
poszanowania obywatelskich praw wszystkich swoich synów i córek".
W jedności z Narodem Polskim
W ciągu pierwszych tygodni stanu wojennego w Polsce przy różnych okazjach
Papież Jan Paweł II podejmował w swoich przemówieniach to zagadnienie.
Akcentował w nich swą jedność z Narodem Polskim, budził nadzieję i wskazywał
drogi wyjścia z kryzysu. Podczas audiencji ogólnych przemawiał po polsku, choć
nie było tam Polaków. "W ich nieobecności – jak mówił – widzą [inni]
ograniczenie i naruszenie prawa, jakie przysługuje wszędzie wolnym ludziom"
(13.01.1982). Ocena wydarzeń w Polsce dokonywana przez Papieża miała wymowę
jednoznaczną. Stan wojenny uważał on za naruszenie podstawowych praw człowieka i
Narodu. Uczestniczył w problemach życia społecznego w Polsce, prosząc, "aby
wyszli na wolność wszyscy, którym tę wolność niesłusznie odebrano" (20.01.1982),
a zwolnienie z pracy z powodów pozazawodowych i zmuszanie do podpisywania
oświadczeń w sprawie wystąpienia z "Solidarności" nazwał "łamaniem sumień".
Ojciec Święty widział wydarzenia w Polsce w skali problemów całego świata, w
którym poszanowanie praw człowieka jest podstawowym warunkiem powszechnego
pokoju. Przemawiając w styczniu 1982 roku do Korpusu Dyplomatycznego
akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, mówił o wielkim zainteresowaniu świata
Polską "z powodu ogłoszenia w niej stanu wojennego, który obowiązuje po dziś
dzień, z powodu internowania tysięcy obywateli, szczególnie intelektualistów i
działaczy wolnej organizacji robotniczej, z powodu narzuconego obywatelom
zniewolenia moralnego, w którym żyją i pracują".
Kilka dni później, kiedy odbywał się w krajach zachodnich "Dzień solidarności
z narodem polskim", Jan Paweł II włączył się w tę akcję, wyrażając "żywą
wdzięczność za wszelkie dowody tej solidarności" i za pomoc materialną i moralną
udzieloną naszej Ojczyźnie (31.01.1982). Dał też wyraz przekonaniu, że
wydarzenia w Polsce nie mogą być rozpatrywane wyłącznie w kategoriach
wewnętrznych jednego narodu, bo mają wymiar ogólnoludzki. "Sprawy, o jakie
chodzi w Polsce – mówił Papież – posiadają znaczenie nie tylko dla tego jednego
kraju i społeczeństwa. Poszanowanie człowieka jako obywatela jest wszędzie na
świecie warunkiem prawdziwej sprawiedliwości społecznej i pokoju".
Młode pokolenie niewiele dziś wie o tamtych wydarzeniach, a i starsi czasem nie
zawsze chcą pamiętać o niezwykle ważnej roli Kościoła w naszym wybijaniu się ku
wolności. Warto jednak o tym pamiętać dziś, gdy Kościół jest tak często
oskarżany o swą szkodliwą rolę w procesie budowania przyszłości Narodu. Warto
więc wracać do historii, bo ona rzeczywiście uczy i skłaniać powinna do myślenia
o przyszłości w czasach, gdy twórców stanu wojennego próbuje się określać mianem
"ludzi honoru", a bohaterów tamtych czasów niekiedy ośmiesza się i lekceważy.
Ks. prof. Piotr Nitecki
***
Wczoraj w wypadku samochodowym zginął ks. prof. dr hab. Piotr
Nitecki, wybitny specjalista z zakresu katolickiej nauki społecznej Kościoła,
autor positio w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. kard. Stefana
Wyszyńskiego. Do tragedii doszło około godz. 8.30 w miejscowości Błonie koło
Środy Śląskiej. Ksiądz prof. Nitecki jechał na uroczystości pogrzebowe matki
jednego z kapłanów. Miał głosić homilię…
Jak poinformowała nas rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Środzie
Śląskiej mł. asp. Marta Stefanowska, na razie nieznane są przyczyny wypadku.
