Jak utrzymać władzę, czyli polityka prasowa sanacji przed wyborami w 1928 r.

Zamach stanu dokonany przez Józefa Piłsudskiego w maju 1926 r.
diametralnie zmienił sytuację na scenie politycznej Drugiej Rzeczypospolitej.
Rozpoczął się proces obsadzania najważniejszych stanowisk państwowych przez
ludzi związanych z obozem sanacyjnym. Piłsudski, który kilka miesięcy po
przewrocie stanął na czele nowego rządu, rozpoczął na forum parlamentarnym walkę
z partiami opozycyjnymi. Aby pozbawić je wpływu na opinię publiczną, musiał
rozwiązać kwestię wolności prasy i słowa, zagwarantowaną w Konstytucji z marca
1921 roku. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że prasa to nie tylko
podstawowe i najważniejsze źródło informacji, ale przede wszystkim groźne
narzędzie agitacji i propagandy w rękach partii i ugrupowań politycznych.
Polityka prasowa sanacji została wówczas podniesiona do rangi oficjalnej
działalności państwowej.

Podczas kampanii wyborczej do obu izb parlamentu, trwającej od listopada 1927 r.
do marca następnego roku, powstał sprawnie funkcjonujący system prasy
prorządowej. Swoim zasięgiem objął on cały kraj. Po wydarzeniach majowych
pozycja sanacji na scenie politycznej uległa wzmocnieniu. Sprzyjał temu po
części okres gospodarczego ożywienia z lat 1926-1928, a także napływ "świeżej
krwi" do utworzonego tuż przed wyborami Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem.
Do organizacji przechodzili secesjoniści z różnych partii i ugrupowań
politycznych, którzy z jednej strony kierowali się względami
programowo-ideologicznymi, z drugiej zaś chęcią uczestniczenia w zyskach
wynikających ze współuczestnictwa we władzy. Podczas przewrotu majowego
Piłsudskiego poparły periodyki konserwatywne. W pierwszych latach po odzyskaniu
niepodległości prasa tej orientacji była stosunkowo nieliczna. Wydawnictwa nie
były ujęte w żadne ramy organizacyjne, a jedynym czynnikiem, który je scalał,
była osoba pierwszego marszałka Polski. Podczas zamachu stanu Piłsudskiego
poparły trzy ogólnokrajowe tytuły: "Głos Prawdy" Wojciecha Stpiczyńskiego, "Nowy
Kurier Polski" Stefana Grosterna i "Droga" Adama Skwarczyńskiego, a także szereg
pomniejszych pism socjalistycznych i lewicowych partii chłopskich. Z czasem do
grupy tej zaczęły dołączać kolejne tytuły. Przeważały wśród nich dzienniki i
tygodniki polityczno-informacyjne wydawane w miastach prowincjonalnych. Były to
więc pisma o małym zasięgu oddziaływania i niskim nakładzie.
Zasadniczy rozwój prasy prorządowej nastąpił przed wyborami marcowymi 1928 r.,
które miały być swego rodzaju sprawdzianem popularności sanacji w
społeczeństwie. Kierowanie kampanią wyborczą powierzono Kazimierzowi
Świtalskiemu – dyrektorowi Departamentu Politycznego MSW i oddanemu
współpracownikowi Józefa Piłsudskiego. W działaniach wsparcia udzielali mu
pracownicy Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a więc komórki
organizacyjnej zajmującej się wywiadem. Plan Świtalskiego był prosty: opanować
czy chociażby zneutralizować największe i najpoczytniejsze dzienniki
ogólnoinformacyjne o zasięgu ogólnopolskim, stworzyć na terenie całego kraju
sieć pism zależnych od władz państwowych oraz osłabić, a jeszcze lepiej –
zlikwidować organy prasowe jawnie występujące przeciw władzy. Utworzono wówczas
Biuro Prasowe Komitetu Wyborczego BBWR, z czasem przekształcone w Dział
Propagandy Klubu BBWR, którym kierował Alfred Birkenmajer z "dwójki". Świtalski
przydzielał nowo powstałej jednostce organizacyjnej znaczne kwoty pieniężne na
popieranie i pozyskiwanie wydawnictw prasowych oraz tworzenie nowych tytułów.
Wszystko to w ścisłym porozumieniu z wojewodami, ich zastępcami oraz
naczelnikami wydziałów bezpieczeństwa i porządku publicznego w urzędach
wojewódzkich. Świtalski przeprowadził z nimi dziesiątki, o ile nie setki rozmów.
Zanim wojewodowie ujrzeli pieniądze, szef Departamentu Politycznego polecił
sporządzenie szczegółowych analiz dotyczących sytuacji społeczno-politycznej na
podległym im terenie. Ci z kolei nakazali starostom, aby wysondowali, jakie
nastroje polityczne panują w danym powiecie oraz jak przedstawia się lokalny
rynek prasowy. Uzyskane w ten sposób informacje posłużyły Świtalskiemu do
opracowania planu rządowej polityki prasowej.
Tworząc system prasy prorządowej, władza niemal bez ograniczeń korzystała z
możliwości swobodnego dostępu do publicznych zasobów finansowych. Rzecz jasna
wywoływało to niezadowolenie i protesty ze strony partii i ugrupowań
