Jakiej chcecie Polski?
Zapytajcie każdy siebie: jakiej ja chcę Polski? Czy zastanawiam się nad
tym kiedykolwiek?
Nie myślcie, że przemawia do was szowinistyczny nacjonalista. Nie! Przemawia do
was syn Narodu, który kocha swoją Ojczyznę. A kochać ją to znaczy miłować
wszystko, co Polskę stanowi. Jakiej więc chcecie Polski?
Postawiłem wam szereg pytań w liście, który wystosowałem do młodzieży
odprawiającej rekolekcje wielkopostne w archidiecezji gnieźnieńskiej i
warszawskiej. Pytałem tam i pytam nadal: Młodzieży! Czy chcesz, aby Polska była
pijana? Czy chcesz Polski przepitej? Już raz była przepita, a sytuacja się
powtarza. Statystyka z ubiegłego roku podaje, że siedem i pół litra alkoholu
przypada na głowę statystycznego Polaka. Czy zdajesz sobie sprawę, do czego mogą
doprowadzić Naród pijani obywatele, rozpite rodziny, pijani szefowie w biurach,
urzędach, fabrykach? Nietrzeźwi kierowcy autobusów, samochodów i pociągów? Czy
takiej chcesz Polski?
A czy chcesz Polski rozwiązłej? Czy chcesz, aby twoja siostra była poniewierana
przez chłopaków, jak to się, niestety, coraz częściej widzi na ulicach stolicy?
Czy chcesz, aby twoich braci i siostry demoralizowano przez film i telewizję?
Tylu dobrych, zdolnych specjalistów pracuje w tej produkcji! Jest to tym większe
nieszczęście, że ich zdolności i talenty nie są właściwie wykorzystane.
Czy chcesz Polski bezdzietnej, w której tak wiele nienarodzonych Polaków
idzie… do kanałów?
Czy chcesz Polski bez wiary w Boga i ludzi, a więc bez ideałów, bez porywów i
wzlotów, bez zdolności do poświęcenia i ofiary? Nawet na froncie w obliczu wroga
trzeba w coś wierzyć, aby być zdolnym do bohaterstwa. Ale wiara i poświęcenie są
potrzebne nie tylko na froncie wojennym, lecz także na froncie pracy, obowiązku,
zawodu, nauki, codziennego trudu i wysiłku. Wszędzie potrzebna jest wiara żywych
ludzi w Boga Żywego.
Drodzy moi! Ja tylko was pytam. Nie czynię wymówek. Nie oskarżam. Ja tylko
pytam: jakiej chcecie Polski? W rachunku sumienia można i trzeba postawić sobie
to pytanie.
A jaki jest twój stosunek do otoczenia? – Czy ono cię obchodzi? – Otoczenie to
przecież Naród, to Polska!
Pamiętam pierwsze dni powstania. Przebywałem na terenie Kampinosu. Biegnąc z
komżą i stułą do miejsca, w którym właśnie zakończyła się bitwa z oddziałami
niemieckimi, natknąłem się na trzech rannych żołnierzy z wyszarpanymi
wnętrznościami. Zatrzymałem się przy nich. Wokół nie było nikogo. Jak im pomóc?
Nadeszły jakieś dwie kobiety. Zastanawialiśmy się, co należy czynić. Żołnierze
byli obarczeni ciężką bronią. Ale baliśmy się zdjąć ją z rannych, aby nie być
posądzonym o rozbrajanie. Jednak trzeba było jakoś ich ratować. Wreszcie
nadszedł mały oddział złożony z kilku żołnierzy. Prosimy ich: pomóżcie nam!
Machnęli ręką: "U nas ludi mnogo" – powiedzieli i poszli dalej. Zostawili nas
samych.
U nas ludzi mnogo… Co znaczy człowiek? Co znaczysz ty?… Jeżeli taki pogląd
się przyjmie, to biada człowiekowi dziś i biada Narodowi jutro!
Czy was ludzie obchodzą? Często mówicie: co mnie obchodzi ten kolega, ta
koleżanka? Czy zastanawiacie się, jakie są ich sprawy, jacy oni są i jak się
prowadzą? Czy twój kolega marnuje swoje talenty, czy też je rozwija? Czy uczy
się, czy bałagani? Czy jest trzeźwy, czy się upija? Czy najbliższa koleżanka
prowadzi się dobrze, czy źle?
