Idąc przez świat, niósł dobro
Santo subito
Z biskupem polowym Wojska Polskiego gen. dywizji prof. Tadeuszem Płoskim rozmawia Mariusz Kamieniecki
Od śmierci Jana Pawła II minęły trzy lata. Czy wypełniliśmy pustkę po Ojcu Świętym, czy wypełniliśmy Jego testament?
– Zawsze pozostaje niedosyt, nigdy bowiem nie da się wypełnić w stu procentach testamentu przodków. Myślę jednak, że po pewnym – nazwijmy to – zastoju czy zaspaniu pamięć czynów i słów Papieża odradza się na nowo. Niedawna rocznica, w moim odczuciu, była nowym ożywczym powiewem Ducha Świętego. Świadczy o tym frekwencja w kościołach, liczba przystępujących do sakramentu pokuty. To z kolei dowodzi większej dojrzałości społeczeństwa, która przychodzi z czasem. Pamięć i Tożsamość – jak pisał w swej książce Ojciec Święty – zobowiązuje i przypomina zarazem, że naród, który traci pamięć, nigdy nie będzie do końca zachowywał swej tożsamości. To jest sztafeta pokoleń, która dotyczy zarówno czasu, miejsca, faktów, wydarzeń i decyzji życiowych, jak i pewnych strategii odnoszących się do naszej Ojczyzny. Tym bardziej powinniśmy przejąć się nauczaniem naszego Wielkiego Rodaka i korzystać z wektorów, jakie nam wskazał. Polska zawsze powinna być chrześcijańska, gdzie duch patriotyzmu nie ginie, a Naród posiada świadomość swojej przeszłości, ale zarazem wyrasta ku przyszłości zatopionej w nadziei. Dziś, kiedy rozmywa się pojęcie tożsamości narodowej, zwłaszcza we Wspólnocie Europejskiej, ten element papieskiego nauczania jest sterem, azymutem, by nie stracić z horyzontu wartości narodowych i chrześcijańskich.
Które z papieskich nauk, słów szczególnie utkwiły Księdzu Biskupowi w pamięci? Które są najbardziej cenne?
– Zawsze przemawiało do mnie szczególnie to, co Papież mówił do nas po linii wojskowej, żołnierskiej. W pamięci mam spotkanie z 40-tysięczną rzeszą żołnierzy w Zegrzu Pomorskim. Jan Paweł II, chyląc czoła przed sztandarem Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, przeżywał to bardzo mocno, ale opowiedział o swoich doznaniach dopiero kilka dni później. Podczas spotkania z ludźmi kultury i sztuki w Teatrze Wielkim w Warszawie stwierdził, że to, co przeżył w Zegrzu, było dla niego rezurekcyjnym odkryciem. Trzeba pamiętać, że żyjąc w kraju okupowanym przez sowiecki totalitaryzm, przez ponad 50 lat pragnął takiego spotkania w wolnej Polsce. Przywrócenie ordynariatu polowego w 1991 r., powołanie pierwszego prawowitego biskupa po dwóch wielkich poprzednikach: ks. bp. Stanisławie Gallu i ks. abp. Józefie Gawlinie, było ogromnie ważne i On, syn oficera Wojska Polskiego, doskonale to czuł. Wspominam też słowa, jakie wypowiedział do młodzieży na Westerplatte, że każdy w swoim życiu znajduje Westerplatte swoich własnych wartości, które trzeba nie tylko obronić, ale wobec których nie wolno zdezerterować. Innym znów razem, niejako w prorockiej wizji, apelował do młodych, że choćby przyszły czasy, kiedy inni nie będą od nich wymagać, to sami w imię tych wartości, które noszą w sercu, muszą ich bronić, co więcej pomnażać i przekazywać następnym pokoleniom jako ubogacone, chrześcijańskie i polskie.
Ojciec Święty w kontaktach z ludźmi w mundurach zawsze wyrażał swoją sympatię dla tego środowiska. Czy wynikało to jedynie z faktu, że – jak sam o sobie mówił – „jest synem żołnierza i dlatego czuje się blisko każdego z was”?
– Papież niemal całe swe życie był związany z wojskiem, a w kontaktach z ludźmi w mundurach stale wyrażał swą wdzięczność za ich żołnierski trud i ofiarę życia. Urodził się w roku wojny polsko-bolszewickiej, w dzieciństwie stracił mamę i wychowywał Go ojciec – oficer WP. Podczas spotkania z wojskiem w Radzyminie w pięknych słowach mówił, że nie mógłby odejść z tego świata, nie złożywszy hołdu i wdzięczności tym, którzy oddawali swe życie za wolną i suwerenną Polskę, w czasie, kiedy On przychodził na świat. Znamienny jest również fakt, że sakramentu chrztu świętego w farze wadowickiej udzielił przyszłemu Papieżowi ks. mjr Franciszek Żak, kapelan garnizonu Kraków.
Kim dla Księdza Biskupa, kapłana, żołnierza był Sługa Boży?
– Dał się poznać światu jako wielki autorytet moralny. Jednak tym, co najbardziej uderzało mnie w postawie Papieża, była Jego wielka prostota, prostota człowieka, do którego każdy miał dostęp. Idąc przez świat, niósł dobro, jednocześnie pokazywał, czym w praktyce jest wiara i zaufanie do Boga i szacunek do drugiego człowieka. Uczył nas, że w imię wdzięczności za to, w co wyposażył nas Stwórca, powinniśmy żyć prostą, nieskazitelną wiarą.
Bóg zapłać za rozmowę.
