Jak przewrócić tę stronicę historii
Po zapowiedzi znalezienia odpowiedniej formuły prawnej dla rehabilitacji
polskich oficerów przez Michaiła Mitiukowa, przewodniczącego zajmującej się tym
komisji przy prezydencie, głos zabrał szef dyplomacji Siergiej Ławrow. – Rosja
jest gotowa rozpatrzyć problem rehabilitacji ofiar Katynia. Problemy poruszone w
pozwach rodzin polskich oficerów, skierowanych do Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka w Strasburgu, mogą zostać uregulowane na szczeblu międzyrządowym –
stwierdził tydzień temu rosyjski minister. To stanowisko resortu spraw
zagranicznych jest oczywiście przygotowaniem na prawdopodobny, niekorzystny dla
Rosji, wyrok Trybunału. Władze chciałyby w tej sytuacji zachować przynajmniej
część podnoszonej argumentacji o niemożności rehabilitacji. Stąd prawdopodobnie
podjęta zostanie próba wykonania wyroku, ale na innej zasadzie, w jakiejś
zbiorczej formie. Najprawdopodobniej bez listy nazwisk i jednoznacznego
określenia kwalifikacji zbrodni.
W ten ciąg sygnałów wpisuje się także wypowiedź pełnomocnika ds. praw człowieka
– odpowiednika polskiego rzecznika praw obywatelskich Władimira Łukina.
Stwierdził on, że "nie widzi konieczności prawnej rehabilitacji". – W pełni
popieram to, by polski rząd, polskie władze, polskie społeczeństwo porozumiały
się z naszymi władzami, naszym społeczeństwem, w jaki sposób godnie zamknąć tę
sprawę, jak przewrócić tę stronicę historii, ale o niej nie zapomnieć – dodał.
Jego zdaniem, "raczej powinno być wzajemne porozumienie Rosji i Polski". Łukin
wypwiedział te słowa w środę podczas konferencji prasowej poświęconej obchodom
Dnia Pamięci Ofiar Represji Politycznych przypadającego 30 października.
Wypowiedź była wprawdzie tylko odpowiedzią na pytanie z sali, ale wywołała
dyskusję, w której odmienny pogląd wyraził m.in. szef Memoriału Arsienij
Roginski. – Łukin uważa, że w kwestiach historycznych lepiej koncentrować się na
stosunkach między społeczeństwami niż na aspektach prawnych. Ja twierdzę, że
stosunki między społeczeństwami to jedno, ale skoro Związek Sowiecki zamordował
ileś tysięcy obywateli polskich, to nowa Rosja powinna wyrazić swój stosunek do
tej sprawy. I to na dwa sposoby. Jeden jest polityczny, a drugi – prawny. I na
ten drugi sposób składają się dwie rzeczy: rehabilitacja zgodna z rosyjskim
prawem oraz nadanie właściwej kwalifikacji prawnej tej zbrodni – stwierdził
Roginski.
Autorehabilitacja
Łukin widzi to jednak zupełnie inaczej. – W propozycji rehabilitacji jest
element przesady i nawet – proszę mi wybaczyć, gdyż mowa jest o tragedii –
politycznej teatralności. Często mówią mi: "Zrehabilitujmy Kołczaka [admirał
walczący z bolszewikami podczas wojny domowej 1918-1920]". Dobrze,
zrehabilitujmy też Dymitra Samozwańca i tak dojdziemy do Kodeksu Hammurabiego –
spekulował.
