Jak rodzi się faszyzm

Święto Niepodległości w Warszawie w kilku miejscach zamieniło się w
zamieszki uliczne z policją czy może raczej w zamieszki policji z chuliganami,
ale też i ze zwykłymi niewinnymi mieszkańcami stolicy. Czas mija. A my wciąż nie
mamy żadnych oficjalnych reakcji jakichkolwiek władz na ten temat. Nie powstał
żaden sztab antykryzysowy, nie powołano żadnej komisji, nie toczy się rzeczowa i
obiektywna dyskusja w mediach.

Mamy rozumieć, że wystąpienie sejmowe premiera Donalda Tuska arbitralnie
poświadczającego dobrą robotę policji w tym dniu i oskarżającego równocześnie
PiS o wspieranie "chuliganów ubranych w szaliki klubowe" miało zakończyć ocenę
tych haniebnych wydarzeń, tak niebezpiecznych dla państwa polskiego? Tymczasem
pokazanie ich prawdziwego tła i zagrożeń dla wolności w Polsce to dziś pilny
obowiązek wszystkich ludzi skupionych wokół niezależnych mediów, tym bardziej że
na media publiczne i prywatne, zajmujące się bardziej dezinformacją niż
informacją, opinia publiczna nie ma najmniejszego wpływu. Zakłamanie niektórych
mediów cofa je w głąb czasów stalinowskich. Ileż to już lat minęło, a
dziennikarze nadal nazywają niemieckich faszystów, tych dawnych spod znaku
narodowosocjalistycznej NSDAP i tych współczesnych z oficjalnie działającej
partii NPD – skrajną prawicą.
Obserwatorzy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka potwierdzili użycie siły przez
policję wobec nieagresywnych obywateli. Jeden z nich, kierowca, Daniel Kloc z
Obornik Śląskich, skopany po twarzy przez policjanta po cywilnemu, został
skazany na 3 miesiące pozbawienia wolności za… pobicie funkcjonariusza. Na
szczęście, jest film ukazujący, kto był agresorem, a kto ofiarą.
11 listopada 2011 r. w Warszawie, w państwowe Święto Niepodległości, doszło do
pierwszych po wojnie antypolskich wystąpień zorganizowanych przez młodzieżowe
bojówki neokomunistyczne wspierane przez lewackie bandy terrorystyczne z
Niemiec, atakujące na ulicach Polaków z narodowymi flagami. Celem tych grup
skupionych w tzw. Porozumieniu 11 listopada było niedopuszczenie do Marszu
Niepodległości zorganizowanego przez liczne obywatelskie stowarzyszenia
patriotyczne. Władze miasta oraz policja de facto wydały zgodę na zablokowanie
Marszu Niepodległości, jak rok temu, ale nie zapobiegły walkom wmieszanych w
tłum chuliganów z policją. Tak, najbardziej ogólnie, będą o tym pisali
historycy. Nie ujdzie ich uwadze prowokacyjny charakter tej blokady pod hasłami
walki z polskim faszyzmem, którego w naszej historii nigdy nie było. Z pewnością
pojawi się też wzmianka, że rosnący w siłę w III RP neomarksiści, jak ich
poprzednicy w PRL i komunistyczna agentura w II RP, zawsze nazywali swoich
wrogów faszystami, a siebie "antyfaszystami", tymi, którzy z faszyzmem walczą.
Dziś dla większego jeszcze kamuflażu walczą też z "rasizmem", "ksenofobią",
"nacjonalizmem", "homofobią", "antysemityzmem", "autorytaryzmem". Ten przewrotny
zabieg ma na celu ukrycie antypolskiej i przestępczej, bo komunistycznej
działalności, charakteryzującej się zawsze stosowaniem fizycznej przemocy wobec
wrogów klasowych czy narodowych.
Patrząc na młodych ludzi z tzw. Kolorowej Niepodległej, można się przerazić
stopniem indoktrynacji i instrumentalizacji, jakiemu zostali poddani przez
swoich strategów, lewicowych ideologów. Wypełniły się słowa Seweryna Blumsztajna
z "Gazety Wyborczej", który rok temu tak mówił do swojej młodzieży z "antify":
"chciałem was uświadomić, że jak się zbiera ludzi, kształtuje ludzi do bicia
innych, a po to się zbiera antifę, to z tego mogą być bardzo niedobre rzeczy".

Tak właśnie rodzą się: prawdziwy faszyzm, neokomunizm, światowy rewolucyjny
syndykalizm, anarchizm, bolszewizm, których wrogiem jest niezmiennie każdy naród
kultywujący swoją chrześcijańską tradycję, patriotyzm i umiłowanie wolności.

Wojciech Reszczyński

drukuj