Opowiem wam drastyczny przykład, który wyczytałem w studium socjologicznym na
tle rozmów w pewnym domu poprawczym. Jest tam 73 chłopców, przy nich 30 osób
personelu wychowawczego! Wielu chłopców to młodociani przestępcy. Zdarzają się
wśród nich homoseksualiści i uczestnicy zbiorowych gwałtów. Chłopcy posługują
się "swoistym" językiem, już nie polskim, ale zwanym przez nich "językiem
grypsowym", którego wychowawcy nie mogą zrozumieć. Dzielą się na tak zwanych
"ludzi" i "frajerów". Tych kilkudziesięciu chłopaków należy przecież do Narodu,
a więc nie mogą nam być obojętni. Ale kto ich tak uformował, jaką drogą do tego
doszli?
W rozmowach poufnych można się od nich czegoś więcej dowiedzieć: Będziesz tak
żył? – Nie. Jak się ożenię, będę inny. Teraz prowadzę się, jak chcę, ale potem
będę wierny. Chodzisz teraz z kimś? – Tak, chodzę. – Ale jej nie skrzywdzisz? –
Nie, tej nie skrzywdzę, bo ją kocham. – A inne? – Jak się zdarzy… – Inny
chłopiec mówi: Jeżeli się ożenię, to tylko z czystą dziewczyną.
Kiedy czytałem tę książkę, wydawało mi się, że jestem na dnie otchłani. Ale gdy
odczytałem takie wypowiedzi chłopców, pomyślałem, że jednak człowieka nie można
zniszczyć do końca. Jeszcze pozostaje w nim jakaś iskierka, jakiś naturalny
odruch dobra. Dlatego wzywam: kto w Boga wierzy, ratujcie człowieka!
Gdy dostanie się do domu poprawczego chłopak, który coś ukradł, po kilku
tygodniach wychodzi stamtąd wszechstronnie pouczony o wszelkim złu, zboczeniu i
występku. Czy możecie teraz sobie powiedzieć: co mnie to obchodzi? A może trzeba
się zastanowić: jak im pomóc?
To jest dno, ale przecież na dno leci się nieraz długą drogą. A może ja kogoś
spycham w dół? Czy moja bezmyślność nie niszczy życia niejednej dziewczynie? Czy
pamiętam, że jedno jest życie i że powinniśmy poświęcić je na służbę Chrystusa,
Kościoła i Narodu? Można pisać "dzieje grzechu" bez końca – to nie jest
największa sztuka! O wiele trudniej powstrzymać falę grzechów.
Ze straszliwych zagrożeń moralnych starajmy się, najmilsi, wydobyć tych, którzy
nas otaczają – koleżanki i kolegów. Oni nas muszą obchodzić! Oni stanowią bonum
commune – wspólne dobro całego Narodu, Kościoła i państwa. Nie tylko kopalnie,
lasy, fabryki są naszym wspólnym dobrem, ale przede wszystkim ludzie! Nawet ci,
których nie znamy, nie rozumiemy, może potępiamy, albo niebacznie spychamy na
dno! Przypomnijcie sobie Tołstojowskie "Zmartwychwstanie". Jak niewiele
potrzeba, aby człowieka upodlić, ale jak trudno jest potem go podnieść i wydobyć
z dna.
Nieraz, idąc ulicą Świętojańską w stronę placu Zamkowego, widzę na Krakowskim
Przedmieściu pijaną młodzież. Myślę sobie: i oni idą ku nowemu światu… nowa
Polska? Czy ona naprawdę idzie ku nowemu światu? Czy będzie z nich to nowych
ludzi plemię, tak upragnione przez Eugeniusza Małaczewskiego w jego
niezapomnianym nigdy przeze mnie "Koniu na wzgórzu"?
Umiłowana młodzieży akademicka! W tym roku na Wielki Post podaliśmy wam program:
służba i pomoc najbliższym. Jeśli inni wam służą, i wy macie obowiązek służyć,
pomagać, ratować! Macie ratować siebie i innych – dla Chrystusa i naszej
Ojczyzny! Gdy będziecie to czynić całą waszą młodzieńczą, gorliwą duszą, można
będzie o was powiedzieć: Idzie nowych ludzi plemię, jakich jeszcze nie widziano!
– ludzi legitymujących się wiarą, znaczących się miłością.
O! Jakże wszyscy czekamy na takich ludzi. Na… ludzi! Na… Człowieka!
Ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski
Fragmenty kazania wygłoszonego do młodzieży akademickiej w Warszawie, 22
marca 1972 r.