Powyższe stanowisko wysokiego rosyjskiego urzędnika różnie komentują zajmujący
się Katyniem rosyjscy niezależni eksperci. Jednak raczej bronią Łukina. – Ja tę
wypowiedź rozumiem tak, że on chciałby, żeby tę kwestię rozwiązać na zasadzie
"dogadania się". To człowiek, który nie jest naszym przeciwnikiem, robi w tej
sprawie bardzo wiele i na pewno chce rehabilitacji. Wydaje mu się, że można to
rozwiązać, pomijając kłopotliwe procedury papierkowe – mówi Roginski. Chwali
wypełnianie przez Łukina funkcji pełnomocnika ds. praw człowieka: – W
istniejących okolicznościach, w bardzo nietypowym położeniu jego stanowiska,
wypełnia swoją funkcję dobrze. Robi maksimum tego, co można zrobić w warunkach,
jakie są. Jego poprzednik Siergiej Kowaliow zawsze wychodził z idealnych norm
prawa, w rezultacie jego działania były bardzo głośne, ale z drugiej strony
niezbyt udawało mu się rozwiązywać konkretne problemy – mówi. To ma pewien wpływ
na stosunek Łukina do sprawy katyńskiej. – Obowiązkiem pełnomocnika jest
załatwianie spraw, z którymi zwracają się obywatele. W tej codziennej pracy nie
zawsze wiadomo, co ważniejsze: pisane ustawy czy telefon do urzędnika. Kiedy
przychodziła skarga na przykład od źle traktowanych w areszcie, to Kowaliow
zaraz podnosił problem na jak najwyższy szczebel. Niezależnie od tego, że mógł
mieć absolutną rację, nie można było przewidzieć, jak sprawa się zakończy. A
Łukin podchodzi do telefonu, dzwoni do naczelnika obwodowego zarządu, prosi o
interwencję. Najczęściej przynosi to rezultat. Zatem Łukin z doświadczenia stara
się unikać skarg, dokumentów, procedur itd. – tłumaczy Roginski.
Czy Łukin traktuje skargę rodzin katyńskich tak jak inne sprawy obywatelskie? Te
jednak domagają się właśnie prawnej rehabilitacji swoich bliskich. – Wydaje mi
się, że Łukin nie jest przeciw temu. Ale sądzi, że proces o kwestię historyczną
byłby nieco dziwny, i wydaje mu się, iż znalazł inteligentne rozwiązanie – mówi
rosyjski działacz na rzecz praw człowieka. Być może jednak urzędnik wpisuje się
po prostu w ogólną linię władzy.
Rosyjscy obserwatorzy zwracają uwagę na jeszcze jedną kwestię, mianowicie
stosunek do idei rehabilitacji wśród rosyjskich opozycjonistów. Wypowiedź Łukina
może wynikać z pewnej tradycji stosunku środowiska byłych dysydentów sowieckich
do rehabilitacji. – Łukin do nich należy. Twierdzą, że nie potrzebują żadnej
rehabilitacji od państwa, że to państwo nie jest im nic winne, że oni są ponad
to. A mają na myśli i państwo sowieckie, i w pewnym sensie także obecną Rosję
jako kontynuatorkę ZSRS. Według nich, zgoda na rehabilitację oznacza zgodę na
poddanie się jurysdykcji państwa, z którym się nie identyfikują. Wynika to też z
nieznajomości celu i treści ustawy o rehabilitacji ofiar represji politycznych.
Sądzą, iż rehabilitacja jest jedynie uznaniem, że oskarżenia wobec nich były
niesłuszne. A byli opozycjoniści się z tym nie zgadzają, przeciwnie, są dumni z
tego, że sprzeciwiali się władzy. Wynika z tego trochę automatycznie niechętny
stosunek do rehabilitacji – wyjaśnia Aleksandr Gurjanow, zajmujący się w Rosji
tą sprawą od ponad 20 lat.
Absolutna konieczność
Rzeczywiście Łukin przez całe życie był związany ze środowiskami opozycyjnymi.
Chociaż jego kariera przypomina typową ścieżkę awansu sowieckiego urzędnika, to
wyraźnie wybierał instytucje, które pod przykrywką oficjalnej działalności były
ośrodkami wymiany wolnej myśli i niezależnych poglądów. Najpierw był to Instytut
Polityki Światowej i Stosunków Międzynarodowych przy Akademii Nauk ZSRS, a
następnie redakcja pisma "Problemy pokoju i socjalizmu" z siedzibą w Pradze,
uważana za "gniazdo liberalizmu i wolnomyślicielstwa". Stracił tę pracę po
otwartym wyrażeniu współczucia dla narodu czeskiego w 1968 roku. Łukin przyjaźni
się ze znanym dysydentem i bardem Julijem Kimem, a wcześniej przyjaźnił się z
poetą Dawidem Samojłowem (zm. 1990), wokół którego gromadziło się środowisko
rosyjskich "liberałów".