opozycyjnych. W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości władze starały
się wspomagać niemal wszystkie przedsiębiorstwa prasowe. Dość często działania
te inspirowane były przez samych wydawców. Ich postulaty rozpatrywano jawnie w
Sejmie RP oraz na specjalnie zwoływanych konferencjach u premiera i w
Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Pomoc państwa wyrażała się m.in. w udzielaniu
pożyczek, sprzedaży papieru po cenach ulgowych oraz przydziale płatnych ogłoszeń
urzędowych. Sytuacja uległa diametralnej zmianie po przejęciu sterów władzy
przez piłsudczyków. Odtąd władze same decydowały o tym, kogo i w jakiej formie
wesprzeć. Oczywiście pomocą objęte były wyłącznie wydawnictwa sprzyjające
rządowi. Co istotne, pomoc rządu przyjęła wówczas formę poufną. W ten bowiem
sposób starano się ukryć przed opinią publiczną wysokość środków z państwowego
skarbca przekazywanych różnym instytucjom i osobom. A te były znaczne.
Przykładowo, wojewoda kielecki na pomoc prasową otrzymał ponad 70 tys. zł, a
jego odpowiednicy w województwach lubelskim i wołyńskim przeszło 60 tys. zł
każdy. Pieniądze napływały także do kas wydawnictw prasowych. Stpiczyński, jeden
z najwierniejszych współpracowników Piłsudskiego, na swój "Głos Prawdy" miał
podobno otrzymać jednorazowo aż 50 tys. złotych.
Ofensywie prasowej sanacji towarzyszyła akcja zmierzająca do osłabienia prasy
opozycyjnej. Władza posiadała w swoich rękach cały wachlarz narzędzi, których
ostrza wymierzyła w oponentów politycznych. Te narzędzia to przede wszystkim
konfiskaty, kary pieniężne, rozdział płatnych ogłoszeń administracji państwowej
i samorządowej, a także przepisy prasowe. W okresie rządów
parlamentarno-gabinetowych przedsiębiorstwa prasowe i dziennikarze cieszyli się
względną swobodą działania. Jednak już kilka miesięcy po zajściach w Warszawie
odczuli na własnej skórze, jakie zamiary wobec nich ma nowa władza. W
październiku 1926 r. Ignacy Mościcki, wskazany przez Piłsudskiego na prezydenta
RP, parafował rozporządzenie o karach za rozpowszechnianie nieprawdziwych
wiadomości oraz zniewagę władz państwowych i ich przedstawicieli. Na dekret
spadła fala krytyki prasowej i po kilku tygodniach został on odrzucony przez
parlament. Przeszło pół roku później, w maju 1927 r., prezydent podpisał nowe
rozporządzenie o prawie prasowym, które m.in. zaostrzało kary pieniężne za
przestępstwa popełnione drukiem, a odpowiedzialność za stronę merytoryczną pisma
rozciągnęło z redaktora odpowiedzialnego na cały zespół redakcyjny. Przepis ten
uderzał przede wszystkim w wydawnictwa o słabych podstawach finansowych. Dlatego
też pewna część wydawców, zanim wypuściła kolejny numer, "dobrowolnie" oddawała
pismo do ocenzurowania (tzw. cenzura prewencyjna). Dekret spotkał się ze
stanowczym sprzeciwem wszystkich partii i ugrupowań opozycyjnych, a także
znacznej części opinii publicznej. Sprzeciw jednak na nic się nie zdał. Sąd
Najwyższy orzekł bowiem, że rozporządzenie Mościckiego jest zgodne z
Konstytucją.
Cechą charakterystyczną prasy sanacyjnej był brak jej centralizacji. Władza
państwowa egzekwowała od prasy wyłącznie poparcie, podczas gdy wszelkie kwestie
związane z interpretacją spraw programowych sanacji pozostawiała wydawcom. Przed
pierwszymi po przewrocie majowym wyborami do obu izb parlamentu RP powstało w
całym kraju kilkadziesiąt dzienników i tygodników prorządowych. Większość z nich
ujrzała światło dzienne dzięki znacznemu wsparciu władz państwowych, głównie
finansowemu. Ich wydawcami były: BBWR, Partia Pracy i Związek Naprawy
Rzeczypospolitej (obie partie zgłosiły akces do bloku), a także osoby prywatne i
spółki wydawnicze. Łączyło ich jedno – poparcie dla Józefa Piłsudskiego, czemu
dawali wyraz na łamach wydawanych przez siebie pism. Mimo otrzymywanych dotacji
część periodyków prosanacyjnych uległa likwidacji. Jedne zamknięto tuż przed
wyborami 1928 r., inne kilka tygodni lub miesięcy później. Były też takie, które
na rynku prasowym gościły przez kilka kolejnych lat. Tak czy inaczej, w ciągu
kilku miesięcy po przewrocie majowym wokół obozu rządzącego skupiła się spora
część prasy społeczno-politycznej i ogólnoinformacyjnej. W ten sposób sanacja
zyskała w ręku ważne narzędzie agitacji. Sam proces tworzenia całego systemu
prasy prorządowej był swego rodzaju fenomenem w dziejach czasopiśmiennictwa doby
międzywojennej.

Dr Mariusz Żuławnik (IPN Centrala)

drukuj