Jak Rosjanie pozbawili mjr. Protasiuka licencji

Rosjanie negatywnie zweryfikowali wiarygodność polskich danych
potwierdzających aktualność minimum pogodowego do lądowania dowódcy
rządowego tupolewa. Z drugiej zaś strony odgórnie założyli, że mjr
Arkadiusz Protasiuk nie mógł brać udziału w cywilnych szkoleniach do
wykonywania lotów międzynarodowych.

Analizując ustalenia raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego
dotyczącego oceny przygotowania zawodowego członków załogi, można
odnieść wrażenie, że rosyjscy eksperci bardzo dokładnie przebadali tę
kwestię. Nic bardziej mylnego. MAK w swoich ocenach załogi był
bezlitosny, choć uwagi opierał na niepełnych lub niepotwierdzonych
"informacjach". Raport w tym zakresie wygląda tak, jak gdyby Rosjanie
przyjęli zasadę, że wszystko, co może potwierdzić profesjonalizm
polskich pilotów, należy zdeprecjonować. W ten sposób MAK uznał, że
"przedstawione dane o odbyciu przez dowódcę statku powietrznego
przygotowania do wykonywania lotów międzynarodowych od 14.01.2005 do
24.04.2005 w liniach lotniczych LOT budzą wątpliwości, ponieważ w tym
okresie dowódca statku powietrznego wykonywał intensywnie loty…". Mowa
łącznie o 32 dniach z tego okresu, w których mjr. Protasiuk wykonywał
loty operacyjne: styczeń – 13 lotów, luty – 24 loty, marzec – 6 lotów,
kwiecień – 17 lotów. MAK, nie widząc konieczności weryfikacji swoich
wątpliwości u źródła, uznał, że dowódca załogi nie mógł jednocześnie
uczestniczyć w kursie i wykonywać lotów. Przy czym w rzeczywistości mjr
Protasiuk ukończył kurs teoretyczny na licencję liniową ATPL(A).
Taki sposób wnioskowania podważyła w swoich "Uwagach" strona polska. Jak
wyjaśniono, "program kursu obejmował realizację 308 godzin zajęć, które
prowadzone były w większości w godzinach popołudniowych, w tym również w
soboty i niedziele". By sprawdzić, czy brał w nich udział mjr Protasiuk,
MAK mógł zwrócić się do strony polskiej z prośbą o dostarczenie danych z
ośrodka szkoleniowego PLL LOT SA, gdzie kurs się odbywał. Ale tego nie
uczynił. Tymczasem biorąc pod uwagę już sam fakt, że na realizację
programu szkoleniowego przeznaczonych było 101 dni, formułowanie daleko
idących i krzywdzących mjr. Protasiuka wniosków było co najmniej
niewłaściwe. Gdyby ośrodek szkolenia uznał, że pilot nie uczestniczył we
właściwej liczbie godzin szkolenia, to nie wystawiłby certyfikatu
zaliczającego kurs. Stwierdzenie MAK bezzasadnie podważa wiarygodność
szkolenia przeprowadzonego w Certyfikowanym Ośrodku Szkolenia – uznali
polscy eksperci.