Wiadomo jedynie, że prowadzone przez księdza renault zjechało nagle na lewy pas
jezdni i doszło do zderzenia z jadącym z naprzeciwka audi. Ksiądz Nitecki
poniósł śmierć na miejscu, natomiast kierowca drugiego samochodu nie odniósł
żadnych obrażeń.
Śmierć księdza profesora wstrząsnęła bliskimi mu współpracownikami z Papieskiego
Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. – Nagła śmierć ks. prof. Niteckiego jest
niepowetowaną stratą dla naszego Papieskiego Wydziału Teologicznego. Ksiądz
profesor był członkiem Rady Wydziału i kierownikiem Katedry Nauki Społecznej i
Socjologii Duszpasterskiej. Wśród alumnów seminarium był niezwykle lubianym
wykładowcą. To pod jego okiem studenci najliczniej chcieli pisać swoje prace
magisterskie – powiedział nam sekretarz generalny PWT ks. dr Grzegorz
Sokołowski. Ksiądz prof. Nitecki od wielu lat kierował także diecezjalnym
miesięcznikiem "Nowe Życie". – Był wymagającym, otwartym na rzeczywistość, na
różne przestrzenie życia szefem – podkreśla red. Krzysztof Kunert.
Za osiągnięcia naukowe i popularyzatorskie w zakresie katolickiej nauki
społecznej otrzymał w 2009 r. nagrodę naukową im. Włodzimierza Pietrzaka
przyznawaną przez Katolickie Stowarzyszenie "Civitas Christiana". Za kilka dni,
20 grudnia br., ks. prof. Nitecki miał gościć na spotkaniu opłatkowym w
siedzibie Oddziału Dolnośląskiego Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas
Christiana". – Często przychodził do nas nie tylko w roli wykładowcy, ale i
uczestnika wielu różnych spotkań, konferencji, wystaw organizowanych przez nasze
stowarzyszenie. Przekazywał nam w bardzo przejrzysty sposób swoją bogatą wiedzę
na temat różnych aspektów katolickiej nauki społecznej Kościoła. Jego teksty
były publikowane w różnych ogólnopolskich wydawnictwach, był także często
zapraszany z wykładami do innych oddziałów naszego stowarzyszenia – powiedział
nam przewodniczący Oddziału Dolnośląskiego Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas
Christiana" Henryk Koch.
Ksiądz Piotr Nitecki święcenia kapłańskie przyjął w wieku 47 lat, 8 grudnia
1996 r. we Wrocławiu, z rąk ks. kard. Henryka Gulbinowicza. Był profesorem nauk
teologicznych i humanistycznych KUL, doktorem nauk teologicznych Akademii
Teologii Katolickiej w Warszawie, wykładał katolicką naukę społeczną i
metodologię nauk. Od 2003 r. był proboszczem wrocławskiej parafii
uniwersyteckiej pw. Najświętszego Imienia Jezus.
Ksiądz prof. Nitecki jest autorem książek z historii Kościoła, takich jak:
"Człowiek drogą Kościoła: Kościół, "Solidarność" i odnowa społeczna w Polsce",
"Znak zwycięstwa: ksiądz Jerzy Popiełuszko, 1947-1984", "Biskupi Kościoła w
Polsce w latach 965-1999: słownik biograficzny", "Ku prawdzie we wspólnocie
człowieka i Boga: studia dedykowane ks. Stanisławowi Kowalczykowi", "Włocławskie
dzieje ks. Stefana Wyszyńskiego 1917-1946".
Zginął w wieku 62 lat. W związku z okolicznościami śmierci nie ustalono
jeszcze daty i miejsca pogrzebu.
Marek Zygmunt