Po rozpadzie Związku Sowieckiego Łukin był m.in. wiceprzewodniczącym Dumy,
przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Dumy i ambasadorem w USA. Jako
deputowany należał do nastawionej reformatorsko i raczej opozycyjnie frakcji
Jabłoko, której był jednym z założycieli. Na obecnym stanowisku jest od lutego
2004 roku. O rehabilitacji ofiar Katynia środowisko Memoriału myśli oczywiście
inaczej: – Tę wypowiedź Łukina traktuję jako mało przemyślaną. Sądzę, że nie do
końca zdaje sobie sprawę z całokształtu tych problemów. Uważamy przeprowadzenie
rehabilitacji ofiar Katynia za absolutnie konieczne, przy czym chodzi o
rehabilitację imienną, a nie polityczną rehabilitację jakiejś anonimowej masy
ludzi rozstrzelanych, którzy nie mają ani imienia, ani nazwiska – wskazuje
Gurjanow.
Chytra Rosja
O sensie rehabilitacji była też mowa na konferencji w środę. – Samo pojęcie
rehabilitacji nie jest jednoznaczne. Gdy w państwie następuje całkowite obalenie
władzy, to wówczas nie ma mowy o żadnej rehabilitacji. Tak było w lutym 1917
roku po obaleniu caratu. Wypuszczono więźniów politycznych z więzień i nikt nie
myślał o żadnym procesie rehabilitacji. Nikomu to nawet nie przyszło do głowy.
Dla wszystkich było jasne, że była jedna Rosja, a teraz pojawia się zupełnie
inna. A to, co stało się w 1990 roku, jest naprawdę bardzo chytrze
skomplikowane. Rosja jest nowa i inna, ale jednocześnie kontynuuje tamtą
sowiecką. Gdyby obecna Rosja surowo osądziła Rosję Sowiecką i cały Związek
Sowiecki i całkowicie się od niego odcięła, byłoby tak samo jak w 1917 roku. Nie
miałoby żadnego sensu prowadzenie procesu rehabilitacji, może z wyjątkiem osób,
które chciałyby dostać zaświadczenie, że "mój dziadek nie był winny" – wyjaśnia
Roginski.
Oczywiście o żadnym odcięciu się od sowieckiej przeszłości w państwie, które
wciąż gloryfikuje Lenina i rewolucję październikową, nie ma mowy.
Eksperci Memoriału wskazują wiele argumentów za przeprowadzeniem rehabilitacji.
– Po pierwsze jednak istnieje państwo rosyjskie, a w nim prawo z ustawą o
rehabilitacji, która daje określone prawa osobom represjonowanym, w
szczególności ofiarom zbrodni katyńskiej, i przewiduje bardzo precyzyjnie
określoną procedurę rehabilitacji. Brak rehabilitacji jednej kategorii
represjonowanych jest łamaniem tego prawa. Jest to więc kwestia wymuszenia na
organach państwa, aby wykonywało własne ustawodawstwo. Dalej jest aspekt moralny
i związany z nim obowiązek pamięci wobec ofiar. Odmowa rehabilitacji ofiar
Katynia jest też zamachem na cały proces rehabilitacji, który dotyczy nie tylko
ich, ale również innych ofiar represji politycznych – wyjaśnia Gurjanow.
Jest jeszcze jeden aspekt. Prokuratura powołuje się na brak odpowiednich
dokumentów – dowodów zbrodni przeciwko konkretnym osobom. Tymczasem, chociaż
zniszczenia są ogromne, zachowało się wystarczająco dużo dokumentów, by dowieść,
że zaistniała zbrodnia z pobudek politycznych i wskazać konkretne ofiary. Jak
zauważa historyk, "w łańcuchu tych dowodów nieodzownym ogniwem są wyniki
ekshumacji niemieckich z 1943 roku". Prokuratura nie uznaje ich, zarówno
dlatego, że są to dokumenty nazistowskie, pochodzące od wroga, jak i z powodu
znajdujących się na nich błędów. – Jest to powtarzanie tez tzw. komisji Burdenki
z 1944 roku, co wprost prowadzi do wycofania się z przyznania do sprawstwa
zbrodni. Grozi więc powrót do starej tezy, że sprawcami zbrodni byli Niemcy.
Jeszcze jeden powód, dla którego tak usilnie domagamy się rehabilitacji imiennej
– dodaje Gurjanow.
Piotr Falkowski
