Imperialny syndrom Moskwy
Z dr. Zaurem Gasimowem z Instytutu Historii Europy na Uniwersytecie
w Moguncji, specjalizującym się w historii Europy Środkowej i Wschodniej,
rozmawia Waldemar Maszewski
Coraz częściej zarówno niemieccy, jak i inni europejscy politycy mówią o
konieczności podjęcia ściślejszej współpracy między Paktem Północnoatlantyckim a
Rosją. Czy Moskwa powinna mieć otwarte drzwi do NATO?
– Jestem przekonany, że NATO powinno prowadzić rozmowy z Rosją. Taki dialog jest
bardzo ważny, ale to nie ma nic wspólnego z przystąpieniem Rosji do Paktu. NATO
jest organizacją, do której należą tylko państwa o ustabilizowanej demokracji,
państwa, które dzielą ze sobą wspólne wartości.
Rosja nie spełnia tych kryteriów?
– Demokratyzacja tego kraju, niestety, do tej pory ciągle nie nastąpiła. W
Moskwie nadal obowiązuje autorytarny reżim polityczny, a społeczeństwo
obywatelskie jest wyjątkowo słabe.
Swego czasu były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt uznał, że w przyszłości NATO
powinno spełniać rolę strategicznej klamry spinającej trzy siły: Amerykę
Północną, Europę i Rosję. Pana zdaniem, faktycznie Rosja jest już pełnoprawnym
natowskim partnerem strategicznym?
– Owszem, Rosja jest ważnym partnerem Paktu Północnoatlantyckiego, ale przy
okazji rozmów z Moskwą NATO nie powinno zapominać o postsowieckich republikach
na Kaukazie i w centralnej Azji. Nie można zapominać, że również stabilizacja w
tym wielkim regionie świata jest gwarancją pokoju. NATO powinno rozmawiać z
Rosją, ale dopóki nie będzie to kraj całkowicie demokratyczny, dopóty nie
powinno być w tym wypadku żadnej mowy o przyłączeniu do struktur atlantyckich.
Zacieśnianie rozmów i współpracy – tak, ale członkostwo dla Moskwy – nie. Na
razie Rosja nie jest krajem demokratycznym i jej polityczna kultura i polityczne
realia nie odpowiadają zachodnim (w tym także natowskim) standardom.
Rosja jest ciągle konfrontowana z ogromnymi problemami. Tamtejsza gospodarka
jest całkowicie uzależniona od eksportu gazu i ropy, co jest cały czas
wykorzystywane politycznie. Niestety, we wszystkich dziedzinach życia, w tym
także gospodarczego i politycznego, korupcja jest ciągle chlebem powszednim, co
znacznie utrudnia prawidłowy rozwój tego kraju. Rosyjskie elity poszukują
obecnie nowej identyfikacji, która na razie oscyluje gdzieś pomiędzy modelem
euroazjatyckim a nostalgicznym postsowiecko-komunistycznym z wizerunkiem Stalina
w tle. Moim zdaniem, jest to typowy postimperialistyczny syndrom, który coraz
częściej dominuje w rosyjskiej polityce. A fakty są następujące: statystycznie
społeczeństwo rosyjskie umiera szybciej niż w innych rozwiniętych krajach, AIDS
szaleje, a alkoholizm jest już chorobą społeczną.
Dzisiejsza Rosja to na pewno już nie Związek Sowiecki i choć nie zamierzam
przeceniać roli i znaczenia Rosji podczas wojny gruzińsko-rosyjskiej z 2008
roku, to jednak (co jest zrozumiałe) nostalgia rosyjskich elit za rosyjskim
imperializmem może budzić w Europie duże zaniepokojenie. Ale mimo to nie
przeceniałbym niepotrzebnie faktycznego potencjału dzisiejszej Rosji.
Jak Pan ocenia sytuację Gruzji i Ukrainy? Z jednej strony prezydent Barack
Obama postawił na współpracę z Moskwą, z drugiej – sekretarz stanu USA Hillary
Clinton, będąc w Tbilisi, potwierdziła jednoznacznie krytyczne stanowisko wobec
rosyjskiej inwazji i okupacji Osetii Południowej. Zapewniła też, że Stany
Zjednoczone będą wspierać starania o umocnienie demokracji w Gruzji.
– To bardzo trudne pytanie. Władze Gruzji od wielu lat robią bardzo wiele, aby
kraj stał się bardziej demokratyczny. Mam nadzieję, że także Ukraina pod wodzą
Wiktora Janukowycza będzie podążała w tym kierunku. Moim zdaniem, NATO powinno w
tym wypadku iść dwutorowo: bardzo ważny jest dialog prowadzony z Rosją, ale
także nie wolno zapominać ani o Ukrainie, ani o Gruzji. Tylko o jednym przy
okazji trzeba pamiętać – to muszą być całkowicie oddzielne dialogi, a nie temat
wspólny, gdzie rozmowy z Rosją miałyby dotyczyć Gruzji lub Ukrainy. Dzisiaj, w
2010 r., fakty i realia są takie, że ani Tbilisi, ani Kijów nie są członkami
NATO, ale zadaję wszystkim teraz pytanie, kto w 1988 r. przypuszczał, że w roku
2006 szczyt NATO odbędzie się w Rydze na Łotwie jako w jednym z państw
członkowskich. Być może już za pięć czy siedem lat będziemy musieli się
skonfrontować z zupełnie nową sytuacją.
Dziękuję za rozmowę.
