Integracja poprzez profanację?
Studenci wyższej szkoły handlowej INSEEC w Bordeaux spalili krzyż w ramach
tzw. weekendu integracyjnego. Po tym jak skandaliczne zachowanie wyszło na jaw,
władze paryskiego oddziału uczelni odwołały organizację podobnego wydarzenia dla
stołecznych żaków. Jako powód podały… skargi pewnej grupy osób oburzonych
incydentem z wypchanym kotem.
We Francji studenci przed rozpoczęciem roku akademickiego tradycyjnie spotykają
się na tzw. weekendzie integracyjnym. Jednym z kluczowych warunków uczestnictwa
w tym wydarzeniu jest zasada dyskrecji obowiązująca uczestników. W tym roku
została ona złamana – rozbawieni studenci podzielili się swoimi wspomnieniami na
społecznościowych portalach.
Fotografie puszczone w obieg przez uczestników tegorocznego weekendu
integracyjnego organizowanego 16-18 września dla studentów szkoły INSEEC w
Bordeaux zaszokowały francuską opinię publiczną. Na jednym ze zdjęć widać
potężny płonący krzyż, a wokół niego grupę młodych trzymających pochodnie. Na
innych fotografiach studenci ubrani są w zakonne habity. Niektórzy w ogóle nie
mają ubrań.
We Francji jednak mało kogo oburzyła ta sceneria. Pojawiły się pojedyncze głosy
m.in. muzułmanina, który nie mógł zrozumieć, jak można dopuścić się profanacji
symbolu religijnego. Jedyną kwestią, która wzbudziła falę krytyki, było zdjęcie
z kotem wypchanym petardą.
Jak wynika z powtarzanych opinii, scenariusz weekendu był dość klasyczny, co
oznacza, że w innych placówkach edukacyjnych dzieje się podobnie, a władze
przymykają na to oko.
Tymczasem INSEEC należy do grupy tzw. Grandes Écoles – renomowanych szkół
wyższych, które dają swoim absolwentom przepustkę do świata wielkiego biznesu.
Mają one charakter elitarny. Opłata za studia w nich nie jest wysoka, a wstęp na
nie wymaga zdania egzaminów, do których przyszli studenci przygotowują się na
specjalnych kursach trwających zazwyczaj dwa, czasem trzy lata.
Wiara zobowiązuje
W rozumieniu uczestników trzydniowej orgii świeckość to nie szacunek do religii,
ale bluźnierstwo i szyderstwo z katolickiej wiary. Wszystko to było w oczach
tych dorosłych już przecież ludzi czymś "naturalnym", wręcz sympatycznym. Osoby,
które w przyszłości mają tworzyć elity francuskiego społeczeństwa, wspominają
ten czas niemalże z rozrzewnieniem. Są oburzeni zachowaniem tych, którzy
zaprotestowali przeciwko praktykom mającym świadczyć o okrucieństwie wobec
zwierząt.
Sytuacja ta jest wymownym świadectwem. Jeśli staniemy się nieczuli na
najmniejsze przejawy obrażania uczuć religijnych ludzi wierzących, jeśli
przykładowo przymkniemy oko na obecność "Nergala" w publicznej telewizji, jeśli
będziemy przyzwalać na publiczne lżenie przedstawicieli Kościoła przez tzw.
artystów czy urzędujących polityków, to kiedyś obudzimy się w kraju, gdzie
bluźnierstwa przeciwko Bogu i dyskryminacja, a nawet prześladowanie katolików
będą na porządku dziennym.
Anna Bałaban