Żonglowanie minimami
Co ciekawe, więcej dociekliwości Rosjanie wykazali, by zanegować
potwierdzenie aktualności tzw. minimum meteorologicznego (60 x 800)
dowódcy statku powietrznego. Jak uznali, w książce ewidencji lotów
znajduje się nieuzasadniony wpis o potwierdzeniu minimum
meteorologicznego podczas podejścia do lądowania na lotnisku w Brukseli
z 11 lutego 2010 roku. Zdaniem MAK, tego dnia dolna podstawa chmur
wynosiła tam 900 m, a widzialność określona została powyżej 10
kilometrów. Idąc tym tropem, zaznaczono, że potwierdzenie minimum jest
obowiązkowe raz na 4 miesiące, a zatem uznając nieprawdziwość wpisu,
ciągłość minimum dowódcy zdezaktualizowała się w lutym 2010 roku. MAK
uznał też, że od czerwca 2008 roku dowódca statku powietrznego wykonał
16 podejść w warunkach meteorologicznych odpowiadających potwierdzeniu
minimum 60 x 800, jednak wszystkie loty wykonywano do dużych portów
lotniczych, wyposażonych w precyzyjne systemy podejścia do lądowania.
Jak uznano, mjr Protasiuk jako dowódca statku powietrznego Tu-154 –
według książki ewidencji lotów – sześciokrotnie wykorzystywał NDB
podczas podejścia do lądowania, ostatni raz czynił to w grudniu 2009
roku, a wszystkie podejścia wykonywane były w zwykłych warunkach
meteorologicznych.
Jak ustalili polscy eksperci, faktycznie od września 2008 roku (od
zakończenia szkolenia dowódczego na Tu-154M) mjr Protasiuk wykonał tylko
6 zajść z wykorzystaniem NDB… pod warunkiem przyjęcia tylko w tym
miejscu raportu niekorzystnego dla dowódcy sposobie liczenia owych
zajść. Jak zauważyli polscy eksperci, "tym miejscu występuje
niekonsekwencja dotycząca prowadzonej analizy wyszkolenia załogi. Polega
ona na tym, że jeżeli przy podawaniu nalotu dowódczego jego wartość
została określona po uwzględnieniu również nalotu dowódczego liczonego
od momentu rozpoczęcia szkolenia dowódczego na tym typie statku
powietrznego, to wobec tego wszystkie dalsze przytaczane w raporcie
fakty muszą dotyczyć i być rozpatrywane od tego samego momentu
czasowego. Nie można przedstawiać faktów/argumentów branych wybiórczo,
ponieważ jest to mało obiektywne i nieprofesjonalne. Jeżeli autorzy tego
Raportu chcą, aby w tym dokumencie był zachowany obiektywizm i ciąg
logiczny prowadzonej analizy, to należało przytoczyć faktyczną ilość
tych zajść, która powinna wynosić 16". Strona polska zauważyła również,
że nie jest obiektywne stwierdzenie MAK, że "dowódca statku powietrznego
miał przerwę ponad 5 miesięcy w wykonywaniu podejść do lądowania na
Tu-154M w trudnych warunkach atmosferycznych". Bazując na takim
stwierdzeniu, MAK uznał, że brak doświadczenia spowodował, iż 10
kwietnia 2010 roku cała załoga znajdowała się w sytuacji podwyższonego
napięcia psychoemocjonalnego. W rzeczywistości mjr Protasiuk
rzeczywiście miał 5-miesięczną przerwę w wykonywaniu podejść do
lądowania, ale nie w "trudnych warunkach atmosferycznych", ale "w
warunkach minimalnych dopuszczalnych dla załogi statku powietrznego", co
stanowi zasadniczą różnicę, jeżeli chodzi o wymowę tego faktu. Sęk w
tym, że MAK myli definicje "lotów w trudnych warunkach atmosferycznych"
z "wykonywaniem podejść do lądowania przy minimalnych dopuszczalnych
warunkach pilota/załogi". Tymczasem w trudnych warunkach atmosferycznych
zarówno dowódca, jak i załoga wykonywali loty regularnie. Rosjanie w
swoim raporcie wydali jednak jednoznaczną, negatywną ocenę pracy
polskich pilotów, mimo że sami stwierdzili, iż "pełna ocena poziomu
przygotowania zawodowego dowódcy statku powietrznego i członków załogi
nie jest możliwa z powodu niedostarczenia przez stronę polską niezbędnej
dokumentacji, potwierdzającej ich kwalifikacje (realizacja programów
szkolenia, przygotowania naziemnego i lotniczego, danych z kontroli
okresowych i kompleksowych z wykorzystaniem środków obiektywnej
kontroli) oraz wyników szkolenia na symulatorach".

 

Marcin Austyn



 

drukuj