Jak Klich wojował z Pałacem

Bogdan Klich angażował w polityczne wojny z Pałacem Prezydenckim wysokich
rangą generałów. Minister obrony próbował m.in. rozgrywać generała Andrzeja
Błasika, dowódcę Sił Powietrznych RP.

Maj 2009 rok – ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, minister
Aleksander Szczygło prosi generała Andrzeja Błasika o spotkanie w pilnej
sprawie. Pomimo faktu, że minister, jak się później okazało, czynił to w imieniu
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, minister Bogdan Klich nie wydaje zgody.
Generał Błasik napisał więc do ministra obrony narodowej oficjalne pismo, w
którym prosił go o możliwość spotkania ze Szczygłą. W odpowiedzi gen. Błasik
usłyszał, że jeżeli minister Szczygło chce się z nim spotkać, to ma poprosić o
taką możliwość Klicha. Prosta z pozoru sprawa zaczęła się nagle z
niezrozumiałych powodów komplikować. Napisał więc pismo do Szczygły, w którym
powiadomił go o wytycznych szefa resortu. W odpowiedzi na nie minister Szczygło
zadzwonił do szefa Sztabu Generalnego gen. Franciszka Gągora, żeby ten
powiadomił ministra Klicha, że chce, by gen. Błasik przyjechał na rozmowę do
Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Mimo ponownego zaproszenia generała Błasika
przez ministra Szczygłę zgody MON na spotkanie nie było. Zdezorientowany gen.
Błasik wysłał 20 maja 2009 roku do ministra Klicha pismo następującej treści: "W
nawiązaniu do informacji przekazanej przez Szefa Sztabu Generalnego Pana
generała Gągora, w sprawie wezwania mnie do Szefa Biura Bezpieczeństwa
Narodowego melduję, że przekazałem panu Ministrowi Szczygło życzenie Pana
Ministra, aby nawiązał kontakt z Panem Ministrem w tej sprawie, jednak Minister
odmówił, uznając powiadomienie Pana Ministra przez Szefa Sztabu Generalnego WP
za wystarczające i ponowił zaproszenie ("polecenie") na rozmowę w dniu
jutrzejszym (21.05 br.), informując, że czyni to w imieniu Zwierzchnika Sił
Zbrojnych Pana Prezydenta RP. W związku z powyższym, czuję się w obowiązku
uczestniczyć w spotkaniu. Jednocześnie melduję, że o powodach wezwania mnie do
BBN powiadomię Pana Ministra". Pismo zostało wysłane również do wiadomości gen.
Gągora. Ministerstwo długo rozważało reakcję. Dopiero około godz. 23.00 dowódca
Sił Powietrznych został telefonicznie powiadomiony, że Klich nie wyraża jednak
zgody na jego spotkanie ze Szczygłą. Na drugi dzień generał Błasik powiadomił o
tym szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wysłał do niego pismo, w którym
stwierdzał: "Informuję, że w dniu wczorajszym (20.05) około godziny 23.00
zostałem telefonicznie poinformowany przez Szefa Sztabu Generalnego WP o braku
zgody Pana Ministra Klicha na moje uczestnictwo w spotkaniu z Panem Ministrem,
ze względu na to, że nie było ze strony Pana Ministra pisma lub rozmowy
telefonicznej, o którą poprosił Minister Klich. W związku z powyższym informuję,
że nie mogę uczestniczyć w proponowanym przez pana Ministra spotkaniu". Pytany o
utrudnianie kontaktów gen. Andrzeja Błasika rzecznik MON Janusz Sejmej
odpowiada: "Generał Andrzej Błasik miał pełne prawo spotykać się z każdym
przedstawicielem Kancelarii Prezydenta. Nikt mu takiego prawa nie ograniczał".

Wyróżnienie w trybie pilnym
Rok wcześniej, po incydencie z lotem do Gruzji w sierpniu 2008 roku, Dowództwo
Sił Powietrznych zostało poproszone przez MON o wydanie w trybie pilnym wniosku
o odznaczenie kpt. Grzegorza Pietruczuka, dowódcy lotu do Gandży w
Azerbejdżanie, który m.in. ze względu na działania wojenne w Gruzji odmówił
lądowania w Tbilisi. Ponieważ dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik był w
tym czasie w Mińsku, nie było uprawnionej osoby, która mogłaby odpowiedzieć na
prośbę. Mimo że resort został wyraźnie powiadomiony o absencji gen. Błasika,
pracownicy Klicha z jego gabinetu i departamentu kadr naciskali, by takie
wyróżnienie w imieniu gen. Błasika Dowództwo Sił Powietrznych szybko
sporządziło. Dowództwo odebrało te naciski jako ewidentna próba skłócenia
Błasika z Kancelarią Prezydenta. Pracownicy Dowództwa Sił Powietrznych doskonale
zdawali sobie bowiem sprawę z faktu, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Klich,
skoro chce, sam odznaczył pilota; tym bardziej w sytuacji nieobecności dowódcy.
Ostatecznie wniosku nie sporządzono, a minister Klich, mimo że niezadowolony z
takiego obrotu sprawy, sam odznaczył pilota.

 

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj